piątek, 5 kwietnia 2019

Nie tylko superjednostka. Łot-du-ju-finkebałt?

Oto pomnik masowego budownictwa II połowy XX w. — katowicka superjednostka — jednym się podoba, innym nie, ale nie da się ukryć, że trwale wrosła niczym Spodek do świadomości katowiczan:

Zdjęcie: Google

Trzeba wiedzieć, że superjednostka z całą pewnością nie jest najdłuższym blokiem w Polsce. Palmę pierwszeństwa dzierży tu gdański falowiec liczący sobie 860 m długości:

Zdjęcie: Google

Ale długie bloki nie są typowo polską specjalnością. Państwo myślą, że radziecką, "wschodnią"? To dobre skojarzenie. Oto segmentowa konstrukcja w Łucku (ok. 4 km długości — dziś Ukraina):

Zdjęcie: Google

A jednak długie konstrukcje dotyczą też jak najbardziej "zachodniego" świata. Oto najdłuższy pojedynczy budynek mieszkalny (ok. 1100 m długości) — wiedeński Karl-Max-Hof:
Zdjęcie: Google

Zdjęcie: Google

Swoją cegiełkę wrzucili też niosący światu cywilizację Niemcy. Oto zbudowany przez narodowo-socjalistyczny raj na ziemi blok na wybrzeżu, dziś restaurowany kompleks Prora. Jak wszystko w Niemczech — porządnie, dokładnie, od linijki, równo jak laserem uciął, dużych rozmiarów i ... kompletnie bez wyobraźni:

Zdjęcie: Google
O projekcie czytamy w "internatach":

"Prora to nazistowski ośrodek wypoczynkowy, planowany jako największa inwestycja organizacji Kraft durch Freude. Autorem projektu (nagroda World's Fair w Paryżu, 1937) był Clemens Klotz. Składać się miał z ośmiu budynków mieszkalnych w których łącznie mieszkać mogło 20 tysięcy (sic!) wczasowiczów, dwa baseny ze sztuczną falą, teatr, kino oraz hala widowiskowa na 20 tysięcy osób. Wszystkie pokoje miały wymiary 5x2,5 metra, wszystkie były dwuosobowe i miały widok na morze. Toalety i prysznice były wspólne. Dodatkowo w planach było nabrzeże do którego mogły cumować statki pasażerskie. W budowę Prory zaangażowane były wszystkie znaczące firmy budowlane Rzeszy."

Bloki na Klimzowcu (Chorzów). Źródło: Google Maps

czwartek, 4 kwietnia 2019

Przegląd prasy. Mamy sześć punktów i jedziemy dalej

Fragmenty wywiadu dziennikarza Sportu ze Zbigniewem Bońkiem:


— Odbiór meczów z Austrią i Łotwą był na tyle słaby, że prezes PZPN osobiście musiał przejąć rolę szefa działu PR związku i tłumaczyć się ze stylu zaprezentowanego w obu tych wygranych przez reprezentację spotkaniach?
— Nie musiałem się w nic przebierać, bo my po prostu robimy swoje. Nie chwalimy się, ale mamy sześć punktów i jedziemy dalej. (...) I naprawdę wolę, że po dwóch meczach, w których pojawiło się jeszcze sporo mankamentów, mamy sześć punktów niż gdybyśmy mieli przegrać w Austrii 2:3 po spotkaniu z technicznymi i taktycznymi fajerwerkami.

Komentarz MS: Całkowicie zgadzam się tu z Bońkiem. Marudzimy po ... dwóch wygranych meczach. Pamiętacie "klątwę Piechniczka" po MŚ 1986 w Meksyku? Podobno strasznie nieudanych?


— Przecież 5. miejsca w rankingu FIFA nikt nam nie dał za darmo?
—  Za darmo nie, ale więcej było w tym przypadku niż naszej zasługi.

Komentarz MS: A tu nie zgadzam się z Bońkiem. Była zasługa, choć nie do końca sportowa. Czy przypadkiem nie dobieraliśmy specjalnie rywali w meczach towarzyskich? Czy przypadkiem nie graliśmy wszystkich, dosłownie wszystkich, meczów towarzyskich u siebie na własnych stadionach? Kiedy ostatnio graliśmy mecz towarzyski na wyjeździe?

