piątek, 17 maja 2019

Euro w Polsce. Przedsiębiorcy za, reszta społeczeństwa przeciw

Polacy nie chcą otrzymywać wypłaty w euro
"54 proc. przedsiębiorców jest zwolennikami przystąpienia Polski do strefy euro, 14 proc. jest temu przeciwna, a 32 proc. nie ma zdania w tej sprawie - wynika z ankiety, którą Konfederacja Lewiatan przeprowadziła w kwietniu br. wśród swoich członków. Wyniki ankiety opublikowano w piątek."

Źródło: link!

To w pewnym sensie zrozumiałe. Dla biznesu koszty i ryzyka walutowe są istotne. Co nie zmieni faktu, że reszta społeczeństwa ma ... zupełnie inne zdanie. 

"Aż 65 proc. Polaków nie chce wprowadzenia euro - wynika z sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster dla "Super Expressu". Nie chcemy wspólnej waluty z obawy o drastyczny wzrost cen."

Źródło: link!

To też zrozumiałe. Minimalne wynagrodzenie z tytułu umowy o pracę w Polsce wynosi aktualnie 2250 zł za miesiąc lub 14,70 zł za godzinę.

Jeśli przyjmiemy w Polsce walutę euro (dzisiejszy kurs 4,30 zł za euro) będzie to odpowiednio 523,25 euro za miesiąc lub 3,42 euro za godzinę. A mowa o kwotach brutto. Netto to odpowiednio 380 euro za miesiąc oraz 2,45 euro za godzinę.

Dla porównania w Niemczech płaca minimalna wynosi ok. 1500 euro!

czwartek, 16 maja 2019

Nie taki dziki kapitalizm


Ciekawe zdania, całkowicie przydatne do głównej tezy niniejszego dzisiejszego artykułu, mimo mojego odrębnego zdania na inne kwestie poruszane przez autora, zawarł w tekście do dzisiejszego Faktu dr Jarosław Kuisz. Cytuję:

"Domknęła się pewna epoka naiwnych marzeń. To epoka pewnego mitu - nazwijmy go mitem Zachodu - który stanowił jeden z najważniejszych rozdziałów w historii III RP. I w ogromnym stopniu wpływał tak na naszą politykę, jak i codzienne wybory przez 30 lat.
(...)
Postkomunistyczny mit Zachodu mobilizował mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej do wielkich reform gospodarczych, prawnych i społecznych. Niemal bezdyskusyjnie jednoczył większość obywateli, których zasadniczym doświadczeniem było ubóstwo i brak wolności."

Ale:

"Pokolenia młodych Polaków, już wychowanych w niepodległej Rzeczpospolitej, a także w Unii - nasze pokolenia niepodległości - czasem przecierają oczy ze zdumienia.
(...)
Po drugie, w niepodległej Polsce, wyrosło całe pokolenie obywateli. Na naszych oczach zachodzi koniec pokoleń podległości."

Teskt dra Kuisza dotyczy polityki i społeczeństwa, ale ma też ogromny związek z zachowaniami gospodarczymi oraz z podejściem obywateli (a w konsekwencji i rządu) do gospodarki. Legło w gruzach nadmiernie optymistyczne mniemanie, że "wolny rynek to najlepsze co może się zdarzyć i wyreguluje on wszystkie wypaczenia, gdyż obowiązuje prawo popytu i podaży". Dziś już wiemy, że Polakom nie spodobało się to "prawo popytu i podaży", gdyż kojarzy się im kolejno:

  • z zamykanymi zakładami pracy;
  • z likwidacją połączeń kolejowych;
  • z likwidacją połączeń "pekaesowych";
  • z emigracją dzieci do Wielkiej Brytanii;
  • z ciężką pracą za trudne do wyżycia pieniądze;
  • z kredytami we franku szwajcarskim, które rosną w miarę spłacania.
Co prawda można jeszcze znaleźć mnóstwo ludzi, którzy twierdzą, że "wystarczy wyeliminować wypaczenia" aby triumfalnie powrócić do "wolnego rynku". Ale na dziś nasze pokryzysowe społeczeństwo wyraźnie ten dogmat odrzuca i w razie potrzeby jest gotowe zagłosować ... kartą wyborczą. Na dziś każda partia promująca na powrót "dziki" kapitalizm (w tym walutę euro) z pewnością przegra wybory, bez względu na inne kwestie, w tym obyczajowe, społeczne, tożsamościowe.

