niedziela, 14 października 2018

Jesień z rachunkowością. FIFO, LIFO i inne metody wyceny zapasów

Omówiona wczoraj metoda współmierności odpowiedzialna jest za powstanie zapasów. Towar lub materiał do produkcji zakupiony staje się do momentu sprzedaży zapasem. Zapasem też jest materiał w obróbce (produkcja w toku) oraz produkt wytworzony, ale niesprzedany.

Księgowi muszą w związku z powyższym w jakiś sposób wycenić to, co po czasie (od momentu zakupu do momentu sprzedaży) zostaje przyporządkowane do kosztów. Pośrednio wyceniają w tym momencie też cały pozostały "worek" zapasów.

Jakimi metodami mogą się posłużyć księgowi. Od razu nasuwają się co najmniej cztery metody, a dla mniejszych jednostek również piąta - najprostsza.

Jakie to metody? Przedstawmy je niżej.

Metoda identyfikacji indywidualnej

Nie da się jej zastosować wszędzie, ale, przynajmniej teoretycznie, jest najsprawiedliwsza. Otóż do wyniku i do wyceny zapasów bierzemy po prostu pod uwagę konkretne przyporządkowane zakupy. W praktyce często wymaga to stosowania tak zwanych kodów paskowych na magazynach. Po prostu znakujemy i następnie także identyfikujemy księgowo każdy element zakupiony i następnie użyty do produkcji lub po prostu sprzedany. Graficzny opis metody jest następujący:

Metoda średnioważonych cen

Nazwa brzmi logicznie. Ba, brzmi wręcz dobrze. W praktyce metoda ... jest niezwykle skomplikowana. Ciągle bowiem wpadają nam do "worka" nowe elementy, zakupione często po różnych cenach, a my ciągle musimy z tego wyciągać średnią, z pominięciem tych średnich, które już ... wzięliśmy do wyniku finansowego. W metodzie bez dobrego systemu (czasem nie wystarczy arkusz kalkulacyjny) trudno się znaleźć. Dlatego jest rzadko stosowana. Oto graficzny obraz metody:

Metoda FIFO

FIFO - first in, first out / pierwsze weszło, pierwsze wyszło. Najpopularniejsza z popularnych metod. W miarę sprawiedliwa. Po prostu do wyniku bierzemy zawsze najstarsze zakupy. Wadą metody jest znaczne odseparowanie czasowe ceny sprzedaży od ceny zakupów. Przy dużej zmienności cen w czasie może to mieć fundamentalne znaczenia dla wyniku finansowego. Obraz graficzny metody:


Metoda LIFO

LIFO - last in, first out / ostatnie weszło, pierwsze wyszło. Po prostu do wyniku bierzemy zawsze najmłodsze zakupy, stąd jest ona ulubiona przez Amerykanów, gdzie priorytetem jest najsprawiedliwszy wynik finansowy. Odseparowanie czasowe między ceną sprzedaży i ceną zakupu jest minimalne. To niewątpliwa zaleta metody. Wadą metody jest pozostawienie w worku zapasów starych zakupów. Jeśli "magazyn" jest "czyszczony" do zera w miarę regularnie (rzadka to sytuacja), nie jest to wada dyskwalifikująca. Jeśli nie - no cóż. Wówczas przy dużej zmienności cen w czasie rodzi się pokusa koniunkturalnego "czyszczenia magazynów" dla szybkiej poprawy wyniku finansowego. Obraz graficzny metody:

Metoda średniej marży

Do zastosowania w "mniejszych" działalnościach, np. w sklepach spożywczych, w których różnorodność towarów jest ogromna, a identyfikacja jakimikolwiek metodami szczegółów w praktyce niemożliwa. Wówczas po prostu zakładamy, że przedsiębiorstwo sprzedaje towary z określoną marżą (weryfikowaną co jakiś czas, najlepiej corocznie, na bazie historii) i taki umowny (sic!) koszt identyfikujemy do przychodów. Wszystko to, co pozostało, jest zapasem. Obraz graficzny metody:

