wtorek, 21 maja 2019

Mamy tytuł po 30 latach. Progres śląskiej piłki, czy raczej upadek?

Lista regionalnej chwały

40 lat temu mistrzem Polski został Ruch Chorzów. 39 lat temu - Szombierki Bytom, co nawet wówczas było niespodzianką. 34, 33, 32 i 31 lat temu - Górnik Zabrze. 30 lat temu po raz ostatni przed "wielką śląską posuchą" - Ruch Chorzów. 

Byłem już bliski pisania artykułu, jak to "dziki kapitalizm" dobił śląskie kluby i śląską piłkę, wszystkie fakty prawie mi zresztą pasowały do tezy, ale pozostaje to drobne słowo "prawie". Tym "prawie" rąbnął mi w tezę nagle Piast Gliwice - uwaga, to niewyobrażalne - tegoroczny mistrz Polski.

Berło wróciło na Śląsk. Korona wróciła na Śląsk. Mistrzostwo wróciło na Śląsk. W całej tej degrengoladzie mamy więc mistrza. Czy tytuł Piasta rozrusza śląską piłkę, jak - przymierzając - sukces jednostkowy Adama Małysza rozruszał polskie skoki narciarskie? Pożyjemy, zobaczymy!

30 lat temu ligę wygrał Ruch Chorzów przed GKS-em Katowice i przed Górnikiem Zabrze. Na szczeblu centralnym (I liga oraz 2 grupy II ligi) grało wówczas 10 drużyn z regionu, jeśli za takowy (aby uniknąć dyskusji co jest śląskie, co nie, gdzie są granice Śląska, co należy do aglomeracji, co nie, itp.) uznać kluby z ówczesnego województwa katowickiego, nieznacznie różniącego się od dzisiejszego śląskiego. Całe podium zajęły kluby z regionu. Ale - jak dziś - patrząc dalej nie dostrzegaliśmy już tak złotych zgłosek. Losy "tamtych" klubów "dziś" przedstawiają się tak:


Jak widać z tych 10 klubów aż trzy w tamtym sezonie spadły ze szczebla centralnego (w tym - uwaga - Piast Gliwice!), Jastrzębie było co prawda w ekstraklasie, ale spadło też niżej (do ówczesnej I ligi), a i dorobek reszty nie powalał na kolana.

Co dziś dzieje się z tymi klubami? Oto odpowiedzi:

  • Jako jedyny potężny progres zanotował Piast. Jest dziś (po raz  pierwszy) mistrzem Polski.
  • Złoty medalista sprzed 30 lat (Ruch) właśnie spadł ze szczebla centralnego (dziś ekstraklasa, I liga i II liga) na 4. szczebel rozgrywkowy w kraju. To katastrofa.
  • Srebrny medalista (GKS Katowice) spadł na 3. szczebel rozgrywkowy (II liga). To również katastrofa.
  • Brązowy medalista jakoś się trzyma (11. miejsce w ekstraklasie), ale do dawnej sławy mu daleko.
  • Wówczas spadające z ekstraklasy (I liga) Jastrzębie dziś jest w I lidze, czyli na 2. szczeblu rozgrywkowym. Ni to spadek, ni to progres. Mniej więcej status quo.
  • Wówczas wygrywające II ligę Zagłębie dziś spada z ekstraklasy. Trudno ocenić, czy to spadek, czy to progres.
  • Kolejno Polonii Bytom, Odry Wodzisław, Górnika Knurów (otarł się niegdyś o ekstraklasę) oraz Górnika Pszów nie ma na szczeblu centralnym. Z futbolu bytomskiego oraz na południe od Gliwic pozostały niemal zgliszcza.
Z drugiej strony dziś na szczeblu centralnym pokazały się drużyny wówczas dołujące oraz niebyłe: 
  • Całkiem zgrabnie w I lidze radzą sobie Podbeskidzie Bielsko-Biała (30 lat temu nie było takiego klubu) oraz GKS Tychy (wiele lat temu wicemistrz Polski), a do ekstraklasy awansował Raków Częstochowa (też woj. śląskie). 
  • Z kolei w II lidze (też szczebel centralny) jeszcze tym sezonie grały takie kluby jak Skra Częstochowa (też woj. śląskie) ROW Rybnik oraz Rozwój Katowice. Ale niestety - spadły niżej.