Dekadę temu wszystko można było wytłumaczyć "rynkiem" i koniecznością "konkurencji". Polacy kupowali, że jest jak jest, bo tak być musi i takie są prawa ekonomii. Dziś już kupować "tę bajkę" przestali. Przestali z powodu społecznej i lekko - trzeba to przyznać - "gierkowskiej" - polityce gospodarczej polskiego rządu. Przestali także z powodu takiego, że ... podobną politykę prowadzi ten niegdyś wymarzony Zachód.

Dziś już wiemy, że nie wszystko da się przeliczyć na przychody i koszty, przynajmniej bezpośrednio - czytaj: bez kosztów społecznych. 
"Na najlepszych trasach liczy się pasażerów, na pozostałych dotacje" - to wypowiedź operatora ... czeskiego prywatnego przewoźnika kolejowego. Na rynku zdecydowanie bardziej zliberalizowanym niż polski. Ot, na trasie Ostrawa-Praga się zarabia, a na trasie - dajmy na to - Tabor-Czeskie Budziejowice - zarabia "inaczej". Wiele przedsięwzięć i przedsiębiorstw istnieje bowiem nie tylko po to, aby przynosić zyski właścicielom, one przynoszą także zyski społeczne."

Skutki wielu lat polityki stricte "ekonomicznej" (nie do końca takiej ekonomicznej, bo nie uwzględniała wszystkich czynników, w tym kosztów społecznych). W 1990 r. polska kolej przewiozła 789,9 mln pasażerów (de facto jest to liczba przejazdów), w ubiegłym roku - 310,3 mln. Czeska kolej przewiozła w ubiegłym roku 179,2 mln pasażerów. Polska liczy 38,4 mln mieszkańców (dane z ub.r.), Czechy - 10,6 mln. Po uwzględnieniu liczby mieszkańców czeski rynek jest więc o 50 proc. "lepszy" od polskiego; wychodzi mniej więcej 30 przejazdów na osobę w roku w Czechach w relacji do 20 w Polsce.

Nauczyliśmy się, że ten kapitalizm nie musi być taki "dziki". Nauczyliśmy się, że w rozsądnych gospodarkach odbywa się pewne "sterowanie" tymże kapitalizmem. Tak się dzieje na przykład we Francji odznaczającej się znaczną monopolizacją produkcji i usług oraz jawnym promowaniem francuskich wyrobów. Tak się też dzieje w Niemczech, które wszelkimi sposobami dbają w funkcjonowanie i rozwój swoich firm produkcyjnych - po to zresztą ściągnęły 1,7 mln imigrantów. Po to też promują walutę euro - jako stabilizatora opłacalności niemieckiego eksportu. To w Niemczech, nie np. w Grecji, ma się odbywać produkcja. Grecji się co najwyżej pożyczy pieniądze na sadzenie oliwek tam, gdzie na pewno wyschną i przymknie potem oko na malowanie pól na zielono (autentyk!). Hipokryzja z tym związana została posunięta tak daleko, że oficjalnie "walczący z globalnym ociepleniem i brudnym węglem" Niemcy są ... największym producentem węgla brunatnego w Europie.

Dziś już wiemy, że likwidacja kopalń w Wałbrzychu zdewastowała miasto ekonomicznie i społecznie. Wiemy, że podobne skutki miały problemy huty szkła w Krośnie, czy producenta autobusów w Sanoku. Wie to też rząd i tak obawia się "gniewu już raz wykiwanego społeczeństwa", że poszedł totalnie w ... drugą stronę. 