— To ja zapytam Bońka — ma pan ochotę na trzecią kadencję?
— Na dziś moja kadencja kończy się w październiku 2020 r. i (...) ustawa zabrania mi kandydowania.

Bez komentarza.


środa, 3 kwietnia 2019

My chcemy gola, bo rano praca i szkoła

— My chcemy gola, bo rano praca i szkoła — śpiewali tyscy kibice na wczorajszym finale hokeja. I pewnie wielu z nich miało już na tyle dość, że ... ucieszyłby ich nawet gol dla Cracovii.
Lodowisko - projekt własny

Mamy za sobą w tym roku i w tych play-offach już trzy maratony, jeden dłuższy od drugiego:
  • W ostatnim meczu półfinału Cracovii z Katowicami decydujący gol padł w 92 minucie (w 2. dogrywce).
  • W przedostatnim meczu półfinału Podhala z Tychami decydujący gol padł w 126 minucie (w 4. dogrywce).
  • W pierwszym meczu finału Tychów z Cracovią decydujący gol padł w 118 minucie (w 3. dogrywce).

Przepis na katastrofę jest następujący:
  • dwie w miarę wyrównane drużyny;
  • duża dyscyplina taktyczna;
  • dwaj bardzo dobrzy bramkarze;
oraz
  • strach przed porażką.

Skutki dziwnego przepisu (gra do skutku) w olimpijskiej dyscyplinie sportu są następujące:
  • pustoszejące trybuny w trakcie decydujących meczów o ... mistrzostwie Polski;
  • rozwalona ramówka telewizyjna;
  • nieprzygotowanie dziatwy szkolnej do lekcji w dniu następnym;
  • zmęczenie pracowników w pracy i mniejsza ich wydajność w dniu następnym;
  • problemy z dojazdem do domu kibiców, którzy nie przyjechali własnym samochodem;
oraz oczywiście
  • gigantyczne zmęczenie zawodników.

Moim zdaniem nie ma w tym niczego zabawnego. Przepis miał stanowić promocję hokeja, a tworzy w praktyce tylko karykaturę dyscypliny. Jestem w stanie sobie wyobrazić decydujący mecz play-off w finale, zakończony dajmy na to w 5. dogrywce. I tę ceremonię medalową, której już ... nikt się nie przygląda, bo ... wszyscy widzowie poszli do domu. Poszli, bo już musieli.

Do jasnej, wróćmy do rzutów karnych (najazdów) po 1. dogrywce lub (wzorem NHL) grajmy te dogrywki w składzie 3 na 3. 

wtorek, 2 kwietnia 2019

(Nie)fotogeniczny Śląsk. Nietypowe sąsiedztwo

Wrzuciłem jakiś czas temu zdjęcia otoczonego i przytłoczonego przez tiramisu katowickiego kościoła, co wywołało dość gorącą dyskusję.

Dziś, kontynuując wątek, wrzucam zdjęcia innego nietypowego sąsiedztwa z Zabrza, z dzielnicy Zaborze. Ciekawe, co państwo o tym sądzą:









Dla porządku dodam, że to kościół był pierwszy w tym miejscu. Drewniany (sic!) kościół św. Jadwigi liczy sobie 90 lat, a sąsiednia stacja Orlenu i położony nieopodal sklep Lidla powstały w całkowicie nowej erze.

Zapełnienie stadionów w Polsce. Analiza

Projekt własny
Analizowałem już relację pojemności stadionów do możliwości finansowych klubów:

LINK DO ART TUTAJ!

Nie analizowałem natomiast frekwencji w relacji do pojemności, a ten parametr wydaje się kluczowy przy planowaniu wielkości budowanego obiektu. Przecież nie żyjemy dziś w czasach komuny, gdy największym stadionem w ekstraklasie dysponowało Zagłębie Lubin. Ten obiekt już nie istnieje, ale był on ... trzykrotnie większy od ówczesnego stadionu Legii Warszawa. Potężnym obiektem dysponowały też bytomskie Szombierki (LINK: OBECNY STAN), większym np. od ówczesnego stadionu Górnika Zabrze.

