sobota, 10 grudnia 2016
Repolonizacja sektora bankowego - odcinek kluczowy
PZU kupuje Pekao SA od Włochów. Wg komunikatu spółki cena transakcji to 123 zł za 1 akcję. Wartość księgowa 1 akcji na koniec 2015 roku wyniosła ok. 90 zł. Mamy więc do czynienia z bardzo rzadką na dzisiejsze czasy transakcją na rynku przejęć i akwizycji - bank kupiono z goodwillem płacąc ok. 135 proc. za przejęcie aktywów netto. Wartość całej transakcji (nabycia razem z PFR 32,8 proc. akcji banku) to ok. 10,6 mld zł. Skutki dealu pokaże przyszłość. Wzrosną ceny ubezpieczeń? Stanieją kredyty? Nastąpi kryzys na rynku wynajmu lokali w centrach miast? Kto wie? Zobaczymy.
Trzeba oddać szacunek Legii
Polacy (poza warszawiakami) nie lubią Legii. To fakt. Ale trzeba oddać szacunek trenerowi Jackowi Magierze za odpowiednie dobranie taktyki na mecz ze Sportingiem Lizbona oraz pilkarzom za jej realizację. Czapki z głów, panowie. I gratulacje od Waszego nieprzyjaciela. Warto też zauważyć, że trener radykalnie - i to w krótkim czasie - odmienił oblicze drużyny. Szkoda - z perspektywy czasu - że Legia nie postanowiła kontynuować eksperymentu z niekompetentnym Albańczykiem na ławce. Poziom ligi był bardziej wyrównany. W Polsce, rzecz jasna.
czwartek, 8 grudnia 2016
Niusy tygodnia
1. INWESTYCJE SPORTOWE
Charakterystyczny dla obecnych czasów jest dostępny medialnie kształt porozumienia między miastem a klubem piłkarskim w Chorzowie. Otóż ponoć jednym z warunków dalszej współpracy i podtrzymania finansowania jest ... wycofanie spółki z giełdy.
2. INWESTYCJE NARCIARSKIE
Na stronie korbielow.net dostępny jest jakże zaskakujący komunikat dotyczący jednej ze sztandarowych inwestycji w polskich górach i na pewno najdłuższej i jednej z najszybszych z kolejek linowych w Beskidach:
[pisownia oryg.]
"INFO: Kolej krzesełkowa na Buczynkę. Z przykrością informujemy, że zarząd spółki CTE Sp. z o.o. podjął decyzję o zamknięciu wyciągu do odwołania."
Charakterystyczny dla obecnych czasów jest dostępny medialnie kształt porozumienia między miastem a klubem piłkarskim w Chorzowie. Otóż ponoć jednym z warunków dalszej współpracy i podtrzymania finansowania jest ... wycofanie spółki z giełdy.
2. INWESTYCJE NARCIARSKIE
Na stronie korbielow.net dostępny jest jakże zaskakujący komunikat dotyczący jednej ze sztandarowych inwestycji w polskich górach i na pewno najdłuższej i jednej z najszybszych z kolejek linowych w Beskidach:
[pisownia oryg.]
"INFO: Kolej krzesełkowa na Buczynkę. Z przykrością informujemy, że zarząd spółki CTE Sp. z o.o. podjął decyzję o zamknięciu wyciągu do odwołania."
niedziela, 4 grudnia 2016
Piłka nożna. Czy w niektórych miastach (Wrocław) przypadkiem nie przeinwestowano?
Dane na dziś rano z 18 kolejki Lotto Ekstraklasy:
Pojawiają się w związku z powyższym następujące pytania:
1) Czy granie w grudniu w Polsce ma sens?
2) Czy przypadkiem w niektórych miastach nie przeinwestowano?
3) Na co Śląskowi Wrocław potrzebny jest czterdziestotysięcznik? Przecież już lata temu próbowano regularnie grać na "starym" Olimpijskim i - co ciekawe - z podobnym frekwencyjnym skutkiem?
4) Czy nie taniej byłoby zmodernizować Oporowską?
5) Czy klub nie czułby się lepiej na nowoczesnym maksymalnie piętnastotysięczniku skrojonym na jego miarę?
