czwartek, 13 czerwca 2019

Refleksja pogodowa

Prawdopodobnie to efekt słabszego niż w ostatnich latach El Niño i braku wiatrów zachodnich. Zresztą kiedyś przecież ... właśnie tak jak teraz wyglądały ciepłe miesiące w Polsce.


Dla odmiany zimy też były ostre!

środa, 12 czerwca 2019

Zamieszanie kadrowe na Śląsku. Czego nie zrozumiał były już prezes Ozon?

Józef Stalin (Josif Dżugaszwili):

"Kadry są wszystkim."
Stalin podpisuje nominacje i degradacje kadrowe
Empedokles z Agrygentu:

"Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów."
Agrigento to miasto na połud. wybrz. Sycylii

Kilkanaście lat temu ukończyłem znamienity kurs pod jakże interesującą nazwą Akademia Menedżerska - czytaj: odpowiednik dzisiejszych studiów MBA. Od tego czasu cały tabun ludzi w Polsce ukończył podobne kursy bądź studia, na których uczyli się jak zarządzać przedsiębiorstwami, jak podejmować decyzje kadrowe, jak postępować biznesowo.

Zastanawiam się dziś, czy ta wiedza jest jeszcze w ogóle komukolwiek potrzebna? Oczywiście zapotrzebowanie na różne kursy typu MBA będzie istniało, ale chyba już tylko w ramach tak zwanego wykształcenia potwierdzanego. Chodzi tylko o to, aby zyskać papier, że jest się dobrym menedżerem, coś na kształt WUML za komuny. Tak samo jak renomowane międzynarodowe firmy doradcze (tak zwana wielka czwórka) prowadzą w zasadzie tylko doradztwo potwierdzane. Za pieniądze (niemałe) dadzą kwit, że budowa tej elektrowni na gaz naprawdę się opłaca.

Dlaczego ta wiedza (menedżerska) miałaby dziś być nikomu niepotrzebna? Bo jesteśmy na takim etapie dziejowym i na takim etapie zaufania właścicieli firm (państwo, ale też prywatni) do menedżerów, że nikt od nich nie oczekuje jakichś wielkich kompetencji. Dziś w cenie jest posłuszeństwo. To właściciele firm (państwo, ale też prywatni) wiedzą najlepiej co należy zrobić i jak, a menedżerowie mają być tylko wykonawcami. Za dobrą zapłatę rzecz jasna. 

Byłem niemal pewien jakąś dekadę temu, że tego typu myślenie jest mądrością etapu, dotyczy w zasadzie tylko zagranicznych korporacji i jak ten etap przeminie, będzie wspominane jako głupota minionych czasów przy kominku. Wysmarowałem nawet parę lat temu tekst na ten temat, znajdziecie go państwo na końcu artykułu.

Myliłem się. Zagraniczne korporacje przeszły przez tę mądrość etapu, odstawiły ją nieco na półkę, przestały traktować ludzi w Polsce jak mieszkańców afrykańskiego buszu i nauczyły się, że ludziom warto zaufać. Dziś firmy produkcyjne zagranicznych korporacji zlokalizowane w Polsce stanowią przykład nie tylko racjonalizacji kosztów i wydajności (co przecież jest ważne w biznesie), ale też przykład poszanowania pracowników. Ale to tylko część gospodarki. A w niej dominują i rozpychają się coraz mocniej podmioty państwowe, a te dopiero implementują rozwiązania zarządcze, które ... zagraniczne korporacje przetestowały już mniej więcej dekadę temu, po czym docelowo ... porzuciły. Ludzie zarządzający państwem i - w konsekwencji - firmami państwowymi chyba po prostu ... dopiero się uczą biznesu i mają ... inną mądrość etapu.

Prasa dziś donosi o odwołaniu prezesa Ozona z JSW - jednej z największych firm na Śląsku i praktycznie monopolisty w dostarczaniu węgla dla koksowni w Polsce. Prezes był do tej pory ... broniony przez załogę, tę samą, która kiedyś chciała na taczkach wywozić prezesa Zagórowskiego. Czym zasłużył sobie na takie poparcie załogi prezes Ozon? Ano, podobno, nie chciał się zgodzić na nieracjonalne ekonomicznie inwestycje zarządzanej przez siebie spółki.

Prezes Ozon nie zrozumiał dzisiejszego życia i nie pojął wspomnianej wcześniej mądrości etapu. Tu nikt od niego nie oczekiwał racjonalnych decyzji. Tu oczekiwano od niego posłuszeństwa. Jeśli właściciel jego firmy (tu państwo) miał interes w ładowaniu pieniędzy JSW w ratowanie innych "znamienitych marek państwowych", na którym polu ma już liczne "sukcesy", rolą prezesa winno być słuchanie i wykonywanie poleceń. "Kadry są wszystkim" - jak mawiał towarzysz Dżugaszwili.

