sobota, 15 kwietnia 2017

Porada prawna: jak dobrze zwolnić członka zarządu

W prasie trwa "nawalanka" na temat pobierania, bądź nie, wynagrodzenia na zwolnieniu lekarskim przez byłego już prezesa zarządu PZU - Michała Krupińskiego. Radio Zet podało (link), że Krupiński natychmiast po odwołaniu udał się na L4, które zostało wystawione przez ... "NZOZ Krupińska G." w Jodłowniku. Sam Krupiński twierdzi, że ... nie zamierza pobierać nienależnego wynagrodzenia (link), cokolwiek te słowa oznaczają.

Olejmy te dywagacje, natomiast skupmy się na meritum. Na wszelkich kursach dla kandydatów do rad nadzorczych uczą, jak należy skutecznie zwolnić członka zarządu. Otóż zalecenia są następujące:

- Primo: prewencja. Należy obok powołania tak sformułować umowę o pracę (na przykład na pracę na stanowisku dyrektora generalnego) z członkiem zarządu, aby było tam jak byk napisane, że ulega ona rozwiązaniu z dniem odwołania. Innym rozwiązaniem jest uniknięcie w ogóle umowy o pracę i wypłata wynagrodzenia wprost z powołania (nie mamy jednak wówczas ustalonych zasad współpracy), albo podpisanie z członkiem zarządu kontraktu menadżerskiego, który wygasa w dniu odwołania.

- Secundo: radzenie sobie w sytuacji zastanej. Po prostu w dniu (lub raczej w momencie) odwołania należy wręczyć członkowi zarządu wypowiedzenie umowy lub po prostu przed odwołaniem wynegocjować z nim warunki odejścia za porozumieniem stron.

Takich rzeczy uczą na kursach dla kandydatów do rad nadzorczych spółek skarbu państwa lub/i prywatnych. Można się tam też dowiedzieć, co oznacza wymóg posiedzeń w siedzibie (czytaj mieście, w którym spółka jest zarejestrowana) i jeszcze paru innych pożytecznych rzeczy.

piątek, 14 kwietnia 2017

Ciekawe miejsca - (przejezdny) Jarosław

- Ile dziś jechałeś przez Jarosław?
- Dziś całkiem nieźle, tylko godzinę! To naprawdę bardzo szybko!

Takie dialogi prowadzili kierowcy w Polsce systematycznie jeszcze parę lat temu. Jarosław był chyba jednym z najbardziej zakorkowanych małych (ok. 35 km kw. oraz ok. 40 tys. mieszkańców) miast tranzytowych w Polsce.

Jak poradzono sobie z istniejącym problemem. Można by rzec, że z przytupem.
- Wybudowano obwodnicę?
- Nie!
- To co zrobiono?
- Wybudowano trzy obwodnice: główną północną, mniejszą południową i na deser obwodnicę autostradową.
Dziś Jarosław jest naprawdę dobrze skomunikowany!

Obwodnice północna (94) oraz południowa (Lotników, Strzelecka, Chodkiewicza, Morawska):
Obwodnica autostradowa (A4):

Raz nadane przywileje bardzo trudno jest odebrać

W Stanach Zjednoczonych prezydent Trump odniósł dość spektakularną porażkę w zakresie próby realizacji obietnicy wyborczej. W kampanii obiecał likwidację Obamacare, tymczasem po zaprzysiężeniu i zapoznaniu ze szczegółami ostatecznie postanowił ... nic nie zmieniać. Prasa pisze, że główną przyczynę stanowi to, że wiele milionów osób na reformie by straciło. I w ten sposób zmian wdrożyć się nie dało.

Ten znamienny przykład tłumaczy wiele zjawisk ekonomicznych także w Polsce. Mimo trzeszczącego w szwach systemu emerytalnego, nikt nie ma odwagi skasować wcześniejszych emerytur dla wielu grup zawodowych. Nie udała się "reforma Tuska" w temacie ograniczenia zatrudnienia w administracji o 10 proc. Jej efektem był ... wzrost zatrudnienia w administracji o 10 proc. Samorządy utrzymują obiekty i kluby piłkarskie i jedyna zmiana polega na tym, że kluby żądają coraz więcej.

Jeśli jednak jest prawdą, że aby nie pracować mógł ktoś, ktoś inny musi za niego wziąć się do roboty, wówczas prędzej, czy później, takie systemy się zawalą. I dopiero wówczas możliwe będzie zbudowanie zasad od nowa.