W praktyce najczęstszą metodą wyceny zapasów jest FIFO. W niektórych jednostkach (dobrze zorganizowanych) można spotkać się z metodą wyceny indywidualnej, w mniejszych nagminnie stosowana jest metoda stałej marży. Stosowanie metody LIFO oraz średnioważonych cen stanowi rzadkość. No, może poza formami amerykańskimi, gdzie z racji kulturowych metoda LIFO jest popularna. Ale należy też wiedzieć, że na przykład Międzynarodowe Standardy Rachunkowości (IFRS) nie pozwalają na stosowanie metody LIFO z powodu ... możliwości manipulowania wyceną i wynikami. Wyklucza to metodę z możliwości zastosowania w wielu firmach w Polsce.

A co o metodach wyceny zapasów mówi ustawa o rachunkowości? Niżej cytuję:
 
"11. Na dzień nabycia lub powstania ujmuje się w księgach rachunkowych nabyte lub powstałe:
1) zapasy rzeczowych składników aktywów obrotowych – według cen nabycia lub kosztów wytworzenia."

"6) rzeczowe składniki aktywów obrotowych – według cen nabycia lub kosztów wytworzenia nie wyższych od cen ich sprzedaży netto na dzień bilansowy."

Tu kłaniają się testy utraty wartości.

"Art. 34. 1. Jednostki mogą wyceniać:
1) materiały i towary – w cenach zakupu,
2) produkty w toku produkcji – w wysokości bezpośrednich kosztów wytworzenia lub tylko materiałów bezpośrednich bądź nie wyceniać ich w ogóle
– jeżeli nie zniekształca to stanu aktywów oraz wyniku finansowego jednostki. Zasady, o których mowa w pkt 2, nie mogą być stosowane do produkcji o przewidywanym czasie wykonania dłuższym niż 3 miesiące, przeznaczonej do sprzedaży lub na rzecz środków trwałych w budowie jednostki. Nie dotyczy to jednak produkcji rolnej.
2. Składniki rzeczowych aktywów obrotowych mogą być na dzień nabycia lub wytworzenia ujmowane w księgach rachunkowych w cenach przyjętych do ewidencji, z uwzględnieniem różnic między tymi cenami a rzeczywistymi cenami ich nabycia albo zakupu, albo kosztami wytworzenia. Na dzień bilansowy wartość składników rzeczowych aktywów obrotowych, wyrażoną w cenach ewidencyjnych, doprowadza się do poziomu określonego w ust. 1 lub w art. 28 ust. 1 pkt 6. Nie dotyczy to produktów gotowych, produktów w toku i półproduktów, jeżeli do ich ewidencji stosuje się koszty planowane, w tym normatywne, różnice zaś między planowanymi a rzeczywistymi kosztami wytworzenia są nieznaczne. Stosowane do wyceny na dzień bilansowy ceny nabycia albo zakupu, albo planowane koszty wytworzenia nie mogą być wyższe od cen sprzedaży netto tych składników."

I bądź tu mądry.
W znowelizowanej ustawie o rachunkowości nic nie ma (ot, zniknęło) nt. metod FIFO, LIFO, itd. Ot, wyceń sobie zapasy "w cenach nabycia" (FIFO, LIFO, średnioważonych cen, identyfikacji indywidualnej) lub po "kosztach planowanych, w tym normatywnych" (metoda stałej marży).

