środa, 26 czerwca 2019

Rząd zapomniał o drobnych przedsiębiorcach. 1450 zł składki ZUS

— Mamy dla państwa dobrą wiadomość, pensja minimalna w 2020 r. wzrośnie do 2450 zł — powiedziała jakiś czas temu radośnie do telewidzów w wieczornym wydaniu Wiadomości Danuta Holecka.
Danuta Holecka. Źródło: Google

Problem w tym, że nie dla wszystkich jest to dobra wiadomość. Jest niezbyt dobra wiadomość dla pracodawców, to banał, bowiem już teraz taniej jest mieć mercedesa na firmę (niżej znaleziona oferta za niecałe 2000 zł netto/mies.), niż pracownika w firmie (z ZUS-em pracodawcy koszt min. 2950 zł).
Źrodło: Floteocars.pl

Nie jest to też dobra wiadomość dla drobnych przedsiębiorców, dla których rośnie i tak już najwyższy chyba w Europie parapodatek: składka ZUS - płatna bez względu na dochody przedsiębiorcy. 

I niech nikt mi nie mówi, że przy mniejszych przychodach ona jest niższa, bo tak naprawdę niewiele jest takich interesów, które przy przychodzie (powtarzam: przychodzie, nie dochodzie) niższym niż 5625 zł miesięcznie w 2019 r. by się utrzymały. Ta "zniżka" dotyczy więc tylko kombinatorów albo takich, którym bogaty tatuś dokłada do interesu.

Tymczasem od stycznia 2020 r. składka ZUS dla "normalnych" przedsiębiorców wyniesie min. ok. 1445 zł/mies. Dotyczy to nawet prowadzącego firmę w postaci budki z kebabem.
Źródło danych: Pox.pl

Obawiam się, że jeżeli polityka państwa w tym zakresie się nie zmieni, wówczas jak już starsi przedsiębiorcy pójdą na zasłużone emerytury lub padną z wieku i wysiłku, wówczas ilość drobnych firm w Polsce po prostu radykalnie spadnie. Zwłaszcza, że program zero podatku do 26. roku życia ... nie dotyczy prowadzenia działalności gospodarczej.

Czy państwu o to chodzi, aby za 10 lat na rynku funkcjonowały tylko silne i zmonopolizowane giganty państwowe? Być może. Prawdopodobnie dla polityków ... nie jest to taki zły scenariusz. Przecież wówczas największym pracodawcą i największym pośrednikiem pracy, takim Pracuj.pl do kwadratu, będzie (bez względu na to która) miłościwie nam panująca partia rządząca. Polak będzie miał wybór: albo dobrze żyć z władzą (bez względu na to którą), albo klepać biedę.


wtorek, 25 czerwca 2019

Niechciane krakowskie igrzyska

Herb Krakowa
Herb Krakowa
Aktualnie na Białorusi odbywa się impreza pn. Igrzyska Europejskie. W programie m.in. lekkoatletyka, boks, koszykówka, kajakarstwo, kolarstwo szosowe i torowe. Okazuje się, że następne tego typu igrzyska (za 4 lata) wygrał Kraków. Tyle, że są co najmniej dwa problemy.

Problem numer jeden jest natury materialnej. Otóż materialnie ani w Krakowie, ani w Małopolsce nie ma stadionu lekkoatletycznego porównywalnego z mińskim:
Odnowiony stadion Dynama w Mińsku. Źródło: Stadiony.net
W Krakowie nie ma też zdaje się toru kolarskiego i jeszcze paru elementów niezbędnej infrastruktury. Nawet gdyby wyłożyć i miliard, w polskich warunkach (zamówienia publiczne, projektowanie, wykonawstwo, bankructwo pierwszego wykonawcy, zamówienie ponowne, odwołania, sąd, prace drugiego wykonawcy) do 2023 roku ta infrastruktura na pewno nie powstanie. A ani na Wiśle, ani na Cracovii biegu na 400 m zrobić się nie da. A na solidną imprezę obiekty niemal treningowe nie wystarczą. Może pomoże Śląski? To tylko 80 km.

