sobota, 8 czerwca 2019

PPK i "depresja giełdowa" w energetyce

Pracownicze Plany Kapitałowe wprowadzane są dla dobra pracowników, a konkretnie dla ich przyszłości. To wiemy. ale przyszłość - z natury - jest nieznana, a tak się jakoś składa, że te właśnie Pracownicze Plany Kapitałowe są w stanie znacząco wpłynąć na ... teraźniejszość, zwłaszcza giełdową.

Jednym z celów inwestycyjnych funduszy zarządzających Pracowniczymi Planami Kapitałowymi mają być akcje największych spółek giełdowych. A wśród nich - trzeba trafu - cztery największe koncerny energetyczne w Polsce - w komplecie kontrolowane przez państwo: PGE, Energa, Enea i Tauron.

Niemal 8 lat temu - 13 grudnia 2011 r. śląskiego dostawcę oraz sprzedawcę energii elektrycznej dla klientów przejął Tauron. Komunikat był następujący:

"Tauron Polska Energia podpisał 13 grudnia umowę ostateczną na przejęcie 99,98 proc. akcji Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego (GZE) od Vattenfall AB.
(...)
Całkowita wartość transakcji wynosi 4,62 mld zł."

Transakcję można podsumować mniej więcej tak, że zależny od państwa polski koncern energetyczny posiadający ok. 4 mln klientów przejął (odzyskał) od zagranicznego kapitalisty (co nie do końca jest prawdą, bo wiodącym akcjonariuszem Vattenfalla jest ... szwedzkie państwo) konkurencję posiadającą ok. 1 mln klientów za 4,62 mld zł. Dla dalszych rozważań, to ważne, warto zapamiętać te liczby.

Chwilę po transakcji (pod koniec 2011 r.) wartość rynkowa (giełdowa) 1 akcji Tauronu posiadającego już ok. 5 mln klientów wynosiła 5,35 zł oraz całego przedsiębiorstwa (razem 1 752 549 394 akcji) - 9,38 mld zł. Niewiele - zważywszy na wartość dokonanego zakupu - patrz: proporcje.

5 czerwca br. (3 dni temu) wartość akcji Tauronu sięgnęła dna: 1,4980 zł. Oznacza to rynkową (giełdową) wartość całego przedsiębiorstwa równą 2,62 mld zł.  Można tę wartość opisać tak:
  • Firma posiadająca 5 mln klientów była 5 czerwca br. na giełdzie warta o 2 mld zł mniej, niż zapłaciła 8 lat temu za inną firmę posiadającą 1 mln klientów. Dzisiejsza jej wartość to zaledwie 56,7 proc. zapłaconej wówczas ceny.
  • Firma 5 czerwca br. była na giełdzie warta 2,62 mld zł. A jej kapitał własny (czyli wartość aktywów pomniejszonych o zobowiązania) na koniec ostatniego roku obrotowego to 18,3 mld zł. 
Rozbieżność tych dwóch kwot ostatnich jest tak znaczna, że niemal nieprawdopodobna. Wskaźnik C/WKS (cena do wartości księgowej) wynosi raptem ... 14 procent. Czyli można teoretycznie po obowiązującym kursie nabyć aktywa (netto) tego przedsiębiorstwa za jedną siódmą ich wartości ewidencyjnej. Oczywiście wiemy, że w praktyce ... jest to niemożliwe, bowiem z całą pewnością państwo nie zamierza pozbywać się akcji "ważnego dla bezpieczeństwa energetycznego" przedsiębiorstwa, a już na pewno nie za taką cenę.

