niedziela, 26 lutego 2017

Dziewczyna z reklamy wyrusza (znowu) w świat. Tylko po co?

W większości przypadków zasady reklamy telewizyjnej są takie, że angażuje się do niej osobę już znaną publicznie, dajmy na to Dodę, Kondrata lub Gąsiorowską. W każdym razie artysta lansuje się "gdzieś indziej", a w reklamie po prostu wykorzystuje się jego sławę. Świetna jest na przykład ostatnia reklama sieci komórkowej Plus, ale wykorzystuje ona osoby (małżeństwo Majdanów) wypromowane "gdzieś indziej" oraz tekst znany z innych źródeł.

W przypadku bytomianki atakującej Eurowizję jest zupełnie inaczej. Pani Katarzyna jest przede wszystkim znana z ... reklam. Konkretnie z reklam firmy LINK4. Na tyle świetnie zrobionych, że mają na "jutubie" rekordy wyświetleń. Ostre rokowe brzmienia, znakomite aranżacje taneczne, no i ta "Kaśka".

Ale "Kaśce" chyba doskwiera zaszufladkowanie. I ciągle próbuje wybić się w inny sposób - Playboy, nagi teledysk, teraz Eurowizja. W końcu - to atawizm - ładna i utalentowana kobieta chce oznajmić światu, że ... jest ładna i utalentowana. Pojawia się jednakże wątpliwość, czy artystka w poszukiwaniu sławy weszła na właściwą ścieżkę. Eurowizja to dzisiaj niemal szczyt obciachu. Cukierkowe "przeboje", plastikowi wykonawcy, polityka w tle i jeszcze ta Conchita, jako wzorzec. Dramat.

Szczerze mówiąc wolę panią Katarzynę oglądać w znakomitej rokowej reklamie firmy ubezpieczeniowej, niż w cukierkowatej Eurowizji. Choć poszukiwanie ścieżki wybicia się inną drogą rozumiem. Mimo wszystko warto kibicować dziewczynie z reklamy mieszkającej w najpiękniejszym architektonicznie ale też najbardziej zaniedbanym mieście na Śląsku, tj. Bytomiu (czytaj: Ciekawe Miejsca - Bytom. Tu małpa naprawdę zepsuła wartościowy zegarek).

A mój zapał w tym kibicowaniu podkręca jej miejsce urodzenia: Ruda Śląska (artykuł o tym mieście ukaże się wkrótce, po reaktywacji cyklu "Ciekawe miejsca").

sobota, 25 lutego 2017

Zachodnie ligi? W razie czego nie oglądam tego badziewia

Podobno naczelnik naszego państwa nie lubi jeździć prywatnie za granicę. To bardzo patriotyczna i - wbrew pozorom - często spotykana postawa. Znam wiele osób, które nigdy nie pojechałyby na przykład latem do Grecji - zamiast do Łeby, a zimą w Alpy - zamiast w Beskidy. I tutaj - znów wbrew pozorom - wcale o tych wyborach nie decyduje cena. Po prostu większość z tych ludzi uważa Polskę za najpiękniejsze miejsce na ziemi i ... nie chce sobie psuć tej wyrobionej na sztywno opinii. Stąd zresztą biorą się tak niedorzeczne stereotypowe nazwy, jak "ZAKOPANE - ZIMOWA STOLICA POLSKI".

Bardzo cenię sobie taką postawę, choć osobiście wolę jednak coś więcej zobaczyć, czyli po prostu - jak w pokerze - sprawdzić. Weźmy na tapetę to Zakopane. Zimowa stolica? Może jeszcze kurort narciarski? Wolne żarty! Butorowy zamknięty od dekad, Gubałówka od lat, Nosal od niedawna, a na Kasprowy wwozi nas kolejka o przepustowości ... 360 osób na godzinę. Nie zmienia to narracji "patriotów". Może i dobrze zresztą.

W ogóle to nie mam się co czepiać patriotycznych turystów, skoro sam mam tak samo z ... piłką nożną. Jestem fanem naszej ligi. A ponieważ czuję ryzyko ujawnienia, można nawet powiedzieć, że pewnego rodzaju strach przed prawdą, wolę nie sprawdzać, czy w innych ligach nie grają lepiej. I w razie czego nie oglądam tego zagranicznego badziewia. Real - Barcelona? To nie dla mnie. Wolę mecz Niecieczy z Arką. BVB - Schalke? To samo. Wolę mecz Ruchu z Pogonią. MU - Arsenal... już wiecie.

Problem stanowią tylko ... europejskie puchary. Ale tu kolejne wtorkowe, środowe i czwartkowe eurolania tłumaczę sobie tym, że nasi wspaniali piłkarze nie są przyzwyczajeni do gry w środku tygodnia. Ponadto te wysokiej klasy weekendowe mecze ligowe zabierają im tyle sił, że nie dają potem rady dużo słabszym rywalom europejskim. Ot, tak, drobny koszt wysokiego poziomu naszej ligi.