Dziś mamy wspieranie górnictwa bez jakiejkolwiek próby głębszej restrukturyzacji poprzez "zmuszenie" firm energetycznych do gigantycznych dopłat ze skutkiem w postaci problemów z ceną (czytaj: wysoką ceną) energii elektrycznej. Rząd boi się teraz tak tej rynkowej ceny, że próbuje jej wzrost zatrzymać ustawą, po raz kolejny nowelizowaną. 

Dziś mamy państwową monopolizację górnictwa energetycznego (PGG), górnictwa węgla koksowego (JSW), energetyki (cztery podobne do siebie koncerny państwowe), dostaw paliw dla stacji (Orlen) i kilku innych gałęzi. I społeczeństwo te procesy "kupuje" bez większych emocji i akceptuje. W ślad za tym idą oczywiście oczekiwania "aby to rząd zapewnił godziwą płacę" (vide: strajk nauczycieli) oraz "aby to rząd zbudował fabryki". I rząd ... zamierza - przynajmniej częściowo - spełniać te oczekiwania.

Zresztą jest w tym część racji. Najpierw jest "projekt", a potem "biznes". Tak jest w wielu miejscach, nie tylko u nas w kraju. Rząd austriacki wsparł tamtejszych górali w budowie ośrodków narciarskich i pensjonatów lata temu. Dziś jest to samoistny biznes. Polskim pomysłem z kolei była Dolina Lotnicza, w dodatku współpracująca z Politechniką Rzeszowską. Skutek: produkcja black hawków oraz august - helikopterów światowej jakości. Strefa ekonomiczna w Gliwicach przyciągnęła najpierw firmę Opel, a teraz - jest tam całe mrowie producentów różnych wyrobów. Do powstania miejsc pracy musi nastąpić jakieś działanie i musi je wywołać jakiś impuls. Często jest to impuls rządowy albo samorządowy.

W tle jest jednak refleksja, czy nasze myślenie nie idzie za daleko w tym protekcjonizmie. Dziś to bowiem rząd decyduje, czy rozwinie się lotnisko w Modlinie, czy w Radomiu. Za tym pójdą z pewnością miejsca pracy bezpośrednio i w otoczeniu. Ba, dziś rząd chce budować w ogóle nowe "lotnisko marzeń" między innymi (bo nie tylko) w tym celu, aby ... rozwijała się firma LOT. To przykład działania nie do końca ekonomicznego i - szczerze mówiąc - z niewielkim bonusem społecznym. W końcu większość Polaków lata z Enter Airem (dynamicznie rozwijająca się polska linia prywatna), Wizz Airem, Ryan Airem lub innymi czarterami.

Ale w podsumowaniu można napisać, że dziś (nie tylko w Polsce) wolny rynek oraz globalizacja są w odwrocie, a coraz mocniej rękoma rozpycha się protekcjonizm. Ale "za protekcjonizm zawsze płaci konsument", o czym już niegdyś pisałem tutaj!


(Nie)fotogeniczny Śląsk. Fryna

Fryna (od niem. Friedenshütte), Fryncita, oficj. Nowy Bytom. Dziś dzielnica Rudy Śląskiej. Perłą jest kościół św. Pawła, ale są też inne ciekawe miejsca krajobrazowo i architektonicznie. 

Oto przykład krajobrazowy - park:





A następnie architektoniczny - odnowiona szkoła muzyczna, udana modernizacja stylu dziś wymierającego:



Na koniec też coś z architektury - wieża ciśnień Rozamunda (niem. Rosamunde):



Spargelaktion

W prasie pojawiły się opisy bardziej lub mniej zasadnych obaw Niemców, że ... nie będzie kto miał zbierać ich szparagów.

Winne podobno są ... polskie programy socjalne. Okazuje się bowiem, że mimo przyjęcia milionów "nowych imigrantów" niemieckie szparagi zbierają przede wszystkim ... Polacy i Rumuni. A trzeba trafu - właśnie w tych krajach statystyczny wzrost PKB jest ostatnio najwyższy w Europie.

W tle nasuwa się refleksja, że coś jest nie tak nie z polskimi programami socjalnymi (jakie są ich korzyści i wady to temat na odrębną dyskusję), tylko z ... niemieckimi.

