poniedziałek, 11 czerwca 2018

Obyczaje. Cytaty z artykułu W.Łysiaka do czasopisma Do Rzeczy

Fotografia: PoradnikZdrowie.pl
Cytat 1:

"− Jak będziesz ją tak oczami rozbierał, to się dziewczyna przeziębi!"

Cytat 2:

"− Tato, co to jest miłość?
− Prawdziwa miłość jest wtedy, gdy kupujesz swojej kobiecie dom, auto i sznur brylantów.
− A romantyczność?
− To wymysł komunistów, by wykorzystać niewiasty za darmochę."

Cytat 3:

"− Nikt też nie zmusi damy, by goło pozowała do "pornosów" − robią to same, dla zysku i przyjemności czerpanej z obnażania."

czwartek, 7 czerwca 2018

Nowości na rynku M&A


  • Pesa w zasadzie już została przejęta przez państwowy PFR;
  • Solaris ma być przejęty przez państwowy PFR;
  • Polenergia ma być przejęta przez PGE, czyli spółkę kontrolowaną przez państwo;
Czy w Polsce jest jeszcze miejsce na prywatny biznes? Dlaczego akcjonariusze zbudowanych ciężką pracą przedsiębiorstw szukają nie prywatnych, lecz powiązanych z państwową administracją nabywców? Czy biznes zmierza w tym samym kierunku, co piłka nożna, gdzie działacze i piłkarze patrzą z nadzieją (raczej zasadną) na samorządową lub rządową kroplówkę? Czy Polska będzie wkrótce państwem, gdzie głównym rozgrywającym w każdej branży i dziedzinie będą politycy? Oczywiście to wymarzona dla tychże polityków sytuacja, ale - z czego pewnie oni sami nie zdają sobie sprawy - gospodarka może tego nie wytrzymać. Czy budżet wytrzyma w przyszłości naraz:

  • lotnisko marzeń;
  • elektrownię atomową;
  • dopłaty do aut elektrycznych;
  • wyprawki dla uczniów;
  • emerytury dla nigdy niepracujących matek;
  • utrzymywanie klubów sportowych;
  • utrzymywanie przedsięwzięć artystycznych;
  • a teraz też inwestowanie w przedsiębiorstwa produkcyjne i handlowe?

Rynek pracy. Jak trwoga, to do urzędu, jak dobrze - do biznesu!

Po siedmiu latach chudych przychodzi siedem lat tłustych. Akurat teraz mamy lata tłuste. Na rynku pracy dołują wskaźniki bezrobocia, zgodnie z rysunkiem niżej:


Problem z pozyskaniem pracowników jest ogólny, lecz są gałęzie, gdzie jest szczególnie widoczny. Już w październiku 2017 r. można było trafić na następujący tekst na Portalu Samorządowym:

• Brakuje chętnych do pracy w urzędach wszystkich szczebli. Co powstrzymuje potencjalnych kandydatów?
• Nie ma jednak problemu z kandydatami na stanowiska niewymagające specjalistycznej wiedzy.
- Utrzymywane od ośmiu lat zamrożenie funduszu płac w budżetówce powoduje coraz mniejsze zainteresowanie pracą w administracji i obawy o jakość świadczonych przez nią usług – twierdzi członek prezydium Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, Henryk Nakonieczny.
Uważa, że powoduje to ogromne dysproporcje wynagrodzeń i coraz mniejsze zainteresowanie pracą w administracji państwowej czy samorządowej.
Już tak to jest, że w czasach kryzysu pracownicy ... szturmują urzędy. Praca samorządowa lub w ogóle państwowa (ze spółkami państwowymi włącznie) łączy się bowiem w świadomości ludzi (co nie zawsze jest zgodne w rzeczywistością) z następującymi cechami:
- niska płaca;
- ale pewna praca;
- brak konieczności pracy w nadgodzinach;
- niewielkie obłożenie pracą.

Jest też tak, że jak kryzys się kończy, wówczas atrakcyjność urzędów - jako miejsc pracy - blaknie. Blaknie, bo uwypuklają się wady, przede wszystkim związane z niską (lub żadną) elastycznością zarobków i ich poziomem, ale nie tylko. Zaczyna przeszkadzać też formalizm, etatyzm i brak zasad rynkowych. I wraz z rosnącym bezpieczeństwem zatrudnienia (niskie bezrobocie) rośnie też skłonność pracowników do ryzyka oraz do poszukiwania szans - tu nie ma co ukrywać: w Polsce głównie finansowych. A urzędy nie są przyzwyczajone do dopasowywania się do potrzeb i do rynku. Wolą po prostu ten boom, dla nich będący kryzysem, spokojnie przeczekać. I pewnie, zgodnie z teorią siedmiu lat... się doczekają.

niedziela, 3 czerwca 2018

Dziewczyny z Dubaju. Ostatnia krew

Dla dziennikarza zaskakujący okazał się finał całej historii. W rozdziale pt. Co się z nimi dzieje opisano przyszłe losy puszczających się za pieniądze hostess i modelek. Są to w przeważającej merze historie nawet dość pozytywne. Panny przeważnie znalazły mężów, w tym nawet poważnych milionerów, mają dziś dzieci. Opisana jest historia, gdzie szacowny biznesmen rzucił żonę, dzieci i rozum dla jednej z bohaterek "wyjazdów do księcia". Opisano też historię misski dziś pracującej dla arabskiej telewizji za bardzo poważne stawki na wieloletnim kontrakcie.

