Zawsze uważałem, że rozpuszczone nieco pokolenie obecnych trzydziestoparolatków (co oczywiście nie dotyczy wszystkich jego przedstawicieli) jest niezbyt rozgarnięte. Dowodu dostarcza mi wczorajszy Fakt, pisząc o niejakiej Katarzynie Zielińskiej, lat 38:
"Aktorka pożaliła się w internecie, że nie pozwolono jej przekroczyć granicy Hiszpanii i Gibraltaru. (...)
- Moi drodzy, pamiętajcie, że jak jedziecie do Gibraltaru, to zawsze zabierajcie ze sobą dowód osobisty albo paszport"
Tu, jako przedstawiciel nieco starszego pokolenia, taki "prepers", muszę wytłumaczyć pani Katarzynie, że zawsze sprawdzam gdzie jadę, gdzie to w ogóle leży, no i jakie panują tam zasady. Bez tego może się zdarzyć pani Katarzynie, że aresztują ją w Dubaju za opalanie topless lub wręcz dadzą jej karę śmierci w Indonezji za palenie jakiegoś zioła. W wersji soft może ona po prostu nie wrócić na drugą stronę, jak ją celnicy skontrolują podczas jazdy na nartach na Matterhornie. Informuję przy okazji panią Katarzynę, że obecnie ostoja demokracji, czyli Niemcy, wprowadza czasowe kontrole graniczne na trasie z Salzburga do Monachium.
Co do samego Gibraltaru. Granica tamże jest taka, jak przed Schengen na bocznej drodze z Polski na Słowację, ot, taki Korbielów na czystym słońcu. I stoi się w niej solidnie długo, bo Hiszpanie nie lubią Anglików (więc ich dokładnie kontrolują), a Anglicy Hiszpanów (więc ...). Można na niej stać w szczycie turystycznym nawet ok. 2-3 godzin. Poza celnikami ponadto granicę blokują ... samoloty, bo na czas startów i lądowań droga jest zamykana.
I trochę historii dla pani Katarzyny. To w Gibraltarze sprzątnęli naszego premiera. Tu zginął Władysław Sikorski po dotarciu do dokumentów katyńskich i po potwierdzeniu wizyty w Katyniu! Jak zginął? Jest wiele teorii, zjedli zęby na temacie tacy historycy, jak Baliszewski i Kisielewski, ale sprawa do tej pory nie jest jasna. Jasne jest jedno: oficjalna wersja nie trzyma się kupy.
niedziela, 9 lipca 2017
sobota, 8 lipca 2017
Gdzie naprawdę jest niebezpiecznie?
![]() |
| Niemcy oazą spokoju i demokracji - na zdj. Hamburg |
Tymczasem fakty o oazach bezpieczeństwa oraz oazach grozy są następujące:
- EURO w Polsce i na Ukrainie - względny spokój z drobnymi incydentami (mecz Polska-Rosja);
- MŚ w Brazylii - w telewizji widzieliśmy sielskie obrazki, ale już przegląd Internetu pokazuje skalę zamieszek na meczach i poza nimi;
- EURO we Francji - stan oblężenia i zamieszki;
- EXPO w Antalyi - bez incydentów;
- ŚDM pod Krakowem (największa impreza ze wszystkich wymienionych) - bez incydentów;
- Małe EURO w Polsce - bez incydentów;
- Szczyt NATO w Warszawie - bez incydentów;
- Wizyta słoweńskiej modelki i jej męża - pełniącego obowiązki prezydenta USA - w Warszawie - bez incydentów;
- G20 w Hamburgu - wojna na ulicach.
Oczywiście nie znamy ceny tego spokoju na imprezach z naszym kraju, poza dużym EURO. Wówczas władze starały się, aby biletu nie dostał ... żaden kibic. Trafiły one do firm i różnych innych "pikników" i "januszy". Ale nie da się ukryć, że na wszystkich pozostałych imprezach ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo spisali się na medal. Oby tak dalej!
Futbol to kwintesencja życia. Dlatego jest tak popularny
Arka Gdynia drużyną 2017 roku w Polsce!
