wtorek, 14 maja 2019

Warszawskie korki szkodzą

Jak ludzie zbyt długo przebywają na słońcu, może to być szkodliwe dla ich zdrowia i mogą potem gadać głupoty. Słońca w Warszawie ostatnio za dużo nie było, ale - być może - podobny efekt uzyskuje się przez ustawiczne stanie w warszawskich korkach. A może to tylko typowy dla stolicy egocentryzm?

W każdym razie prezesowi Legii Dariuszowi Mioduskiemu coś zaszkodziło. Zresztą, zobaczcie sami:



Bramki w Gliwicach. System tak absurdalny, że aż nie chce się wierzyć w jego istnienie


"Ludzie zaczynają postępować racjonalnie dopiero wówczas, gdy wszystkie inne metody zawiodą."
"Gdy pan Bóg chce kogoś ukarać, to realizuje jego marzenia."
"Gdy pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera."
Zdjęcie: "Sokole Oko Drona" - Facebook

Historia tego "koszmarku" sięga raptem kilku lat wstecz. Rząd chciał wprowadzić opłaty na wszystkich autostradach "państwowych". Władze Gliwic apelowały, aby obwodnica miasta pozostała bezpłatna, bo w przeciwnym wypadku dojdzie do ponownego zakorkowania ulic w centrum. Osiągnięto "kompromis" i wyszedł z tego taki właśnie "koszmarek":
Tak jest

Dziś już wiemy, że takimi "kompromisami" "piekło jest wybrukowane". Wymyślono coś tak idiotycznego, że źródeł trzeba by szukać chyba u Jaroslava Haška (pol. Jarosława Haszka), mimo, że ten już od ponad 96 lat nie żyje. Autostrada jest bezpłatna dla ruchu lokalnego między gliwickimi bramkami, ale jest płatna dla kogoś, kto jedzie dalej. Każdy musi pobrać bilet i każdy jest obsługiwany na bramkach wyjazdowych, ale od kierowców jadących np. z Sośnicy do Kleszczowa (na strefę ekonomiczną) nie pobiera się żadnych opłat. Summa summarum system jest niekorzystny dla:

  • zarządcy autostrady (czyli pośrednio państwa), który najpierw poniósł wysokie koszty budowy infrastruktury (drogi, budynki) do poboru opłat, a teraz ponosi wysokie koszty obsługi (wynagrodzenia, IT) głównie "darmowych" biletów, gdyż wg badań ruch lokalny stanowi większość na "obwodnicy";
  • kierowców jadących lokalnie, gdyż muszą stać w korkach na bramkach do pobrania biletów oraz w korkach na bramkach do pobrania opłat - w ich przypadku w wysokości 0 zł (słownie: zero złotych);
  • kierowców jadących tranzytowo, gdyż korki na bramkach pęcznieją przez licznych "lokalsów", którzy stoją z biletem "zerowym";
  • miasta, gdyż ma nierozwiązany problem z obwodnicą - co powoduje konieczność dodatkowego planowania i budowania dróg (obwodnica południowa) w taki sposób, aby bramki jakoś ominąć.
W 2016 wymyślono pomysł zastępczy: karta autostradowa gliwiczan. Władze samorządowe przekazały 10 tysięcy elektronicznych urządzeń viaAUTO mieszkańcom. Urządzenia mogą zastępować tzw. bilety zerowe na gliwickiej części A4.

No cóż. Jest to tylko rozwiązanie zastępcze. I tak nieudane. Abstrahując od zasadności w ogóle funkcjonowania systemu "bramkowego" na autostradach (roboczo możemy go nazwać systemem "włoskim" albo "jugosłowiańskim"), można zapytać pomysłodawców, czy nie dało się swego czasu rozwiązać tego tak:
A nie mogło być tak?

Korzyści byłyby takie:
  • państwo uzyskałoby takie same środki, ale budując tylko jedno miejsce poboru opłat zamiast czterech;
  • można by zwolnić znaczną grupę pracowników;
  • zniknąłby problem korków (przynajmniej dla "lokalsów") oraz utrudnień w ruchu lokalnym.