Nieee! I jeszcze raz nie! 

Tu musiałbym wyrzucić całą wiedzę nabytą na tej Akademii Menedżerskiej. Musiałbym wyrzucić także Kodeks Spółek Handlowych. Rolą prezesa Ozona było racjonalne i samodzielne (czytaj: bez nacisków, znów powołam się na Kodeks Spółek Handlowych) zarządzanie powierzoną mu spółką. Najlepiej jak potrafił. Jeśli nie zgadzał się z jakimś kierunkiem działania, nie miał prawa go realizować. Taka jest właśnie rola menedżera. A rada nadzorcza miała prawo go odwołać, co uczyniła. Na własne ryzyko i - być może - własną szkodę.

Odwołanie prezesa Ozona wpisuje się w ogólny klimat wymiany kadr menedżerskich na Śląsku. Bo obok JSW swoich menedżerów odwołały także inne spółki i instytucje, w tym m.in.:
  • Park Śląski - w efekcie tematu korupcyjnego lub - jak kto woli - zakupowego. W końcu nie od dziś wiadomo, że każdy chłopiec w Polsce marzy o wypasionej bryce, najlepiej z niemieckim znaczkiem. Jak już dorośnie - nieodmiennie próbuje te marzenia realizować. Ale złośliwi ludzie decydujący o kadrach Parku Śląskiego nie zrozumieli tych potrzeb.
  • Teatr Rozrywki - w efekcie wymiany zdań między dyrektorką i reżyserem. Zdań, jakich wiele pada w wielu prywatnych rozmowach. Ale tu - trzeba trafu - znalazł się sygnalista.
  • GKS Katowice - w efekcie gola strzelonego przez bramkarza Bytovii Witana (mąż naszej wybitnej lekkoatletki) w 97 minucie meczu.
  • Ruch Chorzów - szuka prezesa w efekcie kompletnego bałaganu, wielokrotnego spadku z kilku lig oraz aktualnego braku trenera i jednocześnie ... posiadania równoległych więzów (kontraktowych lub nie) z ... kilkoma trenerami pierwszej drużyny naraz - wymieńmy tylko Warzychę (pozew o wynagrodzenie), Rochę (prawdopodobny pozew), Wleciałowskiego (mistrz sparingów, który w lidze zdobył tylko 4 punkty w 8 meczach, został odsunięty, ale podobno ... nadal ma kontrakt), Kociana (nieznany status), Fornalaka (prawdopodobnie kończy mu się kontrakt) oraz Michalskiego (podobnie). Tego to by nawet Jarosław Haszek (cz. Jaroslav Hašek) nie wymyślił.
    Powieść Haszka miała wiele wydań, bo jest ciągle nam ... współczesna

Jak widać wyżej, mądrość etapu dorwała nie tylko zarządców państwowych, ale również miejskich (GKS) oraz w części prywatnych (Ruch). Warto im przypomnieć przesłanie Empedoklesa z Agrygentu (nota bene: można na tej "ksywie" ćwiczyć wymowę lepiej niż u logopedy) - "Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów."

wtorek, 11 czerwca 2019

Pogrom w niemieckiej bankowości

Pisałem jakiś czas temu o "depresji giełdowej" w polskiej energetyce (LINK).

Ale - dla odmiany - w niemieckiej bankowości, przynajmniej w zakresie najbardziej niemieckiego z niemieckich banków - Deutsche Banku, mamy kompletny "pogrom giełdowy".

Otóż:

  • 4 maja 2007 (ponad 12 lat temu) roku 1 akcja DB była warta na giełdzie 108, 94 euro:
  • 13 czerwca 2014 roku (mniej więcej 5 lat temu) 1 akcja DB była warta na giełdzie 27,86 euro:
  • 7 czerwca 2019 roku (4 dni temu) 1 akcja DB była warta na giełdzie zaledwie 5,97 euro:

Jeśli więc ktoś 12 lat temu "zainwestował" oszczędności swojego życia w akcje jakże bezpiecznego, stabilnego i rozpoznawalnego niemieckiego banku, dziś z każdego 100 euro zostało mu ... 5 euro i 50 eurocentów. Jeśli natomiast uczynił to 5 lat temu, stracił tylko ... 80 proc. "zainwestowanych" środków. No cóż, nie wiem, czy przypadkiem "inwestycja" polski w GetBack nie byłaby bardziej "rentowna"?