Ale jest też problem drugi. Jak pisze Dziennik Polski:

"Stało się to, czego można było się spodziewać. W sobotę Stowarzyszenie Europejskich Komitetów Olimpijskich (EOC) oficjalnie potwierdziło, że Kraków i Małopolska będą gospodarzem trzeciej edycji igrzysk europejskich w 2023 roku. 
Władze PiS odtrąbiły sukces, choć tak naprawdę Krakowowi przyznano imprezę, której nie chciało u siebie żadne inne miasto w Europie. 
Od hurraoptymizmu zdystansował się prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, który kolejny raz podkreślił, że inicjatorami są władze województwa i Polski Komitet Olimpijski. Przyznał, że władze miasta mogą wspierać przedsięwzięcie, ale pod warunkiem rządowych gwarancji. 
Kuriozalne jest to, że choć Kraków jest już oficjalnie gospodarzem igrzysk, to nie wiadomo, jakie dyscypliny sportu miałyby być w programie tej imprezy. A co za tym idzie, nie wiadomo też jakie będą koszty całego przedsięwzięcia."
Cały art. tutaj: LINK!

Czyli tak naprawdę nie ma zbyt wiele osób w Krakowie, które by tych igrzysk chciały?

Tylko Stodoły ... w ogóle nie żal

Włącz myślenie! Żródło: Pixabay
Pisałem kiedyś mądrą (w moim mniemaniu) książkę, a w niej mądry (znów w moim mniemaniu) rozdział o metodach analizy zasadności inwestycji. I tamże pisałem, że w polskich warunkach istnieje (obok kilku innych nieanalitycznych i, wydawałoby się, nietypowych) tak zwana metoda wyższej konieczności. Otóż polega ona na tym, że nie inwestujemy zapobiegawczo, nie odnawiamy hal, parku maszynowego, itp. systematycznie, lecz robimy to dopiero wówczas, gdy np. hala się ... zawali, a maszyny zepsują definitywnie. Można tę metodę nazwać też amerykańską, bo tak się składa, że rozsądni i pragmatyczni dzisiejsi potomkowie kowbojów mają podobne zwyczaje. Tamże słupy energetyczne grzecznie sobie stoją, póki się nie przewrócą z natury. Ma to podłoże ekonomiczne, bo często okazuje się, że zakupiony w tamtejszych warunkach samochód potrafi jeździć (i spełniać swoją rolę) znacząco dłużej, niż planowaliśmy. Po co kupować co 5 lat nowe auto, jak to stare jeździ już 20 lat i może jeszcze ... 10 pojeździ. Przy odrobinie szczęścia jesteśmy w stanie oszczędzić trochę więcej niż parę dolarów. Za to niewątpliwie czeka nas wydatek (powinien być zaplanowany, a pieniądze przygotowane), gdy już nasz mustang odmówi posłuszeństwa ostatecznie.

Metoda wyższej konieczności, czy jak kto woli amerykańska, jest kompletnym przeciwieństwem podejścia skrajnie modernizacyjnego, wg którego uważamy, że należy wszystko co jest zburzyć i postawić od nowa, na jak największą skalę, nawet jeśli stare jeszcze działa. Działa, ale nie spełnia tak zwanych ... współczesnych standardów. Na tej zasadzie można by zburzyć katowicki Spodek i postawić na jego miejscu coś plastikowego. Podejście modernizacyjne okazuje się jednak po wyciśnięciu wszystkich soków skrajnie cyniczne. Dokładnie taki jest jego obraz na przykład w Mediolanie, gdzie oba wielkie kluby są bliskie dogadania i lansują ... zburzenie San Siro/Giuseppe Meazza/niewłaściwe skreślić oraz wybudowanie na jego miejsce czegoś ... nowoczesnego, jakby nie dało się prawie zabytku zmodernizować. Otóż pewnie by się dało, ale trzeba by wówczas zachować jego kształt i cechy. I tak modernizacja okazałaby się droższa, niż budowa czegoś nowego, może mniej urokliwego, ale co tam. Po prostu tu chodzi o pieniądze.
Ten stadion nadaje się tylko do rozbiórki? Zdj. Google