Ogólnie to mam wrażenie, że po kolejnych nowelizacjach nasza rodzima ustawa staje się coraz mniej czytelna, a niektóre punkty są napisane, jakby to delikatnie ująć, nieco ... amatorsko. Ale cóż, świata nie zmienimy, a ustawy już od lat piszą ... studenci. Posłowie, którzy je przegłosowują, zasadniczo zwykle nic z tego nie rozumieją. Na szczęście (lub nieszczęście) coraz bardziej z butami do Polski wchodzą MSR-y. Ale to temat na odrębny artykuł.


sobota, 13 października 2018

Jesień z rachunkowością. Zasada współmierności

Zasada współmierności mówi:

  • Należy ująć koszty odpowiednio do uzyskanych w efekcie ich poniesienia przychodów, czyli nie wówczas, gdy kupimy, nie wówczas, gdy zapłacimy, ale wówczas, gdy sprzedamy. 
Ujęcie zasady w polskiej ustawie o rachunkowości jest następujące:
  • W księgach rachunkowych jednostki należy ująć wszystkie osiągnięte, przypadające na jej rzecz przychody i obciążające ją koszty związane z tymi przychodami dotyczące danego roku obrotowego, niezależnie od terminu ich zapłaty. Dla zapewnienia współmierności przychodów i związanych z nimi kosztów do aktywów lub pasywów danego okresu sprawozdawczego zaliczane będą koszty lub przychody dotyczące przyszłych okresów oraz przypadające na ten okres sprawozdawczy koszty, które jeszcze nie zostały poniesione.
Ustawa przewiduje też logiczny rozdział na koszty związane z produktem i niezwiązane z produktem oraz pewne logiczne uproszczenie - ewidencję kosztów niezwiązanych z produktem tylko wg zasady memoriałowej, tj. w momencie poniesienia:
  • Koszt wytworzenia produktu obejmuje koszty pozostające w bezpośrednim związku z danym produktem oraz uzasadnioną część kosztów pośrednio związanych z wytworzeniem tego produktu. Koszty bezpośrednie obejmują wartość zużytych materiałów bezpośrednich, koszty pozyskania i przetworzenia związane bezpośrednio z produkcją i inne koszty poniesione w związku z doprowadzeniem produktu do postaci i miejsca, w jakich się znajduje w dniu wyceny. Do uzasadnionej, odpowiedniej do okresu wytwarzania produktu, części kosztów pośrednich zalicza się zmienne pośrednie koszty produkcji oraz tę część stałych, pośrednich kosztów produkcji, które odpowiadają poziomowi tych kosztów przy normalnym wykorzystaniu zdolności produkcyjnych. 
  • Do kosztów wytworzenia produktu nie zalicza się kosztów:
    1) będących konsekwencją niewykorzystanych zdolności produkcyjnych i strat produkcyjnych;
    2) ogólnego zarządu, które nie są związane z doprowadzaniem produktu do postaci i miejsca, w jakich się znajduje na dzień wyceny;
    3) magazynowania wyrobów gotowych i półproduktów, chyba że poniesienie tych kosztów jest niezbędne w procesie produkcji;
    4) kosztów sprzedaży produktów.
    Koszty te wpływają na wynik finansowy okresu sprawozdawczego, w którym zostały poniesione.
Jak wytłumaczyć powyższe? Już służę. Otóż, jeśli nie liczyć tzw. kosztów stałych (koszty ogólnego zarządzania firmą oraz sprzedaży i magazynowania) oraz zwykłych strat (niewykorzystane zdolności produkcyjne) koszty po prostu przypisujemy do konkretnych przychodów dopiero wówczas, gdy przychody te powstaną.

Zasada jest praktycznie w całości odpowiedzialna za poziom zapasów w przedsiębiorstwie. Otóż wszystko to, o kupiliśmy, a jeszcze nie sprzedaliśmy jest zapasem, a nie kosztem, poza wyjątkami jw. Najlepiej to będzie wytłumaczyć na przykładach:
  • Elektrownia zakupiła 100 tys. ton węgla energetycznego do przyszłej produkcji prądu. Czy firma poniosła koszt?
  • Nie. Węgiel będzie służył do przyszłych przychodów i będzie rozliczany dozwoloną metodą (o metodach wyceny i rozliczania zapasów jutro) do tychże przychodów w przyszłości.