Niemcy przecież ochoczo przyjęli ponad milion imigrantów z Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Przyjęli ich, bo myśleli, że utrzymają oni w trybie maksymalnych obrotów niemiecki przemysł i ... uratują niemiecki system emerytalny. Przecież sukces RFN w l. 80. został zbudowany w dużej mierze na pracownikach ściągniętych z Turcji, Jugosławii oraz ... ze Śląska. Oni byli pracowici.

Tymczasem ci "nowi imigranci" ani myślą zbierać niemieckie szparagi. Jedyne, co oni chcą zbierać, to ... niemiecki socjal. I - trzeba trafu - dostają go. Są to pieniądze na tyle atrakcyjne dla biednych przybyszów, że po ich otrzymaniu nie mają oni najmniejszej ochoty pracować. System ponadto jest taki (jak każdy system pomocy społecznej), że gdyby jednak zaczęli na siebie zarabiać, wówczas cały ten "sozialgeld" stracą.

Prasa pisała w 2018 r.:

"Z ponad 1 mln 700 tys. uchodźców, którzy przybyli do Niemiec w ciągu ostatnich lat 63 proc. pobiera świadczenie socjalne potocznie nazywane Hartz IV – podał Federalny Urząd Pracy w Norymberdze."

I dalej:

"W 2018 roku zasiłek Hartz IV wynosi:
  • 416€ – dla osoby samotnej lub samotnie wychowującej dzieci
  • 374€ – na osobę w przypadku par
  • 332€ – dla osób niepracujących, poniżej 25 roku życia, które mieszkają z rodzicami ,
  • 240€ – na każde dziecko w wieku 0 – 6 lat
  • 296€ – na każde dziecko w wieku 6 – 14 lat
  • 316€ – na każde dziecko w wieku 14 – 18 lat"

wtorek, 14 maja 2019

Warszawskie korki szkodzą

Jak ludzie zbyt długo przebywają na słońcu, może to być szkodliwe dla ich zdrowia i mogą potem gadać głupoty. Słońca w Warszawie ostatnio za dużo nie było, ale - być może - podobny efekt uzyskuje się przez ustawiczne stanie w warszawskich korkach. A może to tylko typowy dla stolicy egocentryzm?

W każdym razie prezesowi Legii Dariuszowi Mioduskiemu coś zaszkodziło. Zresztą, zobaczcie sami:



Bramki w Gliwicach. System tak absurdalny, że aż nie chce się wierzyć w jego istnienie


"Ludzie zaczynają postępować racjonalnie dopiero wówczas, gdy wszystkie inne metody zawiodą."
"Gdy pan Bóg chce kogoś ukarać, to realizuje jego marzenia."
"Gdy pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera."
Zdjęcie: "Sokole Oko Drona" - Facebook

Historia tego "koszmarku" sięga raptem kilku lat wstecz. Rząd chciał wprowadzić opłaty na wszystkich autostradach "państwowych". Władze Gliwic apelowały, aby obwodnica miasta pozostała bezpłatna, bo w przeciwnym wypadku dojdzie do ponownego zakorkowania ulic w centrum. Osiągnięto "kompromis" i wyszedł z tego taki właśnie "koszmarek":
Tak jest

Dziś już wiemy, że takimi "kompromisami" "piekło jest wybrukowane". Wymyślono coś tak idiotycznego, że źródeł trzeba by szukać chyba u Jaroslava Haška (pol. Jarosława Haszka), mimo, że ten już od ponad 96 lat nie żyje. Autostrada jest bezpłatna dla ruchu lokalnego między gliwickimi bramkami, ale jest płatna dla kogoś, kto jedzie dalej. Każdy musi pobrać bilet i każdy jest obsługiwany na bramkach wyjazdowych, ale od kierowców jadących np. z Sośnicy do Kleszczowa (na strefę ekonomiczną) nie pobiera się żadnych opłat. Summa summarum system jest niekorzystny dla:

  • zarządcy autostrady (czyli pośrednio państwa), który najpierw poniósł wysokie koszty budowy infrastruktury (drogi, budynki) do poboru opłat, a teraz ponosi wysokie koszty obsługi (wynagrodzenia, IT) głównie "darmowych" biletów, gdyż wg badań ruch lokalny stanowi większość na "obwodnicy";
  • kierowców jadących lokalnie, gdyż muszą stać w korkach na bramkach do pobrania biletów oraz w korkach na bramkach do pobrania opłat - w ich przypadku w wysokości 0 zł (słownie: zero złotych);
  • kierowców jadących tranzytowo, gdyż korki na bramkach pęcznieją przez licznych "lokalsów", którzy stoją z biletem "zerowym";
  • miasta, gdyż ma nierozwiązany problem z obwodnicą - co powoduje konieczność dodatkowego planowania i budowania dróg (obwodnica południowa) w taki sposób, aby bramki jakoś ominąć.
W 2016 wymyślono pomysł zastępczy: karta autostradowa gliwiczan. Władze samorządowe przekazały 10 tysięcy elektronicznych urządzeń viaAUTO mieszkańcom. Urządzenia mogą zastępować tzw. bilety zerowe na gliwickiej części A4.

No cóż. Jest to tylko rozwiązanie zastępcze. I tak nieudane. Abstrahując od zasadności w ogóle funkcjonowania systemu "bramkowego" na autostradach (roboczo możemy go nazwać systemem "włoskim" albo "jugosłowiańskim"), można zapytać pomysłodawców, czy nie dało się swego czasu rozwiązać tego tak:
A nie mogło być tak?

Korzyści byłyby takie:
  • państwo uzyskałoby takie same środki, ale budując tylko jedno miejsce poboru opłat zamiast czterech;
  • można by zwolnić znaczną grupę pracowników;
  • zniknąłby problem korków (przynajmniej dla "lokalsów") oraz utrudnień w ruchu lokalnym.

Ale to "płacz nad rozlanym mlekiem". Tak można było zrobić kiedyś, nie dziś. Bo dziś już wiemy, że - uwaga - cały ten "bramosystem" - bez względu na liczbę bramek - jest do d... Jest do d..., bo:
  • wzrosła w Polsce dramatycznie ilość samochodów (dlaczego, temat na odrębny art. o zwijaniu się transportu kolejowego i "pekaesowego");
  • wraz ze wzrostem samochodów wzrosło natężenie ruchu;
  • to natężenie ruchu szczególnie spiętrza się na autostradach;
  • autostradą A4 przez Gliwice potrafi przejeżdżać ponad 100 tys. samochodów dziennie;
  • żadne bramki nie są w stanie "przerobić" tego ruchu płynnie
oraz - uwaga - decydujące:
  • system jest nieekonomiczny dla państwa, bo koszt obsługi i rekompensat dla "prywaciarzy" jest wyższy, niż przychody z poboru opłat.
O tym, że system jest nieekonomiczny zorientował się po latach nawet tak nieruchawy decyzyjnie byt, jak państwo. W końcu jesteśmy przyzwyczajeni, że jak politycy wymyślą jakąś totalną głupotę, to później "bronią jej jak niepodległości". Ale tym razem - o dziwo - już nie bronią. 

Państwowy "bramosystem" zatrzymał się w rozwoju na odcinkach Sośnica - Wrocław oraz Łodź - Konin. Wybudowano jeszcze "szerokie place" w kilku miejscach (w kier. na Ostrawę) oraz nawet niedziałające bramki (pod Warszawą). Nigdy nie uruchomiono na nich opłat.
Autostrady płatne. Źródło: Ciocia Wiki. "Państwowe" na pomarańczowo