Autora dziwi, że dziś dystyngowane panie nie za bardzo chciały z nim rozmawiać o przeszłości. Nie miały ochoty ani na dyskusję przez telefon, a na fejsie skorzystały z możliwości blokady użytkownika. To samo zrobili ... ich mężowie. Charakterystyczne jest, że w niektórych przypadkach rozbierane zdjęcia ... kompletnie zniknęły z sieci.

Z kolei w Epilogu opisano wyroki za sutenerstwo dla prowadzących latający bajzel burdelmenadżerek. Są raczej ... dość niskie i nieadekwatne do uzyskanych wcześniej korzyści. To też dziwi autora.

To, co dziwi autora, nie stanowi żadnej niespodzianki dla mnie i każdego zdrowo myślącego człowieka. Umiejętność zarządzania potrzebami określonego rodzaju mężczyzn jest wpisana w zawód panny do towarzystwa. Póki młode - zarządzają wieloma klientami, potem - szukają jednego stałego i ... przeważnie znajdują. A że są na świecie panowie szukający reprezentacyjnych żon, no cóż!

Ponadto jeszcze nie było takiego sędziego, który by rozliczył i pozamykał "cały burdel". Oto prawdopodobne przyczyny:

  • Po pierwsze liczba ludzi zainteresowanych uwaleniem sprawy (korzystający biznesmeni, politycy, piłkarze, dające panny, ich rodziny - często dobrze sytuowane, dzisiejsi ich mężowie - ci niemal zawsze dobrze sytuowani) jest zawsze godziwa.
  • Po drugie zamtuzy są jak Hydra - jeden łeb uwalisz, i tak wyrosną inne. Po pozamykanych burdelmenadżerkach z książki arabski interes przejęły już ponoć nowe.
  • Po trzecie mit "porwanych za młodu" zostaje w tej książce skutecznie uwalony. Która nie chciała, nie brała udziału. Burdelmenadżerki absolutnie nie miały problemów z podażą. Sędzia może więc w ciemno przyjąć raczej niską szkodliwość czynu.

W sumie lektura ciekawa, choć nie należy z niej wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Jak już pisałem wcześniej opisano w niej specyficzny typ kobiet i ich klientów. Z pewnością jest to tylko fragment rzeczywistości i świata.

sobota, 2 czerwca 2018

Ciekawe miejsca. Lubniewice

Perła województwa lubuskiego i Pojezierza Lubuskiego stanowi w jakimś stopniu dla mnie miejsce sentymentalne. To tu, jeden raz w życiu, wystąpiłem (zupełnie przypadkowo: kumple szukali bramkarza) z meczu sparingowym Wawelu Wirek z jakąś miejscową drużyną przed wcale liczną publicznością. Wygraliśmy 6:1, choć było to tak dawno temu (ok. 1990 r.), że nie wiadomo, czy działo się naprawdę.

Lubniewice to taki mix - zawsze dwa w jednym. Niby miejscowość top, ale spokojna. Niby piękne miejsce, ale pensjonatów tam mało. Piękny zamek, ale w ruinie od wielu lat. Piękna plaża, ale daleko od "centrum". Dwa jeziora, ale to drugie (pierwsza klasa czystości wody) bez fajnego dostępu (od lat zrujnowany ośrodek z pomostem). W ogóle za dużo tam ruin, jak na perłę turystyczną. A więc mamy do czynienia z perłą, ale taką nieoszlifowaną.

Wszystkie niedogodności rekompensuje piękny malutki ryneczek, a na nim gastronomia (ach te golonka) znanej od lat restauracji Xenia.

 





piątek, 1 czerwca 2018

Jest dobrze, ale silnik się zacina. Z trzech filarów sprawdza się nadal jeden. Wzrost ciągnie konsumpcja

Głównym motorem wzrostu jest konsumpcja
Cytuję za różnymi źródłami ekonomicznymi: 

PKB wzrósł w I kwartale o 5,2% r/r., przy czym składowe tego wzrostu są następujące:
  • Konsumpcja wzrosła o 4,8 proc.;
  • Inwestycje wzrosły o 8,1 proc., ale tu istotnego wkładu dostarczyły ... inwestycje samorządów (radykalny wzrost);
  • Eksport netto ... obniżył wynik o 1,1 pkt. proc.;
  • Nastąpił wzrost zapasów, co przyczyniło się do podniesienia wyniku o 1,9 pkt. proc.
We wnioskach do powyższego można napisać, że głównym motorem wzrostu (jeśli odrzucić inwestycje "sterowane") jest dziś konsumpcja. Reszta koni dostała zadyszki. Martwią szczególnie dwie rzeczy: spadek eksportu oraz wzrost zapasów. To drugie może świadczyć o zahamowaniu popytu na produkty. Oj, ten nasz mały boom może się wkrótce skończyć. Może nas czekać kryzys. Oby nie! My nie zdążyliśmy się jeszcze nauczyć żyć w warunkach gospodarki względnego dobrobytu. W związku z tym prosimy: dajcie nam jeszcze trochę czasu na naukę!