6) Czy podobnych pytań nie można zadać sobie w Krakowie (co do stadionu Wisły)?
| Mecz | Miejsce | Pojemność | Frekwencja | Zapełnienie |
| [tys.] | [tys.] | [proc.] | ||
| Termalica Nieciecza - Zagłębie Lubin 0-1 | Nieciecza | 4,7 | 3,0 | 63,8 |
| Legia Warszawa - Wisła Płock 2-2 | Warszawa | 30,1 | 21,8 | 72,4 |
| Piast Gliwice - Korona Kielce 1-0 | Gliwice | 10,0 | 4,0 | 40,0 |
| Śląsk Wrocław - Pogoń Szczecin 1-1 | Wrocław | 42,8 | 4,0 | 9,3 |
| Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 3-0 | Kraków | 33,1 | 9,6 | 29,0 |
| Średnie zapełnienie: | 24,1 | 8,5 | 35,1 |
Pojawiają się w związku z powyższym następujące pytania:
1) Czy granie w grudniu w Polsce ma sens?
2) Czy przypadkiem w niektórych miastach nie przeinwestowano?
3) Na co Śląskowi Wrocław potrzebny jest czterdziestotysięcznik? Przecież już lata temu próbowano regularnie grać na "starym" Olimpijskim i - co ciekawe - z podobnym frekwencyjnym skutkiem?
4) Czy nie taniej byłoby zmodernizować Oporowską?
5) Czy klub nie czułby się lepiej na nowoczesnym maksymalnie piętnastotysięczniku skrojonym na jego miarę?
6) Czy podobnych pytań nie można zadać sobie w Krakowie (co do stadionu Wisły)?
sobota, 3 grudnia 2016
Piłka nożna. Prezydent Wodzisławia jest prawdopodobnie najszczęśliwszym człowiekiem w Polsce
![]() |
| Zdjęcie z Wikipedii |
- Jaki jest koszt utrzymania takiej drużyny dla miasta?
- Pomijalny?
- Jakie konieczne inwestycje infrastrukturalne musi zrealizować miasto w najbliższym czasie na stadionie Odry?
- Żadne lub tylko niewielkie prace konserwacyjne.
W tym miejscu przypomnę, że 6 lat temu po 14 latach nieprzerwanej gry na najwyższym szczeblu Odra spadła z ekstraklasy piłkarskiej. Spadła w przykrym momencie, targana kłótniami ówczesnych i jeszcze poprzednich udziałowców. I po jakimś czasie praktycznie rozpadła się. Dramat? Po części tak, ale z kilku względów dla miasta - dramat szczęśliwy. Albo - używając innych słów - przypadkowo szczęśliwy zbieg zdarzeń. Dlaczego? Już tłumaczę:
- Primo! Gdyby dziś Odra nadal grała w ekstraklasie, miasto musiałoby ją ... utrzymywać. Zaszczyt posiadania klubu w najwyższej klasie rozgrywkowej kosztuje. I to kosztuje niemało. Zabrze musiało poręczyć obligacje, które teraz samo spłaca i jeszcze dodatkowo do drużyny dopłaca. Grube miliony. Chorzów udzielił Ruchowi "pożyczki" w wysokości 18 mln zł. Katowice regularnie zasilają kasę GKSu dofinansowaniami i dokapitalizowaniem.
- Secundo! Gdyby dziś Odra nadal grała w ekstraklasie, miasto musiałoby się machnąć na ... nowy stadion. Obecny nie spełnia coraz bardziej wyśrubowanych norm. Zabrze wydało już kilkaset milionów na trzy czwarte nowego obiektu, przy czym to trzy czwarte i tak dotąd zapełniło się raz! Chorzów ma szczęście, że zostanie niedługo oddany do użytku Stadion Śląski. Katowice myślą o "skromnym" obiekcie na granicy Brynowa i Załęskiej Hałdy.
Prezydent Wodzisławia, choć o tym może nie wiedzieć, jest dziś bogatszy o - lekko licząc - jakieś 260 milionów złotych. Nie wydał bowiem ok. 200 milionów złotych na nowy stadion. Nie wydał także przez 6 lat po ok. 10 mln zł na utrzymanie dumy Wodzisławia w ekstraklasie. Dziś Wodzisław nie ma Odry w ekstraklasie. Nie ma najazdów kibiców Legii, Ruchu, czy Lecha na małe - trzeba to przyznać - miasteczko. Nie ma cotygodniowej mobilizacji służb mundurowych. I nie ma wydatków, jak inne miasta. Stąd - zamiast na jakże potrzebną mieszkańcom piłkę zawodową - może wydawać środki na drogi, żłobki, szkoły i inne potrzeby. Dlatego prezydent Wodzisławia jest prawdopodobnie najszczęśliwszym (bo bogatszym o 260 mln zł) człowiekiem w Polsce.