Futbol jest kwintesencją życia. Po pierwsze gra toczy się przez długi czas, wkłada się w nią wiele wysiłku, ale pamięta się po meczu tylko kilka najistotniejszych faktów. Dotyczy to zdarzeń, które liczą się naprawdę. W meczu to na przykład dwa gole, kilka groźnych strzałów, dwa błędy sędziego i obroniony karny. W życiu to matura, może jakieś studia, ślub, urodziny dziecka (dzieci), może fajne wakacje na Fuercie, w Zoppot lub Kolbergu. I tyle. Po drugie w futbolu nie zawsze najsilniejszy i najlepiej przygotowany wygrywa. Dlatego drużyną roku ogłaszamy Arkę Gdynia (13 mln zł przychodów rocznych). Drużyna, która ledwie, ledwie - i to w części za pomocą oszustwa (ręka Siemaszki) - utrzymała się w ekstraklasie, pokonała w tym roku finansowe i kadrowe tuzy tejże ekstraklasy, tj. w finale PP Lecha Poznań (55 mln zł) oraz w finale SP Legię Warszawa (207 mln zł). Te dysproporcje świetnie pokazuje wykres:
W życiu tak samo. Można z wyróżnieniem skończyć szkołę, potem studia. Można przeczytać tysiąc książek i przejść przez tysiąc kursów. A i to nie gwarantuje sukcesu życiowego (małżeństwo, dzieci), ani zawodowego (kariera). Może się okazać, że szczęśliwsze są osoby teoretycznie mniej zaradne, ale świetnie poukładane w życiu prywatnym. Może się też okazać, że te teoretycznie mniej zaradne osoby zajmują lepsze stanowiska lub poradziły sobie w biznesie. I to zasłużenie. Bo są w tym dobre. Bo w życiu (jak w finale PP), liczy się też strategia, spryt i czasem (a może przede wszystkim) trochę szczęścia.
Dlatego ogłaszamy Arkę Gdynia drużyną 2017 roku! W Polsce nikt jej już nie pobije, bo nie ma już do końca roku żadnych finałów!
Futbol jest kwintesencją życia. Po pierwsze gra toczy się przez długi czas, wkłada się w nią wiele wysiłku, ale pamięta się po meczu tylko kilka najistotniejszych faktów. Dotyczy to zdarzeń, które liczą się naprawdę. W meczu to na przykład dwa gole, kilka groźnych strzałów, dwa błędy sędziego i obroniony karny. W życiu to matura, może jakieś studia, ślub, urodziny dziecka (dzieci), może fajne wakacje na Fuercie, w Zoppot lub Kolbergu. I tyle. Po drugie w futbolu nie zawsze najsilniejszy i najlepiej przygotowany wygrywa. Dlatego drużyną roku ogłaszamy Arkę Gdynia (13 mln zł przychodów rocznych). Drużyna, która ledwie, ledwie - i to w części za pomocą oszustwa (ręka Siemaszki) - utrzymała się w ekstraklasie, pokonała w tym roku finansowe i kadrowe tuzy tejże ekstraklasy, tj. w finale PP Lecha Poznań (55 mln zł) oraz w finale SP Legię Warszawa (207 mln zł). Te dysproporcje świetnie pokazuje wykres:
![]() |
| Źródło: właśnie ogłoszony raport Deloitte |
W życiu tak samo. Można z wyróżnieniem skończyć szkołę, potem studia. Można przeczytać tysiąc książek i przejść przez tysiąc kursów. A i to nie gwarantuje sukcesu życiowego (małżeństwo, dzieci), ani zawodowego (kariera). Może się okazać, że szczęśliwsze są osoby teoretycznie mniej zaradne, ale świetnie poukładane w życiu prywatnym. Może się też okazać, że te teoretycznie mniej zaradne osoby zajmują lepsze stanowiska lub poradziły sobie w biznesie. I to zasłużenie. Bo są w tym dobre. Bo w życiu (jak w finale PP), liczy się też strategia, spryt i czasem (a może przede wszystkim) trochę szczęścia.
Dlatego ogłaszamy Arkę Gdynia drużyną 2017 roku! W Polsce nikt jej już nie pobije, bo nie ma już do końca roku żadnych finałów!