Po sezonie pełnym spadków dla regionu (znów dla uproszczenia przyjmę, że reprezentują go kluby z dzisiejszego województwa śląskiego) tak będzie wyglądał skład kolejnego - 2019/20:
  • Ekstraklasa: Piast Gliwice, Górnik Zabrze oraz Raków Częstochowa (to też dziś woj. śląskie) - 3 kluby.
  • I liga: Zagłębie Sosnowiec, GKS Jastrzębie, Podbeskidzie Bielsko-Biała, GKS Tychy - 4 kluby. W zestawieniu nie ma Odry Opole (klub śląski, ale nie z woj. śląskiego - konsekwentnie).
  • II liga: Skra Częstochowa (konsekwentnie jw.), GKS Katowice - tylko 2 kluby, bo wszystkie inne ... spadły niżej.
Razem będziemy mieli 9 klubów w województwie na szczeblu centralnym (ale tylko 7 z byłego województwa katowickiego, a 2 - z częstochowskiego). Nie ma wśród nich aż trzech mistrzów Polski sprzed lat: Ruchu Chorzów, Polonii Bytom (być może, jeśli bytomianie wygrają baraż, będą derby z Ruchem  w ... III lidze) oraz Szombierek Bytom. 

A Piast Gliwice został mistrzem Polski! I jak tu ocenić ten niespodziewanie (acz zasłużenie) "złoty" sezon dla regionu?

niedziela, 19 maja 2019

Gratulacje!


Blog o ekonomii, sporcie, fantastyce i obyczajach serdecznie gratuluje piłkarzom Piasta Gliwice pierwszego w historii tytułu mistrza Polski. Gliwice na tronie? To nie do uwierzenia. Przyznaję, że sam na nich nie stawiałem.

30 lat temu ostatni tytuł dla Śląska zdobył Ruch Chorzów z Waldemarem Fornalikem na obronie. Dziś historia zatoczyła pętlę. Trener Fornalik osiągnął największy sukces w karierze szkoleniowca i powtórzył swoje osiągnięcie sprzed 30 lat. Dzięki temu też słaby dziś jak nigdy Ruch Chorzów ... pozostał liderem klasyfikacji medalowej mistrzostw Polski. Z 14 tytułami. Tyle samo (ale mniej srebrnych medali) ma Górnik Zabrze. A tylko 1 mniej dzisiejszy przegrany - Legia Warszawa.

Ruch, Górnik, Polonia, Szombierki i ... Piast Gliwice - oto uzupełniona lista mistrzów że Śląska.

Czy to jednorazowy wyskok? Znając umiejętność rozsądnego gospodarowania działaczy klubu i władz Gliwic wcale bym nie był tego taki pewien.

Piast mistrzem Polski. GKS Katowice leci do II ligi. ROW Rybnik, Rozwój Katowice oraz ... Ruch Chorzów lecą do III ligi. Ten dramatyczny dla regionu sezon przynosi mu ... 32. gwiazdkę. Po 30 latach oczekiwania. Po 23 latach od ostatniego trofeum (puchar Polski ... Ruchu Chorzów) w ogóle.

Jeszcze raz wielkie gratulacje dla Piasta. W rundzie mistrzowskiej dokonaliście niemożliwego. I zagraliście ... mistrzowsko: 6 zwycięstw, 1 remis, bez porażki, 19 punktów zdobytych. Zasłużyliście na ten tytuł jak nikt inny.

Jaka piękna katastrofa

Przyznam, że z artykułem czekałem na rozstrzygnięcie wyników sportowych, aby nie być posądzonym o stronniczość. Ale cóż, właśnie nastał czas, aby ostro ruszyć z tematem. Z jakim tematem? Z "inwestycją" katowickiego samorządu w znakomity wielosekcyjny klub w Katowicach.