piątek, 2 grudnia 2016
Przed sezonem. Cz. IV. Małe Ciche
Małe Ciche
Przy okazji sukces Białki oznacza rozwój i sukces okolicznych miejscowości. Powstał bardzo fajny ośrodek w Jurgowie, mniejszy w Czarnej Górze a jeszcze wcześniej zbudowano długi wyciąg krzesełkowy (niedawno zmodernizowanym na szybszy) w miejscu, które też warto opisać. Nazywa się ono Małe Ciche. Tam zrealizowano projekt iście nowatorski. Zrobiono niemal jak w Białce. Zbudowano parking i karczmę na dole oraz parking i karczmę u góry, wyznaczono szeroką trasę, postawiono słupy, naciągnięto liny i na koniec wpięto w nie czteroosobowe krzesła. Cały ten projekt musiał kosztować całkiem sporo kasy i zaangażowania. I przyznasz czytelniku, że to co przeczytałeś do tej pory brzmi nieźle. Inwestorzy zrobili to, co opisałem wcześniej i pewnie chcieli sobie pogratulować udanej realizacji. Ale zamiast tego jestem pewien, że ich reakcja była inna, mianowicie złapali się oni za głowy i stwierdzili: co myśmy zrobili? Zbudowaliśmy wyciąg, przygotowaliśmy trasę, powstała do tego infrastruktura jak trzeba, wszystko pięknie, ale jest jeden mały problem. TU NIE MA GÓRY! Drogi czytelniku, ośrodek Małe Ciche przypomina mi nieco inną kolej linową, tę w parku chorzowskim. Nachylenia są podobne.
Przy okazji sukces Białki oznacza rozwój i sukces okolicznych miejscowości. Powstał bardzo fajny ośrodek w Jurgowie, mniejszy w Czarnej Górze a jeszcze wcześniej zbudowano długi wyciąg krzesełkowy (niedawno zmodernizowanym na szybszy) w miejscu, które też warto opisać. Nazywa się ono Małe Ciche. Tam zrealizowano projekt iście nowatorski. Zrobiono niemal jak w Białce. Zbudowano parking i karczmę na dole oraz parking i karczmę u góry, wyznaczono szeroką trasę, postawiono słupy, naciągnięto liny i na koniec wpięto w nie czteroosobowe krzesła. Cały ten projekt musiał kosztować całkiem sporo kasy i zaangażowania. I przyznasz czytelniku, że to co przeczytałeś do tej pory brzmi nieźle. Inwestorzy zrobili to, co opisałem wcześniej i pewnie chcieli sobie pogratulować udanej realizacji. Ale zamiast tego jestem pewien, że ich reakcja była inna, mianowicie złapali się oni za głowy i stwierdzili: co myśmy zrobili? Zbudowaliśmy wyciąg, przygotowaliśmy trasę, powstała do tego infrastruktura jak trzeba, wszystko pięknie, ale jest jeden mały problem. TU NIE MA GÓRY! Drogi czytelniku, ośrodek Małe Ciche przypomina mi nieco inną kolej linową, tę w parku chorzowskim. Nachylenia są podobne.