Ale to "płacz nad rozlanym mlekiem". Tak można było zrobić kiedyś, nie dziś. Bo dziś już wiemy, że - uwaga - cały ten "bramosystem" - bez względu na liczbę bramek - jest do d... Jest do d..., bo:
  • wzrosła w Polsce dramatycznie ilość samochodów (dlaczego, temat na odrębny art. o zwijaniu się transportu kolejowego i "pekaesowego");
  • wraz ze wzrostem samochodów wzrosło natężenie ruchu;
  • to natężenie ruchu szczególnie spiętrza się na autostradach;
  • autostradą A4 przez Gliwice potrafi przejeżdżać ponad 100 tys. samochodów dziennie;
  • żadne bramki nie są w stanie "przerobić" tego ruchu płynnie
oraz - uwaga - decydujące:
  • system jest nieekonomiczny dla państwa, bo koszt obsługi i rekompensat dla "prywaciarzy" jest wyższy, niż przychody z poboru opłat.
O tym, że system jest nieekonomiczny zorientował się po latach nawet tak nieruchawy decyzyjnie byt, jak państwo. W końcu jesteśmy przyzwyczajeni, że jak politycy wymyślą jakąś totalną głupotę, to później "bronią jej jak niepodległości". Ale tym razem - o dziwo - już nie bronią. 

Państwowy "bramosystem" zatrzymał się w rozwoju na odcinkach Sośnica - Wrocław oraz Łodź - Konin. Wybudowano jeszcze "szerokie place" w kilku miejscach (w kier. na Ostrawę) oraz nawet niedziałające bramki (pod Warszawą). Nigdy nie uruchomiono na nich opłat.
Autostrady płatne. Źródło: Ciocia Wiki. "Państwowe" na pomarańczowo

A obecnie planuje się ... demontaż nieużywanych bramek pod Warszawą, aby usprawnić ruch. Co można więc dziś zrobić z takimi absurdami, jak ten gliwicki? Ano rozwiązania są co najmniej trzy:
  • pierwsze - w ogóle zrezygnować z opłat; wiem, wiem, to łamie dotychczasowe "standardy myślenia", ale skoro system jest nieekonomiczny, w dodatku "korkotwórczy", to dlaczego nie...;
  • drugie - winiety (przypomina się wyśmiewany swego czasu pomysł ministra Pola); problem w tym, że system Pola wprowadzony tylko dla ciężarówek ... również okazał się nieekonomiczny dla państwa;
  • trzecie - opłaty elektroniczne (a la Turcja); system może się okazać trudny dla wielu użytkowników (ludzie starsi, nieinternetowi), a kontrola niełatwa, gdyż jak ją uruchomić przy ... ponad 100 tys. samochodów na dobę.
Mnie - przyznam szczerze - najbardziej podoba się rozwiązanie pierwsze. Może się ono okazać także korzystne dla polityków (znów dadzą jakiś "prezent" od "siebie" dla "ludzi") oraz dla ekonomii państwa. Znikną przychody z opłat, ale - co najistotniejsze - znikną o wiele większe koszty obsługi istniejącego "idiosystemu" oraz każdego innego potencjalnego systemu.

Szerokiej drogi! 

"Sretan put želi vam Ina" - kto nie pamięta tego z ... jugosłowiańskich płatnych w "bramosystemie" autostrad?



poniedziałek, 13 maja 2019

Przegląd prasy. Co umie warzyć Julia Wieniawa? Piast mistrzem? Chorzowski błąd


Ile waży Julia Wieniawa?


— "Ile waży Julia Wieniawa?" — pyta w tytule artykułu w Angorze Henryk Martenka.
— Julia Wieniawa waży odpowiednio — wypadałoby odpowiedzieć. I dodać: — Kto się z tym nie zgadza, niech spojrzy na reklamę swoich deichmannów. Ponadto dla potencjalnego męża pani Wieniawy mniej jest istotne ile ona waży, ale najistotniejsze jest to, co ona umie warzyć!
Julia waży ... odpowiednio


Piast mistrzem?