Dane: Bankier.pl


Dane: Bankier.pl


Aby nie opierać się na danych tylko 1 przedsiębiorstwa, oto los kursów pozostałych trzech "czempionów" w logicznej perspektywie 5 lat:

Dane: Bankier.pl


Dane: Bankier.pl


Dane: Bankier.pl



Powyżej przedstawiona znacząca utrata wartości powinna spędzać sen z powiek ludzi zarządzających przedsiębiorstwami oraz ministerstwa władającego sektorem. Czy tak jest? Nie wiem. Ale wiem, że jednym z pomysłów na poprawę sytuacji jest właśnie uruchomienie Pracowniczych Programów Kapitałowych. Mają one stanowić źródło kapitału (wszystkie fundusze obecnie gromadzą ok. 15 mld zł, dzięki PPK będzie powinno przybywać ... tyle samo, ale ... co roku), zgodnie przecież zresztą ... z własną nazwą.

Tak, to ty zapłacisz za wsparcie naszej giełdy i za przyszłe inwestycje przedsiębiorstw giełdowych. A ile? O tym w kolejnym artykule.

czwartek, 6 czerwca 2019

Chichot historii

Angela Merkel o operacji Overlord:

— Ta niezwykła wojskowa operacja wyzwoliła nas od nazistów — stwierdziła niemiecka kanclerz w rozmowie z Associated Press.

Mutti tłumaczy światu zawiłości okupowania Berlina przez nazistów


No cóż. Jest "historia" jako nauka, wyzwanie i istnieje też równolegle ... "historia na potrzeby bieżące" jako narzędzie polityczne. Na przykład w polskich szkołach szkołach zazwyczaj jesteśmy nauczani spłyconych diagnoz:
  • Polski król Jagiełło 15 lipca 1410 roku kompletnie rozbił armię Krzyżaków pod Grunwaldem.
  • II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku od ataku Niemiec na Polskę sprzymierzoną z Wielką Brytanią i Francją.
  • Polacy przez całą wojnę dzielnie walczyli z Niemcami.

A czasem nawet zupełnych mitów:
  • Polski król Jagiełło przyjął dwa nagie miecze od wysłanników Ulryka von Jungingena.
  • "Kiedy się wypełniły dni i przyszło zginąć latem, prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte".
  • "Dwieście armat grzmiało". I tak bohaterska śmierć Ordona stała się symbolem walki o redutę.

W Polsce za bardzo spłycone, a często wręcz nieprawdziwe kształtowanie obrazu historii, odpowiedzialni są nasi ... narodowi wieszcze: Gałczyński, Mickiewicz i chyba najsilniej ... Sienkiewicz. Aby ich jednak negatywnie nie oceniać, należy pamiętać w jakich czasach i w jakich warunkach (brak lub utrata niepodległości) żyli. "Ku pokrzepieniu serc" — taki był cel powstania ich utworów. Ale nie zmienia to zasadniczych faktów, gdyż m.in.:
  • Żołnierze na Westerplatte walczyli dzielnie i ... mądrze. Straty ludzkie były, ale były niewielkie. Zginęło ok. 20 żołnierzy z ponad dwustu stanowiących załogę przyczółka.  
  • Ordon ... nie zginął na reducie. Po latach od napisania utworu zresztą ... spotkał się z Mickiewiczem.

Szczególne zasługi w kształtowaniu wizji polskiej historii miała Polska Rzeczpospolita Ludowa. Bojąc się rewizji nowo ustalonych i niepewnych (jak wówczas myślano) granic, nie uczono między innymi, że:
  • Historia miast zachodniej polski, w tym Dolnego i Górnego Śląska była zupełnie inna, niż innych regionów kraju.
  • Duża część rodaków została przesiedlona z ziem od wieków polskich na ziemie poniemieckie.
  • Lwów i Wilno to historycznie polskie miasta.
  • W Katyniu odbył się masowy mord polskich oficerów.