W Polskich warunkach kwitną oba podejścia, nie ma niczego pośredniego, w Warszawie nawet niektórzy chcieliby burzyć Pałac Kultury, tymczasem na przykład w Bytomiu są na jak najlepszej drodze do doprowadzenia metody amerykańskiej do perfekcji. Mamy wręcz taką metodę amerykańską w wydaniu bytomskim doprowadzoną do absurdu, do nieinwestowania zupełnego. W dodatku to nieinwestowanie przez lata wiąże się z nadzieją, że inwestować nie będzie trzeba nigdy, więc środków na konieczne wydatki w mieście przygotowanych nie ma. Możemy ją nawet nazwać metodą bytomską. W metodzie bytomskiej kluczową rolę odgrywa czas, mianowicie czas nieograniczony. Tamże stawiamy jakieś prowizorki mające poprzedzać powstanie czegoś sensownego i czekamy, czekamy, czekamy...
Po jakimś czasie, czytaj latach, te prowizorki opatrzą się mieszkańcom i stają się stałym elementem kultury miasta. Dokładnie tak było od lat z bytomskimi obiektami sportowymi:

  • Nikogo przez lata nie raziła główna trybuna stadionu Polonii, której po prostu nie było. Były trybuny (zresztą modernizowane) na prostej przeciwległej, były trybuny na łukach, a przez - o ile mnie pamięć nie myli - ponad 30 lat od likwidacji ławek (ostatni mecz jaki pamiętam z tą trybuną to Polonia-Ruch 0-2 w II lidze w 1988 r.) zamiast trybuny głównej na prostej po prostu rosła sobie trawa. I nie zmienił tego nawet awans Polonii do ekstraklasy jakąś dekadę z kawałkiem temu. Po prostu telewizja ustawiła kamery tak, aby nie pokazywały tego absurdu.
  • Nikogo przez lata nie raziły wyłączone sektory potężnego stadionu Szombierek. Czas i trawa systematycznie zjadały kolejne fragmenty obiektu, aż w końcu pozostał widzom tylko jakiś mały fragment historycznej trybuny głównej, liczący sobie mniej więcej 500 miejsc. Trzeba trafu, że ten fragment stanowi dziś ... jedyny jako taki obiekt w mieście, stąd grają tam nie tylko Szombierki, ale i Polonia.
  • No i perła w koronie, w mieście, w którym małpa naprawdę zepsuła zegarek: bytomska Stodoła. Prawdopodobnie wybudowana jako obiekt treningowy, z jakiś odrzutów z prefabrykatów. Hala sprawiająca wrażenie po prostu ... hali produkcyjnej, przy czym hale produkcyjne zazwyczaj były (a zwłaszcza dziś są) ... zdecydowanie ładniejsze. W Stodole nie było nigdy niczego ładnego. Ta hala nie była nigdy nawet praktyczna: brak miejsc siedzących i tragiczna widoczność dla widzów. Moim zdaniem ona nie spełniała norm bezpieczeństwa i przyzwoitości już w momencie powstania (1966 r.), była żartem na miarę XX w., a w XXI wieku powinna zostać wyburzona dla bezpieczeństwa i ... zwykłego poczucia estetyki. Nigdy nie rozumiałem (a może i dobrze) jak różne służby zajmujące się bezpieczeństwem (straż pożarna, policja) dopuszczały co roku tę stodołę nie halę (w końcu nazwa zobowiązuje) do użytkowania i do ... wpuszczania na nią kibiców.
    Słynna Stodoła. Zdjęcie własne
Metoda bytomska (nieinwestowania) jest już jednak na wyczerpaniu. Stadion Szombierek (a w zasadzie ostatni jego sektor) zostanie zeżarty przez czas i trawę. Stadion Polonii już został zeżarty przez buldożery, które w połowie drogi zatrzymały się w dziele niszczenia byłego obiektu rangi nawet międzynarodowej. Kiedyś 50 tys. ludzi na meczu reprezentacji faszystowskich Niemiec z ... Wilimowskim w składzie i Gerard Cieślik na trybunach, dziś ... ruina bez pomysłu i przyszłości.
Stadion Szombierek dziś. Zdjęcie własne

