Wczoraj minęła praktycznie bez echa jedna z ciekawszych rocznic. Otóż 79 lat temu (dokładnie 16 marca 1939 roku) dokonał się rozbiór Czechosłowacji poprzez jego ostatni akt - utworzenie niemieckiego Protektoratu Czech i Moraw. W czasie między "Monachium" i marcem 1939 roku Czechosłowacja była sukcesywnie rozkawałkowywana wewnętrznie (Słowacy) i przez ościenne kraje, najpierw oficjalnie chcące chronić swoje mniejszości narodowe, potem już tylko używające argumentacji o "nieistniejącym już państwie".
- Co robił polski patriotyczny rząd w obliczu tak namacalnie zbliżającego się niebezpieczeństwa ze strony agresywnego państwa niemieckiego? - wypadałoby zapytać!
- Otóż polski patriotyczny rząd ... ramię w ramię z Hitlerem wziął udział w podziale łupów, zajmując w październiku 1938 roku Zaolzie! - brzmi odpowiedź.
Niestety rządzili Polską wówczas durnie, którzy kompletnie nie dostrzegali niebezpieczeństwa. Ci sami durnie kompletnie nie przewidzieli później niebezpieczeństwa kolejnego, czyli agresji ze strony ZSRR rozpoczętej 17 września 1939 roku. Trzeba trafu, że Stalin posłużył się wówczas podobną argumentacją do wcześniejszej dotyczącej rozbioru Czechosłowacji, że "państwo Polskie przestało istnieć"!
Znamienny jest znaleziony fragment artykułu sprzed paru lat z Newsweeka:
"W
końcowym rachunku wydawać by się mogło, że Józef Beck odniósł wielki
sukces, bo osiągnął wszystkie zamierzone cele. Jednak szef polskiego
MSZ, podobnie jak oficerowie kierujący „Dwójką”, zupełnie nie dostrzegł
rzeczy oczywistej dla Adolfa Hitlera. Niszcząc Czechosłowację, Niemcy
wdzierali się do Europy Środkowej z takim impetem, że ani Węgry, ani
Rumunia nie odważyły się już otwarcie wspierać Polski. Co gorsza,
Rzeczpospolita została po upadku Czech okrążona i stanęła przed wyborem:
ulec żądaniom Hitlera, godząc się na rolę państwa satelickiego, lub
zaryzykować wojnę i własną zagładę. Gdy rodziła się ta alternatywa,
minister Beck, szef „Dwójki” płk Pełczyński oraz ich współpracownicy z
takim zapałem kopali grób Czechosłowacji, że zupełnie nie zauważyli, że
przy okazji kopią mogiłę własnemu państwu."
A Kuryer Codzienny głosił radośnie 5 października 1938 roku:
"W nowej dzielnicy Polska otrzymuje ponadto wielkie huty żelazne, wielkie stalownie i fabryki metalurgiczne w Trzyńcu!"
Otrzymała, to fakt. Na kilka miesięcy!
sobota, 17 marca 2018
piątek, 16 marca 2018
Narty są sportem niebiezpiecznym
- zdecydowanie większa, niż w ubiegłych sezonach, liczba narciarzy (narty to sport drogi) - jako efekt dobrej koniunktury gospodarczej;
- polski zwyczaj przeładowywania tras dzięki budowie nowoczesnych wyciągów;
- ograniczona ilość dostępnych tras (w zasadzie chodzą tylko te naśnieżane) z powodu małej ilości śniegu i tylko krótkich okresów mrozu,
- trudne warunki narciarskie.
Artykuł z filmikiem: TUTAJ
czwartek, 15 marca 2018
"Donald matole! Twój rząd obalą kibole!" Obalili. A teraz na nich przejedzie sie kolejny rząd
Pamiętamy sprzed kilku lat nośne hasło z trybun: "Donald matole! Twój rząd obalą kibole!" Obalili. A teraz wszystko wskazuje na to, że na tych samych kibolach przejedzie się kolejny rząd. Ten sam, który kiboli przyjął, jako swoich, z pełnym dobrodziejstwem inwentarza. Wystarczyło kilka patriotycznych akcji, transparentów i opraw, aby poważni ludzie na poważnych stanowiskach uwierzyli, że mają do czynienia z prawdziwymi i odpowiedzialnymi patriotami.