Co do Katynia, to dziś już znamy fakty. Co do reszty ... różnie bywa. Ludzie znad morza powoli się uczą, że ich dziadkowie wcale nie urodzili się w Szczecinie lub Gdańsku. Starsi mieszkańcy Górnego Śląska wiedzą, że ich dziadkowie raczej nie walczyli w wojnach o wolną Polskę, tylko byli wcielani do ... całkiem innej armii. Dla nowych mieszkańców stanowi to często szok. Niezrozumienie między autochtonami i realokowanymi - przecież nie z własnej woli - nowymi mieszkańcami trwa do dziś, czego przykładem jest absurdalny plakat kibiców piłki nożnej ze śląskiego przecież Jastrzębia, niemal w 100 proc. zasiedlonego ludnością napływową za komuny:

Pomijając błędną pisownię, nie zgadza się ani "nigdy", ani "zawsze"?


A na świecie ... nie jest lepiej. Jest wręcz ... o wiele gorzej: 
  • Amerykanie budują mit niepokonanego i zawsze grającego fair kraju, co w obliczu wojny w Zatoce Perskiej wywołanej w efekcie sfabrykowanych materiałów lub - sięgając dalej - odesłania statku St. Louis do Europy na pewną śmierć pasażerów zakrawa na kpinę.
  • Francuzi brali udział w zwycięskiej koalicji aliantów dotyczącej w praktyce ... podziału łupów II wojny światowej (francuskie sektory Niemiec i Berlina), ale kompletnie zapomnieli o swej małej waleczności w tej wojnie i znacznej ... kolaboracji z Hitlerem. I o Vichy.
  • Świat zachodni, aby wygrać wojnę, musiał się przymierzyć z samym diabłem (Stalinem). Z tej przyczyny diabeł był (i jest nadal) w podręcznikach przedstawiany raczej jako dobry wujek. A w tle ... tajemnicza śmierć premiera Sikorskiego, który ... chciał wyjaśnić sprawę Katynia, co mogło zachwiać istnieniem koalicji antyhitlerowskiej. Niewyjaśniona do tej pory, bo przecież ... dziś Wielka Brytania jest nadal naszym sojusznikiem. A wyjaśnienie mogłoby tym sojuszem zachwiać. Stąd poza wykpiwanym Irvingiem, Baliszewskim i Kisielewskim (kilka książek na ten temat) nikt tematu nie bada. Wycofał się z tego nawet IPN.
  • W Rosji nadal istnieje kult zwycięskiej II wojny światowej i dzielnej walki żołnierza radzieckiego i ... każdy, kto próbuje te dogmaty podważyć, może ... być ścigany karnie.
  • W Izraelu uczą, że Żydzi ginęli w Polsce. To oczywiście niemal prawda, bo ginęli na polskich ziemiach, ale okupowanych przez Niemców. Ginęli z rąk Niemców, pilnowani w obozach głownie przez wewnętrzną policję złożoną ze swoich rodaków. Ale tego już (raczej) nie uczą.
Słynny (słynny jak słynny, w USA o nim nie uczą) statek St. Louis


Dziś na świecie żadnego polityka nie interesuje, jaki naprawdę był przebieg wojny. Było to przecież ... bardzo dawno temu, a liczą się interesy tu i teraz. Liczą się też bieżące sojusz i bieżące ... roszczenia. A jak było? Było tak, jak napiszemy w podręcznikach. W każdym kraju ... innych.

Ale - nie da się ukryć - tym razem Mutti przekroczyła granice śmieszności. "Niedobrzy naziści z obcej planety okupowali Niemcy" - tej narracji chyba (z naciskiem na chyba, bo żyjemy w czasach niezwykłych, to znaczy ... niezwykłej głupoty lub - jak kto woli - bezczelności) nie da się obronić. Adolf Hitler został wybrany kanclerzem w pełni demokratycznych wyborach. I cieszył się w Niemczech bezwarunkowo i bezrefleksyjnie wysokim poparciem społecznym, poza może małym odłamem pruskich oficerów.