 

GetBack po publikacji danych za 2017 rok. Typowa bańka, która pękła

GetBack opublikował wreszcie dane za 2017 rok i są one - mimo wcześniej napływających negatywnych sygnałów - nieco szokujące:
  • strata netto wyniosła 1,3 mld zł;
  • wartość aktywów netto spadła w 3 miesiące z godziwych 566 mln zł do -622 mln zł, czyli niemal o 1,2 mld zł.
     
     
     
A w tle warto przypomnieć, że spółka konsekwentnie za poprzednie lata, I kwartał, II kwartał oraz III kwartał 2017 roku publikowała informacje o ... rosnących zyskach. Oczywiście nie jest możliwe tak nagłe załamanie wyników oraz wartości księgowej (aktywa pomniejszone o zobowiązania) przedsiębiorstwa. Wszystko wskazuje na ... niezłe szachrajstwo w poprzednich sprawozdaniach. Ot, nic nowego na rynku finansowym. Historia stara jak świat. Świetnie ubrany bankier nabiera na swoje sztuczki chętnego do nabrania klienta. Bo warto przecież uwierzyć tak miłemu panu? Taka sobie normalna bańka służąca wystawieniu do wiatru zwłaszcza drobnych inwestorów, a takich - zdaje się - było w tym przypadku najwięcej. Swoją drogą, zawsze mnie zastanawiało, dlaczego to ja nie mam takiej charyzmy i miłego uśmiechu, aby to mnie otoczenie powierzało swoje wykopane spod poduszki oszczędności życia? Cóż, Bozia nie obdarzyła! Ale charakterystyczne jest, że mnie, wybitnemu ekonomiście, nikt nie chce do ręki powierzyć swoich zaskórniaków, a takim Amber Goldom czy Getbackom dają bez zbędnych pytań! Bo ładne siedziby mają, czy co?

O szwindlu i niuansach z nim związanych bardzo uroczo pisze Kajetan Kutnowski w tygodniku Sieci:

"Warto zwrócić uwagę, że do debiutu doszło w III kwartale 2017 r. To o tyle ważne, że spółka pod koniec października pokazała wyniki właśnie za III kwartał 2017 r. Były świetne - zysk wyniósł ponad 180 mln zł i był niemal o 50 proc. wyższy, niż w III kwartale 2016 r. Spółka kupowała coraz więcej wierzytelności, co finansowała sprzedając coraz więcej obligacji.
(...)
Strata firmy to jedno, ale są jeszcze straty na obligacjach. Te były w rękach kilkudziesięciu instytucji oraz ok. 9 tys. osób fizycznych. Wszyscy oni mieli papiery o wartości 2,4-2,6 mld zł. Ile z tego odzyskają, dziś nie wiadomo. [raczej nic - dopisek MS]
(...)
I wtedy narodził się pomysł, aby wykorzystać pieniądze klientów Getin Banku. Z niepotwierdzonych informacji wynika, że wtedy pojawił się właśnie GetBack, który kupował od Getin Banku złe długi, a robił to za pieniądze z obligacji sprzedawanych klientom ... Getin Banku jako alternatywę depozytów.
(...)
Bank [Getin] potrzebował pieniędzy i znalazł je dzięki sprzedaży GetBacku. (...) Wartość transakcji była oszałamiająca.
(...)
Nie da się wyjaśnić, dlaczego specjaliści od inwestowania w firmy (...) zdecydowali się zapłacić 825 mln zł za firmę, która jeszcze trzy lata temu była warta trzykrotnie mniej.
(...)
Wiadomo, że GetBack dobrze się przygotował do debiutu na giełdzie. Przede wszystkim do badania bilansu zatrudnił firmy znane na rynku. Biegłym rewidentem spółki w czasie oferty publicznej była firma Deloitte Polska, doradcą prawnym był zaś Greenberg Traurig, renomowana na rynku kapitałowym kancelaria.
(...)
Za wejście na giełdę spółka zapłaciła ponad 70 mln zł, czyli 10 proc. środków zebranych z giełdy. To bardzo dużo. Być może właśnie dlatego żaden z domów maklerskich zaangażowanych we wprowadzenie firmy na giełdę nie zauważył niczego złego, bo oznaczałoby to utratę dochodów liczonym w miliony złotych oraz sowitych premii. Jak napisał Joźwik w swoim tekście - GetBack kupił wszystkich."

Swoją drogą ja zawsze uważałem, że tak zwane renomowane firmy doradcze uprawiają tak zwane "doradztwo pozorowane". Im się po prostu płaci za "glejty". Tylko tyle! I aż tyle!