— "Z takiego horroru wyjść zwycięsko potrafi tylko renomowany zespół." — podaje dziennik Sport. Nie ma co z tym dyskutować. Dramaturgia ostatnich minut była niemal taka, jak w meczu Ajaxu z Tottenhamem. Piast prowadzi, karny dla Jagiellonii - wykorzystany, szybkie 2:1 dla Piasta po woleju Jodłowca nie do powtórzenia, nie że taki ładny, ale taki trudny, za chwilę znów ... karny dla Jagiellonii - niewykorzystany. Ufff... Losy mistrzostwa prawdopodobnie rozstrzygnie przedostatnia kolejka, gdyż:
  • w Polsce ostatnia kolejka służy do wręczania medali;
  • nie wyobrażam sobie do tej pory antywalecznych piłkarzy Lecha jak w ostatnim meczu ... umierają za Legię;
  • jeśli Legia przed ostatnią kolejką będzie liderem, to też już nie da się kolejny raz wywieźć w pole.
Ale trzeba obiektywnie stwierdzić, że w meczach Jagiellonii z Legią oraz Pogoni z Piastem wszystko może się zdarzyć. Możliwe jest więc, że:
  • Legia przegra a Piast wygra, co wiadomo co oznacza;
  • Legia wygra a Piast przehuśta swą szansę w Szczecinie;
  • Obie drużyny zagrają podobnie (czyli wygrają, przegrają lub zremisują) co przedłuży emocje do ostatniej kolejki, o której już było.
    Czy to stadion mistrza Polski?


Ruch spadł w przepaść. Gdzieś popełniono błąd


— "Zawsze przyjeżdżałem tu bardzo chętnie, wystąpiłem w sporej liczbie meczów Legii z Ruchem, walcząc przeciw takim piłkarzom jak Bula, Marx, Maszczyk, Benigier, Małnowicz. Ruch to firma, nadal ma w swoich szeregach zawodników o większej klasie niż II-ligowa. Niestety, gdzieś popełniono błąd." — cytuje Sport nieco eufemistyczną i bardzo wyważoną wypowiedź Adama Topolskiego - trenera sobotnich rywali z jakiejś mało znanej piłkarsko miejscowości, którzy jednak się w lidze ... utrzymali. A Ruch - nie.
Idziemy na podbój ... ligi regionalnej


Futbolowy bóg już nie jest Hiszpanem. Teraz jest Anglikiem

Londyn stolicą europejkiej piłki? Co na to chłopcy Kloppa?

Ten gorszy puchar - Liga Europy UEFA - istnieje 10 rok. Przez poprzednie 9 lat 6 razy zdobywały go drużyny hiszpańskie:


Ten lepszy puchar - Liga Mistrzów UEFA - istnieje dłużej. Ale na liście zwycięzców z ostatnich 10 lat jest aż 7 triumfów drużyn hiszpańskich. Do tego aż 2 razy finały były bezpośrednią sprawą ... Madrytu:


Madryt stolicą europejskiej piłki? To już nieaktualne. Dziś na liście finalistów europejskich pucharów mamy aż trzy drużyny z Londynu (Tottenham, Arsenal, Chelsea) oraz jednego uzurpatora z Liverpoolu.

Londyn stolicą europejskiej piłki? Być może ... poczekajmy. Chłopcy Kloppa mogą się bowiem z tą tezą nie zgodzić.