Orzeł nadleciał, wylądował i ... wziął Niemcy (i Austrię) w ... okupację

środa, 5 czerwca 2019

Każdy ma swoje wyzwania i swój Mount Everest. Co z tego, że czasem ma wysokość ... hałdy w Łaziskach

Z dzisiejszej prasy:

"Australia. Śnieg spowodował ogromne trudności dla kierowców. Biały puch pojawił się również w Nowej Południowej Walii - w Sydney i Górach Błękitnych. Spadło nawet do 5 cm śniegu, co dla Australijczyków stało się wyzwaniem. Wiele dróg zostało zamkniętych - donosi BBC."

Link do art. tutaj!

No cóż. O ile się nie mylę (a nie powinienem, akurat geografię zdawałem bez większych problemów), to teraz w Australii właśnie rozpoczęła się przecież ... zima. Schemat jest prosty: Polska - lato, Australia i Ameryka Płd. - zima. 

Ponadto o ile się nie mylę (a nie powinienem ...), to Melbourne położone jest na szerokości geograficznej 37 stopni S (czytaj: południe). To mniej więcej tyle samo, tylko na opak, co w Granadzie - 37 stopni N (czytaj: północ). Oba miasta położone są blisko morza. O ile się też nie mylę (a nie powinienem ...), to w odległości 20 km od Granady położone są góry Sierra Nevada wraz z najwyższym kontynentalnym (bo najwyższym w ogóle jest Teide) szczytem Hiszpanii - Mulhacenem. Mulhacen liczy sobie 3478 mnpm. A pod nim, w górach Sierra Nevada, zlokalizowany jest całkiem niezły ... ośrodek narciarski.

Ośrodek Sierra Nevada. Zdjęcie: Google


Tak ogólnie mam wrażenie, że ludziom na świecie się od tej mowy-papki o globalnym ociepleniu nieco w głowach poprzewracało. Nie wiem, czy ziemia się "ociepla", czy nie, ale nawet jeśli tak, to jest to proces ogólnie ... niezauważalny. Podobno grozi nam zalew lądów przez oceany, tyle tylko, że na razie są takie miejsca, gdzie proces ten ma tendencję przeciwną. Niegdyś starożytna Troja oraz starożytny Efez były położone nad samym morzem. Ponieważ jednak morze, jak tłumaczyli nam zamieszkujący te ziemie dziś Turcy, się systematycznie oddala, historyczny port w Efezie od wieków już nie istnieje, za to powstał (bo musiał) nowy port w Kusadasi. Całkiem ładny zresztą.

Efez i biblioteka Celsjusza były kiedyś położone nad morzem. Zdjęcie: własne

Tablica inf. w Priene pokazuje systematyczne osuszanie zatoki. Zdjęcie: własne


W ziemskim klimacie mają miejsce pewne cykle. Są zimy łagodne, bywają też ostre i śnieżne. Te cykle potrafią trwać czasem przez kilka lub nawet kilkanaście lat. Ale że w przyrodzie nic nie ginie, przeważnie jest tak, że jak w Polsce zima jest łagodna (podobno wynika to z aktywności El Niño), wówczas w Stanach Zjednoczonych mamy rekordowe opady śniegu. I tak właśnie było przez kilka ostatnich lat. Co nie oznacza, że tendencja się nie odwróci, zresztą ostatnia zima w górach, choć krótka, już była inna niż poprzednie.

Ludzie słuchają tej mowy-papki, za którą przeważnie stoją bardzo poważne interesy (i nie chodzi tu o interesy różnych partii zielonych, one są ... tylko narzędziem), ponadto przyzwyczajają się szybko do pamiętanego od niedawna (coś w ogóle niedobrego dzieje się z ludzką pamięcią zbiorową) stanu i potem ... 5 cm śniegu powoduje u nich kataklizm.

Ciekawe, jak poradziłby sobie w tej sytuacji Szczyrk i narciarze dojeżdżający samochodami do Szczyrku, gdyby ten leżał aktualnie w ... Australii?