Jak temat wygląda sportowo? Wydawałoby się, że w miarę nieźle. Hokeiści z brązowym medalem, siatkarze w środku tabeli najwyższej klasy rozgrywkowej, a piłkarze ... nadal na szczeblu centralnym. Ale tak można spojrzeć na temat tylko i wyłącznie wówczas, jeśli oderwie się wyniki sportowe od zaangażowania finansowego "inwestorów". Bo jeśli się przyjmie, że była to kluczowa i strategiczna inwestycja sportowa jednego z najbogatszych miast nie tylko w regionie, ale i w kraju, to pozostaje tylko ... piękna katastrofa. Powinno się na "temat" bowiem spojrzeć tak:

  • Miejska drużyna z najwyższym budżetem w lidze hokejowej, w dodatku naszpikowana reprezentantami kraju oraz dobrymi obcokrajowcami, dowodzona przez zagranicznego trenera nie potrafiła obronić pierwszego miejsca po sezonie zasadniczym i dała się ograć "prywaciarzowi" z Krakowa.
  • Miejska drużyna z dobrym budżetem w lidze siatkarskiej z renomowanym trenerem i renomowanymi siatkarzami utknęła gdzieś w strefie "bez większych ambicji".
  • Miejska drużyna piłkarska mająca walczyć o ekstraklasę właśnie w spektakularnych okolicznościach spadła na ... trzeci szczebel rozgrywkowy. Nie, nie będzie nawet derbów z Ruchem Chorzów, bo ten postanowił "strategicznie" fiknąć jeszcze niżej.
Obrazu katastrofy dopełniają jednak liczby. I te one są tu najważniejsze. Ile kosztowała mieszkańców w dwóch ubiegłych latach ta "zabawa" możemy wyczytać z raportu rocznego grupy kapitałowej:

Dane w tysiącach złotych


Z raportu dowiadujemy się, że "inwestorzy" (czytaj: samorząd) dopłacili do tego biznesu w 2017 r. ponad 10 mln zł oraz w 2018 r. ponad 17 mln zł. W końcu "potrzeby rosną", a poziom ... miał iść w górę.

Skąd bierze się taka potrzeba dofinansowywania? Otóż sport zawodowy w Polsce jest deficytowy. To już wiemy. Jego funkcjonowanie w formie spółek akcyjnych (a już nie mówię notowanych jak GKS) z założenia nastawionych na zysk, w przypadku działalności sportowej trąci ... idiotyzmem. Polska to nie Niemcy, ani Anglia. Nie mamy kibica płacącego krocie za transmisje wydarzeń sportowych i zostawiającego kolejne krocie na stadionach, lodowiskach i halach. Gdyby w Polsce bilet na wydarzenie ligowe kosztował równowartość np. 50 funtów - to pies z kulawą nogą by tego wydarzenia nie oglądał. Sport jest potrzebny mieszkańcom. Sport ma zapewniać rozrywkę. Sport świadczy też o atrakcyjności miejscowości dla obecnych i potencjalnych mieszkańców. W czasach, gdy radykalnie spada zainteresowanie książkami, teatrem, sztuką wysoką, jedyną "atrakcją" pozostaje w wielu miejscach ... mecz.

Ale czy to musi kosztować aż tyle. O tej godzinie jeszcze nie znamy wyniku walki Piasta Gliwice o mistrzostwo Polski, ale jestem w stanie się założyć, że rozsądne Gliwice osiągnęły tak wysoki poziom sportowy za ... znacznie mniejsze pieniądze mieszkańców niż Katowice. Postaram wkrótce sprawdzić też tamtejsze dane, choć będzie to trudniejsze, bo Piast ... nie jest spółką notowaną.

Było już wyżej, że sport jest deficytowy. A w Katowicach jest on ... wybitnie deficytowy. Oto dowód:

Dane w tysiącach złotych

Z powyższego zestawienia dowiadujemy się, że spółka "ma" rocznie ok. 23-24 mln zł kosztów oraz była w stanie sama "zarobić" na odpowiednio ok. 30 proc. w 2017 r. oraz 25 proc. w 2018 r. swoich kosztów. Resztę trzeba było ... dofinansować lub ... zaciągnąć zobowiązania. Takie są prawa natury, czyli - w tym przypadku - ekonomii. A jak wygląda sytuacja bilansowa i wspomniane zobowiązania? Oto odpowiedź:

Dane w tysiącach złotych



Z powyższego zestawienia dowiadujemy się z kolei, że zobowiązania na koniec 2018 r. wynoszą ponad 12 mln zł. W ciągu roku wzrosły o ok. 5 mln zł. Ponadto na "wejściu" w 2017 r. kapitał spółki (utożsamiany z księgową wartością przedsiębiorstwa) był dodatni i wynosił nieco ponad 3 mln zł. Po dwóch latach jest ujemny i wynosi minus 8 mln zł. W trakcie dwóch lat więc zmniejszył się o ponad 11 mln zł.