czwartek, 1 grudnia 2016
Przed sezonem. Cz. III. Białka
Białka Tatrzańska i okolice – w Polsce też można i dlatego nie da się tam jeździć
Na początku wieku w naszej szerokości geograficznej cierpieliśmy na deficyt dobrej infrastruktury narciarskiej, ze szczególnym uwzględnieniem wyciągów krzesełkowych oraz innego typu kolei linowych. Narciarz mógł sobie co prawda używać na bardzo wąskich, kamienistych, lecz nieźle rozbudowanych trasach w Szczyrku i Korbielowie, ale wyciągi tamtejsze pamiętają moje dzieciństwo, a było to, wierzcie mi, bardzo dawno temu. Dziś rozbudowała infrastrukturą niesamowicie Słowacja wprowadzając równolegle niestety alpejskie ceny. W Polsce wyłamuje się z tego schematu przede wszystkim Białka i okolice, chociaż rozmach inwestycyjny w innym miejscach też był niezły. Ale Białka korzysta z zastoju Zakopanego oraz wspomnianych Szczyrku i Korbielowa. Schemat jest wydawałoby się prosty, jednakże nie jest powszechnie stosowany gdzie indziej. Można go w skrócie przedstawić tak: wygodne dla wsiadających i wysiadających wyprzęgane wyciągi krzesełkowe, codziennie ratrakowane i oświetlone szerokie trasy z nadreprezentacją raczej łatwych, knajpa z dobrym jedzeniem na dole i druga na górze, mnóstwo armatek śnieżnych pozwalających się uniezależnić od kaprysów natury i otwierać sezon zawsze mniej więcej na przełomie listopada i grudnia a zamykać w kwietniu oraz umiarkowane ceny możliwe do zaakceptowania dla przeciętnej rodziny w Polsce. Jakie to proste, prawda. No i, wbrew powszechnej opinii, w Białce zaawansowany narciarz też znajdzie (tak zwane boki Kotelnicy) trasy dla siebie.
To pozostaje tylko korzystać z tego raju, można sobie powiedzieć. Nic bardziej mylnego. Tak, tak, potwierdzam te wszystkie zalety ośrodka. Ma on jednak tylko jedną wadę. Taką malutką, będącą skutkiem wyliczonych zalet, ale jednak decydującą o tym, że tam się w ogóle jeździć na nartach nie da. Jeśli nie wiecie Państwo o co chodzi, to spróbujcie w sezonie zadzwonić do jakiegokolwiek pensjonatu w miejscowości i poprosić o rezerwację dla swojej rodziny od jutra. Śmiech po drugiej stronie słuchawki będzie słychać aż na Giewoncie, a to w linii prostej jakieś dwadzieścia kilometrów.
Sukces Białki ją po prostu zabił.
Na początku wieku w naszej szerokości geograficznej cierpieliśmy na deficyt dobrej infrastruktury narciarskiej, ze szczególnym uwzględnieniem wyciągów krzesełkowych oraz innego typu kolei linowych. Narciarz mógł sobie co prawda używać na bardzo wąskich, kamienistych, lecz nieźle rozbudowanych trasach w Szczyrku i Korbielowie, ale wyciągi tamtejsze pamiętają moje dzieciństwo, a było to, wierzcie mi, bardzo dawno temu. Dziś rozbudowała infrastrukturą niesamowicie Słowacja wprowadzając równolegle niestety alpejskie ceny. W Polsce wyłamuje się z tego schematu przede wszystkim Białka i okolice, chociaż rozmach inwestycyjny w innym miejscach też był niezły. Ale Białka korzysta z zastoju Zakopanego oraz wspomnianych Szczyrku i Korbielowa. Schemat jest wydawałoby się prosty, jednakże nie jest powszechnie stosowany gdzie indziej. Można go w skrócie przedstawić tak: wygodne dla wsiadających i wysiadających wyprzęgane wyciągi krzesełkowe, codziennie ratrakowane i oświetlone szerokie trasy z nadreprezentacją raczej łatwych, knajpa z dobrym jedzeniem na dole i druga na górze, mnóstwo armatek śnieżnych pozwalających się uniezależnić od kaprysów natury i otwierać sezon zawsze mniej więcej na przełomie listopada i grudnia a zamykać w kwietniu oraz umiarkowane ceny możliwe do zaakceptowania dla przeciętnej rodziny w Polsce. Jakie to proste, prawda. No i, wbrew powszechnej opinii, w Białce zaawansowany narciarz też znajdzie (tak zwane boki Kotelnicy) trasy dla siebie.
To pozostaje tylko korzystać z tego raju, można sobie powiedzieć. Nic bardziej mylnego. Tak, tak, potwierdzam te wszystkie zalety ośrodka. Ma on jednak tylko jedną wadę. Taką malutką, będącą skutkiem wyliczonych zalet, ale jednak decydującą o tym, że tam się w ogóle jeździć na nartach nie da. Jeśli nie wiecie Państwo o co chodzi, to spróbujcie w sezonie zadzwonić do jakiegokolwiek pensjonatu w miejscowości i poprosić o rezerwację dla swojej rodziny od jutra. Śmiech po drugiej stronie słuchawki będzie słychać aż na Giewoncie, a to w linii prostej jakieś dwadzieścia kilometrów.
Sukces Białki ją po prostu zabił.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