Jakie są przyczyny tego, że futbolowy bóg przestał mówić po hiszpańsku? Ano moim zdaniem jest ich co najmniej kilka:

  • Gwiazdy hiszpańskiej ligi się powoli starzeją. Ronaldo już odszedł do Juventusu, a Messi wkrótce skończy 32 lata. Powoli kończy się era rywalizacji tej dwójki. Ale temat nie dotyczy tylko ich. Real: Benzema, Bale, Marcelo - oni lepsi już nie będą. Pisałem zresztą o tym rok temu po ... triumfie Realu: LINK! Barcelona: tam z kolei mała rewolucja kadrowa się nie do końca udała. Atletico: jechali kilka lat na maksa, kiedyś musiał przyjść zastój.
  • Liga hiszpańska nie uczy cotygodniowej rywalizacji na najwyższym poziomie. Najlepsze drużyny mogą śmiało jechać na mecze ze słabszymi jak na treningi. I tak przeważnie wygrywają łatwo i przyjemnie.
  • Anglicy zawsze lubili walkę. Zwłaszcza walkę do końca i bez względu na okoliczności. Ich liga była waleczna, ale trochę toporna. Techniczny Deyna nie potrafił odnaleźć się w tej rzeczywistości. Dziś walka do końca pozostała (patrz: Tottenham, Liverpool), ale jest poparta nie tylko siłą i wydolnością, ale też nienaganną techniką i wysokim poziomem taktycznym. Oczywiście liga "angielska" jest już dziś mało angielska. Ale tak jest przecież ... niemal wszędzie. A tylko Anglicy ten cudzoziemski pierwiastek wykorzystali do maksimum.
  • Liga angielska jest ... bogatsza. Oczywiście w Hiszpanii są najbogatsze drużyny (Real, Barcelona), ale tylko ... dwie. Liga angielska jest natomiast bogata ... ogólnie.
Czy będziemy świadkami angielskiej dominacji na lata? Może tak, może nie. Jestem pewien, że w innych krajach (Hiszpania, Niemcy, Francja) już myślą jak temu zapobiec.

czwartek, 2 maja 2019

Czy można niżej upaść? Polska - Małe Węgry 2-3! Kurski chyba stracił instynkt

Rumunia: Zoltan Toke - Pawło Borysenko, Jewhen Jemielianienko, Zsombor Molnar, Roberto Gliga, Gergo Biro, Alpar Sallo, Tamas Farkas, Szilard Rokaly, Anton Butocznow, Tamas Reszegh - Attila Goga, Huba Bors, Balazs Peter, Daniel Tranca, Mircea Constantin - Ede Mihaly, Tihamer Gyorfy, Hunor Csergo, Adrian Irimia, Eduard Casaneanu.

To skład ... Rumunii w hokejowym meczu z Polską. Meczu przez "Rumunów" (cudzysłów konieczny) ... wygranym.

Tak, tak! Upadliśmy już tak nisko! Przegrywamy dziś tak naprawdę z reprezentacją ... Siedmiogrodu, inaczej: Małych Węgier, bo przecież ... Rumuni niespecjalnie potrafią grać w hokeja. Polski hokej upada, odkąd stałem się kibicem tej dyscypliny. A było to, wierzcie mi, bardzo dawno temu, o czym najlepiej świadczy fakt, że pamiętam IO w Calgary i wyrównane boje z Kanadą (0-1) i Szwecją (1-1).

W czasie tego - trzeba przyznać powolnego, acz systematycznego - upadku reprezentacja Polski zaliczyła już kilka swego czasu niepojętych porażek. Potrafiliśmy przegrać bitwy o awanse lub utrzymanie z Wielką Brytanią (dziś już norma), z Węgrami (jw.), z Koreą Południową (jw.), a teraz też z Małymi Węgrami. Bez względu jak dalej potoczy się rywalizacja o awans z trzeciej ligi hokeja (naprawdę jest jeszcze wcale nie nikła szansa na awans) - wstyd pozostanie wpisany do kronik "na wieki". A w tle tego upadku mamy absurdalne decyzje hokejowej centrali: liga open dla obcokrajowców oraz liga closed dla drużyn. A wcześniej dziwne awanse i spadki w lidze: to centrala, nie wyniki sportowe, decydowała kto ma grać w której lidze. Dokąd to nas zaprowadzi? Z kim jeszcze będziemy w stanie przegrać? Czy potrafimy jeszcze w ogóle posprzątać ten bałagan? Czy za kilka lat dyscyplina w Polsce będzie jeszcze istniała? 

