środa, 30 listopada 2016

Przed sezonem. Cz. II. Kronplatz



Kronplatz – bajka za niestety bajeczną cenę i dwie kluczowe trasy

Kronpatz to około sto kilometrów tras. Tak mówią foldery. One jednak kłamią, drogi narciarzu. Przyjeżdżasz na tą jedną górę z małym wypaczeniem w postaci odnogi prowadzącej do trasy Piculin (opisane wcześniej) i wmawiasz sobie, że w trakcie urlopu wszystkie możliwości sprawdzisz i zwiedzisz. Przyjeżdżasz potem i mówisz sobie, że zaczniesz od strony miasta Bruneck, bo tam usytuowane są raptem dwie czarne trasy Hernegg oraz Silvester. Bo rano będą dobrze przygotowane, trochę sobie nimi pojeździsz a potem pojedziesz na zwiedzanie reszty ośrodka. Sam siebie narciarzu okłamujesz. Trasy Hernegg oraz Silvester działają bowiem jak narkotyk. Trafiasz tam, jedziesz jedną, potem drugą, potem łącznikami, odnogami i innymi wariantami, pragniesz powtórzyć to raz jeszcze i jeszcze i już … przepadłeś. Ktoś ci mówi, że są inne trasy, w tym nowa czerwona licząca siedem kilometrów do stacji kolejowej, piękne trasy niebieskie, ale ty go nie słuchasz. Masz do dyspozycji zbocze o długości mniej więcej pięciu kilometrów i różnicy poziomów około półtora kilometra i dwie piękne, zróżnicowane, szerokie, niezatłoczone i dość trudne czarne trasy obsługiwane prze piekielnie szybkie wyciągi bez kolejek. Czego chcieć więcej. Nikt cię nie namówi na opuszczenie nawet na moment tej atrakcji, no może poza wizytą na opisywanym Piculinie, ale trochę szkoda czasu na dojazd nieciekawymi zatłoczonymi niebieskimi trasami.

Drogi narciarzu, foldery o Kronplazu kłamią. Ta góra nie składa się z ponad stu kilometrów tras. Ona ma tak naprawdę (nie licząc odnogi i Piculina) tylko dwie trasy (bo na inne i tak nie trafisz), ale za to fantastyczne.

wtorek, 29 listopada 2016

Przed sezonem. Mały cykl o nartach za granicą i w Polsce. Cz. I. Piculin



Trasa Piculin – powinni tego zabronić

Drogi czytelniku. Wyobraź sobie że spędzasz swój urlop narciarski z karnetem na region Kronplatz. Oglądasz mapkę narciarską w formie rzutu (to taka miejscowa tradycja, całkiem praktyczna przyznam szczerze) i co widzisz? Ano masz na tej mapie jedną wielką górę z narysowanymi promieniście w każdą niemal stronę licznymi kreskami (wyciągi, głównie gondole) i krzywymi w różnych kolorach (to trasy) oraz jedną anomalię w postaci odstających i ciągnących się gdzieś daleko kresek i krzywych. Ta jedyna odnoga kończy się wyciągiem i trasą Piculin. Założę się, że większość urlopowiczów z braku chęci i czasu tam w ogóle w trakcie urlopu nie dociera. Dobry narciarz potrzebuje jakiejś godziny na podróż na ten koniec świata i mniej więcej tego samego czasu na powrót do centrum ośrodka rozumianego jako punkt kontaktowy w postaci wieży na szczycie Kronplatzu, gdzie łączą się wyciągi. Ale jest pewna grupa pasjonatów dwóch desek (lub raczej należałoby napisać produktów połączonych dziś z wielu komponentów, gdzie tylko w lepszych modelach jest trochę drewna) przyjeżdża specjalnie dla tej trasy. W folderze reklamowym jest ona przedstawiana jako najlepsza czarna trasa w Suedtirolu w opinii czytelników czegośtam (nie zapamiętałem niestety nazwy czasopisma). I nie ma w tym cienia przesady. Wyobraź sobie, że jednak docierasz na ten koniec świata. I zanim zaczniesz zjeżdżać powitają cię afisze napisane po włosku i niemiecku z beznadziejnie słabo brzmiącym ostrzeżeniem: Uwaga, czarna trasa! E, tam! Co tam! Tak pomyśli każdy normalny narciarz. To błąd!