Po czasie się okazuje, że założenie to oparte było na bardzo wątłych podstawach. A part z kibolami okazał się przymierzem obarczonym skrajnym ryzykiem. Zresztą, trzeba być kompletnym durniem, albo kompletnym cynikiem, aby znając to środowisko, przyszłych problemów nie dostrzegać. Tłumacząc to ludziom nieobeznanym z faktami, trzeba zaznaczyć, że kibole to nie do końca grzeczne środowisko. Ale za to niezwykle karne wobec swoich liderów, niezwykle solidarne wobec własnej grupy i całkowicie gardzące innymi ideałami, niż własne, w tym także ... zwykłymi kibicami. W ten sposób mogą być cenną grupą wyborców, ale za to bardzo dla potencjalnego sponsora niesforną. Jeśli przez jakiś czas są grzeczni, może to wynikać z jakiejś taktyki nastawionej na określone korzyści. Ale po czasie prawdziwa natura musi znaleźć swoje ujście. Nie ma innej możliwości.
No i wypłynęła w tym sezonie, choć sygnałów ostrzegawczych nie sposób było nie dostrzec wcześniej. W końcu kibole rozrywają swoje własne mecze, a wyniki sportowe ich w ogóle nie interesują. Stąd załamywanie rąk nad losami swojej drużyny przez piłkarzy i prezesów może zostać odebrane tylko i wyłącznie jako słabość. A słabych frajerów trzeba ogolić. I mamy efekt:
A pakt z kibolami okazuje się z biegiem czasu coraz bardziej ryzykowny, dziś już gdzieś na granicy kończącej się tolerancji sponsora. I kończącej się tolerancji właścicieli interesów piłkarskich. Może się okazać, że za chwilę nawet TV "Kura" ramię w ramię z TVN-em zacznie pomstować na kiboli. A, jak rząd zadrze z kibolami, może być ciekawie. W końcu mamy do czynienia ze środowiskiem - przypominam - niezwykle karnym wobec swoich liderów, niezwykle solidarnym wobec własnej grupy i całkowicie gardzącym innymi ideałami, niż własne.
Po czasie się okazuje, że założenie to oparte było na bardzo wątłych podstawach. A part z kibolami okazał się przymierzem obarczonym skrajnym ryzykiem. Zresztą, trzeba być kompletnym durniem, albo kompletnym cynikiem, aby znając to środowisko, przyszłych problemów nie dostrzegać. Tłumacząc to ludziom nieobeznanym z faktami, trzeba zaznaczyć, że kibole to nie do końca grzeczne środowisko. Ale za to niezwykle karne wobec swoich liderów, niezwykle solidarne wobec własnej grupy i całkowicie gardzące innymi ideałami, niż własne, w tym także ... zwykłymi kibicami. W ten sposób mogą być cenną grupą wyborców, ale za to bardzo dla potencjalnego sponsora niesforną. Jeśli przez jakiś czas są grzeczni, może to wynikać z jakiejś taktyki nastawionej na określone korzyści. Ale po czasie prawdziwa natura musi znaleźć swoje ujście. Nie ma innej możliwości.
No i wypłynęła w tym sezonie, choć sygnałów ostrzegawczych nie sposób było nie dostrzec wcześniej. W końcu kibole rozrywają swoje własne mecze, a wyniki sportowe ich w ogóle nie interesują. Stąd załamywanie rąk nad losami swojej drużyny przez piłkarzy i prezesów może zostać odebrane tylko i wyłącznie jako słabość. A słabych frajerów trzeba ogolić. I mamy efekt:
- bezkarne wyczyny kibiców Legii w europejskich pucharach, skutkujące karami dla klubu;
- przerwanie meczu przez kibiców GKS-u Katowice podczas derbów z Ruchem w momencie, gdy ich drużyna zaczęła odrabiać straty z I połowy;
- atak kibiców Cracovii odpalonymi racami w trakcie derbów z Wisłą na kibiców rywala, co doprowadziło do praktycznego zamknięcia stadionu;
- atak kibiców GKS-u Katowice (pewnie tych raczej futbolowych) na meczu hokejowym z GKS-em Tychy na ławkę i zawodników rywala, co jest w tej dyscyplinie wyczynem niespotykanym;
- udział bramkarza Górnika w bójce kibiców tego klubu z kibicami Śląska Wrocław;
- przerwanie meczu przez kibiców Piasta (stanowiący niemal powtórkę sprzed lat, tylko wówczas rywalem był Ruch) w derbach z Górnikiem przy stanie 1-0 i efekcie walkower dla rywala i utrata niemal pewnych 3 punktów;
- atak kibiców Zagłębia Sosnowiec po meczu koszykarskim II ligi na kibiców Pogoni Nowy Bytom.