Pycha kroczy przed upadkiem. Typowo polskie: ustawiamy ligę przed jej zakończeniem

- Kto będzie mistrzem Polski? - zapytaj dowolnego dziennikarza, z których nota bene większość mieszka w Warszawie.
- Oczywiście Legia! - dostaniesz odpowiedź.
- A dlaczego tak uważasz? - możesz drążyć temat.
- Jak to? Przecież Legia jest najlepsza! - dostaniesz odpowiedź.

No właśnie. To jest typowo polska przywara. My bardzo łatwo i bardzo szybko potrafimy budować wirtualną rzeczywistość. Oceniamy świat za pomocą wrażeń, a nie faktów. A te są następujące:

a) Legia jest bez formy. I nie pomoże tu "Szpaku" wołający do mikrofonu w meczu z Ajaksem: "Panowie, wykrzesajcie z siebie resztę sił", skoro rywal był o klasę lepszy technicznie i szybkościowo. Polacy (Polacy? Raczej reprezentanci polskiej ligi!) nadrabiali mądrą taktyką (brawa dla Magiery) i cwaniactwem. I na tyle było Legię stać.

b) W formie to jest akurat Lech.

c) Legia ma taki sobie skład. To bezwzględna - ale chyba słuszna - ocena. Oczywiście Legia płaci najlepiej, zwłaszcza Jędrzejczykowi. Ale drodzy Czytelnicy. Zadajcie sobie pytanie:
- Czy Jędza jest najlepszym piłkarzem naszej ligi?
Odpowiedź niestety brzmi:
- A skądże! Jest co najmniej kilku lepszych. Jędza ma tylko najwyższy kontrakt.
- To może Legia ma najlepszą pomoc i najlepszy atak?
Odpowiedź niestety brzmi:
- Najlepszy atak to Legia właśnie sprzedała. A kupiła gości, którzy być może się sprawdzą. Owszem, wydała na nich dużo kasy, ale to nie oznacza, że kasa strzela bramki na boisku.

Konkluzja? Pycha kroczy przed upadkiem.

- Mamy najpiękniejszy stadion, najwyższy budżet, najpiękniejszych kibiców, najbogatsze miasto, najlepsze kluby (czytaj: "Chmury"), najwyższe kontrakty i jeszcze sprzyja nam każdy arbiter! - mówią kibicujące Legii warszawskie słoiki.
- Fajnie! Uznajemy to - mówi reszta Polski. - Ale wyjdźcie jeszcze na boisko i pokażcie, że w piłkę też grać potraficie.
I to może być problem.

wtorek, 21 lutego 2017

Przegląd prasy. Znamy przyczynę metamorfozy Ruchu w Warszawie. To zmiana... właściciela

Po nieco sensacyjnej, choć zasłużonej, wiktorii chorzowian w stolicy niełatwo było postawić diagnozę w zakresie jej przyczyn.
- Brak sił Legii po meczu a Ajaksem - powie pesymista.
- Fantastyczny mecz gości - powie optymista.
- Ale dlaczego? - doda niedowiarek. - Przecież goście słynęli do tej pory z braku chęci do brudzenia sobie getrów i jakiejkolwiek walki.

Dziś już wiemy, o co "come on". Po prostu Ruch właśnie ... zmienił właściciela. Jak podaje Dziennik Zachodni "Janusz Paterman przejął akcje Dariusza Smagorowicza" (...) i "stał się największym udziałowcem Ruchu i ma 35,12 procent akcji." (...) "Dziś zbierze się Rada Nadzorcza (pis. oryg. - dopisek MS) klubu i Paterman ma znów zostać prezesem klubu".

Czyli po prostu wszyscy nagle w klubie zaczęli walczyć o swoją pozycję i swoje posady. Ciekawe, jak nowy prezes, jeśli faktycznie zostanie dziś wybrany przez radę nadzorczą (pis. właściwa) ustosunkuje się do ludzi, którzy niedawno ... pokazali mu drzwi. Może być niezwykle ciekawie. I na dnie tabeli (Ruch) szykuje się być może równie ciekawa wojenka personalna, jak na jej szczycie (Legia).

niedziela, 19 lutego 2017

Wpływ reputacji na wizerunek

Pani Dorota Rabczewska "Doda" sama sobie ustawiła na lata wizerunek skandalistki. Ostre wywiady, ostre zdjęcia, ostre reklamy, filmik z bara bara z Radziem "przypadkowo" trafiający do sieci, itp.