Piculin nie jest bowiem żadną zwykłą czarną trasą. Jest co prawda doskonale przygotowaną, bardzo szeroką, ale jednak piekielnie nachyloną pisztą. Moim zdaniem ostrzeżenia przy wjeździe są niewystarczające. Powinno się u góry postawić gościa, który obsługuje bramki i spokojnie, acz grzecznie pyta się każdego o książeczkę FIS lub jakikolwiek inny dowód potwierdzający twoje umiejętności i jednocześnie zwichniętą psychikę. Nie masz takiej? To skorzystaj sobie z innych zjazdów a Piculin sobie odpuść.

poniedziałek, 28 listopada 2016

niedziela, 27 listopada 2016

Piłka nożna to biznes

Biznes piłkarski na przykładzie GKS Katowice. Najpierw zestawienie przychodów i kosztów (dane zaciągnięte ze strony www.bankier.pl):

Następnie zestawienie wyniku operacyjnego, przy czym w jednym z okresów został on skorygowany o otrzymane wsparcie finansowe (zakwalifikowane jako pozostały przychód operacyjny):

Jaki to "biznes", widać na wykresach. Prawdopodobnie wygląda to podobnie w "całej Polsce". Dlatego polski futbol wspierają samorządy, firmy z udziałem państwowym, a w infrastrukturę inwestuje też czasem bezpośrednio państwo. Branża nie potrafi po prostu przeżyć za wypracowane samodzielnie środki.

sobota, 26 listopada 2016

Po Black Friday: Pamiętaj! Nikt Ci niczego nie da za darmo!

Wczoraj wieszały się komputery od nawału ruchu sieciowego. Zamierała praca w korporacjach. Tworzyły się korki do wjazdu i wyjazdu z centrów handlowych. A wszystko przez sprytny pomysł marketingowy: "Black Friday".

Rzucając się na przecenione ciuchy, buty, sprzęt sportowy, czy nawet usługi, warto pamiętać o jednej podstawowej zasadzie ekonomicznej: nikt Ci niczego nie da za darmo. Sklepy nigdy nie zrobią niczego, co pogarszałoby ich rentowność. Czyli kupiona wczoraj "okazyjnie" torebka przeceniona z 999,90 zł na 599,90 zł, może być już za jakiś czas wystawiona za 399,90 zł lub zastąpiona nowym modelem, co dla pragnącej się pokazać na przyjęciu damy jest jeszcze większa katastrofą.

Ciekawostki językowe

Jeśli żona dużo warzy, wówczas mąż dużo waży.

A może w tym roku pojedziemy nad morze.

Hamulec przyhamuje, a cham przychamuje.

Ożeż ty, jak on orze.

Orzechy rosną w Orzechu.

Krul został królem rzutów karnych.

W Kieleckiem można spotkać kieleckich kupców.

Fabryka Forda produkuje fordy.

W Warszawie mieszkają warszawiacy.

We wrześniu lechiści wygrali z lechitami dwa do jednego.

Lechia wygrała dwa do jednego.

Lech przegrał jeden do dwóch.

Jesteś z Tych czy z Tychów?



Zatrudnię pracownika! Fantasta, czy co?

Bezrobocie w Polsce (zwłaszcza w nisko płatnych zawodach) staje się pojęciem przeszłym. Nie ma już bezrobocia, jest bezzatrudnienie. To fakt, co potwierdzają nawet oficjalne statystyki:
Prawdopodobnie jedyne grupy zawodowe, które mogą mieć jeszcze problem z pracą, to wysoce wykwalifikowani i posiadający wysokie oczekiwania absolwenci znakomitych studiów finansowych, prawniczych i zarządczych. Gwarantuję za to Państwu, że problemu z robotą nie ma ślusarz, spawacz, hydraulik i robotnik budowlany. Dziś dobrego pracownika w tych zawodach się ceni. Ciekawe też, co będzie po obniżeniu wieku emerytalnego i wypchnięciu na wcześniejsze świadczenia (o czym się już głośno mówi) ok. 10-15 tysięcy górników? Czy wystarczy imigracja z Ukrainy? Zobaczymy. Ale pozycja dobrych pracowników na rynku pracy może się okazać niezwykle mocna.