sobota, 18 lutego 2017

Przegląd prasy internetowej. Właścicielowi beemy wolno więcej

Na Interii można dziś znaleźć artykuł pod tytułem: BMW w Tatrach. Znowu BOR? Nie. To "warszawka"

i tamże:
BMW w Tatrach. Znowu BOR? Nie. To "warszawka"

Dla mnie sprawa jest oczywista. Właścicielowi beemy wolno więcej. Nie po to przecież kupił bawarski wytwór motoryzacji, aby jeździć przepisowo. Co więcej, to przecież ... wstyd jeździć beemą przepisowo. Samo połączenie słów "BMW" oraz "kodeks drogowy" jakoś tak brzmi irracjonalnie. Moim zdaniem na ulicach powinny pojawić się następujące znaki:

Ekonomia to nie matematyka - przegląd prasy

BESKIDY: CZARNA SERIA TRWA

Jak podaje Dziennik Zachodni, "w tym sezonie GOPR interweniował już 1500 razy. W miniony czwartek śmigłowce ratownicze wzywano 4 razy - do Wisły, Zwardonia i Szczyrku."

No cóż. Po pierwsze mamy jeszcze ferie. Po drugie, i chyba najważniejsze, mamy jeszcze ferie warszawskie. Warszawa to bardzo nieprzyjazne miasto do życia. Ot, takie blokowisko na pustyni. Beton, szkło, zanieczyszczenia, korki, itp. No i każdy, jakże cenny, metr kwadratowy powierzchni wykorzystany na deweloperkę. I w tym wszystkim nie ma miejsca na boiska, przestrzeń, nawet odludne hałdy, gdzie młodzież mogłaby zorganizować dla krzepy jakieś kibolskie ustawki. No i jeszcze ta geografia:
- w góry - 400 km;
- nad morze - 300 km;
- nad jeziora, w których można pływać - 200-300 km.
Do tego dochodzi styl pracy i życia. Siedząca praca finance managera od 10-tej do 20-tej ewidentnie nie sprzyja ruchowi. Potem wizyta w modnym praskim klubie Chmura (zdjęcia dostępne w sieci - polecam) i szybki sen. A następny dzień to samo.

I w pewnym momencie jeeeesssstttt! Urlop. Musimy sobie przypomnieć imiona naszych dzieci i z którą laską z imprezy się chajtnęliśmy (problem z pisownią wyjaśnia PWN - dod. MS) i jedziemy z rodziną na narty do Wisły. Po roku "nicnierobienia". Szansa na szpital: ogromna.

Dobra koniec tych kpin z nielubianego przeze mnie miasta. Tak na serio analiza tak licznych wypadków przynosi jeden konstruktywny wniosek. Właściciele stoków poszli (co zrozumiałe) w stronę komercji, a nie w stronę bezpieczeństwa. Wymieniono stare wyciągi na nowe o wielokrotnie większej przepustowości i pozostawiono ... stare wąskie trasy. Efektem jest nadmierny tłok na stokach. Ponieważ prawdopodobnie nikt sam nie zrezygnuje z własnych zysków, konieczna jest regulacja (taka sama, jak w innych krajach) lub zmiana podejścia przy decyzjach i odbiorach. Trzeba zmniejszyć przepustowość wyciągów lub (co trudniejsze) zwiększyć przepustowość tras. Przecież 4 wyciągi krzesełkowe i dodatkowo 3 orczykowe wspinające się na jeden szczyt - Kotelnicę w Białce, to żart. I kpina z bezpieczeństwa. Zgadza się tylko utarg w kasie. Podobnie "zabito" Czarną Górę w Siennej. Nocna jazda na czerwonej trasie, na którą narciarzy dostarcza sześcioosobowe krzesło, powoduje niesamowite zatłoczenie i normalne w tej sytuacji szybkie "zrąbanie" trasy.

EKONOMIA TO NIE MATEMATYKA - PODNIEŚ CENY, STRACISZ KLIENTÓW

Ten sam Dziennik Zachodni informuje, że drastycznie wzrosła ilość złomowanych pojazdów. W poszukiwaniu przyczyn dziennikarz wskazuje na program 500+ (???), ale i na wzrost cen ubezpieczeń. Wydaje mi się, że właściwa jest ta druga diagnoza. Ludzie zaczęli po prostu patrzeć racjonalnie na fakt posiadania samochodu. Jeśli nie jest on niezbędny, idzie na złom, bo jego utrzymanie stało się zbyt drogie. I tą ścieżką firmy ubezpieczeniowe straciły jakąś część (choć pewnie niewielką) rynku.

POPULIZM CZY RACJONALNE OGRANICZENIE?