A pakt z kibolami okazuje się z biegiem czasu coraz bardziej ryzykowny, dziś już gdzieś na granicy kończącej się tolerancji sponsora. I kończącej się tolerancji właścicieli interesów piłkarskich. Może się okazać, że za chwilę nawet TV "Kura" ramię w ramię z TVN-em zacznie pomstować na kiboli. A, jak rząd zadrze z kibolami, może być ciekawie. W końcu mamy do czynienia ze środowiskiem - przypominam - niezwykle karnym wobec swoich liderów, niezwykle solidarnym wobec własnej grupy i całkowicie gardzącym innymi ideałami, niż własne.
środa, 14 marca 2018
Dziękujemy prezesowi Jastrzębskiemu za zmiłowanie. Ale w tle jest twarda ekonomia
Cytuję za money.pl:
"Grupa Lotos jest gotowa pokryć opłatę emisyjną, jaką proponuje Ministerstwo Energii w wysokości 80 zł od 1000 l w nowelizacji ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych, wynika z wypowiedzi prezesa Marcina Jastrzębskiego.
"Opłata emisyjna jest tak znikoma, że mamy odwagę wziąć ją na siebie" - powiedział Jastrzębski podczas konferencji prasowej. Jego zdaniem, jednak jest za wcześnie na takie rozważania, gdyż ustawa jest na wczesnym etapie legislacji.
Niniejszym stwierdzam, że ja bardzo cenię sobie odważnych menedżerów. W końcu godziwych pieniędzy raczej nie otrzymują oni przecież za "wykonywanie poleceń". Niestety jego odwaga, wierzę w to, że szczera, nie idzie w parze z prawami ekonomii. A te mówią, że w świecie biznesu nie ma "prezentów". W związku z tym prezes Jastrzębski ma wybór: buchnąć tę kasę klientom, albo swoim akcjonariuszom. Innej opcji niestety nie ma. A głównym akcjonariuszem Lotosu jest pośrednio państwo. W związku z czym buchnięcie tej kasy akcjonariuszom byłoby, przynajmniej w ponad 50 proc., przelaniem z jednej kieszeni do drugiej, ale należącej do tego samego właściciela. Oczywiście w całej tej zabawie nie chodzi tylko o to, lecz o numer już drzewiej przećwiczony przez rząd Tuska. Czyli wprowadzenie parapodatku na dobrze zarabiające, ale notowane na giełdzie firmy, vide "podatek od KGHM-u" wprowadzony w 2012 r. W ten sposób można zamiast wypłaty dywidendy, co wiązałoby się z doprawdy trudną do akceptacji decyzją o jej przeznaczeniu także dla mniejszościowych akcjonariuszy, puścić kasę bezpośrednio do właściwej skrzynki. Doprawdy, nie spodziewałem się takiego użycia kserokopiarki po ekipie tak krytykującej poprzedników za swoje pomysły.
A dla prezesa Jastrzębskiego mam mały pomysł racjonalizatorski:
- Panie Prezesie! Jeśli, jak Pan sam twierdzi, nie potrzebuje Pan tej kasy, niech Pan już dziś obniży ceny swoich produktów (czyli benzyny i oleju napędowego) dokładnie o 8 gr na litrze! My, klienci, na pewno będziemy wdzięczni.
W tle rodzi się jeszcze jedna refleksja: w społeczeństwie, nawet wśród ludzi na wysokich stanowiskach, bardzo mocna jest wiara w to, że pieniądze się biorą z drukarki, a ceny są ustalane w jakimś urzędzie. Oczywiście taka gospodarka już funkcjonowała w historii. Była to gospodarka krajów socjalistycznych. Niestety, mam dla wierzących w teorię drukarki i urzędu złą wiadomość. Otóż gospodarka socjalistyczna padła z hukiem pod koniec lat 80. XX w. Padła z powodów ekonomicznych, nie politycznych. Po prostu ten system ... zbankrutował.
"Grupa Lotos jest gotowa pokryć opłatę emisyjną, jaką proponuje Ministerstwo Energii w wysokości 80 zł od 1000 l w nowelizacji ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych, wynika z wypowiedzi prezesa Marcina Jastrzębskiego.