  • Wydawnictwo poniosło nakłady w wys. 100 tys. zł (druk, korekta, prawa autorskie, reklama) na powstanie książki pt. "Seks, przemoc, narkotyki". Wydrukowano 10 tys. szt. produktu. Cenę sprzedaży ustalono na 30 zł netto plus VAT.
  • Wszystkie te koszty stanowią zapas, następnie zostaną rozliczone po 10 zł do każdego sprzedanego egzemplarza książki. Firma na każdym egzemplarzu uzyska marżę 20 zł, o ile nie zmieni ceny sprzedaży. Jeśli część egzemplarzy nie zostanie ostatecznie sprzedana (biblioteki, utylizacja), wówczas firma będzie miała prawo ujawnić koszt, odpowiednio i konsekwentnie 10 zł do każdego egzemplarza.

  • Firma informatyczna poniosła nakłady w wys. 5 mln zł (wynagrodzenia informatyków, prawa autorskie dla autora scenariusza, reklama) na powstanie gry komputerowej.
  • Ten przykład jest teoretycznie podobny do poprzedniego, trudno jednakże ustalić ilość produktu (firma sprzeda tyle praw, ile kupią klienci). Rozsądnym rozwiązaniem wydaje się po prostu zaplanowanie potencjału i następnie rozliczanie kosztów jednostkowo przyporządkowanych do zaplanowanych ilości do wyczerpania.

  • Kupiliśmy koparkę za 200 tys. zł do realizacji przyszłych prac budowlanych.
  • Tu stosuje się pewne uproszczenie w postaci amortyzacji. Koparka będzie nam służyła do realizacji przychodów z prac budowlanych przez określoną ilość lat i na taki okres powinniśmy rozłożyć koszt jej nabycia. Jest to całkowicie zgodne z zasadą współmierności.

  • Kupiliśmy partię materiałów biurowych za 1000 zł.
  • Zgodnie z zasadą istotności nie rozkładamy tego kosztu na okresy, mimo, że materiały będą zużyte w okresie nawet wielu miesięcy. Byłoby to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Ponadto wydaje się, że mamy do czynienia z typowym kosztem ogólnym. 
A skoro zasada współmierności rodzi zapasy i problem z wyceną zapasów, jutro będzie artykuł na ten temat. Przejdziemy przez LIFO, FIFO i inne pomysły.

piątek, 12 października 2018

Idzie kryzys jak ta lala!

Wynik był lepszy od gry
Nowa reprezentacja Brzęczka? Ja niczego nowego nie widziałem. I, mam obawy, że będzie ... jeszcze gorzej. Ale na dziś można śmiało stwierdzić, że niezasłużenie dostaliśmy się do najsilniejszej grupy drużyn Pucharu Narodów.

Wynik 2-3 z Portugalią i tak jest lepszy od naszej gry. Portugalczycy zagrali bardzo niefrasobliwie i bardzo nieskutecznie. Chyba ... za bardzo się obawiali rywala. A my mamy swoje problemy, widoczne jak na dłoni po takim meczu. Choć trzeba docenić kadrę za strzelenie aż dwóch bramek wynikłych raptem może z trzech sytuacji bramkowych. Za to naprawdę szacunek. Zamiast sprawiedliwego 0-5, mamy nieoddające różnicy klas drobne 2-3.

Czy ta kadra może grać lepiej? 