Obrazu katastrofy dopełnia nie najlepsza frekwencja na wydarzeniach sportowych wielosekcyjnego GKS-u, gdyż:

  • Hokeiści grają na "kurniku", a pomysły gdy w Janowie (dzielnica rywalizującego z GKS-em klubu hokejowego) z kibicami bardzo słusznie (to trudne do wyobrażenia z punktu widzenia bezpieczeństwa) storpedowała policja.
  • Siatkarze pod szyldem "GKS" grają w Szopienicach (dzielnica kibiców Ruchu), co stanowi trudność logistyczną z zapewnieniem bezpieczeństwa docierającym na mecz widzom.
  • Piłkarze co prawda grają w ... Chorzowie, ale na "własnym" kibicowsko dla odmiany stadionie. Przyzwoitym, starym, ale niezłym. Co z tego, jak średnio piłkarski GKS oglądało w tym sezonie ok. 2000 widzów. To bardzo mało. O wiele za mało, jak na plany budowy stadionu na kilkanaście tysięcy miejsc (pieniądze!) i na plany budowy silnego (pieniądze!) klubu przez miasto.
Wniosek jest taki, że obecna spółka ... baz sowitych dalszych dopłat nie ma prawa przetrwać. Czy te dopłaty będą miały miejsce? Oczywiście, że tak. W przeciwnym wypadku samorząd miasta Katowice musiałby się bowiem przyznać do porażki. Zresztą w przypadku sportu tak jest ... niemal w każdym mieście, tylko skala środków potrzebnych na utrzymanie różnych Górników, Ruchów czy GKS-ów jest różny.

Oto link do raportu grupy kapitałowej (dla zainteresowanych): LINK!

Oto w miarę przyjazne zestawienie kluczowych danych (dla zainteresowanych):


[dane w tysiącach złotych]
Tytuł/okres 2017 r. 2018 r. Reguła
Dane wynikowe:
Przychody 7662 5906 A
Podstawowe koszty działalności 19966 19970 B
Koszty ogólnego zarządu 3919 3308 C
Wynik bez uwzgl. dotacji -16223 -17372 D=A-B-C
Dotacje 8070 9580 E
Inne korekty 1110 -735 F
Wynik netto -7043 -8527 G=D+E+F
Dane bilansowe:
Aktywa 2548 4258 H
Kapitał na pocz. okresu 3404 -4439 I
Wynik netto -7043 -8527 G
Dopłaty 2000 7800 J
Inne korekty -2800 -3000 K
Kapitały własne -4439 -8166 L=I+G+J+K
Zobowiązania 6987 12424 L=H-L
Dane o dofinansowaniach:
Dotacje 8070 9580 E
Dopłaty 2000 7800 J
Dofinansowania ogółem 10070 17380 M=E+J
[informacja: dane z raportu rocznego 2018]




piątek, 17 maja 2019

Euro w Polsce. Przedsiębiorcy za, reszta społeczeństwa przeciw

Polacy nie chcą otrzymywać wypłaty w euro
"54 proc. przedsiębiorców jest zwolennikami przystąpienia Polski do strefy euro, 14 proc. jest temu przeciwna, a 32 proc. nie ma zdania w tej sprawie - wynika z ankiety, którą Konfederacja Lewiatan przeprowadziła w kwietniu br. wśród swoich członków. Wyniki ankiety opublikowano w piątek."

Źródło: link!

To w pewnym sensie zrozumiałe. Dla biznesu koszty i ryzyka walutowe są istotne. Co nie zmieni faktu, że reszta społeczeństwa ma ... zupełnie inne zdanie. 

"Aż 65 proc. Polaków nie chce wprowadzenia euro - wynika z sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster dla "Super Expressu". Nie chcemy wspólnej waluty z obawy o drastyczny wzrost cen."

Źródło: link!

To też zrozumiałe. Minimalne wynagrodzenie z tytułu umowy o pracę w Polsce wynosi aktualnie 2250 zł za miesiąc lub 14,70 zł za godzinę.