"Opłata emisyjna jest tak znikoma, że mamy odwagę wziąć ją na siebie" - powiedział Jastrzębski podczas konferencji prasowej. Jego zdaniem, jednak jest za wcześnie na takie rozważania, gdyż ustawa jest na wczesnym etapie legislacji.
![]() |
| Wyniki grupy kapitałowej Lotos za bankier.pl |
Niniejszym stwierdzam, że ja bardzo cenię sobie odważnych menedżerów. W końcu godziwych pieniędzy raczej nie otrzymują oni przecież za "wykonywanie poleceń". Niestety jego odwaga, wierzę w to, że szczera, nie idzie w parze z prawami ekonomii. A te mówią, że w świecie biznesu nie ma "prezentów". W związku z tym prezes Jastrzębski ma wybór: buchnąć tę kasę klientom, albo swoim akcjonariuszom. Innej opcji niestety nie ma. A głównym akcjonariuszem Lotosu jest pośrednio państwo. W związku z czym buchnięcie tej kasy akcjonariuszom byłoby, przynajmniej w ponad 50 proc., przelaniem z jednej kieszeni do drugiej, ale należącej do tego samego właściciela. Oczywiście w całej tej zabawie nie chodzi tylko o to, lecz o numer już drzewiej przećwiczony przez rząd Tuska. Czyli wprowadzenie parapodatku na dobrze zarabiające, ale notowane na giełdzie firmy, vide "podatek od KGHM-u" wprowadzony w 2012 r. W ten sposób można zamiast wypłaty dywidendy, co wiązałoby się z doprawdy trudną do akceptacji decyzją o jej przeznaczeniu także dla mniejszościowych akcjonariuszy, puścić kasę bezpośrednio do właściwej skrzynki. Doprawdy, nie spodziewałem się takiego użycia kserokopiarki po ekipie tak krytykującej poprzedników za swoje pomysły.
A dla prezesa Jastrzębskiego mam mały pomysł racjonalizatorski:
- Panie Prezesie! Jeśli, jak Pan sam twierdzi, nie potrzebuje Pan tej kasy, niech Pan już dziś obniży ceny swoich produktów (czyli benzyny i oleju napędowego) dokładnie o 8 gr na litrze! My, klienci, na pewno będziemy wdzięczni.
W tle rodzi się jeszcze jedna refleksja: w społeczeństwie, nawet wśród ludzi na wysokich stanowiskach, bardzo mocna jest wiara w to, że pieniądze się biorą z drukarki, a ceny są ustalane w jakimś urzędzie. Oczywiście taka gospodarka już funkcjonowała w historii. Była to gospodarka krajów socjalistycznych. Niestety, mam dla wierzących w teorię drukarki i urzędu złą wiadomość. Otóż gospodarka socjalistyczna padła z hukiem pod koniec lat 80. XX w. Padła z powodów ekonomicznych, nie politycznych. Po prostu ten system ... zbankrutował.
![]() |
| Wyklęty powstań ludu ziemi! |
wtorek, 13 marca 2018
Recenzja. Mroźna Jaworzyna, słoneczna Wierchomla i odwilżowa Czarna Góra
Na zbliżający się koniec zimy zamieszczam recenzję trzech największych z pięciu (bez Białki i Szczyrku) ośrodków narciarskich w Polsce, odwiedzonych w różnych warunkach pogodowych.
JAWORZYNA KRYNICKA
Dzień tygodnia: sobota
Temperatury: spory mróz, ok. -10 st.
Pogoda: słonecznie
TRASY
Jaworzyna ma kilka długich, zróżnicowanych oraz bardzo szerokich tras. Perłą ośrodka jest połączona trasa nr 3 i 1. Jest długość sięga 3 km. Jest ona bardzo szeroka i bardzo ciekawa. Można stwierdzić, że spełnia standardy alpejskie. W drugiej połowie zjazdu ma ona dwa odgałęzienia: prowadzącą także do dolnej "bazy" nieco sportową trasę nr 6 oraz odbiegającą w bok czarną (kilometrową) trasę nr 5 - bardzo szeroką. Oba te warianty są doprawdy znakomite narciarsko. Z góry, gdzie położone jest centrum gastronomiczne, jest też możliwość zjazdu również dość szeroką trasą 2 i 2a. Długość tej trasy to niemal 2 km.