Nie, ta nie może. Podsumujmy:
- Lewy jest od pół roku totalnie bez formy.
- Jędza może i był najlepiej zarabiającym piłkarzem ekstraklasy, ale sposób, w jaki technicznymi sztuczkami robili go w wała Portugalczycy, każe natychmiast "wrócić na trening podstaw techiki". Sorry, ale Jędza wyglądał ze swoimi umiejętnościami przy rywalach jak totalne drzewo. Nawet ściąć nie dawał rady.
- Wrzutka Łysego była przedniej klasy, i to potrafi on robić najlepiej. I tyle. Jeśli umie tylko jedno, to za mało, jak na kadrę.
- Grosik ma niezłą szybkość. Kiedyś miał ją znakomitą. I nie ma już na dziś ... niczego więcej. 
- Klich na poziomie Kadry to jakieś nieporozumienie.
- Monaco gra słabo, bo Glik jest bez formy. O ułamek, raptem mały ułamek sekundy, ale jednak niemal zawsze spóźniony.
- Bednarek ma fajny uśmiech, ale nie wystraszyło to niestety rywali.
- No i miss kadry Krycha. Za trzecią bramkę należy mu się co najmniej ława, a najlepiej zsyłka na Syberię. Facet postanowił podziwiać piękno Stadionu Śląskiego, zamiast biegać za rywalami. Zresztą znów był bliski spektakularnego ... rajdu do tyłu. Krycha z Sevilli był podporą kadry, mimo drewnianej techniki. Ustawiał się jednak genialnie, a zagrania miał też z pomysłem. Krycha dziś jest karykaturą piłkarza.
Ty, ale ty jesteś słaby! Trenuj, to może wrócisz do formy!

Czy kadra po zmianach może grać lepiej?

Nie, bo kogo do niej wsadzić. Ligę żółwi pewnie wygra po raz kolejny Legia, bo nikt nie chce jej zaszkodzić dobrą regularną i przynoszącą punkty grą. Jak już Jaga wygra perę spotkań, to musi dostać w zęby zaraz 0-4. Czy Legia ma najlepszych piłkarzy w Polsce? No ma. A ilu z nich nadaje się do kadry? Żaden. Jędza? Widzieliśmy. Pazdan? Może dwa lata temu. Kucharczyk? No, nieee. Szymański? On nawet w Legii nie ma pewnego składu.

Dobra, to może kadrę wzmocnią zawodnicy innych polskich klubów? Ci, co dostali w zęby w pucharach? To ja serdecznie dziękuję, za takie wzmocnienie kadry.

A może kadrę wzmocnią zawodnicy innych zagranicznych klubów? Którzy? Bo ci, co w europejskiej piłce liznęli pierwszego składu swoich drużyn, niemal w komplecie zagrali z Portugalią. Reszta? Reszta siedzi na ławach. To ja serdecznie dziękuję, za takie wzmocnienie kadry.

Idzie kryzys! Idzie kryzys jak ta lala! I nic na to nie poradzimy. A już najgłupszym pomysłem jest dorzucanie kolejnej kasy do i tak przepłaconej w kraju dyscypliny. Oby nie!
PZPN będzie musiał przemyśleć politykę cenową


"Ludzie są tacy głupi, że to działa"? Nie, to po prostu były świetne reklamy

Minęło już parę lat od emisji reklam z Chuckiem Norrisem, pamiętacie państwo, tych w stylu: "fak-tury". Dziś Bank Zachodni jest po kolejnych przemianach (wówczas po przejęciu WBK-u, teraz po przejęciu przez Santandera), zmienia po raz kolejny nazwę i ... kolor. Dziś też wiemy, że premier naszego kraju, wówczas robiący karierę we wspomnianym banku, dziwił się, że to zadziałało, tymczasem powinien zrozumieć, że reklamy te były świetne. Po prostu swoim przekazem trafiły do ludzi, a ja mam nadal gdzieś w domu wyżebrany w miejscowym oddziale plakat z samym Chuckiem.
Chuck wstąpił do oddziału


Cóż, ówczesna kampania reklamowa była świetna. Świat jest zresztą pełen świetnych pomysłów, które nawet czasem bywają realizowane. Niegdyś Dominet wyemitował karty z logiem klubowym, takim, jakie najbardziej klientowi odpowiadało. Sam w podskokach poleciałem do banku, i bez względu na koszty, następnego dnia stałem się dumnym właścicielem karty z przepiękną niebieską "erką". Chętnie płaciłem nią za paliwo na stacjach i za jedzenie w restauracjach, zwłaszcza warszawskich.
W "widzewskim" banku dawali karty nawet z logiem Legii

Dziś po Dominecie (i kartach z logiem klubowym) pozostało wspomnienie. Jakimś tam następcą prawnym jest BGŻ BNP Paribas - och, co za złożona nazwa, równie beznadziejna jak niemieckie rzeczowniki.