Tegoroczna zima w Szczyrku. Zdjęcie: własne


Wszystko w normie: Ruch bez licencji? To nie wypadek, to konsekwencja!

Ku przestrodze:
"Jeśli będziesz wymagał tylko posłuszeństwa, otoczysz się samymi durniami."
"A nie wygrasz z durniami, bo dysponują oni nieznaną ci bronią strategiczną: własną głupotą."

Dzisiaj:
"Ruch Chorzów to jedyny klub, który w poprzednim sezonie występował w II lidze i nie otrzymał pozwolenia na grę na tym poziomie w rozgrywkach 2019/20." — podaje strona Niebiescy.pl.

Jakby to skomentować? No cóż! Gdyby tym ludziom dać w zarządzanie zamiast klubu sportowego hipotetyczną elektrownię atomową w Chorzowie, oglądalibyśmy dziś pięcioodcinkowy serial "Chorzów" zamiast "Czarnobyl" w telewizji.

Na szczęście w Chorzowie nie ma (jeszcze) elektrowni atomowej. Ale jest za to dedykacja ode mnie dla zarządzających klubem: LINK!

Biznes. Z sygnalistami postępuj ostrożnie

Było sygnalistów wielu, ale żaden nie śmiał zagrać przy...
"Jeśli będziesz wymagał tylko posłuszeństwa, otoczysz się samymi durniami."
"A nie wygrasz z durniami, bo dysponują oni nieznaną ci bronią strategiczną: własną głupotą."

Jak donosi dzisiejszy Dziennik Zachodni:

"Dymisja dyrektor Teatru Rozrywki w Chorzowie.
(...)
Po ujawnieniu nagranej przez jednego z dziennikarzy i upublicznieniu prywatnej wymiany zdań Aleksandry Gajewskiej z aktorem Jerzym Bończakiem, szefowa Teatru Rozrywki traci stanowisko.
(...)
O co chodzi? Przed premierą sztuki „Hotel Westminster” Aleksandra Gajewska zamieniła kilka słów z reżyserem Jerzym Bończakiem, który wypytywał ją o osoby siedzące na widowni. Gajewska odpowiedziała, że pyta o trzy dziewczyny z biura prasowego Urzędu Marszałkowskiego, i dodała że „są super”. Reżyser żartobliwie odgrażał się, że powie im do słuchu. Gajewska poprosiła: „Nie rób nam tego. Oni nie mają poczucia humoru”. Bończak użył niecenzuralnego słowa.
(...)
Dziś, 4 czerwca, dyrektor Gajewska została wezwana do Urzędu Marszałkowskiego i marszałek Jakub Chełstowski poinformował ją o zakończeniu współpracy.
(...)
Służby prasowe komentują odwołanie dyrektor Teatru Rozrywki, zarzucając jej nielojalność i brak stanowczej reakcji na słowa Jerzego Bończaka."

Mam swoje zdanie o Teatrze Rozrywki (bardzo dobre) oraz o zmianach w repertuarze, które w nim w ostatnim czasie nastąpiły (znacząco gorsze). Niemniej dla mnie Teatr Rozrywki na zawsze pozostanie miejscem brawurowych ról Chrystusa (Maciej Balcar), Judasza (Janusz Radek), króla Heroda (Jacenty Jędrusik), Evy Peron (Maria Meyer) oraz Perona (znów Jacenty Jędrusik).

Kadr z jednej z najbardziej udanych aranżacji Teatru Rozrywki


Nie znam osobiście byłej już dyrektor teatru, ale w całym zamieszaniu nasuwa mi się refleksja dla biznesu, którą można by streścić w takiej oto radzie:

— Z sygnalistami postępuj ostrożnie, bo w przeciwnym wypadku możesz sam sobie zrobić krzywdę.

