sobota, 13 kwietnia 2019

Toalety, sklepy, promocje. Dyskryminacja ze względu na płeć

Życie ostatnio, tak z kilka dni temu, zmusiło mnie do przebywania przez niemal 3 godz. w wielkim centrum handlowym, zwanym nowocześnie hipermarketem. Po prostu w niektórych miastach stały się one uzupełnieniem dworców kolejowych, a ponieważ pogoda na zewnątrz nie zachęcała do jakichkolwiek spacerów zewnętrznych, to w oczekiwaniu na zgodny z rozkładem jazdy (tj., o dziwo, właśnie odległy o 3 godz.) transport trzeba było zwiedzić świątynię zakupów, aby "uszka się nie przeziębiły, a kark nie zlodowaciał".

Wnioski z tego traumatycznego przeżycia, którego niedogodności zmniejszyłem składając wizytę w absolutnie przepełnionej (jak wszystko wokół) baro-restauracji i przebywając tam niemal godzinę przy ... jednej kawie, są następujące:

  1. W hipermarketowej toalecie w godzinach szczytu odbywa się absolutna dyskryminacja ze względu na płeć. Kolejka do męskiej toalety była pomijalna, tymczasem do damskiej - taka jak za komuny, jakby mięso na kartki właśnie rzucili. Na moje oko: pół godziny jak nic. Albo było coś nie tak z projektowaniem hipermarketowych toalet (z uwzględnieniem pewnych, hmmm..., różnic) albo po prostu kobiety ... wszystko robią wolniej. Istnieje też teoria, że jak jedna pani (lub panna) już do wymarzonej kabiny się dostanie, to zrobi wszystko, aby ... inne panie (panny) czekały jak najdłużej. Bo jak wiemy, kobiety przecież ze sobą rywalizują. Ale o tym już było, w innym tekście na ... Dzień Kobiet.
  2. Kierując się wnioskami z p. 1 i przypominając sobie na pół godziny przed odjazdem rozkładowego pociągu o konieczności nabycia "napoju ratującego życie" na późniejszą drogę, wszedłem do hipermarketowego marketu spożywczego. Tamże były dwie kolejki, tym razem niedyskryminacyjne, bez przydzielonych ról i miejsc wg płci. Dokonałem szybkich obliczeń: pierwsza - 14 osób, w tym 10 mężczyzn i 4 kobiety, druga - 12 osób, w tym 10 kobiet i 2 mężczyzn. Stanąłem w pierwszej. I była to decyzja ratująca mój rozkład jazdy. Gdybym stanął w drugiej, nie zdążyłbym na pociąg, może nawet odjeżdżający dnia następnego.
  3. Wiem, moje wnioski z pkt. 1 i 2 są skandaliczne i skandalicznie dyskryminujące. Ale co powiecie na to, że ... twórcy hipermarketowych reklam są jeszcze gorszymi "faszystami". Otóż reklama zachęcająca do zakupów promocyjnych rozwieszona w całym wielkim hipermarkecie przedstawiała ... absolutnie szczęśliwą i skaczącą z radości kobietę. Co ją tak uradowało? Nie trzeba tu Rutkowskiego, aby wyimaginować, że torby pełne zakupów kupionych na tych promocjach. Jak to było? A... już sobie przypomniałem, przeczytałem w jakiejś gazecie: "Kochanie oszczędziłam dziś w sumie 1000 zł. Wiesz udało mi się dziś uniknąć mandatów, tak jechałam ostrożnie i za zaoszczędzone 500 zł kupiłam sobie w promocji przecenione z 1000 zł buty. Taka okazja. Chcesz zobaczyć?".
PS. Twórcy tej reklamy mają rację. Dla mnie 3 godz. w hipermarkecie były przeżyciem traumatycznym, a marek wszystkich działających w nim sklepów z ciuchami i marek samych ciuchów nie zapamiętałbym nawet na mękach. Ciuchy te interesowały mnie zresztą tak, jak rozgrywki hokeja na trawie, ze wskazaniem na ... hokej na trawie. Wiem w czymś trzeba chodzić. Najlepiej w czymś wygodnym - to moje zdanie, ale nie zawsze jest ono zgodne ze zdaniem lepszej połowy.