Jeśli przyjmiemy w Polsce walutę euro (dzisiejszy kurs 4,30 zł za euro) będzie to odpowiednio 523,25 euro za miesiąc lub 3,42 euro za godzinę. A mowa o kwotach brutto. Netto to odpowiednio 380 euro za miesiąc oraz 2,45 euro za godzinę.

Dla porównania w Niemczech płaca minimalna wynosi ok. 1500 euro!

czwartek, 16 maja 2019

Nie taki dziki kapitalizm


Ciekawe zdania, całkowicie przydatne do głównej tezy niniejszego dzisiejszego artykułu, mimo mojego odrębnego zdania na inne kwestie poruszane przez autora, zawarł w tekście do dzisiejszego Faktu dr Jarosław Kuisz. Cytuję:

"Domknęła się pewna epoka naiwnych marzeń. To epoka pewnego mitu - nazwijmy go mitem Zachodu - który stanowił jeden z najważniejszych rozdziałów w historii III RP. I w ogromnym stopniu wpływał tak na naszą politykę, jak i codzienne wybory przez 30 lat.
(...)
Postkomunistyczny mit Zachodu mobilizował mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej do wielkich reform gospodarczych, prawnych i społecznych. Niemal bezdyskusyjnie jednoczył większość obywateli, których zasadniczym doświadczeniem było ubóstwo i brak wolności."

Ale:

"Pokolenia młodych Polaków, już wychowanych w niepodległej Rzeczpospolitej, a także w Unii - nasze pokolenia niepodległości - czasem przecierają oczy ze zdumienia.
(...)
Po drugie, w niepodległej Polsce, wyrosło całe pokolenie obywateli. Na naszych oczach zachodzi koniec pokoleń podległości."

Teskt dra Kuisza dotyczy polityki i społeczeństwa, ale ma też ogromny związek z zachowaniami gospodarczymi oraz z podejściem obywateli (a w konsekwencji i rządu) do gospodarki. Legło w gruzach nadmiernie optymistyczne mniemanie, że "wolny rynek to najlepsze co może się zdarzyć i wyreguluje on wszystkie wypaczenia, gdyż obowiązuje prawo popytu i podaży". Dziś już wiemy, że Polakom nie spodobało się to "prawo popytu i podaży", gdyż kojarzy się im kolejno:

  • z zamykanymi zakładami pracy;
  • z likwidacją połączeń kolejowych;
  • z likwidacją połączeń "pekaesowych";
  • z emigracją dzieci do Wielkiej Brytanii;
  • z ciężką pracą za trudne do wyżycia pieniądze;
  • z kredytami we franku szwajcarskim, które rosną w miarę spłacania.
Co prawda można jeszcze znaleźć mnóstwo ludzi, którzy twierdzą, że "wystarczy wyeliminować wypaczenia" aby triumfalnie powrócić do "wolnego rynku". Ale na dziś nasze pokryzysowe społeczeństwo wyraźnie ten dogmat odrzuca i w razie potrzeby jest gotowe zagłosować ... kartą wyborczą. Na dziś każda partia promująca na powrót "dziki" kapitalizm (w tym walutę euro) z pewnością przegra wybory, bez względu na inne kwestie, w tym obyczajowe, społeczne, tożsamościowe.

Dekadę temu wszystko można było wytłumaczyć "rynkiem" i koniecznością "konkurencji". Polacy kupowali, że jest jak jest, bo tak być musi i takie są prawa ekonomii. Dziś już kupować "tę bajkę" przestali. Przestali z powodu społecznej i lekko - trzeba to przyznać - "gierkowskiej" - polityce gospodarczej polskiego rządu. Przestali także z powodu takiego, że ... podobną politykę prowadzi ten niegdyś wymarzony Zachód.

Dziś już wiemy, że nie wszystko da się przeliczyć na przychody i koszty, przynajmniej bezpośrednio - czytaj: bez kosztów społecznych. 
"Na najlepszych trasach liczy się pasażerów, na pozostałych dotacje" - to wypowiedź operatora ... czeskiego prywatnego przewoźnika kolejowego. Na rynku zdecydowanie bardziej zliberalizowanym niż polski. Ot, na trasie Ostrawa-Praga się zarabia, a na trasie - dajmy na to - Tabor-Czeskie Budziejowice - zarabia "inaczej". Wiele przedsięwzięć i przedsiębiorstw istnieje bowiem nie tylko po to, aby przynosić zyski właścicielom, one przynoszą także zyski społeczne."