Na wzmocnienie tej rady mam takie oto argumenty:
  • Żyjemy w świecie smartfonów oraz innych elektronicznych gadżetów. Dziś każde słowo może zostać nie tylko powtórzone, ale nawet nagrane. My po godzinie czasem możemy nie pamiętać co mówiliśmy, ale - zapewniam - smartfon nagrywającej nas koleżanki/kolegi z pracy pamięta do doskonale. Pełniłem w życiu różne funkcje i wcale nie jestem pewien, czy chciałbym wiedzieć, co za zamkniętymi drzwiami w danej chwili o mnie mówili moi pracownicy lub współpracownicy. Ba, wyobraźmy sobie, że jestem szefem grupy ludzi. I w takiej sytuacji jestem nawet niemal pewien, że taka wiedza mogłaby zaszkodzić i mnie, bo w nerwach pozwalniałbym dobrze przecież pracujących ludzi (a to powinno być głównym kryterium zatrudnienia oraz oceny) oraz w naturalny sposób im.  Ludzie gadają różne rzeczy. Pamiętam jak za komuny wszyscy narzekali na robotę i na władzę, łącznie z ... funkcjonariuszami tej władzy, by potem ... oficjalnie mówić to, czego oczekują od nich przełożeni. Najwyżsi urzędnicy świeckiego i antykościelnego oficjalnie państwa potajemnie brali śluby kościelne i po cichu dobrze żyli z biskupami. Taka schizofrenia była w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej powszechna. Zapytam więc właścicieli biznesów, prezesów, dyrektorów, kierowników i brygadzistów, czy na pewno chcieliby na bieżąco wiedzieć, co o nich mówią ich podwładni? Nie sądzę.
  • Żyjemy w świecie smartfonów oraz innych elektronicznych gadżetów. Dziś każde słowo może zostać nie tylko powtórzone, ale nawet nagrane. My po godzinie czasem możemy nie pamiętać co mówiliśmy, ale - zapewniam - smartfon nagrywającej nas koleżanki/kolegi z pracy pamięta do doskonale. I tu tkwi clou problemu: po co ona/on to nagrywa? Czy nie przyszło jej/jemu czasem do głowy, że można by tę sytuację jakoś, hmmm, rozegrać? Czy nie stanowi to sposobu na pozbycie się niewygodnego szefa, niewygodnego współpracownika, czy nielubianej koleżanki? Więcej: czy takie sytuacje nie są czasem przygotowanymi ustawkami? Zapytam więc właścicieli biznesów, prezesów, dyrektorów, kierowników i brygadzistów, czy na pewno jedyną reakcją jest zwolnienie nagranej/nagranego? Nie sądzę. Czy nie lepiej czasem puścić pewne sprawy mimo uszu, a jeśli się nie da, to najpierw sprawdzić sytuację dogłębnie, razem z możliwymi intencjami każdej strony? Czy nie lepiej czasem pomyśleć?

Dziś bardzo łatwo jest posiadać urządzenie nagrywające

Znów wrócę do źródła i powtórzę, że nie znam dokładnie ani sytuacji, ani byłej już pani dyrektor. Ale ww. ostrzeżenia stanowią tekst, jakby to ująć, generalny, ogólny. Pamiętamy przecież doskonale sytuację z sali wykładowej Uniwersytetu Śląskiego:

"Uniwersytet Śląski, po roku obradowania nad zachowaniem swojego pracownika, podjął wreszcie decyzję. Pojawiły się jednak głosy, że kara jest za niska.

Po roku od wypowiedzenia do ziewającej studentki słów: „No, mój to by się nie zmieścił”, wykładowca Uniwersytetu Śląskiego dowiedział się, jaką władze uczelni wymierzyły mu karę. „Wykładowca otrzymał naganę i zakaz zajmowania funkcji kierowniczych w uczelniach na okres pięciu lat. Każda ze stron ma możliwość wniesienia odwołania od tego orzeczenia” – przekazał „Gazecie Wyborczej” rzecznik uczelni Jacek Szymik-Kozaczko."