Jak jeszcze kilka banków się połączy, to nazw nie będzie się dało odszyfrować, np. wyobraźmy sobie "PKO Pekao Alior Raiffeisen Polbank Bank Polski SA". Okropność. Znikną też fajne reklamy, bo na podzielonym na kilka (docelowo 2-3 dominujące, klasyczny oligopol) podmiotów rynku nie będzie sensu wydawać pieniędzy na reklamy, skoro i tak klientów będzie za dużo, a wszyscy traktowani będą jak natrętni petenci.

Świetną kampanię reklamową ma też LINK4, ze śpiewającą "u agenta, na telefon" Kasią. Niezła była też reklama T-Mobile z Natalią. To drugie zadziałało chyba jednak słabiej, bo któż chciałby mieć komórkę gadającą po niemiecku?
Kasia zachęca do rozmowy z agentem

Agresywna Natalia dzwoni z TM


Swoją drogą, było tak, że Chuck zaprosił miss świata na randkę. Klimat jest odpowiedni, randka się rozkręca, dziewczyna powoli się rozbiera, aż zrzuciła wszystkie ciuchy i zachęcająco szepcze do ucha Chucka:
- A teraz, Chuck, pokaż mi to, co potrafisz najlepszego!
Na co dostała z półobrotu.

czwartek, 11 października 2018

Ale się dzieje!

Restauracja na lodowcu na wys. 2800 mnpm
Wydawało się, że mamy lekki zastój w przerwie między sezonami zimowymi. Tymczasem ostatnie tygodnie przynoszą coraz to nowe wieści. Powstaje krzesło w Mostach, buduje się nowa kolej w Zieleńcu - to małe zmiany.

Jednak ostatnio gruchnęło dużymi. Najpierw dowiedzieliśmy się o przejęciu PKL przez PFR. A teraz mamy nową bombę. TMR wchodzi w strategiczny sojusz z operatorem lodowca Mölltal (3122 mnpm) oraz pobliskiego ośrodka Ankogel (2636 mnpm), obu z wystawą południową, czyli słoneczną. Być może nawet zamierza przejąć te ośrodki od prywatnych miejscowych właścicieli.

O tych ośrodkach pisałem jakiś czas temu:

1) Mało znany lodowiec. Z doliny Moell na 3200 mnpm

2) Niszowe ośrodki narciarskie. Ankogel

Mapka lodowca

Rozdwojenie jaźni. PFR zadowolony ze stanu PKL-u, narciarze - nie!

Po co narty na Gubałówce, jak jest przecież plaża?
Fakty prasowe nt. inwestycji PFR w PKL:
  • Z artykułów prasowych dowiadujemy się między innymi, że cena odkupu była "nieco wyższa", niż uzyskana wcześniej kwota z prywatyzacji. Ta z kolei wynosiła 250 mln zł;
  • Podobno spółka jest "trwale rentowna", tu cytuję: "Ze sprawozdania finansowego Polskich Kolei Linowych za rok obrotowy zakończony 30 listopada 2017 r. wynika, że na poziomie jednostkowym PKL miały 83,9 mln zł przychodów, 37,3 mln zł EBITDA, 26,3 mln zł zysku operacyjnego i 18,1 mln zł zysku netto.";
  • Podobno znacząca część przychodów pochodzi ze źródeł "nienarciarskich", a PFR chce jeszcze ten udział ... zwiększyć.
Widać po lekturze duże zadowolenie, że "kolejka na Kasprowy Wierch wróciła w polskie ręce". Tymczasem jak pisał Clarkson: "Gdyby to państwo budowało londyński The Shard, nie działałyby w nim windy!". Ponadto wysokie zadowolenie turystycznych "jednorazowców", a takich w Zakopanem jest najwięcej (a PKL, przypominam, to nie tylko Zakopane), kompletnie nie idzie w parze z nastrojami narciarzy.
Tłum na dole