WARUNKI
Zastane warunki narciarskie były znakomite. Mróz plus solidne naśnieżenie (głównie sztuczne) zrobił swoje. Trasy wytrzymały niemal cały dzień, psując się nieco dopiero pod wieczór. Trasa nr 4 nie była naśnieżona i w konsekwencji nie była czynna. To jedyny minus w tej kwestii.
INFRASTRUKTURA NARCIARSKA
Droga do dolnej stacji jest dobra i dobrze oznakowana. Parkingi są przyzwoite, choć w narciarską sobotę podobno okazały się z czasem za małe. Głównym urządzeniem obsługującym narciarzy (w tym trasy 3, 1 oraz 6) jest gondola wyposażona w 6-cioosobowe wagoniki. W mroźny dzień jej popularność jednak była dość duża, w konsekwencji okresowo pojawiła się kolejka do kolejki. Równolegle do gondoli usytuowany jest zdecydowanie wolniejszy i krótszy wyciąg krzesełkowy (głownie dla trasy nr 6). Nie cieszył on się prawie żadną popularnością, gdyż można było na nim solidnie zmarznąć. Jednakże odciąża on ewentualny tłok na gondoli. W dolnej części trasy 2a stacja oferuje kolejne krzesło "czteroosobowe". Przydatne (o znacznej przepustowości), popularne, ale znów bardzo wolne. Wąskimi gardłami stacji są "pomy" na trasach 2 i 5. Ich przepustowość jest zdecydowanie niewystarczająca, co dziwi w kontekście obsługi naprawdę szerokich tras. Ale dzięki temu jazda po tych trasach jest znakomita.
APRESS SKI
Gastronomia składa się z konkurujących lokali, co dobrze wpływa na jej jakość. Ponadto jest chyba wszystko, co trzeba dla normalnego narciarza.
OCENA OGÓLNA
Jaworzyna nie przeładowała tras przepustowością wyciągów. To stanowi duży plus stacji. Może to przyczyniać się do kolejek w szczycie sezonu, ale za to ... da się tam jeździć. A szerokość tras i luz na nich są doprawdy ... niepolskie.
WIERCHOMLA - SZCZAWNIK
Dzień tygodnia: niedziela
Temperatury: słaby mróz rano, potem lekka odwilż
Pogoda: słonecznie
TRASY
Perłą ośrodka jest główna trasa w Wierchomli. Długa (1800 m), zróżnicowana, szeroka i nieco meandrująca. Czego więcej trzeba? Drugą interesującą trasą, jest ta najbardziej odległa, na końcu drugiej doliny - dojazdowa do Szczawnika. Niemal równie długa (1750 m) i też dość ciekawa. Za to tak zwane "połączenia" są "wycieczkowe", choć niezwykle widokowe. W szczególności trasa nr 8 (nachylenie poniżej 10 proc.) stanowi niezłe wyzwanie dla kogoś, kto nie lubi pracować kijkami.
WARUNKI
Warunki narciarskie były, podobnie jak na Jaworzynie, znakomite. Choć stacja nie uruchomiła części wyciągów typu "poma", a trasy nr 6 nie zamierza (z premedytacją, bądź z oszczędności) ratrakować.
INFRASTRUKTURA NARCIARSKA
Na jakość stacji składają się dwa "krzesła" "czwórki". Przy czym to ze strony Wierchomli jest dość wolne (12 min. wjazdu). Ale długi czas spędzony na wyciągu zostaje zrekompensowany znakomitym zjazdem wzdłuż trasy nr 1. Z kolei Szczawnik oferuje nowsze urządzenie, bo wyprzęgane i dzięki temu szybsze. Ale trasa nr 7 choć też fajna, choć musi ustąpić jakością perle ośrodka - trasie nr 1. Cała reszta służy prawie tylko do transportu między ww. urządzeniami.
APRESS SKI
Wierchomla to zadupie. Z wszelkimi tego zaletami i wadami. Wadą jest ... jeden bufet. Stąd bez konkurencji jego oferta "d... nie urywa", a ceny są wysokie. Drobne problemy są też z parkowaniem tuż przy wyciągu. Najbliższy parking jest niestety ... płatny. Ale cóż, kto nie chce płacić, może drałować ok. 200-300 m pieszo z nartami. Nie stanowi to dramatu.
OCENA OGÓLNA
Walory Wierchomli to, wydawałoby się, krajobrazy. Tymczasem stacja jest też bardzo dobra narciarsko.