Stadion Polonii dziś. Zdjęcie własne


Ale coś się zmieniło w kwestii najtrudniejszej: Stodoły. Pomógł ... katastrofalny stan dachu obecnej konstrukcji. Nadszedł w końcu dzień, w którym strach było wpuszczać nadal widzów. To znaczy strach było zawsze, ale teraz to już służby nie dopuściły. Otóż jak pisze dzisiejsza prasa:
"W Bytomiu podpisano umowę na budowę nowego sztucznego lodowiska. Obiekt, który zastąpi popularną Stodołę ma być gotowy za dwa lata. Nowa hala lodowa ma pomieścić 1200-1300 widzów, mieć 10 szatni, lożę VIP i zaplecze gastronomiczne. Jej budowa ma kosztować niecałe 40 mln zł."
 (...)
"– Serce mi się raduje i duma mnie rozpiera, że udało nam się do tego doprowadzić. Bardzo piękna, ale zbyt długa historia Stodoły dobiega końca. Dziś podpisujemy umowę na budowę nowego lodowiska w Bytomiu. To jedna z najważniejszych inwestycji sportowych w naszym mieście, na której skorzystają wszyscy mieszkańcy Bytomia – powiedział prezydent Bytomia Mariusz Wołosz."

Na wstępnych wizualizacjach lodowisko wygląda nieźle, projekt jest rozsądny w zakresie pojemności (1200-1300 miejsc) oraz w zakresie planowanych nakładów (40 mln zł).
Źródło: Dziennik Zachodni

Źródło: Dziennik Zachodni

Oznacza to też rezygnację z mocarstwowych planów budowy czegoś w rodzaju centrum sportowego ze stadionem i lodowiskiem przy ul. Olimpijskiej, bowiem nowa hala powstanie mniej więcej w miejscu starej, a wolna przestrzeń obok zostanie wykorzystana na budowę miejsc parkingowych, których przy Stodole zawsze brakowało.

A miastu pozostanie problem stadionowy. Jak go rozwiąże? Ja to bym odkopał stary stadion przy ul. Zabrzańskiej i przeznaczył go w wersji nowoczesnej, ale i skrajnie piłkarskiej (jak i stary obiekt), zarówno na potrzeby Polonii jak i Szombierek. A rozległe tereny po zbyt dużych stadionach oddał pod deweloperkę. Ale to mój pomysł.
Tu bym posprzątał i odbudował stadion. Zdjęcie własne

Może w tym Bytomiu małpa naprawi choć oprawkę zegarka, albo wskazówki? Od czegoś trzeba zacząć. Oby ta budowa nowego lodowiska ruszyła i przebiegła zgodnie z planem!

piątek, 21 czerwca 2019

Zostałem obrońcą Bońka. A co to jest styl?

Styl — to kluczowe słowo dominuje ostatnio w komentarzach do meczów polskich reprezentacji. Problemem dla wielu komentatorów i kibiców jest tak zwany brak tegoż właśnie stylu, czytaj: tak naprawdę brak otwartej, zamiast posiadającej zawiłości taktyczne, gry. Przeciwstawia się temu głośno tylko — i tak z niewielkim posłuchem — nasz prezes Boniek. Nasz, bo przecież my wszyscy razem, łącznie 38,43 mln (wg danych Wikipedii), jesteśmy kibicami.