No cóż! Polski hokej upada, a 5 km za polską granicą śląski Trzyniec zostaje mistrzem Czech!

A jeszcze głębiej w tle zastanawia kompletny brak w ostatnich miesiącach instynktu sukcesu Telewizji Polskiej. Do tej pory jej prezes - Jacek Kurski - bezbłędnie odgadywał gusta rodaków: disco-polo, Roxy Węgiel, "sylwek" w Zakopanem, skoki narciarskie, piłkarskie turnieje, mecze reprezentacji w piłce nożnej, itp. Trafiał zwykle w topowe wydarzenia i w ... sukcesy. Oczywiście trafiał za nasze pieniądze, także z solidnych dotacji, bo przecież telewizja państwowa nie jest w stanie sama na siebie zarobić, ale kto by się tam czepiał...

Ale od jakiegoś czasu Jacek Kurski stracił jednak ten - jakże ważny na jego stanowisku - instynkt. Skądinąd wiadomo, że jego posada jest bezpieczna nawet przy rekordowych stratach finansowych, które wyrówna się ustawą, ale przestanie być bezpieczna, jak TVP stanie się wizytówką samych porażek. A jest już temu bliska. Jacek Kurski nie ma bowiem w ostatnich tygodniach dobrej passy:
  • Ośmieszył go nawet PZPN. Kurski stawił się na meczu stulecia gdańskiej Lechii z warszawską Legią w szaliku tej pierwszej (jest od lat jej kibicem) i musiał zaraz po rozpoczęciu oglądać, jak sędziujący mecz ... warszawiak Stefański po oglądnięciu powtórek z 16 kamer VAR nie widział ręki Jędrzejczyka, którą w ... TVP widziała "cała Polska". Podyktowany przez Stefańskiego "rzut sędziowski" był jawną kpiną nie tylko ze zdrowego rozsądku, ale także z prezesa TVP.
  • Organizatorzy dorosłej Eurowizji z Izraela w ramach "zacieśniania dobrych relacji z Polską" nie pozwolili Roxy Węgiel na występ. Tymczasem Kurski już zakupił prawa...
  • Ale to co wyżej to pestka. TVP niedawno kupiła prawa do wyścigów Formuły 1. Tymczasem festiwal narodowego oglądania Kubicy zamienia się w festiwal ... narodowej klęski. Który byłeś? - pytają internauci w memach Kubicę. Jak to który? Ostatni jak zawsze [cenzura] - brzmi poprawna odpowiedź.
  • No i Kurski kupił prawa do nadawania przez TVP tej trzecioligowej międzynarodowej rywalizacji hokejowej. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że w Rumunii też grają w hokeja, co prawda głównie siedmiogrodzcy Węgrzy, ale jednak. Potrafią nawet przyjąć, podać i strzelić. To wystarczające na tyle aby ... wygrać z reprezentacją Polski.
O ile krytykuję dziś Kurskiego za utratę instynktu, o tyle nie przyłączę się do nagonki na niego w związku z jawnym wspieraniem Lechii. Jacek Kurski zawsze był kibicem Lechii. W związku z tym nawet będąc prezesem TVP ... nadal jest kibicem Lechii. Nie próbuje być kimś innym. Ale nie robi też niczego, aby zarządzana przez niego telewizja w jakikolwiek sposób faworyzowała Lechię. Zresztą "wałek" na meczu Lechia-Legia jest tego najsolidniejszym dowodem. Jest w swej postawie w tej kwestii (bo nie podejmuję się oceniać np. postaw politycznych) wiarygodny. To - moim zdaniem - postawa właściwa.