SIENNA - CZARNA GÓRA
Dni tygodnia: piątek - sobota - niedziela
Temperatury: dodatnie
Pogoda: słonecznie, mżawka, trochę deszczu
TRASY
Niegdyś perłą ośrodka była czerwona trasa z Czarnej, lekko meandrująca, ok. 1,7 km długości z bardzo ciekawym profilem. "Zabiło" ją otwarcie nowej kolei linowej - Luxtorpedy. Nowe urządzenie transportujące narciarzy ma po prostu zbyt dużą przepustowość. Sytuację na Czarnej w tym roku ratuje otwarcie (po latach zamknięcia) czarnej trasy. Ale w górnej części czarna wymaga jeszcze przeprofilowania i poszerzenia, na jej starcie dochodzi bowiem do solidnego zrąbania wąskiego zjazdu. Całkiem fajne są też dwie trasy obsługiwane przez "czwórkę" ze Żmijowca. Wszystkie trasy są w miarę szerokie, ale to "w miarę" oznacza tłok na A i B. I to w zasadzie tyle. Nie za wiele, jak na solidnie rozreklamowaną stację.
WARUNKI
Warunki narciarskie były niełatwe. Stację otwierano o godz. 9-tej i tak naprawdę fajnie pojeździć dawało się na stokach Czarnej ze dwie godziny każdego dnia, a na stokach Żmijowca może godzinę dłużej. Potem "zupa" i muldy jak na starej "Golgocie". Po prostu swoje zrobiła pogoda. Ponadto nie były czynne dwie trasy na "końcu" ośrodka (E i F), po prostu z braku naśnieżania.
INFRASTRUKTURA NARCIARSKA
Luxtorpeda to znakomity i niezwykle szybki wyciąg. Do tego dochodzi "czwórka" na Żmijowiec i w zasadzie dla dobrego narciarza to ... tyle. Znów dość mało, jak na solidnie rozreklamowaną stację.
APRESS SKI
Jest dobra knajpa z ... wysokimi cenami. Parkingi są tak urządzone, że są nieco oddalone od dolnych stacji. Stacja oferuje też własne apartamenty i hotel, ten drugi wysokiej klasy.
OCENA OGÓLNA
Czarna Góra zainwestowała głównie reklamę i w infrastrukturę: Luxtorpedę, knajpę, apartamenty i hotel. Nieco brakuje inwestycji w ... trasy. Dobrze, że odrestaurowano czarną trasę z Czarnej, ale to nadal zdecydowanie za mało. Brakuje naśnieżania "łączników", brakuje naśnieżania E i F, brakuje przede wszystkim odciążającej tłok trzeciej łagodnej trasy z Czarnej. I brakuje możliwości przejazdu z drugiej strony ośrodka do Luxtorpedy. Trzeba ... dymać pieszo pod górę obok knajpy. W dzisiejszych czasach to curiosum. Ponadto duża popularność stacji przełożyła się na kolejki do kolejek. Ogólnie moja ulubiona kiedyś Czarna Góra (ach te sportowe trasy) nieco rozczarowuje. Szkoda.
JAWORZYNA KRYNICKA
Dzień tygodnia: sobota
Temperatury: spory mróz, ok. -10 st.
Pogoda: słonecznie
TRASY
Jaworzyna ma kilka długich, zróżnicowanych oraz bardzo szerokich tras. Perłą ośrodka jest połączona trasa nr 3 i 1. Jest długość sięga 3 km. Jest ona bardzo szeroka i bardzo ciekawa. Można stwierdzić, że spełnia standardy alpejskie. W drugiej połowie zjazdu ma ona dwa odgałęzienia: prowadzącą także do dolnej "bazy" nieco sportową trasę nr 6 oraz odbiegającą w bok czarną (kilometrową) trasę nr 5 - bardzo szeroką. Oba te warianty są doprawdy znakomite narciarsko. Z góry, gdzie położone jest centrum gastronomiczne, jest też możliwość zjazdu również dość szeroką trasą 2 i 2a. Długość tej trasy to niemal 2 km.
WARUNKI
Zastane warunki narciarskie były znakomite. Mróz plus solidne naśnieżenie (głównie sztuczne) zrobił swoje. Trasy wytrzymały niemal cały dzień, psując się nieco dopiero pod wieczór. Trasa nr 4 nie była naśnieżona i w konsekwencji nie była czynna. To jedyny minus w tej kwestii.