Kilka dni temu pani Dorota (z naciskiem na pani, stateczna pani) skończyła 33 lata życia. To dla kobiety (zwłaszcza niezamężnej i bezdzietnej) moment małego podsumowania i refleksji. W końcu kobieta (to atawizm), to istota poszukująca miłości i stabilizacji. I nie da się ukryć, że piosenkarka (?) w ostatnim czasie wyraźnie próbuje zmienić (ocieplić) swój wizerunek między innymi przez potencjalne role teatralne i telewizyjne. Nie da się też ukryć, że na przykład do głównej roli w "Legalnej blondynce" Doda nadawałaby się chyba znakomicie. Ale reakcje internautów (warto poczytać komentarze pod dowolnym artykułem o Dodzie) są ciągle jednoznaczne (jednotematyczne? jednokierunkowe?).

A tymczasem nie da się przecież ukryć, że:
- primo: Doda jest naprawdę ładną kobietą (patrz zdjęcie);
- secundo: Doda naprawdę potrafi śpiewać (vide współpraca ze Slashem).
Tylko czy ktoś jeszcze w ogóle na to zwraca uwagę?

To nie tylko ludzie są źli, to sytem jest do wymiany

Jak podaje Gazeta Polska, czyli jedna z niewielu gazet publikująca jeszcze ciekawe felietony (zwana w kręgach zwolenników rządu "jedyną właściwą", a przeciwników "moherową" - ot, tak polska specyfika) "w latach 2007-2013 z funduszy unijnych na rozmaite programy związane z Romami wydano ponad 80 mln zł. To szokujące liczby, zważywszy, że według danych w Polsce mieszka ok. 16 tys. Cyganów" (pis. oryginalna).

Oczywiście celem artykułu Gazety Polskiej, jest udowodnienie, że poprzednicy pieniądze z tych grantów rozkminili, a obecnie panujący wydadzą je mądrze lub, przynajmniej, mądrzej. Być może tak. Nie znam się na polityce i nie podejmuję się oceny jakości i uczciwości kadr. Ale poddaję pod rozwagę jedną kwestię. Systemową.

Otóż moim zdaniem cały system "rozdawania" grantów jest do kitu. Nie da się pozyskać dofinansowania bez wsparcia firmy doradczej piszącej wniosek, bo ten jest zbyt skomplikowany i zawiera zbyt wiele pułapek. Jeśli jednak uda się pozyskać finansowanie, na przykład na termomodernizację lub kupno mieszkania, wówczas ... nie da się przeprowadzić procesu bez udziału pośrednika, np. banku. Cały system jest napisany pod pośredników. W sumie dziś dzięki temu systemowi często ... brakuje chętnych na pozyskanie dofinansowania, np. na cele szkoleniowe. A nie dotykam w tym tekście jakości tych projektów szkoleniowych.

Osobiście uważam, że lepiej i taniej byłoby po prostu rozdać (wzorem programu 500 plus) po 5 tys. zł każdemu Romowi. On by wydał te pieniądze lepiej, niż pośrednicy. I tu dotykamy najważniejszego. Celem programu nie była pomoc Romom, lecz wynalezienie wehikułu do zarabiania kasy przez określone grupy białych kołnierzyków mających silne zaplecze lobbystyczne. Nie jest przypadkiem, że nikt jeszcze nigdy na świecie nie zrobił krzywdy bankom. Standardem w branży bankowej jest dziś, że zyski kasują akcjonariusze, a straty pokrywają państwa.

Rządzący mają dziś dwa wyjścia. Pierwsze to zamiana "ich doradców" na "naszych doradców". Drugie, to zmienić system. Ciekawe, które rozwiązanie wybiorą?

A w tle prezentuję mój prywatny i nieco hardcorowy pomysł lansowany od lat: wyjdźmy w ogóle z tej Unii Genderowo-Socjalistycznej lub przynajmniej podziękujmy jej za dotacje. Bo dotacje rozleniwiają. Bo dotacje psują rynek. Przedsiębiorcy nie rozwijają się, bo zamiast robić rzeczy ekonomicznie zasadne, robią rzeczy, na które ktoś rozpisuje konkursy.

sobota, 18 lutego 2017

Dekret o "darmozjadach" lub "nierobach"

A u naszych wschodnich sąsiadów ciekawy pomysł społeczno-ekonomiczny, czyli dekret o "darmozjadach" lub "nierobach", cytat:

"Motywem przewodnim piątkowego protestu był sprzeciw wobec "podatku od bezrobocia". Na mocy prezydenckiego dekretu nr 3 z 2015 r., nazywanego potocznie dekretem o "darmozjadach" lub "nierobach", muszą go płacić osoby, które nie przepracowały w ciągu roku przynajmniej 183 dni. Jest to jednorazowa opłata równowartości ok. 800 złotych.

Konieczność płacenia podatku wzbudza kontrowersje wśród Białorusinów, z których wielu argumentuje, że w związku z kryzysem znalezienie pracy jest coraz trudniejsze. To rozwiązanie krytykowali też niezależni ekonomiści. Osoby oficjalnie zarejestrowane jako bezrobotne nie muszą płacić podatku."

Źródło: Interia