środa, 1 maja 2019

Źli Niemcy Wielińskiego

Dziś trochę cytatów z bardzo ciekawej lektury, upolowanej w sieci Tesco w koszu z przecenionymi do 9,99 zł książkami. Opisuje ona historie ludzi (okrutnych, genialnych wynalazców, przywódców, komandosów) z czasów głównie III Rzeszy oraz Niemieckiej Republiki Demokratycznej, gdzie pewne "tradycje zachowań" były dalej kultywowane. Ale opisuje też systemy (demokratyczne), w których dla "wyższych celów" po prostu ... nie bada się przeszłości "ważnych" ludzi.

Amon Göth


Amon Göth był komendantem obozu koncentracyjnego w Płaszowie.

"W domu o ojcu wszyscy wypowiadali się w superlatywach. Mówili, że zginął bohaterską śmiercią. Gdzie? Na wojnie. Jak? Tego małej Monice nikt nie tłumaczył.
(...)
— Gdy zobaczyłeś Götha, zobaczyłeś śmierć.
(...)
Lista... stała się światowym bestsellerem, wyszła też w Niemczech.
(...)
To na podstawie tej książki Spielberg nakręcił film. Monika idzie do kina specjalnie po to, aby zobaczyć ojca. Czeka przez kilkadziesiąt minut, aż wreszcie kamera pokazuje scenę, gdy przez krakowskie getto jedzie w odkrytym samochodzie zgorszony oficer SS. Od razu go poznaje. Ralph Fiennes nawet bez munduru SS tak przypomina Götha, że dawni więźniowie Płaszowa, których spotykał podczas przygotowywania się do roli, trzęśli się ze strachu.
(...)
— Znienawidziłam tego Spielberga. Pokazał mi prawdę o ojcu — mówi Monika.
(...)
Zabijanie sprawiało mu przyjemność.
(...)
Najbardziej fascynowało go zabijanie z zaskoczenia."
Amon Göth
Ralph Fiennes. Lista Schindlera

Eva Justin


Eva Justin prowadziła program badań rasowych. Była odpowiedzialna za skierowanie na śmierć setek tysięcy cygańskich dzieci. Najpierw dawała im cukierki, potem prowadziła "badania". Książka opisuje jej losy w powojennych Niemczech.

"Przeszłość dopadła ją w 1962 r., gdy pracowała jako dziecięcy psychiatra we Frankfurcie nad Menem. W specjalnym punkcie konsultacyjnym przy Eichwaldstraße udzielała rodzicom porad, jak mają sobie radzić z dziećmi, które "ciężko się wychowuje". Metody, które zalecała, nie różniły się od tych stosowanych w sierocińcach: opór dziecka należy łamać siłą. Co ciekawe, jeszcze w latach 50. na zlecenie samorządu dalej zajmowała się cygańskim problemem. Szukała odpowiedzi na pytanie, dlaczego Cyganie dalej żyją w obozowiskach i nie integrują się z Niemcami."


Herbert von Karajan


Znany na całym świecie dyrygent zawdzięczał swoją karierę współpracy z władzą. Światowej klasy artysta to w każdej epoce ten, któremu ktoś pomógł w karierze. A że władza była, jaka była ...

"Entuzjastyczne recenzje zachwyconych żurnalistów są szczere, ale impuls do ich napisania nadszedł z ministerstwa oświecenia publicznego i propagandy, które nadzoruje niemiecką kulturę, a także pilnuje tego, co pisze prasa. Karajan wpadł w oko samemu Josephowi Goebbelsowi.
(...)
Już jako dyrygent prowadził tam uroczysty koncert z okazji urodzin Hitlera. Na zjeździe powiatowych struktur NSDAP dyrygował sławiącą nazizm kantatą do słów Balbura von Schiracha, przywódcy Hitlerjugend i bliskiego współpracownika Hitlera.
(...)
Przed koncertami w Akwizganie jego orkiestra gra Horst-Wessel-Lied.
(...)
— To była rutyna, nie mogłem się wyłamać — tłumaczył po wojnie."