środa, 9 sierpnia 2017

Władza absolutna

TVN7 przypomina nam znakomity film Clinta Eastwooda sprzed lat, konkretnie z 1997 r.: Władza absolutna - w moim przekonaniu jeden z najlepszych tego reżysera i aktora. Znakomita intryga. Znakomita obsada. Znakomita gra aktorska, w tym brawurowa rola czarnego charakteru grana przez Judy Davies. Szczególne wrażenie robi scena tańca prezydenta z doradczynią, w trakcie której odbywa się wewnętrznie zaskakujący trudny dialog, a zewnętrznie goście widzą tylko uśmiechy i pełen spokój. W filmie dostajemy też rozprawę z hipokryzją, z nadużyciem władzy oraz zdradą przyjaciela. Ludzie teoretycznie kryształowi okazują się złoczyńcami, a napiętnowani przez społeczeństwo złoczyńcy okazują w trudnych chwilach wszelkie cechy przyzwoitości. Ot, życie. W pięknej scenerii Białego Domu.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Puchary: Polska - Europa (i Azja) 0-4

Niestety sukcesywnie życie dostarcza dowodów na tezę, że nasza piłkarska ekstraklasa jest nieco oddalona poziomem piłkarskim od wartości nakładów, jakie się na nią łoży. Rosną budżety klubów, rośnie zaangażowanie sponsorów, samorządów, telewizji. Urosły stadiony. Rośnie też frekwencja, bo ludzie są złaknieni fajnych emocji. Rosną kontrakty piłkarzy. Jak tylko liga zaczęła myśleć nieco rozsądniej w tej kwestii, natychmiast rynek zepsuła Legia. Wszytko pięknie, gdyby nie ci piłkarze ... coraz częściej przewracający się o swoje nogi.

A fakty są dramatyczne.
1. Mistrz Polski out (lub prawie out, bo dzięki przedziwnemu regulaminowi dostaje drugą szansę);
2. Wicemistrz Polski out;
3. Trzecia drużyna out;
4. Zdobywca Pucharu Polski out.

A puchary jeszcze się na dobre nie rozkręciły. Można wręcz rzec, że "prawdziwa rywalizacja" dla jako tako notowanych klubów dopiero się przecież ... zacznie.

W tle mieliśmy też znamienne wydarzenie. W meczu rewanżowym Lecha Poznań z Utrechtem w barwach Kolejorza na murawie pokazało się czternastu zawodników (ze zmianami), w tym ... czterech godnych posiadaczy obywatelstwa polskiego. Dramat!

Inny dramat dotyczy byłych piłkarzy Ruchu Chorzów. Tak zwanych "gwiazd" tej drużyny, które bez żadnego zaangażowania spadły spektakularnie z ekstraklasy. Część z nich rzuciła klub, część została zmuszona do zmiany, a jeden zawodnik nawet za pomocą związku rozwiązał kontrakt w trakcie sezonu. Wszyscy mieli ciśnienie na wielką karierę i wielkie pieniądze w innych klubach. I co? I nic. Grzeją ławki rezerwowych (Moneta, Niezgoda), szukają klubów w niższych klasach (Grodzicki) lub w ogóle rozpaczliwie szukają jakichkolwiek klubów (buntownik Lipski). Być może wkrótce znajdą, ale nie da się ukryć faktu, że pracodawcy w Polsce (a może za granicą też) jakoś tak mało przychylnie patrzą na gwiazdy gotowe w każdej chwili opuścić swoją drużynę lub zacząć grać tak, że pożal się Boże.

Szczerze mówiąc, mnie to nie dziwi.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Jeremy Clarkson o obyczajach. Mężczyźni to benadziejny przypadek...

Odkopałem sobie w ostatnich dniach pierwotnego Clarksona, czyli Świat według Clarksona. Książkę otrzymałem swego czasu (dawno temu) z dedykacją w prezencie od Kariny i Marty przy okazji zmiany firmy. Muszę im teraz po czasie jeszcze raz podziękować, gdyż autor wprowadził się na stałe do mojej biblioteki: mam kolejne części cyklu plus inne pozycje. Wraz z odkopaniem książki wykopałem sobie z niej ciekawe cytaty, w tym głównie wątki obyczajowe i multiżyciowe. Dziś preludium.