W klapkach i skarpetach frotte. Gdzie (nie) na wakacje
![]() |
| Na zdjęciu perła tureckich wakacji - Oludeniz |
Egipt
Wakacje w Egipcie zawsze były specyficzne. Egipt charakteryzuje się istnieniem hoteli w zamkniętych enklawach (miasteczkach), poza które podróż od lat odbywała się w ubezpieczanych wojskiem konwojach. Sprawa jest bowiem prosta. O ile pewna grupa biznesmenów zarabia na turystach, to reszcie społeczeństwa ktoś skutecznie wmówił, że za zabicie turysty idzie się do nieba. Były nawet przypadki realizacji tych zaleceń, gdy ktoś skutecznie strzelał do zwiedzających historyczne budowle Niemców. Ale mimo to trafiała się zawsze liczna grupa chętnych na wakacje we wspomnianych enklawach. Decydowały o tym dwa czynniki. Pierwszy: ceny, a konkretnie jak w reklamie Biedronki, niskie ceny. Drugi: bieda wokół. Mamy tu bardzo specyficzny typ europejskiego (w tym w znaczącej reprezentacji także polskiego) turysty, który się już dorobił paru euro lub złotych, lubi podziwiać tę biedę i brud wokół patrząc na to z bezpiecznej przystani w postaci pięciogwiazdkowego hotelu. Bo go to dowartościowuje.
Polski specyficzny turysta przetrwał wiele. Przetrwał obalenie Mubaraka, przetrwał wojny o władzę z kraju Kleopatry, ale zniechęciło go prawdopodobnie dopiero medialne nagłośnienie sprawy Magdaleny Żuk. Ładna, sympatyczna i chyba nieco naiwna kobieta została bowiem jawnie rozegrana przez otoczenie w Polsce i Egipcie. Zapłaciła za to życiem. Jak donosi czasopismo Bez cenzury, "Egipcjanie rwą włosy z głów (...) gwałtownie spadła liczba turystów przyjeżdżających do tego kraju. Okazuje się, że śmierć młodej Polki może się okazać większym ciosem (...) niż arabska wiosna."
W końcu nie ma się co dziwić. To, że mogą człowieka zastrzelić, polski turysta akceptował i wliczał w ryzyko niemal zawsze. W końcu rachunek prawdopodobieństwa kontra niskie ceny, luksus i wspaniałe widoki... Ale, że każda ładna kobieta może zostać sprzedana i porwana do burdelu, to już trochę działa na wyobraźnię.
Turcja
Tu większości egipskich ryzyk nie ma. Jest piękny kraj. Jest bogaty kraj, który wykonał przez kilkanaście lat olbrzymi skok ekonomiczny i cywilizacyjny. Nikt raczej na polskiego turystę nie poluje. Ba, Polaków w Turcji, mówiąc delikatnie, po prostu lubią. I to praktycznie wszyscy.
Jest tylko jeden drobny problem. Turcja jest dosłownie na granicy wojny domowej. Miejscowy dyktator nieco odpłynął i próbuje obalić stuletnie fundamenty państwa. W społeczeństwie praktycznie już trwa wojna, coś na wzór naszej potyczki "faszystów" z "lemingami". Wywołując tę wojnę miejscowy dyktator popełnił jednak jeden dość duży błąd. Uderzył w biznes. Uderzył w biznes produkcyjny i biznes turystyczny. Prawdopodobnie "biznesowi" to się nie podoba. Prędzej lub później (raczej prędzej) kapitał się zmobilizuje i zainwestuje kilka lirów w ... zmianę porządku politycznego w Turcji.
Nie jestem pewien, czy nagle polski turysta chciałby stać się mimowolnym świadkiem lub (co nie jest wykluczone) przypadkowym uczestnikiem wojny domowej. Ja jedną miałem okazję dotknąć, w byłej już Jugosławii. I dziękuję za więcej.
Ukraina
W Turcji wojna domowa jest dopiero spodziewana, a na Ukrainie już trwa. To jeden problem. Drugi tkwi w miejscowej tradycji i miejscowym porządku. Na Ukrainę można jechać w zorganizowanej grupie, gdzie führer danej grupy doskonale wie, komu dać i ile. Samotny turysta zwykle tego nie wie, co naraża go na niezwykłe niebezpieczeństwo. Ale jak tenże führer zawiedzie i nie rozliczy się z Saszą, chroń Boże całą grupę! Ukraina jest fajna dla sentymentalnych miłośników komuny, gdzie wszystko było tanie, ale trzeba było mieć układy, znajomości i wiedzieć, komu dać łapówę. Jak ktoś lubi... Ja dziękuję.