A obecnie planuje się ... demontaż nieużywanych bramek pod Warszawą, aby usprawnić ruch. Co można więc dziś zrobić z takimi absurdami, jak ten gliwicki? Ano rozwiązania są co najmniej trzy:
  • pierwsze - w ogóle zrezygnować z opłat; wiem, wiem, to łamie dotychczasowe "standardy myślenia", ale skoro system jest nieekonomiczny, w dodatku "korkotwórczy", to dlaczego nie...;
  • drugie - winiety (przypomina się wyśmiewany swego czasu pomysł ministra Pola); problem w tym, że system Pola wprowadzony tylko dla ciężarówek ... również okazał się nieekonomiczny dla państwa;
  • trzecie - opłaty elektroniczne (a la Turcja); system może się okazać trudny dla wielu użytkowników (ludzie starsi, nieinternetowi), a kontrola niełatwa, gdyż jak ją uruchomić przy ... ponad 100 tys. samochodów na dobę.
Mnie - przyznam szczerze - najbardziej podoba się rozwiązanie pierwsze. Może się ono okazać także korzystne dla polityków (znów dadzą jakiś "prezent" od "siebie" dla "ludzi") oraz dla ekonomii państwa. Znikną przychody z opłat, ale - co najistotniejsze - znikną o wiele większe koszty obsługi istniejącego "idiosystemu" oraz każdego innego potencjalnego systemu.

Szerokiej drogi! 

"Sretan put želi vam Ina" - kto nie pamięta tego z ... jugosłowiańskich płatnych w "bramosystemie" autostrad?



poniedziałek, 13 maja 2019

Przegląd prasy. Co umie warzyć Julia Wieniawa? Piast mistrzem? Chorzowski błąd


Ile waży Julia Wieniawa?


— "Ile waży Julia Wieniawa?" — pyta w tytule artykułu w Angorze Henryk Martenka.
— Julia Wieniawa waży odpowiednio — wypadałoby odpowiedzieć. I dodać: — Kto się z tym nie zgadza, niech spojrzy na reklamę swoich deichmannów. Ponadto dla potencjalnego męża pani Wieniawy mniej jest istotne ile ona waży, ale najistotniejsze jest to, co ona umie warzyć!
Julia waży ... odpowiednio


Piast mistrzem?


— "Z takiego horroru wyjść zwycięsko potrafi tylko renomowany zespół." — podaje dziennik Sport. Nie ma co z tym dyskutować. Dramaturgia ostatnich minut była niemal taka, jak w meczu Ajaxu z Tottenhamem. Piast prowadzi, karny dla Jagiellonii - wykorzystany, szybkie 2:1 dla Piasta po woleju Jodłowca nie do powtórzenia, nie że taki ładny, ale taki trudny, za chwilę znów ... karny dla Jagiellonii - niewykorzystany. Ufff... Losy mistrzostwa prawdopodobnie rozstrzygnie przedostatnia kolejka, gdyż:
  • w Polsce ostatnia kolejka służy do wręczania medali;
  • nie wyobrażam sobie do tej pory antywalecznych piłkarzy Lecha jak w ostatnim meczu ... umierają za Legię;
  • jeśli Legia przed ostatnią kolejką będzie liderem, to też już nie da się kolejny raz wywieźć w pole.
Ale trzeba obiektywnie stwierdzić, że w meczach Jagiellonii z Legią oraz Pogoni z Piastem wszystko może się zdarzyć. Możliwe jest więc, że:
  • Legia przegra a Piast wygra, co wiadomo co oznacza;
  • Legia wygra a Piast przehuśta swą szansę w Szczecinie;
  • Obie drużyny zagrają podobnie (czyli wygrają, przegrają lub zremisują) co przedłuży emocje do ostatniej kolejki, o której już było.
    Czy to stadion mistrza Polski?


Ruch spadł w przepaść. Gdzieś popełniono błąd


— "Zawsze przyjeżdżałem tu bardzo chętnie, wystąpiłem w sporej liczbie meczów Legii z Ruchem, walcząc przeciw takim piłkarzom jak Bula, Marx, Maszczyk, Benigier, Małnowicz. Ruch to firma, nadal ma w swoich szeregach zawodników o większej klasie niż II-ligowa. Niestety, gdzieś popełniono błąd." — cytuje Sport nieco eufemistyczną i bardzo wyważoną wypowiedź Adama Topolskiego - trenera sobotnich rywali z jakiejś mało znanej piłkarsko miejscowości, którzy jednak się w lidze ... utrzymali. A Ruch - nie.
Idziemy na podbój ... ligi regionalnej