Skutki wielu lat polityki stricte "ekonomicznej" (nie do końca takiej ekonomicznej, bo nie uwzględniała wszystkich czynników, w tym kosztów społecznych). W 1990 r. polska kolej przewiozła 789,9 mln pasażerów (de facto jest to liczba przejazdów), w ubiegłym roku - 310,3 mln. Czeska kolej przewiozła w ubiegłym roku 179,2 mln pasażerów. Polska liczy 38,4 mln mieszkańców (dane z ub.r.), Czechy - 10,6 mln. Po uwzględnieniu liczby mieszkańców czeski rynek jest więc o 50 proc. "lepszy" od polskiego; wychodzi mniej więcej 30 przejazdów na osobę w roku w Czechach w relacji do 20 w Polsce.

Nauczyliśmy się, że ten kapitalizm nie musi być taki "dziki". Nauczyliśmy się, że w rozsądnych gospodarkach odbywa się pewne "sterowanie" tymże kapitalizmem. Tak się dzieje na przykład we Francji odznaczającej się znaczną monopolizacją produkcji i usług oraz jawnym promowaniem francuskich wyrobów. Tak się też dzieje w Niemczech, które wszelkimi sposobami dbają w funkcjonowanie i rozwój swoich firm produkcyjnych - po to zresztą ściągnęły 1,7 mln imigrantów. Po to też promują walutę euro - jako stabilizatora opłacalności niemieckiego eksportu. To w Niemczech, nie np. w Grecji, ma się odbywać produkcja. Grecji się co najwyżej pożyczy pieniądze na sadzenie oliwek tam, gdzie na pewno wyschną i przymknie potem oko na malowanie pól na zielono (autentyk!). Hipokryzja z tym związana została posunięta tak daleko, że oficjalnie "walczący z globalnym ociepleniem i brudnym węglem" Niemcy są ... największym producentem węgla brunatnego w Europie.

Dziś już wiemy, że likwidacja kopalń w Wałbrzychu zdewastowała miasto ekonomicznie i społecznie. Wiemy, że podobne skutki miały problemy huty szkła w Krośnie, czy producenta autobusów w Sanoku. Wie to też rząd i tak obawia się "gniewu już raz wykiwanego społeczeństwa", że poszedł totalnie w ... drugą stronę. 

Dziś mamy wspieranie górnictwa bez jakiejkolwiek próby głębszej restrukturyzacji poprzez "zmuszenie" firm energetycznych do gigantycznych dopłat ze skutkiem w postaci problemów z ceną (czytaj: wysoką ceną) energii elektrycznej. Rząd boi się teraz tak tej rynkowej ceny, że próbuje jej wzrost zatrzymać ustawą, po raz kolejny nowelizowaną. 

Dziś mamy państwową monopolizację górnictwa energetycznego (PGG), górnictwa węgla koksowego (JSW), energetyki (cztery podobne do siebie koncerny państwowe), dostaw paliw dla stacji (Orlen) i kilku innych gałęzi. I społeczeństwo te procesy "kupuje" bez większych emocji i akceptuje. W ślad za tym idą oczywiście oczekiwania "aby to rząd zapewnił godziwą płacę" (vide: strajk nauczycieli) oraz "aby to rząd zbudował fabryki". I rząd ... zamierza - przynajmniej częściowo - spełniać te oczekiwania.

Zresztą jest w tym część racji. Najpierw jest "projekt", a potem "biznes". Tak jest w wielu miejscach, nie tylko u nas w kraju. Rząd austriacki wsparł tamtejszych górali w budowie ośrodków narciarskich i pensjonatów lata temu. Dziś jest to samoistny biznes. Polskim pomysłem z kolei była Dolina Lotnicza, w dodatku współpracująca z Politechniką Rzeszowską. Skutek: produkcja black hawków oraz august - helikopterów światowej jakości. Strefa ekonomiczna w Gliwicach przyciągnęła najpierw firmę Opel, a teraz - jest tam całe mrowie producentów różnych wyrobów. Do powstania miejsc pracy musi nastąpić jakieś działanie i musi je wywołać jakiś impuls. Często jest to impuls rządowy albo samorządowy.