Czytamy ostatnio, że co prawda kadra Brzęczka ma wyniki, ale za to nie ma stylu. Cieszymy się, że kadra Michniewicza wygrywa kolejne mecze, ale martwi nas mało ofensywny styl tych zwycięstw. O co w ogóle "kaman" (od. ang. come on)?

Ano moja diagnoza jest taka, że o tak zwanych nowych klientów biznesu piłkarskiego. Dziś na stadiony przychodzą ludzie, dla których wynik (czytaj: pokonanie przeciwnika) wcale nie jest sprawą życia i śmierci. Także przed telewizorami gromadzą się ludzie, dla których wynik meczu (czytaj: pokonanie przeciwnika) wcale nie jest sprawą życia i śmierci. Trudne to dla mojego pokolenia do uwierzenia, ale tak jest. Za moich czasów, jak Ruch wygrał z Górnikiem lub Górnik z Ruchem, to potem przez pół roku, do meczu rewanżowego, pół miasta chodziło z dumą po ulicach, a pół ze wstydu chowało się po kątach. Dziś już tego nie ma.

Dziś mecz jest ... iwentem (od ang. event). Fajnym pomysłem na wieczór na stadionie lub przed telewizorem. W wersji pierwszej z dziewczyną, smartfonem oraz zdjęciami do wrzucenia na fejsa. W wersji drugiej z nieodłącznym czteropakiem oraz z grillem tuż obok. 

Prawdziwych ideowców zwykle nie ma zbyt wielu, co zasadniczo dotyczy ... każdej dziedziny życia, nie tylko piłki nożnej, także narciarstwa, muzyki, polityki, itp. W związku z tym, chcąc brać udział w podziale zysków z rozrywki powszechnej, piłka nożna na całym świecie zainwestowała w innego kibica (w niektórych krajach przybrało to formę odstawiania starego kibica, stąd kontrinicjatywy w stylu against modern foofball) i dziś zbiera tego owoce (czytaj: przychody komercyjne) oraz liście z drzew (czytaj: niezbyt racjonalne reakcje). Już nie trzeba tym kibicom tłumaczyć, czym jest spalony, im trzeba tylko zrobić dobry ... bufet. W zamian oni wcale nie oczekują 1-0 dla naszych oraz radochy z pokonania i upokorzenia na lata przeciwnika, oni oczekują właśnie korzyści z iwentu. Czyli fajerwerków. Czyli najlepiej ... ośmiu goli, przy czym dla kogo, nie ma to już tak dramatycznego znaczenia. Wówczas na naszych się pogwiżdże i ich wyszydzi, a tamtym da brawa (coraz częstszy obrazek na stadionach). Choć, w przypadku wszelkich reprezentacji, w zasadzie zwykle oczekuje się zwycięstwa 5-0 i w pakiecie hattricka Lewego. No bo skoro się za bilet zapłaciło po dwie stówki? Trzeba trafu, że szczególnie dotyczy to ... meczów towarzyskich, które od lat praktycznie (względy komercyjne) gramy tylko u siebie.

Tymczasem wyszydzana od początku kadra Brzęczka ma po prostu sukcesy materialne, gdyż:
  • remisując na wyjeździe z Portugalią zapewniła sobie rozstawienie w eliminacjach EURO2020;
  • żadnego meczu o stawkę nie przegrała dyskusyjnie, a dwie przegrane potyczki na Śląskim w Lidze Narodów, mimo kiepskiego — hmmm... — stylu, mogły naprawdę potoczyć się korzystniej (patrz kontra przy 0-0 w meczu z Włochami);
  • w tychże eliminacjach EURO2020 dzięki rozstawieniu dostaliśmy stosunkowo nietrudnych rywali, ale jak na razie to rozstawiamy tych rywali po kątach bezdyskusyjnie, mimo kiepskiego — hmmm... — stylu.
O kadrze Michniewicza to już w ogóle nie ma co mówić. Na razie w grze o punkty potrafiła pokonać takich tuzów europejskiej piłki, jak Portugalia, Belgia i Włochy. A przed nią nie bez szans na sukces kolejny potentat — Hiszpania. Tylko podobno ... nie ma stylu. Gra jakieś takie ... catenaccio.