W związku z tym reklamy marketów i promocji marketowych zazwyczaj wyglądają właśnie tak:







środa, 10 kwietnia 2019

Koszt pieniądza w czasie wytłumaczony na bazie ... wypłaty dla nauczycieli

Przy okazji strajku nauczycieli warta jest przypomnienia jeszcze jedna kwestia: nauczyciele są jedną z nielicznych grup zawodowych, które otrzymują wynagrodzenie ... z góry, zanim zaczną pracę w danym miesiącu.

Rodzi to kilka problemów, bo jeśli np. zachorują, wówczas potrącenia muszą nastąpić z ... kolejnej wypłaty. A jeśli np. porzucą pracę, to trzeba ich "ścigać" o zwrot nienależnego wynagrodzenia, co pewnie do łatwych spraw nie należy. Nie jestem zresztą nawet pewien, czy na gruncie polskiego prawa można się domagać zwrotu już raz wypłaconego wynagrodzenia, bo chyba ... nie można.

Portaloświatowy.pl:

Pytanie:
Nauczyciele otrzymują wynagrodzenie z góry w pierwszym dniu miesiąca, chyba że jest to dzień ustawowo wolny od pracy. Wówczas wypłata wynagrodzenia jest przesunięta na dzień następny. Czy sobota jest dniem ustawowo wolnym od pracy?
Odpowiedź:Sobota nie jest dniem ustawowo wolnym od pracy. Jeśli pierwszy dzień miesiąca przypada w sobotę, wypłaty wynagrodzenia nauczycielom należy dokonać w pierwszy dzień roboczy miesiąca.
W większości firm standardem jest wypłacanie wynagrodzeń po zakończeniu miesiąca — najczęściej do 7-go dnia kolejnego miesiąca. Oznacza to wówczas, że ... pracownik kredytuje swojego pracodawcę (bo świadczy usługę wcześniej niż następuje wypłata wynagrodzenia). Czas tego kredytu to między 7 a 37 dni (za kwiecień br. — między 7 a 36 dni).

Rozpatrzmy kwestię na realnym przykładzie bieżącego miesiąca, z założeniem, że zarówno pracownik "normalnej" firmy, jak i pracownik oświatowy otrzymują pensję netto ok. 3150 zł — mniej więcej odpowiednik przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w 2018 r. Przy 21 dniach roboczych oznacza to 150 zł netto za dzień pracy.

Komunikat
Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego
z dnia  11  lutego 2019 r.
w sprawie przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w 2018 r.


Na podstawie art. 20 pkt 1 lit. a ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz. U. Dz. U. z 2018 r. poz. 1270 i 2245 oraz z 2019 r. poz. 39) ogłasza się, że przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2018 r. wyniosło 4585,03 zł.

Tak kwestia prezentuje się graficznie:


A tak finansowo — przy zastosowaniu kosztu pieniądza w czasie (mniej więcej odpowiednik RSSO "normalnych" kredytów — WACC + marża za ryzyko) na poziomie 10 proc. rocznie:

Przykład 1 - Pracownik "normalnej" firmy

Założenie: pracownik kredytuje pracodawcę i otrzyma wynagrodzenie za pracę w kwietniu dopiero 7 maja 2019 r.

Kwota kredytu 3 150,00 zł
Koszt kr. (roczny) 10,00%
Ilość dni w roku 365
Dni robocze Data wypłaty Wartość kredytu Dni kredytu Koszt kredytu
01.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 36 1,48 zł
02.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 35 1,44 zł
03.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 34 1,40 zł
04.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 33 1,36 zł
05.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 32 1,32 zł
08.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 29 1,19 zł
09.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 28 1,15 zł
10.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 27 1,11 zł
11.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 26 1,07 zł
12.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 25 1,03 zł
15.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 22 0,90 zł
16.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 21 0,86 zł
17.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 20 0,82 zł
18.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 19 0,78 zł
19.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 18 0,74 zł
23.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 14 0,58 zł
24.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 13 0,53 zł
25.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 12 0,49 zł
26.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 11 0,45 zł
29.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 8 0,33 zł
30.04.2019 07.05.2019 150,00 zł 7 0,29 zł
21 19,32 zł

Przykład 2 - Pracownik oświatowy

Założenie: pracodawca kredytuje pracownika, który już otrzymał (1 kwietnia 2019 r.) wynagrodzenie za bm.