No cóż. Pamiętam moich wykładowców i wielu z nich nie przeszłoby dziś testu tak zwanej poprawności politycznej. Przy okazji przypomina pewna mi się pani profesor, czyli kobieta, która ... nienawidziła innych kobiet. Objawiało się to skrajnie różnym podejściem do studentów (wystarczyło parę ciepłych słów do pani profesor wspartych miłym uśmiechem i ... egzamin zdany) oraz studentek ("...wy głupie ..., studiować wam się zachciało, zobaczymy, czy któraś coś umie"). Mimo tych wad pani profesor wychowała i wypuściła w świat całe stado fachowców w wykładanej dziedzinie.

A mimo tych rad dla pracodawców, jest jeszcze rada dla pracowników:

— Uważaj! Załóż, że wszystko co mówisz, może zostać powtórzone twoim przełożonym a może nawet nagrane na jakimś sprytnym urządzeniu. I może zostać w odpowiednim momencie wykorzystane przeciwko tobie. I nie dotyczy to tylko ministrów byłego już rządu i innych szych. Ciebie też bowiem dotyczy!

wtorek, 4 czerwca 2019

Katowice zamiast budować parkingi, będą dyskryminować ludzi dojeżdżających do pracy w centrum

W Katowicach przybywa biur, a nie ma gdzie parkować
Ludzie pracujący w centrum Katowic nie mają już łatwo, a będzie ... jeszcze gorzej. W przeważającej ilości mowa o ludziach, którzy nie mieszkają 100, 200 lub pięćset metrów od pracy, lecz po prostu muszą do niej czasem nawet kilkanaście kilometrów dojechać. Mowa o mieszkańcach Chorzowa, Siemianowic, Świętochłowic, Rudy, Gliwic oraz mających najtrudniej ... mieszkańcach południowych dzielnic Katowic. W centrum Katowic powstały liczne biurowce, ale miasto nie wymagało od inwestorów przy okazji budowy wystarczającej ilości miejsc parkingowych. A ludzie dziś do pracy dojeżdżają (zwłaszcza z dalszych miast lub dzielnic) przeważnie samochodami nie z powodu własnej fanaberii, lecz z konieczności.

Wczoraj prasa pisała o gigantycznych opóźnieniach w kursowaniu komunikacji miejskiej w Katowicach z powodu ... remontu węzła na Giszowcu. Z kolei dzisiejsza prasa podaje, że:

"Koniec z darmowym parkowaniem. Parkowanie w strefie kultury będzie płatne.
(...)
Powrócą zdemontowane przed laty urządzenia oraz pozostaną zakupione parkomaty, szlabany i wprowadzone oznakowanie.
(...)
Zmiany jak tłumaczą urzędnicy wynikają z przepełnienia Katowic samochodami. Codziennie do Katowic przyjeżdża do pracy z ościennych miast ponad 100 tys. osób. Pozostawiają samochody na cały dzień, blokując miejsce."
Pracownicy wykorzystują np. Silesię i parking za Spodkiem

Źródło: Fakt

Muszę wytłumaczyć władzom miejskim, będącym na froncie z niedobrymi pracownikami zlokalizowanych w Katowicach firm, parę podstawowych kwestii:

  • Primo: wydając pozwolenia na budowę biurowców należało policzyć potencjalne miejsca pracy i zażądać od inwestorów zapewnienia odpowiedniej ilości miejsc parkingowych.
  • Secundo: dzięki zlokalizowaniu licznych firm w Katowicach do miasta wpływają podatki. Walka z pracownikami tych firm może doprowadzić do mniejszej atrakcyjności miasta jako potencjalnego miejsca pracy. 
  • Tertio: te 100 tys. osób z ościennych miast to dla Katowic powód do dumy, czy raczej problem? Z treści artykułu wynika, że raczej problem.
  • Quatro: a może, szanowni urzędnicy, zamiast wyganiać kierowców z miasta wybudujecie wreszcie w nim jakąś nową drogę, na przykład taką na linii północ-południe?
  • Quinto: a może, szanowni urzędnicy, katowicką rewolucję komunikacyjną zaczęlibyście od siebie? Rozumiem, że UM zrezygnuje ze służbowych limuzyn i z parkingu dla urzędników, a oni sami zaczną dojeżdżać do pracy na elektrycznych hulajnogach, zwłaszcza ... zimą?