"Mężczyźni to beznadziejny przypadek i jesteśmy z tego dumni

Ponieważ jestem mężczyzną, niechętnie zjeżdżam na bok, żeby zapytać kogoś o drogę, bo to oznaczałoby, że ten ktoś pod pewnym względem jest mądrzejszy ode mnie.
(...)
Za każdym razem, gdy wychodzę z Internetu, komputer się wyłącza, a ja wszystko co napisałem przez cały dzień, tracę w otchłanie ziemi niczyjej. (...) Mógłbym (...) zadzwonić do kumpla, ale byłaby to rozmowa daremna. Jestem mężczyzną, a mężczyzna to ego obleczone skórą, więc jeśli kumpel wiedziałby, jak rozwiązać mój problem, mogłoby skończyć się na drobnych obrażeniach. Nie słuchałbym go więc.
(...)
W tym miejscu kobieta sięgnęłaby po instrukcję. I to jest ta największa różnica pomiędzy płciami."

Jeremy Clarkson. Świat według Clarksona. Insignis 2006. Tekst napisany w oryginale 21 stycznia 2001 r.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Ludzie coraz mniej czytają. Mniej książek, mniej gazet!

Tytuł nie oddaje w pełni rzeczywistości, bo jest jeszcze przecież bóg szlamu informacyjnego - Internet! Ale niewątpliwie Polacy od dłuższego już czasu sami się pozbawiają umiejętności czytania długich tekstów, a te zazwyczaj są zawarte książkach i gazetach. Niżej zamieszczone zestawienie analizujące dynamikę rynku prasowego (źródło: www.wirtualnemedia.pl) bierze zresztą pod uwagę wszelkie płatne udostępnianie, w tym także ... elektroniczne. Charakterystyczne jest, że spadło czytelnictwo wszystkich tytułów, zarówno patriotycznych (Gazeta Polska Codziennie), euroentuzjastycznych (Gazeta Wyborcza), jak i sportowych (Przegląd Sportowy). Nawet liderzy prasy tabloidowej (Fakt, Super Express) zanotowali spadki, choć niewielkie.


środa, 2 sierpnia 2017

Legia - Astana 1-0 (w I m: 1-3). Klęska milionerów



Ribbentrop i Mołotow na przeciwnych biegunach sprawiedliwości. Historię piszą zwycięzcy

Wiaczesław Mołotow
Wołoszański o Norymberdze oraz wojennym prawie i sprawiedliwości:

"Ten pakt umożliwił Niemcom zaatakowanie Polski i rozpętanie drugiej wojny światowej. Miesiąc później obaj ministrowie [Ribbentrop i Mołotow - MS] podpisali układ o przyjaźni i granicach, dzieląc Polskę [i parę innych krajów - MS] między wojska niemieckie idące z zachodu i radzieckie - ze wschodu.
(...)
W końcu kwietnia 1945 roku, gdy alianci poszukiwali na terenie Niemiec Joachima von Ribbentropa, jako człowieka oskarżonego o najcięższe przestępstwa wojenne, Wiaczesław Mołotow w charakterze przedstawiciela zwycięskiego mocarstwa przyjechał do San Francisco na konferencję założycielską Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dwaj politycy ponoszący odpowiedzialność za rozpętanie wojny, za zniewolenie ludności wielu podbitych państw znaleźli się na dwóch biegunach sprawiedliwości.
(...)
Przedstawiciele czterech mocarstw [w tym paktującej wcześniej z Niemcami Francji - MS] spotkali się 26 czerwca 1945 roku, aby odpowiedzieć na wiele trudnych pytań związanych z planowanym procesem zbrodniarzy nazistowskich. Jak się ma zachować sąd, jeżeli niemieccy obrońcy zarzucą innym państwom prowadzenie wojny agresywnej?
(...)
U schyłku wojny, w lutym 1945 roku, bomby brytyjskie i amerykańskie zabiły około 135 tysięcy ludzi w Dreźnie. Na każdą tonę bomb zrzuconych przez niemieckie samoloty na Wielką Brytanię przypada 315 ton zrzuconych na Niemcy przez Aliantów.
(...)
Rozwiązanie, jakie wypracowano w Londynie, było salomonowe: przed sądem będzie się rozpatrywać tylko czyny popełnione przez oskarżonych! Uchwalony później statut przewidywał, że trybunał nie będzie się zajmował innymi przypadkami."
Joachim von Ribbentrop

Bogusław Wołoszański. Tamten okrutny wiek. Warszawa 2003. Str. 364-365

wtorek, 1 sierpnia 2017

Powstanie Warszawskie jak Pearl Harbor

Bronisław Kamiński, zdj. Wikipedia
Bogusław Wołoszański tak pisał o japońskim ataku w 1941 r. na Pearl Harbor:
"Japończycy pomylili się jednak w ocenie rozmiarów sukcesu. Atak na Pearl Harbor był jedynie efektownym fajerwerkiem. Tylko jeden pancernik Arizona nie nadawał się do remontu. Wszystkie pozostałe wróciły do służby zmodernizowane i lepiej przygotowane do walki w drugiej wojnie światowej. Co najważniejsze, Japończycy nie zniszczyli w Pearl Harbor żadnego lotniskowca, gdyż ich tam nie było. Przed atakiem okręty Lexinton i Enterprise odesłano z bazy".