Fakt zabrał się za wynagrodzenia członków zarządów spółek z udziałem skarbu państwa. Zdaniem faktu, to skandal, że prezesi mogą zarobić "nawet 132 tys. zł miesięcznie". Problem z interpretacją artykułu sprowadza się do dylematu: czy mamy w Polsce wolny rynek, gdzie spółki i ich właściciele podejmują racjonalne decyzje ekonomiczne i zasadniczo pozyskuje się do zarządów najlepszych fachowców w kraju, czy jakiś socjalizm, gdzie funkcje te się po prostu "rozdaje". Moim zdaniem w ciemno można założyć, że Orlenem kierują najlepsi w kraju fachowcy w branży paliwowej, a PeGaZem najlepsi w branży zbrojeniowej. Więc o co chodzi? Całość znów sprowadza się do już wielokrotnie opisywanego przeze mnie problemu z postrzeganiem wolnego rynku w Polsce (link).

wtorek, 14 lutego 2017

Męski punt widzenia - o drugich połówkach na walentynki

TYP POSZUKIWACZKI

Kobieta idąc przez życie
Poprzez istotę swojej kobiecości
Wiedz, że silnie, choć skrycie
Poszukuje zawsze miłości

TYP POSZUKIWACZKI v.2

Kobieta idąc przez życie
Poprzez wybór skomplikowanej trasy
Wiedz, że silnie, choć skrycie
Poszukuje zawsze kasy

TYP POSZUKIWACZKI v.3

Kobieta idąc przez życie
Czasem na topie, czasem na męskim pasku
Wiedz, że silnie, choć skrycie
Poszukuje zawsze poklasku

TYP ZŁOŚNICY

Nic to, że ciągle się focha
Nic to, że na ekranie podziwia Stocha
Nic to, że tłucze ze złości talerze
To chęć na ciebie po prostu ją bierze

TYP CHARYTATYWNY

Cokolwiek powiesz, cokolwiek zepsujesz
Cokolwiek złego w życiu zmajstrujesz
Ona i tak zrobi wszystko dla ciebie
A nagrodę otrzyma dopiero w niebie

sobota, 11 lutego 2017

Przegląd wydarzeń i prasy

Fornalikowa tiki-taka w sam raz na spadek

W piłkarskim Chorzowie od jakiegoś czasu jest źle. Jest źle finansowo, organizacyjnie i sportowo. Drużyna od początku 2016 roku gra fatalnie, ale w poprzednim sezonie punkty nabite jesienią pozwoliły na awans do grupy mistrzowskiej - czyli pewne utrzymanie. Przy tak złożonej sytuacji, gdzie zmieniają się prezesi, klub pożycza pieniądze z miasta i co chwilę otrzymuje jakieś ciosy z PZPNu za obecne i przeszłe grzechy, przyczyn złej formy sportowej może być jednak wiele.

W każdym razie w tej przerwie zimowej wydawało się, że jednak idzie ku dobremu. Przepracowany mocno obóz zagraniczny, dobre wyniki sparingów, utrzymanie (z jednym wyjątkiem) kadry, powrót do zdrowia kilku rekonwalescentów. Powiało lekkim optymizmem, aż do pierwszego ... meczu o punkty. A w nim ... to co zwykle: drużyna wkładająca wiele wysiłku w tak mozolne poprawne konstruowanie akcji wg określonego wcześniej schematu, że brakuje już sił i środków na tak mało istotne sprawy, jak stwarzanie sytuacji podbramkowych i strzały. W meczu "o wszystko" ze strony Ruchu było dużo biegania, utrzymywania się przy piłce, zmian pozycji i ... dwa groźne strzały, po jednym w każdej połowie. Sorry, Waldek, ale tak meczu nie wygrasz. Możesz go co najwyżej zremisować, a tu do takiego sukcesu brakło raptem kilku minut.

Wydaje się, że Ruch jest na autostradzie do spadku. Jeśli nie zmieni taktyki, bo na obecną po prostu nie ma wykonawców (Lipski to nie Iniesta), spadnie na pewno. Pytanie, czy niereformowalnego trenera ambitnie wdrażającego stały schemat, który rozszyfrowała już cała Polska, stać mentalnie na taką zmianę? Wydaje się, że nie. WF wrócił "z kadry" odmieniony i przestraszony. Wydaje się więc, że jeśli klubowi zależy na utrzymaniu (a są tacy, co uważają, że wcale nie jest to takie pewne), to chyba musi jak najszybciej zmienić szefa piłkarzy.

Formuła z dosypywaniem pieniędzy do istniejącego układu chyba się już wyczerpała


Na łamach DZ minister Tchórzewski powiedział o Katowickim Holdingu Węglowym, że (cyt.) "sytuacja spółki jest tragiczna i tylko i tylko połączenie KHW z PGG daje perspektywę nie tylko wypłaty drugiej transzy "czternastki", ale przede wszystkim zachowania miejsc pracy w kopalniach holdingu".

Wydaje się, że w ogóle sytuacja w górnictwie dojrzała do kompletnej zmiany koncepcji podejścia do branży. Pomysł dosypywania pieniędzy z różnych "znalezionych" źródeł chyba się powoli wyczerpuje. Tenże pomysł pozwolił zachować dotychczasowy sposób funkcjonowania branży oraz zachować spokój społeczny. Postawiono na zmiany formalne bez rewolucji. Brakło chyba trochę odwagi.