Ciekawe, kto pierwszy odważy się kiedyś w przyszłości skasować wprowadzone przez obecny rząd dopłaty z programu Rodzina 500 plus? Nie widzę odważnego na horyzoncie. Tendencja idzie raczej w tym kierunku, że inni obiecują, iż dadzą ... jeszcze więcej.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Panie prezesie Kurski! Ja naprawdę nie słucham radia w samochodzie!

Masz samochód? Zapłacisz abonament RTV!

Czytaj więcej: LINK

Po przeczytaniu artykułu naszła mnie pewna refleksja. Prezes Kurski przyjął do wspomnianego pomysłu proste założenie:
"MASZ SAMOCHÓD = SŁUCHASZ RADIA".

Jest mi bardzo przykro, ale jestem w stanie na wybranych przykładach udowodnić, że wcale tak nie jest. Znam kilka osób, które ... w ogóle nie mają radia w samochodzie. To niesamowite, wiem, ale tacy ludzie istnieją realnie. Tak jak ci, którzy nie mają konta w banku, nie mają smartfona przy sobie i ... kupują papierowe książki. Dzięki tym ostatnim jeszcze czasem zresztą coś zarobię.

Zresztą, Panie prezesie Kurski, mam jeszcze gorsze wieści. Otóż ja sam ... od kilku lat w ogóle nie słucham radia w samochodzie. Nie cierpię radia. Radio bowiem mi narzuca non stop przeboje, które oni chcą lansować, a ja nie chcę ich słuchać. Nie cierpię też ciągłej sensacji. Kiedyś jeszcze, gdy dużo podróżowałem z pasażerami, słuchałem od czasu do czasu Jedynki (bo tylko tam były słuchowiska) oraz Radia Maryja (bo tam były dłuższe dysputy). To drugie zresztą budziło zawsze powszechne zdumienie jadących ze mną korpomenadżerów lub korpożołnierzy. Ale teraz, gdy mam mnóstwo audiobooków i słuchowisk w formie płyt MP3, już naprawdę nie słucham radia. W ogóle. Przepraszam.

Zresztą, Panie prezesie Kurski, choć to trudne do zaakceptowania, mam jeszcze gorsze wieści. Otóż rośnie nam całe pokolenie młodych ludzi, wychowanych w nowych czasach, którzy, choć to trudne do wyobrażenia, w ogóle nie oglądają telewizji. Jest wielce prawdopodobne, że oni, jak już założą własne gniazdka domowe, nawet ... nie kupią telewizora. Mimo EURO lub Mundialu za pasem.

Metody wyceny przedsiębiorstw na konkretnych przykładach

Mieliśmy ostatnio na rynku kilka transakcji, które bardzo praktycznie pozwoliły fachowcom spojrzeć na aktualne metody wyceny przedsiębiorstw. I tak:

1. Bank PEKAO SA został sprzedany wg wyceny, którą można nazwać mieszaną. Efekt jest następujący:
a/ CENA = 130% wartości księgowej przedsiębiorstwa (WYCENA MAJĄTKOWA),
czyli goodwill = 30% wartości aktywów netto.
Jest to podejście bardzo rozsądne i wręcz podręcznikowe, ale idące w poprzek kryzysowi na rynku kapitałowym, gdzie firmy sprzedawane są dziś z badwillem.
b/ CENA = wartość kursu akcji na GPW w dniu transakcji (WYCENA RYNKOWA), przy czym trzeba jednak założyć, że to kurs ... ustawił się pod realną transakcję.

2. Exatel został wyceniony METODĄ DOCHODOWĄ:
CENA = EBITDA x 5 + wartość środków pieniężnych (w kasie, na rachunkach i na lokatach),
gdzie EBITDA to wynik operacyjny bez uwzględniania kosztów amortyzacji (która jest kosztem, nie wydatkiem), czyli uproszczony ekwiwalent umiejętności generowania dodatkowej wartości pieniężnej przez przedsiębiorstwo w skali rocznej.

O metodach wyceny przedsiębiorstw będę jeszcze pisał, a zdecydowanie więcej można znaleźć tutaj:
PODSTAWY FINANSÓW I RACHUNKOWOŚCI
PLANOWANIE I OCENA RENTOWNOŚCI PRZEDSIĘWZIĘCIA
MIĘDZYNARODOWE STANDARDY RACHUNKOWOŚCI

Stabilność sektora bankowego? Ryzyko dla gospodarki? W Polsce tak, ale już nie w Chorwacji