Co do tego stylu, to warto przypomnieć, że:
  • historyczny i uważany za niemal najważniejszy (a w każdym razie na pewno przełomowy) mecz z Anglią na Wembley w 1973 r. kadra Górskiego zremisowała 1-1 grając długimi minutami ... rozpaczliwą obronę Częstochowy, dziś to się nazywa fachowo ... catenaccio;
  • Włosi z tym swoim catenaccio to wywalczyli ... 4 tytuły mistrzów świata;
  • stylem, który można określić uzyskiwaniem maksimum korzyści przy minimum wysiłku dość wiekowych już graczy (ach ten mecz z Bayernem) Real Madryt wygrał w l. 2016-2018, czyli 3 razy pod rząd, Ligę Mistrzów  UEFA.
Oczywiście wokół kadry zarówno dorosłej jak i młodzieżowej należy budować pozytywną atmosferę. Ale priorytetem winien być wynik w meczach o punkty, a nie pozytywne wrażenie w meczach towarzyskich. Przypomnę, że:
  • Górskiego dziennikarze też chcieli zwolnić, bo jego kadra przegrywała mecze towarzyskie, w tym z Niemcami 0-2, a Tomaszewski puszczał w nich farfocle;
  • kadra Michniewicza przez mistrzostwami U21 grała trudne mecze o punkty i trudne mecze towarzyskie;
Za to:
  • kadra Nawałki zainwestowała w iwent przed MŚ2018 zapraszając prosto z wakacji do Warszawy reprezentację Litwy i rozbijając ją (bez oporu rywala) w tym meczu w pył;
  • Ruch Chorzów wygrał przed tegoroczną wiosną piłkarską wszystkie mecze sparingowe.
Tym nowym kibicom trzeba przypomnieć, że kadra Górskiego wywalczyła pierwszy medal w historii polskich reprezentacji na mistrzostwach oraz, że kadra Michniewicza jest obecnie tego medalu bliska, choć ... może jeszcze wszystko przehuśtać jednym nieudanym meczem z Hiszpanią.

...
...

To był czas na 3 kroki w tył i splunięcie na wygonienie pecha.

Tym nowym kibicom warto przypomnieć też, że świetna towarzysko kadra Nawałki zagrała potem katastrofalnie na mistrzostwach, a świetny sparingowo Ruch krótko potem ... z hukiem spadł z II ligi w otchłanie futbolu i będzie grał teraz z Foto-Higieną Błyskawicą Gać, Pniówkiem Pawłowice i derby z ... Polonią Bytom.

A starsi, jak i ja, zapytają:
— Styl? A co to jest styl?
I dodadzą:
— Piłka nożna to taka gra, w której wygrywa drużyna, która strzeliła co najmniej o jedną bramkę więcej od przeciwnika.

czwartek, 20 czerwca 2019

Obyczaje. Żyjemy w czasach tłumaczenia

Negocjacje są trendy, ale przedłużeniem negocjacji jest przecież ... wojna

W mediach rozpętała się potężna burza po nie do końca dyplomatycznej wypowiedzi rzecznika praw dziecka:
"Trzeba rozróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie"
Niektóre media wręcz żądają dymisji rzecznika. A wszystko wynika z tego, że dziś żyjemy w czasach tłumaczenia:

  • Jeśli wyrośnięte dziecko płci męskiej w wieku nastoletnim terroryzuje kolegów, podpala szkołę oraz bije swoją siostrę, wówczas należy mu rzeczowo wytłumaczyć, że jest to złe postępowanie. Na pewno zrozumie.
  • Jeśli wyrośnięte dziecko płci żeńskiej w wieku nastoletnim zamiast o obiecanej godz. 22. wraca do domu w nieciekawym stanie o 6. rano, nie dając wcześniej żadnych sygnałów życia, wówczas należy jej rzeczowo wytłumaczyć, że jest to złe postępowanie. Na pewno zrozumie.
Dla porównania:
  • Jeśli żołnierz stojąc na warcie na beczce prochu wyciąga z kieszeni zapałki i cygaro, wówczas należy mu rzeczowo wytłumaczyć, że jest to złe postępowanie. Taki przypadek żołnierza Szwejka mamy opisany w Opowieściach z piwiarni Jarosława Haszka. Nie skończył się dobrze dla magazynu prochu i otoczenia.
  • Jeśli Rosja napada na Gruzję, anektuje część terytorium Ukrainy i strzela do holenderskiego samolotu pasażerskiego, wówczas należy Władimirowi Władimirowiczowi wytłumaczyć, że jest to złe postępowanie. Na pewno zrozumie. Szkoda, że świat nie do końca tę jakże skuteczną metodę rozumie i po prostu się zbroi.

Ja mam wrażenie, że najwięcej do powiedzenia w takich tematach mają ci, którzy nigdy jeszcze nie zetknęli się z koniecznością wychowywania dzieci oraz odpowiedzialności za innych ludzi. Życie nie jest pasmem pastelowych wydarzeń i w wyjątkowych wypadkach wymaga czasem niepastelowych reakcji. Oby jak najrzadziej. Ale ... bądźmy dorośli. Oczywiście nie mówimy tu o zachowaniach ewidentnie patologicznych rodziców, tylko o ich reakcji na problemy. O wychowaniu. A państwo co o tym sądzą?

Atmosfera, taktyka, odwaga

Ta drużyna nie sprawia wrażenia przestraszonej turniejem
Dawno nie widziałem tak dobrze taktycznie grającej polskiej reprezentacji jak podczas meczu U21 Polska-Włochy w Bolonii. Zawodnicy do tej pory - przyznajmy to - niebędący jakimiś gwiazdami futbolu - pokazali nam naprawdę pokaz dobrej i - co najważniejsze - bardzo mądrej piłki.

Wydaje się, że podstawowe składowe dwóch zwycięstw z naprawdę dobrymi markami europejskiego futbolu (Belgia, Włochy - w dorosłej piłce to absolutna czołówka światowa) są następujące:

  • atmosfera;
  • taktyka;
  • odwaga.

A może to tylko szczęście? Czy do tej pory drużyna miała szczęście? Otóż moim zdaniem - nie! Dlaczego nie? Bo:

  • oba mecze wygrała zasłużenie;
  • gdyby nie gol w końcówce meczu Hiszpania-Belgia bylibyśmy już w półfinale i na igrzyskach olimpijskich.

A może to tylko trener? No tak, trener Michniewicz tym turniejem na pewno poprawi swoją pozycję zawodową. Ale do tej pory przecież (poza mistrzostwem Lubina) nie miał jakiś spektakularnych sukcesów, a jego drużyny nie miały jakiegoś dającego się zapamiętać stylu. To sukces buduje drużynę i trenera - to truizm. Nawałka zyskał miano niemylącego się geniusza w oczach Polaków przy okazji EURO2016, po czym sam uwierzył w swoją wszechwiedzę, co dziś sprowadziło go do klęski zawodowej nawet w Lechu Poznań, gdzie zakładano wieloletnią z nim współpracę. Jak będzie z Michniewiczem? Zobaczymy. Na razie zyskał mnóstwo punktów w rankingu.