No i w konsekwencji trzeba będzie prawdopodobnie znaleźć tej odwagi dużo więcej. Zaczyna bowiem brakować "inwestorów" chętnych do "pomnażania" swoich kapitałów tą ścieżką. Prawdopodobnie nie da się już dalej odkładać rewolucji, tylko będzie ona większa, niż na przykład rok temu. Trzeba będzie zbudować branżę od nowa (bo przecież jest potrzebna), dostosować zatrudnienie do potrzeb, zmniejszyć rolę związków z zarządzaniu branżą, posprzątać patologie firm i firemek "zaprzyjaźnionych" trwale z tą, czy inną "kopalnią" i zrobić potężny audyt kosztów, z których większość to stałe. Nie ma innej ścieżki, bo żarłoczny tygrys nie stanie się nagle jaroszem.

Po wypadku pani premier - chyba jest coś nie tak ze standardami podróży VIPów


W ostatnich kilku miesiącach mamy całą serię wypadków z najważniejszymi w kraju VIPami w podróży. Co w tym wszystkim jest nie tak? Mnie się wydaje, że to jest tak, jak z GKSem Katowice w latach 80. ub. wieku, z Koniarkiem, Furtokiem i Kubisztalem w ataku. O tej drużynie mówiło się powszechnie, że gra szybciej, niż myśli, co nie zawsze prowadziło do sukcesów. I z podróżami naszych VIPów chyba jest podobnie. Zaczyna się od złego planu. Żartując nieco, można go nakreślić tak: rano wizyta w stoczni w Szczecinie, po południu wsparcie Stocha i spółki w Zakopanem, a wieczorem rozmowa o ważnych dla kraju sprawach w Warszawie.

Przy takim podejściu nieszczęście nie tylko MOŻE SIĘ WYDARZYĆ, lecz z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że WYDARZY SIĘ NA PEWNO. Oczywiście można oskarżyć kierowcę. Można też oskarżyć zarządcę drogi, że była śliska. Można poskarżyć się nawet Panu Bogu na pogodę. Ale raczej, wypadałoby, zastanowić się nad nieco rozsądniejszym planem podróży. Przecież najważniejsze osoby w kraju stać chyba na kilka noclegów w pensjonatach, bądź hotelach.

"Panie, tu jest taki zapieprz, że nie ma czasu nawet taczek załadować" - to niestety nasza polska wada organizacyjna. Zarówno na najniższym, jak i na najwyższym szczeblu.

A wszystkim poszkodowanym w wypadku pod Oświęcimiem, z panią premier na czele, życzę powrotu do zdrowia!

poniedziałek, 6 lutego 2017

Legia psuje rynek

Fragment wywiadu z właścicielem Cracovii w dzisiejszym Sporcie:
- Nie obawia się pań finansowej dominacji Legii?
- Nie, bo oni mają swoje problemy. W ataku nie wyglądają dobrze. Pieniądze, jakie dają za swoich zawodników, to jednak zdecydowana przesada. Ci piłkarze nie zasługują na takie pieniądze. To psucie rynku.

Nic dodać, nic ująć!

niedziela, 5 lutego 2017

Sezon narciarski na wesoło i stereotypowo

Trwa świetny sezon dla biznesu narciarskiego:
- Udało się naśnieżyć trasy na "dodatkowe ferie" między świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem.
- Były świetne warunki podczas świąt prawosławnych.
- Posypało nieźle przed feriami śląskimi, co oznacza, że prawdziwi narciarze mieli wreszcie gdzie i jak jeździć, bo uruchomiono nawet czarne nienaśnieżane trasy.
-Zamroziło przed feriami małopolskimi. Teraz wszyscy mieszkańcy stołecznego miasta Krakowa mogą się spotkać na niebieskiej trasie w Białce, oczywiście po odstaniu tych 30 minut na wjazd.
-A przed feriami warszawskimi, to może i nawet być ... odwilż. To i tak bez znaczenia. Oni i tak w komplecie pojadą swoimi beemami lansować się w Zakopanem (gdzie już prawie nie ma nart) i na Krupówkach (gdzie spotkają wszystkim znajomych z telewizji i biura). I wykupią wszystkie ciuchy w Zakopanem w cenach dwa razy wyższych, niż w Arkadii. Ale kto bogatemu zabroni?

czwartek, 2 lutego 2017

Gospodarka prywatna? A skąd. Spójrzmy na WIG20

Po akcji repolonizacji banków stan na dziś (z uwzględnieniem przejęcia Pekao) jest następujący:
Spółki pod kontrolą Państwa bezpośrednio lub pośrednio:
Alior
Enea
Energa
KGHM
Lotos
Pekao
PGE
PGNiG
Orlen
PKO BP
PZU
Tauron
Razem 12/20, czyli 60% najistotniejszych dla gospodarki spółek należy (już) do państwa. A tendencja jest jednokierunkowa.
Rynek jest passe.
Pracę, ubezpieczenia, usługi bankowe i inne ma nam zapewnić państwo. Wydaje się, że taka tendencja wynika też wprost z oczekiwań społeczeństwa rozczarowanego dzikim kapitalizmem.
Ciekawe, czy taki model gospodarki się sprawdzi?

Potwierdzają się opisywane przeze mnie tezy niemal dwa lata temu:
Gospodarka rynkowa a ...