poniedziałek, 3 czerwca 2019

Turystyka zagraniczna - światowi liderzy a Polska

W 2018 r. "w świat" ruszyło ok. 1,4 mld turystów. Jakie kraje cieszyły się największym "wzięciem"? Nie ma tu wielkich niespodzianek. Liderem turystycznym od lat jest Francja. W ubiegłym roku nienaruszoną jeszcze Katedrę Notre Dame oraz zamki nad Loarą odwiedziło w sumie 93,2 mln turystów. Rok wcześniej (za 2017 r. dysponujemy dokładnymi statystykami dotyczącymi czołowych krajów) było to 86,9 mln. Oznacza to wzrost o ok. 7,2 proc.

Ale największy skok w czołówce dotyczy Turcji - wzrost liczby turystów zagranicznych aż o 21,8 proc. W tym znaczący udział mają z pewnością Polacy. W 2017 r. ok. 15 proc. Polaków wybrało Turcję jako kierunek wakacyjny, w ubiegłym roku było to z pewnością więcej, a widząc już kierunki wyjazdowe znajomych stwierdzam z przypuszczeniem graniczącym z pewnością, że w tym roku będzie jeszcze więcej.

Dane statystyczne

Polacy w Turcji lubią spędzać czas i w miastach (zakupy):
Kusadasi

i na plażach nad morzem:
Plaża nad Morzem Egejskim

Plaża w Alanyi


oraz w miejscach turystycznych:
Priene nad Morzem Egejskim

Pamiętacie twierdzenie Talesa? A Tales był z Miletu

Nie mają też problemu z porozumiewaniem się na miejscu:
Standardowe biuro podróży w Alanyi


Tak wygląda czołówka turystyczna świata w wersji TOP6:

1. Francja
2. Hiszpania
3. Stany Zjednoczone
4. Chiny
5. Włochy
6. Turcja

A tak wyglądało w 2017 r., za który mamy dokładne dane (źródło: raport UNWTO):

Dane statystyczne

Cieszymy się, że lista turystów zagranicznych spędzających urlop w Polsce stale rośnie. Daleko nam do liderów (pięć razy więcej turystów zagranicznych przyjechało do Francji niż do Polski), ale generalnie źle nie jest. Warto dodać, że od lat trend dotyczący polskiej turystyki jest rosnący.

W końcu mamy piękne góry:
Oczywiście: Zakopane

piękne krajobrazy:
Okolice Barlinka (woj. zachodniopomorskie)

Jak wyżej

oraz piękne budynki i budowle:
Na szczycie Gubałówki są nie tylko stragany z badziewiem



W rankingu dziwi tylko obecność Niemiec w TOP10. Kraj to bardzo rozwinięty infrastrukturalnie: pełen szerokich i długich autostrad oraz szybkich i nowoczesnych samochodów. Pełno w nim też miejsc, gdzie można wypić piwo. Można jeszcze zobaczyć katedrę w Kolonii oraz zamki w Bawarii i ... tyle.

"To kraj, który można by odwiedzić, tylko zupełnie nie rozumiem po co tam jechać" - pisał swego czasu Jeremy Clarkson. Oczywiście można tam jechać do pracy przy zbieraniu szparagów (coraz mniej chętnych), po używany samochód "prosto od Bauera, który jeździł nim tylko do kościoła" albo na mecz piłkarski - ale to przecież nie jest wcale turystyka.

Ale głosujący nogami turyści uważają jednak inaczej.