INFRASTRUKTURA NARCIARSKA
Droga do dolnej stacji jest dobra i dobrze oznakowana. Parkingi są przyzwoite, choć w narciarską sobotę podobno okazały się z czasem za małe. Głównym urządzeniem obsługującym narciarzy (w tym trasy 3, 1 oraz 6) jest gondola wyposażona w 6-cioosobowe wagoniki. W mroźny dzień jej popularność jednak była dość duża, w konsekwencji okresowo pojawiła się kolejka do kolejki. Równolegle do gondoli usytuowany jest zdecydowanie wolniejszy i krótszy wyciąg krzesełkowy (głownie dla trasy nr 6). Nie cieszył on się prawie żadną popularnością, gdyż można było na nim solidnie zmarznąć. Jednakże odciąża on ewentualny tłok na gondoli. W dolnej części trasy 2a stacja oferuje kolejne krzesło "czteroosobowe". Przydatne (o znacznej przepustowości), popularne, ale znów bardzo wolne. Wąskimi gardłami stacji są "pomy" na trasach 2 i 5. Ich przepustowość jest zdecydowanie niewystarczająca, co dziwi w kontekście obsługi naprawdę szerokich tras. Ale dzięki temu jazda po tych trasach jest znakomita.
APRESS SKI
Gastronomia składa się z konkurujących lokali, co dobrze wpływa na jej jakość. Ponadto jest chyba wszystko, co trzeba dla normalnego narciarza.
OCENA OGÓLNA
Jaworzyna nie przeładowała tras przepustowością wyciągów. To stanowi duży plus stacji. Może to przyczyniać się do kolejek w szczycie sezonu, ale za to ... da się tam jeździć. A szerokość tras i luz na nich są doprawdy ... niepolskie.
WIERCHOMLA - SZCZAWNIK
Dzień tygodnia: niedziela
Temperatury: słaby mróz rano, potem lekka odwilż
Pogoda: słonecznie
TRASY
Perłą ośrodka jest główna trasa w Wierchomli. Długa (1800 m), zróżnicowana, szeroka i nieco meandrująca. Czego więcej trzeba? Drugą interesującą trasą, jest ta najbardziej odległa, na końcu drugiej doliny - dojazdowa do Szczawnika. Niemal równie długa (1750 m) i też dość ciekawa. Za to tak zwane "połączenia" są "wycieczkowe", choć niezwykle widokowe. W szczególności trasa nr 8 (nachylenie poniżej 10 proc.) stanowi niezłe wyzwanie dla kogoś, kto nie lubi pracować kijkami.
WARUNKI
Warunki narciarskie były, podobnie jak na Jaworzynie, znakomite. Choć stacja nie uruchomiła części wyciągów typu "poma", a trasy nr 6 nie zamierza (z premedytacją, bądź z oszczędności) ratrakować.
INFRASTRUKTURA NARCIARSKA
Na jakość stacji składają się dwa "krzesła" "czwórki". Przy czym to ze strony Wierchomli jest dość wolne (12 min. wjazdu). Ale długi czas spędzony na wyciągu zostaje zrekompensowany znakomitym zjazdem wzdłuż trasy nr 1. Z kolei Szczawnik oferuje nowsze urządzenie, bo wyprzęgane i dzięki temu szybsze. Ale trasa nr 7 choć też fajna, choć musi ustąpić jakością perle ośrodka - trasie nr 1. Cała reszta służy prawie tylko do transportu między ww. urządzeniami.
APRESS SKI
Wierchomla to zadupie. Z wszelkimi tego zaletami i wadami. Wadą jest ... jeden bufet. Stąd bez konkurencji jego oferta "d... nie urywa", a ceny są wysokie. Drobne problemy są też z parkowaniem tuż przy wyciągu. Najbliższy parking jest niestety ... płatny. Ale cóż, kto nie chce płacić, może drałować ok. 200-300 m pieszo z nartami. Nie stanowi to dramatu.
OCENA OGÓLNA
Walory Wierchomli to, wydawałoby się, krajobrazy. Tymczasem stacja jest też bardzo dobra narciarsko.