Kwota kredytu 3 150,00 zł
Koszt kr. (roczny) 10,00%
Ilość dni w roku 365
Dni robocze Data wypłaty Wartość kredytu Dni kredytu Koszt kredytu
01.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 0 0,00 zł
02.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 1 0,04 zł
03.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 2 0,08 zł
04.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 3 0,12 zł
05.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 4 0,16 zł
08.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 7 0,29 zł
09.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 8 0,33 zł
10.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 9 0,37 zł
11.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 10 0,41 zł
12.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 11 0,45 zł
15.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 14 0,58 zł
16.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 15 0,62 zł
17.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 16 0,66 zł
18.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 17 0,70 zł
19.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 18 0,74 zł
23.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 22 0,90 zł
24.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 23 0,95 zł
25.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 24 0,99 zł
26.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 25 1,03 zł
29.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 28 1,15 zł
30.04.2019 01.04.2019 150,00 zł 29 1,19 zł
21 11,75 zł


Wnioski

Powyższe oznacza, że:

  • miesięczny koszt kredytowania pracodawcy przez przeciętnego pracownika w "normalnej" firmie wynosi 19 zł 32 gr;
  • miesięczny koszt kredytowania pracownika oświatowego przez pracodawcę wynosi 11 zł 75 gr;
  • przy założonym "takim samym" wynagrodzeniu pracownik oświatowy zarabia realnie więcej — jeśli uwzględnimy do kalkulacji także koszt pieniądza w czasie (nie trzeba go pożyczać lub można go inwestować);
  • nie są to jednak różnice imponujące z punktu widzenia pracownika — więcej oznacza raptem 31 zł 7 gr miesięcznie;
  • natomiast z punktu widzenia pracodawcy, w dodatku takiego zatrudniającego dokładnie 702 293 pracowników (liczba zatrudnionych nauczycieli, źródło: link tutaj) jest to szacunkowo —przy założeniu średniej pensji jw. — 21 819 185 zł 26 gr dodatkowego kosztu finansowania miesięcznie;
  • w skali roku taki koszt respektowania Karty Nauczyciela w tej kwestii wynosi — przy założeniach jw. — 261 830 223 zł 12 gr.
Taka jest "kuchnia" liczenia kosztu pieniądza w czasie. Tu ukazana na bardzo "na czasie" i bardzo "życiowym" przykładzie. W praktyce stosuje się takie obliczenia dla udzielania kredytu kupieckiego (odroczony termin zapłaty) przez jedno przedsiębiorstwo drugiemu przedsiębiorstwu.


wtorek, 9 kwietnia 2019

Giełda czeka na PPK niczym wysychająca sawanna na porę deszczową

Stan na dziś jest dość depresyjny, gdyż:

  • nie ma zaufania przedsiębiorstw do giełdy;
  • nie ma zaufania inwestorów do giełdy;
  • mało jest debiutów, a na głównym parkiecie nie ma ich ostatnio wcale;
  • za to liczna jest reprezentacja spółek, które wycofują się z parkietu, bo nie widzą korzyści z dalszego trwania (brak agio emisyjnego), za to widzą nadmierne regulacje i problemy wynikające z upubliczniania wyników i informacji o firmie.
Czy planowane na połowę roku uruchomienie PPK pomoże? Chyba nie taki miał być cel tego programu, ale myślę, że giełda wypatruje "dodatkowej gotówki" niczym wysychająca sawanna pory deszczowej. Czy tak powinno być oraz jakie są tego przyczyny - to już temat-rzeka na osobną dyskusję.

Obecnie sytuacja wygląda (prognozę na 2019 r. skonstruowano przez pomnożenie danych za I kw. przez 4) jak na wykresie:
Źródło danych: https://www.gpw.pl/podstawowe-statystyki-gpw

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Powrót do treści merytorycznych. Dla biznesu. Ryzyko kontrahenta


  • Nie ma wielkich zmian w otoczeniu biznesowym? Przypomnij sobie, że jeszcze niedawno miałeś lokatę w Banku Zachodnim WBK reklamowanym przez Chucka Norrisa, jeździłeś daewoo nubirą, zakupy na remont mieszkania robiłeś w markecie Praktikera, w Grecji byłeś z Triadą, a prąd sprzedawał ci Vattentall. Tych marek w Polsce już nie ma.
  • Co zrobić, aby ograniczyć ryzyko nieuczciwego lub będącego w złej kondycji finansowej kontrahenta? Jakie elementy są kluczowe do właściwie wykonanej analizy kontrahenta? 
  • Czy warto postawić na sprytnego analityka, czy raczej lepiej skorzystać z serwisu dostępnego na rynku?