Dziś, z perspektywy czasu, możemy niemal w ciemno przyjąć śmiałą tezę, że Japończycy padli ofiarą dość zmyślnej prowokacji lub przynajmniej braku podejmowania działań zaradczych drugiej strony. Prezydentowi Stanów Zjednoczonych ten atak był bowiem ... bardzo na rękę w kontekście sytuacji geopolitycznej i wewnętrznej.

Można postawić kolejną śmiałą tezę, że Powstanie Warszawskie było także efektem prowokacji wroga. A w zasadzie "kibica". Jego wywołanie i następnie stłumienie przez Niemców bardzo było na rękę ... Stalinowi. Nie kwestionuję tu bohaterstwa czynów powstańców, nie kwestionuję zasadności legendy powstania, nie da się jednak ukryć, że powstanie wywołano między innymi ... wbrew woli Wodza Naczelnego Sił Zbrojnych - Kazimierza Sosnkowskiego. Zostało wywołane w niezbyt przychylnym momencie. W kluczowej dla przyszłego sukcesu pierwszej dobie powstańcy nie osiągnęli żadnego z założonych celów militarnych. A całość uruchomiła niestety rzeź powstańców i mieszkańców. Polacy, niestety po raz kolejny w tej wojnie, zostali po prostu sprytnie oszukani, także przez Zachód. Plan odbicia miasta i przywitania Armii Czerwonej w roli gospodarza prezentował się pięknie i patriotycznie w wyobraźni, w rzeczywistości (co wiemy jednak dzisiaj) był mało możliwy do zrealizowania. Nie pasował po prostu rozdającemu karty zwycięzcy tamtej wojny - Gruzinowi Dżugaszwili o pseudonimie Stalin. Pisał o tym zarówno Davies, jak i Zychowicz.

Paradoksem Powstania Warszawskiego jest widoczny udział kluczowych osób pochodzenia polskiego po drugiej stronie barykady. Kapitulację przyjmował urodzony w Lęborku generał von dem Bach-Zalewski. Opór powstańców agresywnie tłumił natomiast Bronisław Kamiński, syn Władysława.

Innym paradoksem jest, że wysłani przez Niemców do tłumienia powstania Węgrzy ... w ogóle nie podjęli walki, oświadczając, że z Polakami walczyć nie zamierzają. Zajęli się oni natomiast ... dostarczaniem żywności dla ludności cywilnej.

W historii czcimy wielkie czyny i wielkich bohaterów. Czcimy też po trochu mity. Historia, zwłaszcza ta pokazująca honor i odwagę, jest potrzebna do kreowania patriotycznych postaw. To chwalebne, o ile się zwykle nie zaczniemy przyglądać faktom ... bardziej szczegółowo. Bo historia to życie, to zagmatwana polityka, to różne decyzje i różne postawy. Dlatego odbrązowiona historia jest tak poplątana. I rzadko kiedy nadaje się do podręcznika patriotycznych postaw. Co z tego, skoro jest potrzebna, przynajmniej wyrywkowo. Takie podejście nie jest tylko polską przywarą. Mają tak też inni.

Dziś już mało kto pamięta, że w trakcie drugiej wojny światowej do sojuszników Hitlera przynajmniej czasowo można było zaliczyć grubo ponad pół Europy: wspomnianych Węgrów, Słowaków, Chorwatów, Rumunów, Finów, Belgów Degrelle,a z Legionu Walonia, Francuzów z Vichy, Włochów. Postawę co najwyżej neutralną, choć z dużą sympatią do faszystowskich Niemiec, przyjęli Hiszpanie, Portugalczycy i Szwedzi. Tak naprawdę przez całą wojną walczyli z Niemcami tylko Anglicy i ... Polacy. Choć wcześniej przez lata sanacyjna Polska miała ... bardzo dobre relacje z Niemcami, czego ukoronowaniem był udział w rozbiorze Czechosłowacji. Co, jak się okazało z perspektywy czasu, chyba jednak było błędem.