My, narciarze, nie oczekujemy tylko przejęcia przychodów, zysków oraz budowy hoteli. My oczekujemy, że wreszcie, do jasnej, PKL wróci na narciarskie tory. Jakie zastrzeżenia mamy do sytuacji dotychczasowej? Ogromne, w tym między innymi:
  • Kasprowy - drogo, płatny parking, płatny dojazd, płatny kibel, brak naśnieżania, brak logicznego przejścia z Goryczkowej na Gąsienicową, wyciąg-muzeum na Goryczkowej, brak porządnej trasy zjazdowej do Kuźnic;
  • Gubałówka, Butorowy - narciarstwo tam zdechło, pozostały jakieś mini łączki, brak porozumienia z właścicielami działek od lat najłatwiej dostępnej "górze Zakopanego", brak połączenia - w tym z uwzględnieniem Szymoszkowej;
    I tłum na górze
  • Krynica Parkowa - góra nienarciarska;
  • Krynica Jaworzyna - stosunkowo najlepiej, ale parę rzeczy do usprawnienia by się znalazło;
  • Zawoja - wyciąg żółw na Mosorny, tylko jedna trasa, konieczna modernizacja ośrodka;
    Wyciąg na Mosorny jest wolniejszy od fiata punto
  • Międzybrodzie Żywieckie - tylko jedna trasa, przydałaby się modernizacja ośrodka;
  • Szczawnica - stosunkowo ok, jak na "małą" górę, ale infrastruktura i trasy wymagają modernizacji.
    A na Butorowym wyciąg jeszcze starszy, a trasa niszczeje
Uff, to tyle "na szybko".

wtorek, 9 października 2018

W Polsce jak w Bawarii? Czy na pewno tego chcemy?

Prezes zapowiada, że wkrótce w Polsce będzie jak w Bawarii. Tymczasem we wspomnianej Bawarii media donoszą o niecodziennym ślubie. Oto panny młode w liczbie dwóch:

A gdzie poślubiający je panowie młodzi? Nie ma. Nie ma nie tylko na zdjęciu, ale nie ma ... w ogóle. Otóż dwie piłkarki nożne monachijskiego Bayernu "wyszły za mąż" same ze sobą.

Klub złożył piłkarkom serdeczne życzenia. Nam nie pozostaje nic innego, więc życzymy młodym szczególnie dużo dzieci, naturalnie poczętych z tego związku w naturalny sposób, i to bez zdrad.

Ale nie jesteśmy pewni, czy to o taką Bawarię Naczelnikowi chodziło?

PS. Ostatnio w jednym filmie pewien reżyser skumulował wszystkie grzechy instytucjonalnego Kościoła. Po czym tenże reżyser i aktorzy wzięli się w wywiadach prasowych za misję "czyszczenia stajni Augiasza". Tymczasem komuniści niosą do nas wojnę. To jest dżihad. I my na ten dżihad albo odpowiemy krucjatą, albo nasze córki lub wnuczki będą brały takie śluby. Niech sobie bawarskie piłkarki żyją, jak chcą, ale instytucji małżeństwa nie powinno się rozmieniać na drobne, a rola rodziny w każdym badaniu socjologicznym pytającym o najważniejsze rzeczy w życiu jest niezmiennie od lat na 1. miejscu.

Nie ma natomiast żadnego usprawiedliwienia dla grzechu pedofilii. To nie Kościół powinien jednak z nią walczyć, lecz prokuratura, w każdym przypadku. A w pierwszym kroku potępienia pedofilii państwo polskie winno niezwłocznie wydać USA pedofila Polańskiego. Bo jakże inaczej nazwać gościa, który uprawiał seks (za zgodą matki sutenerki, co warto podkreślić) z 13-latką.