Pomoc "fankowiczom" w aspekcie oferowania tym ludziom wysoce wyspecjalizowanych produktów finansowych, zwanych potocznie "kredytami we franku szwajcarskim", która to nazwa przeważnie nie jest zgodna z prawdą (bo kredyty udzielane były w złotych) była jednym z elementów kampanii wyborczej rządzącej partii i prezydenta. Po zdobyciu władzy i po zapoznaniu się ze szczegółami i konsekwencjami "obietnicy" niewiele z niej zostało. Podobno przewalutowanie stanowi zagrożenie dla stabilności sektora bankowego. Podobno stanowi olbrzymie ryzyko dla gospodarki. Mocno argumentowana jest kwestia "odpowiedzialności za państwo", cokolwiek to oznacza, bo różni ludzie w erze naszej wojny na poglądy, różnie mogą ją rozumieć. Pojawiła się też rada dla zadłużonych rodaków: "idźcie do sądu!". Oczywiście trudno nie zrozumieć wyżej przytoczonych argumentów. Jest tylko jedno "ale". Jeśli my jesteśmy tak odpowiedzialni i dbamy o stabilność państwa, oznacza to, że właśnie Chorwaci o nią dbać przestali. I stanęli chyba u progu jakiejś katastrofy. Otóż ichni nieodpowiedzialny parlament NIE ZWAŻAJĄC NA PROTESTY SEKTORA BANKOWEGO, uchwalił przymusowe przewalutowanie "kredytów frankowych". Na nic zdały się argumenty, że będzie to kosztowało sektor bankowy jakieś miliardy. Przegłosowali i basta. Link do artykułu niżej.
Mimo sprzeciwu zagranicznych banków Chorwacja przewalutuje kredyty we frankach

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Analiza po hicie ligi. Dlaczego nasza ekstraklasa nigdy nie będzie tak popularna jak ligi angielskie i niemieckie?

Hit naszej ligi obejrzało ok. 41 tysięcy kibiców. W Polsce nie stanowi to już od jakiegoś czasu wydarzenia wyjątkowego, ale absolutnie nie ma mowy o frekwencji codziennej. Tymczasem w dostępnym rankingu frekwencji za poprzednie sezony króluje Bundesliga, a następna w kolejności jest liga angielska. Średnio mecze Bundesligi ogląda 5-ciokrotnie więcej widzów, niż ligi polskiej. A mecze w Anglii - 4-krotnie. Różnice w "finansach" ze względu na ceny biletów są jeszcze bardziej rażące. Wobec powyższego nasuwa mi się na myśl następujący dialog:
- Czy polska piłka będzie kiedyś równie popularna, co ta w niemieckim lub angielskim wydaniu?
- Nie! Nie ma szans!
- Ale dlaczego nie?
- To proste. Kto kiedykolwiek był w Anglii lub w Niemczech lub spotkał gdziekolwiek turystów (a zwłaszcza turystki) z tych krajów, wie, że bierze się to z naturalnych różnic między Anglosaskami a Polkami. Wystarczy zacząć analizować zachowania Anglików sprzed wieków. Otóż udali się oni do swoich domów, spojrzeli na swoje kobiety i ... zaczęli pobijać świat oraz zakładać kolonie. A kiedy po II wojnie światowej im te kolonie odebrano lub sami je porzucili (i swoje hinduskie lub kenijskie kochanki także), musieli ponownie wrócić do domu. Wrócili. Znów spojrzeli na swoje kobiety i ... zajęli się oglądaniem futbolu. Stąd tak masowa popularność tej dyscypliny w tym narodzie.
- A co z Niemcami. Przecież Niemki nie są brzydkie?
- Co racja, to racja. Ale teraz wyobraź sobie, że jesteś w wieku "kawalerskim" i zarywasz do jakiejś blond Hermenegildy. I wszystko jest spoko, póki ona się ... nie odezwie. Przecież "Ich liebe dich, Hans!" brzmi tak kompletnie nieromantycznie, że aż szkoda czasu na omawianie tego. To jeden problem. Drugi wiąże się z typowo niemiecką bezpośredniością. Chciałbyś powoli zdobywać niezbadane tereny. Umawiasz się na pierwszą randkę, układasz sobie plan rozmowy o zainteresowaniach, tymczasem zanim się spostrzeżesz, ona już ... jest bez ubrania. "No komm, Hans, schneller" - zwraca się do ciebie ponadto. I nic dziwnego, że trzymany w ręku bilet na derby BVB z S04 skutecznie ratuje sytuację i daje ci pretekst do ucieczki.
- No i jaki z tego wniosek?
- Wystarczy się przespacerować po ulicach dowolnego miasta w Polsce, szczególnie w trakcie upałów, aby zrozumieć, że przeciętny Polak ma zbyt wiele spraw do załatwienia, aby mieć czas na mecz ekstraklasy. Czasem go znajdzie, ale przecież nie co chwilę.