Albania
To strasznie modny w tym roku kierunek turystyczny. Nie rozumiem tego. Idzie on jakby wbrew kierunkom obecnej wiosny ludów. Skoro większość uciekających przed wojną w Afryce "chrześcijan z Syrii", których ochoczo chce przyjąć u siebie nieudolny (dramat drogowy na południu miasta!) i nieobiektywny (szalikowiec!) prezydent Katowic, to przecież ... Albańczycy (głównie z Kosowa), to nie rozumiem, dlaczego Polacy chcą tak chętnie pokonać drogę pod prąd? Narkotyki, handel kobietami, morderstwa - w tym specjalizuje się jedna z najlepszych na świecie mafii - ta albańska. Naprawdę chcecie tam jechać?
Macedonia
Piękny i fajny kraj z pięknym jeziorem, który wkrótce (choć nie wiadomo dokładnie kiedy) zostanie wchłonięty politycznie bądź siłą do ww. Albanii. Właściwie to do Wielkiej Albanii. Tej, której granice sięgają całego Kosowa, całej Macedonii, połowy Czarnogóry i może jeszcze czegoś więcej. Wsparcie USA oraz uznanie Kosowa przez społeczność międzynarodową i spacyfikowanie tam Serbów tak rozzuchwaliło Albańczyków, że aż strach się bać, co jeszcze wymyślą i na co jeszcze społeczność międzynarodowa im pozwoli. Choć ta chyba już wie, że popełniła błąd w Kosowie. Błąd znamienny, bo stanowiący pretekst dla innych przetasowań terytorialnych, vide napad Rosji na część Ukrainy. Ale miało być o Macedonii. W sumie to możecie tam jechać. Obyście tylko w czasie pobytu nie zmienili ... firmy kraju pobytowego.
czwartek, 6 lipca 2017
Lepsza (a może właściwa) twarz Ameryki
Wizyta Donalda Trumpa w Polsce cześć społeczeństwa ucieszyła, a część zmartwiła. Sam Donald Trump ma w Polsce i w "Europie" bardzo wielu przeciwników. Jest to zupełnie niezrozumiałe. Po pierwsze symbolizuje on twarz "prawdziwej" Ameryki, tej kojarzonej z Arizoną i Teksasem. Tej opisywanej przez Cejrowskiego i hołubionej przez Maxa Kolonkę. Po drugie wizerunek Trumpa zdecydowanie ocieplają bardzo sympatycznie odbierane "jego kobiety" - Melania oraz Ivanka:
I jak tu nie lubić Ameryki oraz jej prezydenta!?
![]() |
| Melania na spotkaniu z Agatą Dudą [źródło: Interia] |
![]() |
| Ivanka z ochroniarzami typu "włoska mafia" [źrodło: Interia] |
I jak tu nie lubić Ameryki oraz jej prezydenta!?
wtorek, 4 lipca 2017
Mały biznes? To się w Polsce nie opłaca
Były już premier Donald Tusk obiecywał zmniejszenie podatków. Skończyło się na wzroście stawek podatkowych. Obiecywał również redukcję ilości osób zatrudnionych w administracji o 10 proc. Skończyło się - rzecz jasna - na wzroście ilości osób zatrudnionych w administracji o 10 proc.
Teraz (od dobrego roku) wicepremier i minister Morawiecki pisze "Konstytucję dla biznesu" oraz obiecuje zmniejszenie obciążeń dla small-biznesu. Panie Premierze! Na razie jest za Pana kadencji tak:
Bez wymądrzania się można w ciemno założyć prostą kalkulację wyborczą. Przedsiębiorców płacących składki jest około dwóch milionów i w większości ... jakoś sobie jeszcze radzą. Beneficjentów programu Rodzina pięćset plus jest gdzieś około dziesięciu milionów (dzieci i rodziców). Emerytów i rencistów też jest około dziesięciu milionów. A potencjalna ulga w składkach do rozsądnego poziomu (na przykład nie wyższe niż 200 zł miesięcznie) dla tych dwóch milionów przedsiębiorców kosztowałaby państwo rocznie ... tyle samo, co cały program Rodzina pięćset plus. I tyle samo, co przyspieszenie wieku emerytalnego. Sprawa rozbija się więc o wspomnianą prostą kalkulację wyborczą.