Rzeczywistość medialna i fakty – jak wiele zmieniło się w otoczeniu biznesowym


Biznes, poza działaniami stricte marketingowymi, na ogół nie lubi rozgłosu. Nie lubi też zamieszania wokół swoich marek i związanej z tym niepewności klientów. Ci mają żyć w spokoju i nie troszczyć się nadmiernie o otaczającą ich rzeczywistość. Niewłaściwy rozgłos gwarantuje bowiem dla biznesu kłopoty. Biznes lubi też swoje rozgrywki - czyli fuzje, przejęcia, bankructwa, zmiany właścicielskie czy zmiany brandów – toczyć w możliwie jak największym spokoju i bez perturbacji dla klientów. Ideałem jest, aby nie zauważyli oni żadnych zmian lub aby te zmiany, które są konieczne, zainteresowały ich w jak najmniejszym stopniu. Stąd komunikaty w zakresie biznesowym raczej epatują spokojem, reklamy robi się z wykorzystaniem głównie pozytywnych emocji i „sielskości” zwyczajnego życia. Tworzy się na nich wrażenie, że prezentowane marki mają wieloletnią tradycję. W efekcie Polacy mają wrażenie, że otoczenie biznesowe jest stabilne, firmy mają się dobrze, ba, coraz lepiej i że tak jest od lat. Jako konsumenci nie interesują się przecież szczegółami. Taka jest rzeczywistość medialna.
Tymczasem fakty mówią nam coś wręcz przeciwnego. Tylko czasem po prostu tych faktów nie zauważamy lub w ewolucyjnej rzeczywistości po prostu nie dostrzegamy zmian. A skala tych zmian jest we niektórych branżach wręcz epokowa.
Primo: energetyka. Na Śląsku dwie dekady temu sprywatyzowano miejscowy zakład energetyczny pod firmą Górnośląskiego Zakładu Energetycznego (GZE) na rzecz właściciela ze Szwecji. Stąd jeszcze dekadę temu klienci otrzymywali tu rachunki za energię elektryczną od firmy Vattenfall, a na przykład w Małopolsce od Południowego Koncernu Energetycznego (PKE). Dziś w obu regionach tak zwany prąd sprzedaje im Tauron.
Secundo: górnictwo. Czy ktoś pamięta jeszcze na przykład Rudzką Spółkę Węglową, Gliwicką Spółkę Węglową, itd.? Pewnie niewielu. Te i inne przedsiębiorstwa górnicze utworzyły zaledwie 16 lat temu Kompanię Węglową. Na rynku węgla energetycznego pozostały na Śląsku w zasadzie dwa wiodące podmioty: Kompania Węglowa właśnie i Katowicki Holding Węglowy. Dziś obu tych marek już nie ma, a na rynku dominuje Polska Grupa Górnicza.
Tertio: bankowość. Banki Alior i Pekao zostały niedawno zrepolinizowane, czytaj: odkupione przez jednostkę zależną od państwa z rąk zachodnich imperia…, przepraszam, kapitalistów. To tylko niektóre z licznych fuzji i przejęć na rynku, gdzie branża się ewidentnie zwija w zakresie konkurencyjności. Citibank, Dominet, Polbank, Raiffeisen, Bank Zachodni, Wielkopolski Bank Kredytowy, Deutsche Bank – to tylko nieliczne przykłady jednostek, które zostały zjedzone przez inne jednostki lub wycofały się z działalności bankowej w Polsce lub … jedno i drugie.
Quatro: handel. Tu obok przejęć (Real) mamy też niestety poważne problemy finansowe (ograniczanie działalności) lub bankructwa: Alma, Praktiker, Piotr i Paweł, Tesco.
Quinto: rynek finansowy. Bankructwo spółki oferującej „lokaty w złoto” Amber Gold, restrukturyzacja GetBacku, który emitował obligacje i publikował cudowne wyniki finansowe i „nagle” zbankrutował – to  najbardziej spektakularne afery. Ale w tle mamy jeszcze plajtę akcjonariatu pracowniczego, plajtę systemu polisolokat i parę innych „kwiatków”

Rysunek 1- Wyniki GetBacku wykazane przez spółkę w raportach giełdowych
Źródło: Ekonomiaplussport.blogspot.com; Źródło danych: Bankier.pl

Do ww. sytuacji dochodzą jeszcze liczne bankructwa i głośne problemy w sektorze budowlanym, podobnie z branży turystycznej.
„Żyjemy w stabilnym i bezpiecznym świecie” – ta teza jest dziś nie do obronienia.