W tle jest jednak refleksja, czy nasze myślenie nie idzie za daleko w tym protekcjonizmie. Dziś to bowiem rząd decyduje, czy rozwinie się lotnisko w Modlinie, czy w Radomiu. Za tym pójdą z pewnością miejsca pracy bezpośrednio i w otoczeniu. Ba, dziś rząd chce budować w ogóle nowe "lotnisko marzeń" między innymi (bo nie tylko) w tym celu, aby ... rozwijała się firma LOT. To przykład działania nie do końca ekonomicznego i - szczerze mówiąc - z niewielkim bonusem społecznym. W końcu większość Polaków lata z Enter Airem (dynamicznie rozwijająca się polska linia prywatna), Wizz Airem, Ryan Airem lub innymi czarterami.

Ale w podsumowaniu można napisać, że dziś (nie tylko w Polsce) wolny rynek oraz globalizacja są w odwrocie, a coraz mocniej rękoma rozpycha się protekcjonizm. Ale "za protekcjonizm zawsze płaci konsument", o czym już niegdyś pisałem tutaj!


(Nie)fotogeniczny Śląsk. Fryna

Fryna (od niem. Friedenshütte), Fryncita, oficj. Nowy Bytom. Dziś dzielnica Rudy Śląskiej. Perłą jest kościół św. Pawła, ale są też inne ciekawe miejsca krajobrazowo i architektonicznie. 

Oto przykład krajobrazowy - park:





A następnie architektoniczny - odnowiona szkoła muzyczna, udana modernizacja stylu dziś wymierającego:



Na koniec też coś z architektury - wieża ciśnień Rozamunda (niem. Rosamunde):



Spargelaktion

W prasie pojawiły się opisy bardziej lub mniej zasadnych obaw Niemców, że ... nie będzie kto miał zbierać ich szparagów.

Winne podobno są ... polskie programy socjalne. Okazuje się bowiem, że mimo przyjęcia milionów "nowych imigrantów" niemieckie szparagi zbierają przede wszystkim ... Polacy i Rumuni. A trzeba trafu - właśnie w tych krajach statystyczny wzrost PKB jest ostatnio najwyższy w Europie.

W tle nasuwa się refleksja, że coś jest nie tak nie z polskimi programami socjalnymi (jakie są ich korzyści i wady to temat na odrębną dyskusję), tylko z ... niemieckimi.

Niemcy przecież ochoczo przyjęli ponad milion imigrantów z Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Przyjęli ich, bo myśleli, że utrzymają oni w trybie maksymalnych obrotów niemiecki przemysł i ... uratują niemiecki system emerytalny. Przecież sukces RFN w l. 80. został zbudowany w dużej mierze na pracownikach ściągniętych z Turcji, Jugosławii oraz ... ze Śląska. Oni byli pracowici.

Tymczasem ci "nowi imigranci" ani myślą zbierać niemieckie szparagi. Jedyne, co oni chcą zbierać, to ... niemiecki socjal. I - trzeba trafu - dostają go. Są to pieniądze na tyle atrakcyjne dla biednych przybyszów, że po ich otrzymaniu nie mają oni najmniejszej ochoty pracować. System ponadto jest taki (jak każdy system pomocy społecznej), że gdyby jednak zaczęli na siebie zarabiać, wówczas cały ten "sozialgeld" stracą.

Prasa pisała w 2018 r.:

"Z ponad 1 mln 700 tys. uchodźców, którzy przybyli do Niemiec w ciągu ostatnich lat 63 proc. pobiera świadczenie socjalne potocznie nazywane Hartz IV – podał Federalny Urząd Pracy w Norymberdze."

I dalej:

"W 2018 roku zasiłek Hartz IV wynosi:
  • 416€ – dla osoby samotnej lub samotnie wychowującej dzieci
  • 374€ – na osobę w przypadku par
  • 332€ – dla osób niepracujących, poniżej 25 roku życia, które mieszkają z rodzicami ,
  • 240€ – na każde dziecko w wieku 0 – 6 lat
  • 296€ – na każde dziecko w wieku 6 – 14 lat
  • 316€ – na każde dziecko w wieku 14 – 18 lat"