Problem jest inny. Premier lansuje w czasopiśmie WNP myśl pod tytułem "Przedsiębiorcze państwo". Nie da się ukryć, że państwo wstało z kolan i stara się być coraz bardziej zaradne. Nie da się też ukryć, że próbuje objąć swoją zaradnością coraz więcej branż (energetyka, banki, górnictwo) i dziedzin życia. Tylko, że w tym modelu zaczyna brakować miejsca na ... przedsiębiorczego obywatela. Powoli przestaje się opłacać prowadzenie small-biznesu w Polsce. Te dwa miliony zapaleńców jeszcze się trzyma, ale wątpię, czy ich dzieci będą kontynuowały te rodzinne biznesy. Im będzie się opłacało po prostu zatrudnić w państwowej firmie. Taki jest skutek określonej polityki. Źle, czy dobrze? Nie wiem. Mnie osobiście państwo bez przedsiębiorców nie do końca się podoba, ale może nie mam racji. Zobaczymy!
Teraz (od dobrego roku) wicepremier i minister Morawiecki pisze "Konstytucję dla biznesu" oraz obiecuje zmniejszenie obciążeń dla small-biznesu. Panie Premierze! Na razie jest za Pana kadencji tak:
| 2015 rok | 2016 rok | 2017 rok | |
| Składka emerytalna | 463,68 zł | 474,92 zł | 499,28 zł |
| Składka rentowa | 190,03 zł | 194,64 zł | 204,62 zł |
| Składka chorobowa | 58,20 zł | 59,61 zł | 62,67 zł |
| Składka wypadkowa | 42,76 zł | 43,79 zł | 46,04 zł |
| Ubezpieczenie zdrowotne | 279,41 zł | 288,95 zł | 297,28 zł |
| Razem składka ZUS | 1 034,08 zł | 1 061,91 zł | 1 109,89 zł |
Bez wymądrzania się można w ciemno założyć prostą kalkulację wyborczą. Przedsiębiorców płacących składki jest około dwóch milionów i w większości ... jakoś sobie jeszcze radzą. Beneficjentów programu Rodzina pięćset plus jest gdzieś około dziesięciu milionów (dzieci i rodziców). Emerytów i rencistów też jest około dziesięciu milionów. A potencjalna ulga w składkach do rozsądnego poziomu (na przykład nie wyższe niż 200 zł miesięcznie) dla tych dwóch milionów przedsiębiorców kosztowałaby państwo rocznie ... tyle samo, co cały program Rodzina pięćset plus. I tyle samo, co przyspieszenie wieku emerytalnego. Sprawa rozbija się więc o wspomnianą prostą kalkulację wyborczą.
Problem jest inny. Premier lansuje w czasopiśmie WNP myśl pod tytułem "Przedsiębiorcze państwo". Nie da się ukryć, że państwo wstało z kolan i stara się być coraz bardziej zaradne. Nie da się też ukryć, że próbuje objąć swoją zaradnością coraz więcej branż (energetyka, banki, górnictwo) i dziedzin życia. Tylko, że w tym modelu zaczyna brakować miejsca na ... przedsiębiorczego obywatela. Powoli przestaje się opłacać prowadzenie small-biznesu w Polsce. Te dwa miliony zapaleńców jeszcze się trzyma, ale wątpię, czy ich dzieci będą kontynuowały te rodzinne biznesy. Im będzie się opłacało po prostu zatrudnić w państwowej firmie. Taki jest skutek określonej polityki. Źle, czy dobrze? Nie wiem. Mnie osobiście państwo bez przedsiębiorców nie do końca się podoba, ale może nie mam racji. Zobaczymy!
niedziela, 2 lipca 2017
W klapkach i skarpetach frotte - gdzie na wakacje
W lipcu rozpoczyna się szczyt sezonu wakacyjnego (wiadomo: szkoły). Niżej kilka opinii na temat hipotetycznych kierunków wakacyjnych. Część pierwsza.