Nie od dziś wiemy, że problemem DB są derywaty. I nie od dziś wiemy, że ani bank, ani niemiecki rząd (bo potencjalne bankructwo to problem raczej dla rządu niż banku) nie wiedzą, jak sobie z tym poradzić. Próba połączenia z Commerzbankiem nie powiodła się (LINK). Trzeba będzie więc wymyślić coś innego.

Dla większych akcjonariuszy problemem nie jest więc kurs akcji, lecz próba w ogóle ratowania podmiotu, reputacji, stabilności systemu bankowego w Niemczech, własnych stołków oraz w najmniejszym stopniu "zainwestowanych" pieniędzy.
A drobni akcjonariusze? A kogo to obchodzi?

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Nieistniejące śląskie stadiony - uzupełnienie. Stare Szombry

Przyznam, że miałem w dzisiejszych czasach - charakteryzujących się łatwym dostępem do informacji w sieci internetowej - olbrzymi kłopot z namierzeniem jakiegokolwiek zdjęcia starego stadionu Szombierek zlokalizowanego tuż przy ul. Zabrzańskiej. Ciocia Wikipedia podaje, że nowy stadion powstał w 1968 r., nie mam więc prawa pamiętać gry Szombierek na starym obiekcie. A ten był - jak na owe czasy - bardzo specyficzny: typowo piłkarski. Nie uważano wówczas takich obiektów za nowoczesne. Nowoczesne bowiem były te rozległe i budowane na wałach. 

Czy naprawdę stary stadion Szombierek był wyjątkowy? Zdaje się, że na podobnym (duża trybuna za bramką) za starych czasów grał w ekstraklasie chyba tylko ... Górnik Radlin. Choć znalazłem w sieci zdjęcie stadionu ... Legii Warszawa ze składanymi trybunami (tymczasowymi) tuż za bramkami.

W końcu po jakimś czasie trafiłem na tę oto jedną raptem fotkę:
Źródło: Google. Twitter Jacka Sroki

Dzisiejszy stan nieistniejącego od lat obiektu na mapie wygląda tak:
Źródło: Google

A na całkowicie współczesnych zdjęciach waszego autora (to znaczy moich) wygląda tak:






Pozwolę sobie nie skomentować obecnego stanu tego obiektu oraz prawdopodobnych przyczyn, które do tego doprowadziły, nawet jeśli przyjmiemy, że funkcje sportowe na nim dawno umarły.

Zresztą ten "nowy" stadion nie jest w o wiele lepszym stanie.

Prasa kłamie? Opodatkowanie składki pracodawcy na rzecz PPK

Obliczenia szacunkowe dla os. w w. 50 l. zarabiającej na poz. mediany w Polce

Czy prasa kłamie? O tym, że tak może się dziać, przekonałem się już w 1989 r. przy okazji meczu o superpuchar Polski między Ruchem Chorzów i Legią Warszawa.

"Kibice Ruchu pobili spokojnie kąpiących się ludzi na basenie w Zamościu!" - epatował tytułem ówczesny Sport.

— I oni tak tych ludzi bez niczego? — spytałem jednego z kolegów, który miał szansę być naocznym świadkiem wydarzenia.
— Maciek, prasa kłamie! To nie byli żadni "ludzie", tylko ... kibice Legii.
— Aaaa! To wszystko wyjaśnia — przyjąłem ze zrozumieniem. Tłumaczy mnie to, że miałem wówczas 16 lat.

Tym razem w różnych gazetach pojawiło się przeliczenie utraty części wynagrodzenia przez pracowników oraz przyszłych emerytur z Pracowniczych Planów Kapitałowych. Nie są one do końca zgodne z faktami, gdyż, m.in:
  • W temacie utraty części wynagrodzenia prasa "zapomniała", że cała składka pracodawcy jest przychodem pracownika. Oznacza to jej ... opodatkowanie.
  • Prasa "zakłada", że środki zostaną zainwestowane ze skutkiem pozytywnym. Brakuje z kolei wyliczeń, co się stanie, jeśli przyszłe przedsięwzięcia, na które pójdą środki, okażą się niezbyt udane.
  • Prasa "zakłada", że łączny wzrost kosztów pracy nie będzie miał wpływu na wysokość ofert wynagrodzenia brutto przez pracodawcę. Może tak być, ale nie musi. Może być tak, że pracownicy wymuszą na pracodawcy "wyrównanie netto", co zmniejszy konkurencyjność przedsiębiorstw, ale może też być tak, że konkurujący na rynku małą marżą pracodawca zostanie zmuszony do redukcji wynagrodzeń (na przykład funduszu premiowego), aby koszty pracy nie wzrosły.
  • Prasa "zapomniała" odliczyć z przyszłych "emerytur" z PPK wynagrodzenie funduszu, które jako procent od aktywów (składka skumulowana) sukcesywnie przecież ... będzie rosło.
  • Prasa "dobiera" sobie jako przykład trzydziestolatka z dobrym wynagrodzeniem. To ja dla kontrastu wezmę pięćdziesięciolatka z zarobkami miesięcznymi 4050 zł brutto - czyli mniej więcej na poziomie mediany z 2016 r. (ostatnia dostępna ta wartość statystyczna) podniesionej o 5 proc. w każdym kolejnym roku, z założeniem "oszczędzania" w PPK przez 10 lat i z założeniem stopy wzrostu = 0 proc. Czyli de facto bez realnego wzrostu. Oto wyniki analizy:
Dane w zł:

Bez PPK Z PPK Różnica
Wynagrodzenie brutto pracownika mies. 4 050,00   4 050,00   0,00  
Wynagrodzenie netto pracownika 71,5 proc.* 2 895,75   2 803,81   -91,94  
Łączne koszty pracy mies. 4 880,25   5 032,94   152,69  
Przyszła dodatkowa "emerytura" mies.** 0,00   138,21   138,21  
Inf. dodatkowe:
ZUS pracodawcy 20,5 proc.* 830,25   830,25  
Składka pracownika 2 proc. 0,00   81,00  
Składka pracodawcy 1,5 proc. 0,00   60,75  
Opodatkowanie składki pracodawcy 18 proc. 0,00   10,94  
Do obliczeń:
Łączna składka przez 10 lat 0,00   17 010,00  
Wynagrodzenie funduszu przez 10 lat 0,00   425,25  
Pozostało 0,00   16 584,75  
*szacunek
**przy założeniu wypłaty w ratach przez 10 lat


niedziela, 9 czerwca 2019

Nieistniejące śląskie stadiony. Chorzów i Gliwice

Nieistniejących dziś, a niegdyś bardzo ważnych stadionów na mapie śląskiej aglomeracji trochę jest. Dziś skupię się się na dwóch największych, przy czym biorę pod uwagę te, których w żaden sposób nie zmodernizowano i funkcje na ich miejscu są dziś niepiłkarskie. Historyczne zdjęcia znalazłem u wujka: konkretnie wujka Google'a.

Oto stadion AKS-u, klubu, który należał kiedyś do polskiej czołówki ligowej:


Historyczna drewniana trybuna spłonęła we wczesnym PRL-u. Zostalo po niej wspomnienie, niczym po okazałym zamku w Świerklańcu. Ja pamiętam jeszcze stadion na wale z metalowym zadaszeniem. Tak to funkcjonowało do wyburzenia w 2004 r. Dziś zamiast stadionu mamy ... Centrum Handlowe AKS. Cóż, fajna nazwa:


Z kolei w Gliwicach stał przez lata stadion wielki, ale praktycznie nieużywany: XX-lecia. Raz tam chyba Piast grał baraże (nieudane) o awans do ekstraklasy:



Dziś na miejscu stadionu funkcje sportowe są podtrzymane. Stoi tam dumnie Arena Gliwice - największa w Polsce hala sportowa:

sobota, 8 czerwca 2019

Przygotowania do sezonu 2019/20. Los kibica

Los kibica nie jest łatwy. Niniejszym w kontekście braku (na razie) licencji dla Ruchu oraz ogólnego bajzlu, który w Chorzowie panuje


Robert Fico:
"Keď prestane fungovať bordel, je potrebné vymeniť dievčatá a nie postele."


oraz w kontekście przyznania licencji dla Naprzodu na grę w hokejowej najwyższej (i być może ... jedynej nieamatorskiej) lidze krajowego hokeja niniejszym informuję, że jestem doskonale przygotowany do sezonu sportowego w regionie:
Sezon rusza już wkrótce

A w tle nasuwa się refleksja, że wszystkie znaki na niebie i ziemi (zwłaszcza ziemi) wskazują, że:

  • w Ruchu Chorzów jest (co wydaje się niewyobrażalne) jeszcze gorzej, niż się w plotkach mówi "na mieście" - o czym świadczy też wyciągnięta ostatnio propozycja ... zgłoszenia przedstawiciela kibiców w konkursach na członka rady nadzorczej oraz prezesa zarządu (what a curiosum);
a z kolei:
  • w Naprzodzie Janów jest jednak nieco lepiej, niż się w plotkach mówi "na mieście".

Całość ma też wątek zarządczy. Oznacza, że lepiej jest zarządzać biedne lecz ostrożnie, niż wydawać pieniądze, których się przecież ... nie ma. A jaka będzie przyszłość, także sportowa? Tego nie wiemy. Po prostu pożyjemy, zobaczymy!