A tak można jeszcze cały ten dorobek materialny (bo pozytywne wrażenie pozostanie bez względu na zakończenie sportowe) bardzo łatwo przehuśtać. Wystarczy tylko przegrać więcej niż jedną bramką z Hiszpanią, co przy bardzo prawdopodobnym (acz wcale nie przesądzonym) zwycięstwie Włochów z pewnie rozbitą już Belgią da Polakom raptem ... 3. miejsce w grupie i bilet do domu.

Ale na razie: czapki z głów! A patrząc na 3. cechę wymienioną wyżej, wręcz bezczelność na twarzy naszego bramkarza Grabary (ten to moim zdaniem zrobi karierę w naprawdę dobrym klubie, jak nie postawi na niego Liverpool to na pewno gdzieś indziej) można domniemywać, że - mimo widocznego katastrofalnego zmęczenia biało-czerwonych - to nie Hiszpanie będą faworytem ostatniego meczu grupowego. 

Jedno jest pewne: ta drużyna nie gra alibi-futbolu, czyli gry jakże popularnej w naszych codziennych zmaganiach ligowych.


środa, 19 czerwca 2019

Włosi jednak potrafią. U nas mają problemy na budowach dróg. Tymczasem w Bergamo

Znalezione obrazy dla zapytania włoska flaga
Flaga Włoch
Ostatnio mieliśmy wysyp tytułów prasowych o samodzielnym opuszczeniu budów drogowych w Polsce przez firmy włoskie lub o wręcz wyrzuceniu tychże firm przez inwestora. Oto wybrane tytuły artykułów:


  • Wykonawca drogi S8 wyrzucony z placu budowy
  • Budowa S3 na Dolnym Śląsku przerwana. Włosi wyrzuceni z placu budowy
  • Sypie się budowa polskich dróg. Umowy na S7 i S61 zerwane
  • Budowa S5. GDDKiA wzywa Włochów do powrotu na plac budowy
  • Włosi wyrzuceni z budowy dróg w Polsce. Umowy z koncernem Salini zerwane
  • Kto zastąpi Salini Polska na budowie A1?
  • Spięcie między Astaldi a GDDKiA. Włosi wyrażają "głębokie ubolewanie"
Podobny obraz
Budowa zakopianki. Źródło: Conadrogach.pl

Dotyczy to firm Salini (A1 - obwodnica Częstochowy, S3, S8), Astaldi (S2, S7 - zakopianka) oraz Toto Costruzioni Generali (S5). A nie jest to lista pełna.

Tymczasem w Bergamo:
"Na początku maja burzyli, dziś mają już pierwsze stopnie nowej trybuny. Do końca września pierwsza nowa trybuna ma być gotowa i pozwolić Atalancie na rozgrywanie meczów w Lidze Mistrzów."
Żródło informacji: Stadiony.net

Tak to wyglądało jeszcze niedawno:
Znalezione obrazy dla zapytania stadio atleti azzurri
Stadion w Bergamo. Źródło: Google
 Tak wygląda obecnie:
Źródło: film z przebudowy dostępny na Stadiony.net

A tak ma wyglądać już wkrótce:
Podobny obraz
Projekt przebudowy. Źródło: 

Co za tempo! Włosi jednak (jak chcą lub raczej jak im się to opłaca) potrafią! Warto tu zaznaczyć, że budowa w Bergamo ma inwestora prywatnego.

Nie ma to znaczenia? A jednak ma. Przypomnę, że w równie rekordowym tempie (znając proporcje) powstał w Polsce stadion w Niecieczy. Budowa miała - rzecz jasna - inwestora ... prywatnego.

Problem jest po stronie włoskiej czy polskiej? Czyżby to nadmierny formalizm, procedury oraz mała elastyczność negocjacyjna zamówień publicznych znów prowadziły nas do poważnych problemów? A może po prostu Włosi to - bez negatywnej konotacji - po prostu cwaniacy lub - jakich by tu użyć bardziej neutralnych słów - dobrzy negocjatorzy?