Dziś więc na blogu zamieszczam małe uzupełnienie statystyczne dotyczące klubów ekstraklasy na bazie danych bieżących, z trwającej "piłkarskiej wiosny":


Klub Pojemność K21 K22 K23 K24 K25 K26 K27
Lech Poznań         42 837      12 719      24 164      18 587        9 881
Śląsk Wrocław         42 771        7 605        8 484        8 286
Lechia Gdańsk         41 620      13 184      12 557        8 769      15 037
Wisła Kraków         33 130      18 141      17 775      28 235      33 000
Legia W-wa         30 967      20 936      14 465      18 342
Górnik Zabrze         24 563      14 689      13 844      16 663      13 431
Jagiellonia B-stok         22 386        9 066        7 162        7 660
Pogoń Szcz.         18 027        6 322      15 319        4 151
Zagłębie Lubin         16 086        9 790        4 053        5 823
Korona Kielce         15 500        7 529        5 583        9 644        8 166
Arka Gdynia         15 139        6 111        3 501        7 129        9 021
Cracovia         14 572        5 683      11 043        9 413
Wisła Płock         10 978        8 184        2 013        2 511        4 019
Piast Gliwice         10 037        4 608        4 528        5 573
Zagłębie S-wiec           7 500        3 029        2 568        2 624
Miedź Legnica           6 194        3 814        4 107        5 462        4 577
Razem        352 307      71 989      79 421      83 283      71 151      80 685      80 649      91 402
Ilość 16 8 8 8 8 8 8 8
Średnia         22 019        8 999        9 928      10 410        8 894      10 086      10 081      11 425
Źródło Stadiony.net Interia.pl Interia.pl Interia.pl Interia.pl Interia.pl Polska- Sportowe-
piłka.net fakty.wp.pl

Najpierw kluby uporządkowane wg frekwencji bezwzględnej:

A niżej wg frekwencji względnej:

Wnioski:
  • Średnia frekwencja w naszej ekstraklasie oscyluje (i tak jest od paru lat) ok. 10 tys. osób na mecz, tymczasem średnia pojemność obiektów wynosi ok. 22 tys. miejsc. Ma to swoje zalety, bo nie trzeba się martwić o dostępność biletów, ale i wady, bo nie najlepiej to wygląda oraz bo puste miejsca niestety kosztują.
  • W dwóch miastach, tj. w Płocku i Sosnowcu, frekwencja (czytaj: zapotrzebowanie na ekstraklasę) jest bardzo niska i pojemność obiektów (i tak zbyt dużych) nie ma tu nic do rzeczy.
  • W Legnicy frekwencja co prawda w liczbach bezwzględnych jest niska, ale stadion wybudowali tam w sensownej pojemności. Zapełnia się on średnio w trzech czwartych, to jak na polskie warunki wynik rewelacyjny.
  • W Krakowie (Wisła) dzięki wyprzedanym derbom i meczowi z Legią wysforowali się na fotel lidera frekwencji. Czy tak będzie zawsze i czy ten boom się utrzyma? Zobaczymy, przeszłe dane tego nie potwierdzają.
  • Tylko w Krakowie (Wisła, Cracovia), w Legnicy, w Zabrzu oraz w Warszawie wskaźniki zapełnienia obiektów (w Zabrzu obiekt jest niedokończony, docelowo ma być większy) przekraczają 50 proc., w pozostałych miastach jest znacznie gorzej.
  • Mamy potwierdzenie tego, co wydawało nam się na pierwszy rzut oka: w Gdańsku (lider ekstraklasy) oraz we Wrocławiu (przyzwoita runka wiosenna na razie) stadiony na pewno są zbyt duże w relacji do zapotrzebowania. Jeżeli najlepszy sezon od lat (Lechia) i mecze derbowe (Śląsk) nie pozwalają zapełnić obiektów ponad 1/3 (Lechia), a nawet 1/5 (Śląsk) pojemności, to coś jest nie tak. Kluby te naprawdę powinny przeprowadzić się na mniejsze obiekty (do 15 tys. miejsc), a potężne stadiony zbudowane na EURO 2012 powinny zostać jak najszybciej wyburzone (ekonomia). Ale to tylko dywagacje, bo chyba nie jest to możliwe do realizacji z przyczyn praktycznych i na pewno politycznych.

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Uwaga, nowy strajk!