Rysunek 2 - Te marki są już nieaktualne, a przecież pamiętamy je doskonale
Źródło: Ekonomiaplussportblogspot.com


Nowe prawo restrukturyzacyjne – skutki i niebezpieczeństwa


Jedną stroną tej gry są konsumenci, którzy często nie odczuwają zachodzących zmian lub zmiany te mają dla nich reperkusje pomijalne, poza takimi przypadkami jak Amber Gold i GetBack. Drugą stroną gry, często znacznie bardziej poszkodowaną, a przynajmniej znacznie bardziej narażoną na rzeczywiste straty, są firmy współpracujące – różnej maści zleceniodawcy, kooperanci, podwykonawcy, dostawcy. Zleceniodawca ryzykuje, że wybrany przez niego podmiot nagle porzuci wydawałoby się intratne dla niego zlecenie i po prostu nie wywiąże się ze swoich zadań. Kooperant, że to nagle na niego spadnie całe ryzyko i koszty kontraktu. A podwykonawca lub dostawca, że nie dostanie pieniędzy mu należnych.
W czasach, w których jest bardzo trudno lub praktycznie nie da się funkcjonować na konkurencyjnym rynku nie udzielając kredytu kupieckiego kontrahentom, jest to problem poważny. Przez zaistnienie problemów u kontrahenta, można przecież samemu zbankrutować, zwłaszcza jeśli nie dysponuje się odpowiednią rezerwą kapitałową na takie przypadki lub jeśli zlecenie jest wyjątkowo wysokiej wartości jak na nasze zasoby. A dodatkowo od niedawna ryzyko zwiększa nowe prawo restrukturyzacyjne (zastąpiło instytucję upadłości układowej), napisane tak, aby chronić … restrukturyzowane przedsiębiorstwo kosztem wierzycieli. Jeśli dojdzie do takiej formalnej restrukturyzacji, wówczas wierzyciel:
·       nie może wypowiedzieć restrukturyzowanemu umów, ani zaprzestać wykonywania zleceń, a wszelkie umowne zapisy warunkowe w tym kierunku będą z mocy prawa uznane za nieważne;
·       nie może dyskryminować restrukturyzowanego w zamówieniach;
·       nie może podjąć żadnych działań skutkujących szkodą dla restrukturyzowanego;
·       musi się liczyć z tym, że jego wierzytelności zostaną objęte układem i zrestrukturyzowane, czytaj: znacząco zredukowane;
·       często nie ma żadnego wpływu na przebieg restrukturyzacji i decyzje podejmowane przez osoby zarządzające restrukturyzowanym – trzeba trafu: najczęściej jest to … dotychczasowy zarząd.

Rysunek 3 - Upadłości i restrukturyzacje w Polsce w latach 2013-2018
Opracowanie własne na podstawie danych COIG