Pomysł może i jest dobry. Polska na mapach zagrożeń terrorystycznych ma kolor zielony, jako jedno z niewielu państw w okolicy. I jest pod względem turystycznym niezwykle ciekawa. Problemy są dwa. Pierwszy - jeśli nie zarezerwowałeś noclegów rok temu, to dziś możesz to zrobić - na przyszły sezon. Drugi - właściciele hoteli, knajp i innych atrakcji nie są durniami. Chcesz skorzystać z wakacji w kraju oznaczonym na mapie zagrożeń terrorystycznych kolorem zielonym - zapłać za to!
Świetny pomysł na wakacje odchudzające i regenerujące Twój związek. Dlaczego odchudzające? To, co gotują Angole, nie nadaje się do jedzenia. Bóg jeden wie, dlaczego wymagają swojego jedzenia od hoteli na całym świecie, bo standardowo nie da się tego przełknąć. Dlaczego regenerujące Twój związek? Bo - jeśli jesteś mężczyzną - jak zapoznasz się z typowo brytyjską urodą kobiet - natychmiast docenisz swoją partnerkę. Bo - jeśli jesteś kobietą - jak zapoznasz się z ilością tatuaży i trybem życia przeciętnego Angola - natychmiast docenisz swego partnera.
Jest nieprawdą, że w tych krajach jest dziś niebezpiecznie. Wystarczy przestrzegać paru reguł i może być OK. Jakie to reguły? Dla kobiet: 1. Ubierz się odpowiednio (dokładny opis w Koranie, w razie wątpliwości zapytaj napotkanego imama). 2. Nie dyskutuj ze swoim mężczyzną. 3. Nie chodź nigdzie bez swojego mężczyzny. Dla mężczyzn: 1. Pozdrawiaj przechodniów po arabsku. 2. Wszystkie bagaże i zakupy każ nieść swojej partnerce. 3. Nie noś koszulek z symbolami patriotycznymi lub - to już całkowicie zabronione - chrześcijańskimi. Koszulka Realu może być, ale tylko ta w wersji na eksport - bez krzyża w herbie.
Polskie morze, jeziora, góry
Pomysł może i jest dobry. Polska na mapach zagrożeń terrorystycznych ma kolor zielony, jako jedno z niewielu państw w okolicy. I jest pod względem turystycznym niezwykle ciekawa. Problemy są dwa. Pierwszy - jeśli nie zarezerwowałeś noclegów rok temu, to dziś możesz to zrobić - na przyszły sezon. Drugi - właściciele hoteli, knajp i innych atrakcji nie są durniami. Chcesz skorzystać z wakacji w kraju oznaczonym na mapie zagrożeń terrorystycznych kolorem zielonym - zapłać za to!
Wielka Brytania
Świetny pomysł na wakacje odchudzające i regenerujące Twój związek. Dlaczego odchudzające? To, co gotują Angole, nie nadaje się do jedzenia. Bóg jeden wie, dlaczego wymagają swojego jedzenia od hoteli na całym świecie, bo standardowo nie da się tego przełknąć. Dlaczego regenerujące Twój związek? Bo - jeśli jesteś mężczyzną - jak zapoznasz się z typowo brytyjską urodą kobiet - natychmiast docenisz swoją partnerkę. Bo - jeśli jesteś kobietą - jak zapoznasz się z ilością tatuaży i trybem życia przeciętnego Angola - natychmiast docenisz swego partnera.
Francja, Niemcy, Belgia
Jest nieprawdą, że w tych krajach jest dziś niebezpiecznie. Wystarczy przestrzegać paru reguł i może być OK. Jakie to reguły? Dla kobiet: 1. Ubierz się odpowiednio (dokładny opis w Koranie, w razie wątpliwości zapytaj napotkanego imama). 2. Nie dyskutuj ze swoim mężczyzną. 3. Nie chodź nigdzie bez swojego mężczyzny. Dla mężczyzn: 1. Pozdrawiaj przechodniów po arabsku. 2. Wszystkie bagaże i zakupy każ nieść swojej partnerce. 3. Nie noś koszulek z symbolami patriotycznymi lub - to już całkowicie zabronione - chrześcijańskimi. Koszulka Realu może być, ale tylko ta w wersji na eksport - bez krzyża w herbie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