"Wszyscy" w Polsce już strajkowali, strajkują lub zapowiadają strajki: nauczyciele, pielęgniarki, lekarze, górnicy. Żartowałem dotąd, że poza księgowymi, bo tych jest po prostu ... zbyt dużo na rynku. "Wszyscy" strajkują, bo politycy w Polsce są jak Rosjanie — cenią tylko te grupy, które potrafią im "dać w mordę". A do tego trzeba zgranego towarzystwa, najlepiej zrzeszonego w silnych związkach zawodowych.

Ale doczekaliśmy się niemożliwego. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Niezależnych Księgowych po rannych obradach kieruje do wszystkich pań (głównie, bo to sfeminizowany zawód) i panów księgowych apel o następującej treści:

"Panie i Panowie!

Od jutra, tj. 2 kwietnia 2019 r. zawieszamy dialog z naszymi klientami i odchodzimy od dokumentów do czasu, aż rząd nie przyjmie rozwiązań prawnych gwarantujących minimalnej ceny za usługi księgowe.

Żądamy ustawowej stawki minimalnej 1000 zł miesięcznie od każdej firmy bez względu na ilość dokumentów oraz dodatkowo 1000 zł za każde 100 dokumentów rozliczeniowych miesięcznie.

Ponadto żądamy ustawowego zakazu domagania się przez klientów doradztwa finansowego i podatkowego bez dodatkowych opłat.

Nie podejmiemy pracy dla klientów, dopóki te postulaty nie zostaną spełnione."

Link do strony i oświadczenia stowarzyszenia: TUTAJ!


Zakodevelopment. Ład architektoniczny głupcze! Estetyka głupcze! Po co wam góry?

Źródła: Wprost oraz Filip Ślusarski

Niewiele rzeczy jest mnie jeszcze w stanie zaskoczyć. Zwłaszcza, jeśli temat dotyczy Zakopanego — "zimowej stolicy Polski" — koniecznie pisane w cudzysłowie, gdyż nie ma już tam prawie gdzie jeździć na nartach, a jedyna porządna góra, czyli Kasprowy, ma tyle ograniczeń, że nie ma mowy o stacji dla tysięcy narciarzy. Ot, zimą Zakopane jest po prostu sypialnią noclegową dla ... Białki Tatrzańskiej.

Do Zakopanego nie jest łatwo dojechać. W Zakopanem przebywałem już w znakomicie funkcjonującym hotelu, który podobno nie dostał zgody na rozbudowę oraz nie uzyskał odbioru straży pożarnej. W Zakopanem główny deptak zmieniono praktycznie w supermarket modowy, a jak się wjedzie kolejką na górę (Gubałówka) aby pooddychać świeżym powietrzem i swobodą, to trafia się na ... potężny targ wszystkiego. Ot, wszystko dla korpoturysty z Warszawy. Ale nadal góry wokół są piękne, A szlaki górskie choć niełatwe (przede wszystkim bardzo wyczerpujące, bo z długimi dojściami od parkingów) — to zatłoczone.

Jeśli wydawało mi się kiedyś, że już nic mnie nie zdziwi, to Zakopane dostarcza dowodów obalających tezę. Zdziwiła mnie trochę kiedyś promocja miasta na świecie, w ramach której zdjęto krzyż (ale na szczęście tylko w programie graficznym) z Giewontu. Dziwią mnie zawsze ceny niektórych usług, czasem wyższe niż w Davos. Ale wszystko mieści się jakoś w zakopiańskiej normie.

Nie mieści się natomiast w żadnej normie projekt zakopiańskiego dewelopera. Myślę, że nawet nieoficjalna "królowa Zakopanego", miejscowa "gwiazda hotelarstwa" — Małgorzata Chęcińska (czytaj tutaj art. Wprost) w najpiękniejszych snach nie miała śmiałości snuć takich planów. Spójrzmy:
Źródło: Filip Ślusarski

Z tego, co widzimy, wynika kilka wniosków:
  • Zakopane jest świetnym miejscem do robienia interesów. Po prostu w Zakopanem "można wszystko", byleby miało się trochę "argumentów".
  • Coś chyba nie tak jest z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Przecież to właśnie tam powinny być wpisane pewne ograniczenia budowlane, w tym co do stylu i co do wysokości.
  • Zakopanemu niepotrzebne są góry i widok na góry. One tylko ... przeszkadzają.