Co robić w takiej sytuacji


Co robić w takiej sytuacji? Jak się zabezpieczyć przed ryzykiem? Jak zabezpieczyć nasze interesy i nasze pieniądze?
Wydawałoby się, że rozwiązaniem są usługi typu:
·       ubezpieczenia należności;
·       faktoring;
·       gwarancje bankowe.
Oczywiście, są to często działania standardowe, ale nie zawsze będą skuteczne, gdyż:
·       kontrahenci niebędący pewni wywiązania się ze swoich zobowiązań nie będą chętni na ułatwianie drugiej stronie zarządzaniem ewentualnymi wierzytelnościami (umowny zakaz cesji);
·       bank lub inna instytucja świadcząca usługi ubezpieczenia należności, faktoringu lub wystawiania gwarancji bankowych chętnie zrealizuje takie zlecenia, ale tylko jeśli … nasz kontrahent jest w dobrej kondycji finansowej.
Co wówczas robić. Dla mniejszych firm rozwiązaniem jest kupienie serwisu lub pojedynczych informacji od wyspecjalizowanej firmy wywiadowczej, a co najmniej kilka (Coface, Euler Hermes, PWG, Bisnode) dobrze miewa się na naszym rynku. Firmy takie, korzystając z efektu skali, dostarczą nam informację o własnej ocenie (ratingu) kondycji finansowej wskazanego kontrahenta lub grupy kontrahentów. Oczywiście firma wywiadowcza też może mieć nieaktualne (zwłaszcza dane finansowe), niepełne lub zniekształcone informacje lub czasem może się mylić, ale - wierzcie mi państwo – nagłe doprowadzenie firmy posiadającej zdrowe fundamenty do bankructwa nie jest takie łatwe. Spółce Ideon (d. Centrozap) zabrało to kilka lat. Oczywiście są wyjątki, takie jak GetBack, ale dokładna analiza ich danych finansowych wyraźnie wskazuje na przeszacowania wartości aktywów, dodatkowo niekwestionowane przez audytora (Deloitte). Stąd firma oceniana jako posiadająca niskie ryzyko bankructwa przez wywiadownię prawdopodobnie w rozsądnej perspektywie (rok, może 2 lata) raczej nie upadnie, chyba, że drastycznie zmieni się sytuacja w całej branży, np. na skutek nowych regulacji prawnych, ale tego to już nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Niepewność prawna jest bowiem stałym elementem funkcjonowania biznesu w Polsce, i mam wrażenie, że biznes ten już się do tego w miarę możliwości przyzwyczaił.
Dla większych firm świetnym rozwiązaniem jest zatrudnienie odpowiedniej klasy analityka, który po prostu tam, gdzie jest to możliwe, wykona pracę wywiadowczą sam. Najłatwiej jest sprawdzić firmy notowane na giełdzie, te przecież … publikują swoje wyniki finansowe i to w miarę aktualnie (co kwartał), ponadto muszą one publikować komunikaty o kluczowych decyzjach, kontraktach, zdarzeniach. To znacząco ułatwia pracę analityczną. Uzupełnia się ją jeszcze wywiadem środowiskowym, przeglądem „internetów” i np. weryfikacją KRD.
Dane pozostałych firm są dostępne w sądach. Ale trudno wymagać od naszego analityka, aby jeździł po sądach w całym kraju. Tu zasadniczo korzysta się z danych wyciągniętych przez wywiadownię, ale ocenę wywiadowni uzupełnia się dodatkowo oceną własną. I tę własną raczej traktuje się jako istotniejszą, nie zapominając o tamtej, zwłaszcza jak nie jest zbyt pozytywna.
Jakie czynniki mogą być istotne dla określenia ryzyka kontrahenta. Ano warto przede wszystkim sprawdzić, czy:
·       firma generuje pozytywne wyniki finansowe i to raczej nie tylko w jednym okresie – po prostu raczej nikt nie „zwinie” opłacalnego biznesu;
·       firma posiada istotną przewagę wartości majątku nad wartością zobowiązań, czyli jaki ma stopień zadłużenia – jeśli firma jest finansowana w znacznej mierze kapitałem własnym, oznacza to, że jest w miarę „bezpieczna” oraz, że akcjonariusze są skłonni do ponoszenia ryzyka własnego i też raczej nie będzie im „w smak” szybkie bankructwo;
·       firma posiada istotną wartość i istotny rzeczowo majątek trwały – oznacza, to że właściciele „nie obawiali” się wnieść aktywów produkcyjnych do spółki oraz, że nie będzie łatwo im tej spółki „poskładać” w razie załamania rentowności działalności;
·       nasze kontrakty z firmą nie przekraczają wartościowo wielokrotnie zaangażowanego przez akcjonariuszy tej firmy kapitału, nie stanowią zbyt istotnego odsetka przychodów lub kosztów – jeśli nie, wówczas nie będzie się opłacało „kłaść” firmy dla niewywiązania się z kontraktu z nami.
Warto też sprawdzić, kto jest akcjonariuszem naszego kontrahenta, gdzie jest zarejestrowana siedziba, jakie są jego powiązania, jaka też jest forma prawna tego podmiotu. Zdaniem wielu na przykład spółki skarbu państwa to bezpieczne przystanie bez ryzyka, choć przykłady z życia potrafią temu zaprzeczyć.