SIENNA - CZARNA GÓRA
Dni tygodnia: piątek - sobota - niedziela
Temperatury: dodatnie
Pogoda: słonecznie, mżawka, trochę deszczu
TRASY
Niegdyś perłą ośrodka była czerwona trasa z Czarnej, lekko meandrująca, ok. 1,7 km długości z bardzo ciekawym profilem. "Zabiło" ją otwarcie nowej kolei linowej - Luxtorpedy. Nowe urządzenie transportujące narciarzy ma po prostu zbyt dużą przepustowość. Sytuację na Czarnej w tym roku ratuje otwarcie (po latach zamknięcia) czarnej trasy. Ale w górnej części czarna wymaga jeszcze przeprofilowania i poszerzenia, na jej starcie dochodzi bowiem do solidnego zrąbania wąskiego zjazdu. Całkiem fajne są też dwie trasy obsługiwane przez "czwórkę" ze Żmijowca. Wszystkie trasy są w miarę szerokie, ale to "w miarę" oznacza tłok na A i B. I to w zasadzie tyle. Nie za wiele, jak na solidnie rozreklamowaną stację.
WARUNKI
Warunki narciarskie były niełatwe. Stację otwierano o godz. 9-tej i tak naprawdę fajnie pojeździć dawało się na stokach Czarnej ze dwie godziny każdego dnia, a na stokach Żmijowca może godzinę dłużej. Potem "zupa" i muldy jak na starej "Golgocie". Po prostu swoje zrobiła pogoda. Ponadto nie były czynne dwie trasy na "końcu" ośrodka (E i F), po prostu z braku naśnieżania.
INFRASTRUKTURA NARCIARSKA
Luxtorpeda to znakomity i niezwykle szybki wyciąg. Do tego dochodzi "czwórka" na Żmijowiec i w zasadzie dla dobrego narciarza to ... tyle. Znów dość mało, jak na solidnie rozreklamowaną stację.
APRESS SKI
Jest dobra knajpa z ... wysokimi cenami. Parkingi są tak urządzone, że są nieco oddalone od dolnych stacji. Stacja oferuje też własne apartamenty i hotel, ten drugi wysokiej klasy.
OCENA OGÓLNA
Czarna Góra zainwestowała głównie reklamę i w infrastrukturę: Luxtorpedę, knajpę, apartamenty i hotel. Nieco brakuje inwestycji w ... trasy. Dobrze, że odrestaurowano czarną trasę z Czarnej, ale to nadal zdecydowanie za mało. Brakuje naśnieżania "łączników", brakuje naśnieżania E i F, brakuje przede wszystkim odciążającej tłok trzeciej łagodnej trasy z Czarnej. I brakuje możliwości przejazdu z drugiej strony ośrodka do Luxtorpedy. Trzeba ... dymać pieszo pod górę obok knajpy. W dzisiejszych czasach to curiosum. Ponadto duża popularność stacji przełożyła się na kolejki do kolejek. Ogólnie moja ulubiona kiedyś Czarna Góra (ach te sportowe trasy) nieco rozczarowuje. Szkoda.
![]() |
| Pod szczytem Żmijowca |
poniedziałek, 12 marca 2018
Stary człowiek i (jeszcze) może. Zimowe Igrzyska Rynków Kapitałowych
![]() |
| Zdjęcie myli, bo zostało zrobione rok temu na Soszowie |
Pełne wyniki na stronie: https://www.wcmg.pl/2018/oficjalne-wyniki-wcmg-2018/
czwartek, 1 marca 2018
Czy ESA37 to dobry system? Kibice zagłosowali nogami
Granie w systemie 37 kolejek weekendowych i kończenie sezonu w maju może się udać w Polsce tylko i wyłącznie przy założeniu, że "normalnej" zimy nie będzie. W tym roku zaatakował w lutym tylko mróz. Oto efekt, przy czym sytuację uratowało kilka hitów:
A co będzie jak spadnie w miastach kiedyś metr śniegu?
| Mecz | Frekwencja |
| Lechia - Termalika | 2235 |
| Wisła Płock - Cracovia | 889 |
| Legia - Jagiellonia | 12939 |
| Sandecja - Zagłębie Lubin | 74 |
| Górnik - Pogoń | 6245 |
| Wisła Kraków - Korona | 4022 |
| Arka - Piast | 3074 |
| Lech - Śląsk | 4376 |
| Razem | 33854 |
| Średnia | 4232 |
A co będzie jak spadnie w miastach kiedyś metr śniegu?
Subskrybuj:
Posty (Atom)