Rysunek 4 - Ta spółka skarbu państwa nie przetrwała złej koniunktury 
Źródło: Ekonomiaplussport.blogspot.com


Ryzyko rośnie, jeśli kontrahent zarejestrowany jest za granicą (koszty ew. sporu, nieznajomość prawa tego kraju, trudności w egzekucji wierzytelności). Ryzyko jest krytyczne, jeśli kontrahent jest zarejestrowany w raju podatkowym lub w kraju poza kontrolą polskich organów podatkowych (wówczas i poza polską egzekucją sądową). Ryzyko rośnie też w przypadku częstych przekształceń form prawnych. Można wówczas domniemać, że przekształcenia były wykonywane w celu uniknięcia odpowiedzialności za zobowiązania.


Podsumowanie


Cokolwiek nie robić, nie unikniemy ryzyka kontrahenta. Zasadniczo chcemy współpracować z uczciwymi kontrahentami, którzy respektują reguły rynkowe, ale – jak niestety wiadomo – nie zawsze tak jest. Abstrahując więc od działań opisanych powyżej – trzeba myśleć. Myśleć przed podpisaniem umowy (treść) oraz w trakcie jej realizacji. Bo nawet najlepiej napisana umowa nie zagwarantuje nam tego, że druga strona się z niej wywiąże.
Swego czasu układ restrukturyzacyjny Widzewa („tamten” Widzew już zbankrutował, teraz w II lidze gra „nowa” spółka), teraz proponowany układ restrukturyzacyjny GetBacku, gdzie „obligatariusze poparli propozycję układową windykatora, dzięki której w ciągu ośmiu lat odzyskają 25 proc. zainwestowanych pieniędzy”[1] – to przestrogi dla otoczenia.
– Odzyskasz aż 25 proc. zainwestowanych pieniędzy! – nie każdemu „inwestorowi” ten komunikat wyda się radosny. Może on zapytać: – A gdzie moje 75 proc.?
– Właśnie je poświęciłeś na ołtarzu restrukturyzacji i ratowania istnienia twojego dłużnika – można odpowiedzieć.
Udzielajmy więc kredytu kupieckiego ostrożnie, sprawdzajmy swoich kontrahentów, nie decydujmy się realizować prac na warunkach, które z góry wskazują na bardzo wysokie ryzyko kredytowe. Całkowicie tego ryzyka nie unikniemy, ale nie brnijmy przynajmniej w przedsięwzięcia wskazujące na jego krytyczny poziom.


niedziela, 7 kwietnia 2019

piątek, 5 kwietnia 2019

Ekonomia społeczna. Czego chce przeciętny Polak?

Strajkowali lekarze rezydenci dla "dobra pacjentów". Rząd dorzucił pieniędzy do systemu, poprawił wynagrodzenia lekarzom i dziś mamy ... tragiczne historie związane z tzw. SOR–ami.

Mają zamiar strajkować nauczyciele dla "dobra dzieci". Jest więcej niż prawdopodobne, że w obliczu zbliżającego się maratonu wyborczego rząd im ulegnie, dorzuci pieniędzy do systemu i poprawi wynagrodzenia nauczycieli. Czy w związku z tym będziemy mieli lepszą oświatę? Czy skończy się gehenna rodziców związana z nieustannymi wydatkami na dokształcanie "po godzinach"? Czy skończy się odrabianie lekcji w domu? Czy radykalnie poprawią się wyniki egzaminów gimnazjalnych oraz matur?

A skądże. Od wielu lat dowodzę, że jakość pracy nie zależy od pieniędzy. A czasem, jak pisałem w w Zakończeniu do Międzynarodowych standardów rachunkowości – wydanych przez gliwicki Helion – jest tak, że "im więcej pieniędzy władujesz w dany projekt, tym większego gniota otrzymasz w zamian".

Problem bowiem polega na relacji pracy do płacy. Po pierwsze nie jest ona liniowa, delikatnie mówiąc. Po drugie ludzie nie chcą wcale dużo pracować i dzięki temu dużo zarabiać. Ludzie chcą raczej mało pracować, ale dużo zarabiać.

No cóż, życie. A raczej ekonomia społeczna por favor.