piątek, 18 grudnia 2020

Relacja z inauguracji 10-dniowego sezonu. Rząd osiągnął swój cel: budzi strach!


Nie da się uciec od polityki włażącej butami w życie ludzi lubiących ruch i sport. Rząd postanowił (moim zdaniem bezprawnie) nas pozamykać w domach i wychować. Stał się naszą panią w przedszkolu, która grzecznym dzieciom da lizaka, a niegrzecznych pośle do kąta.

Stacje narciarskie zrzeszone w stowarzyszeniu PSNiT popełniły błąd przedszkolaka biznesowego. Postanowiły zaufać drugiej stronie i uznały, że się dogadały. Zaczęły się też stosować zarówno do potrzebnych, jak i do kretyńskich ograniczeń. No i zostały zrobione w - hmmm - wała.

Nie da się jednak ukryć, że swymi absolutnie nieprzewidywalnymi decyzjami (choć ja spodziewałem jakichś restrykcji na narodzie, który ... nie chce się szczepić już zamówioną szczepionką) rząd osiągnął przynajmniej jeden cel: ludzie się go boją, a już w szczególności się go boją jacykolwiek przedsiębiorcy. Nie wiadomo kogo, nie wiadomo pod jakim pretekstem i nie wiadomo kiedy rząd jeszcze pozamyka.

Trzeba też przyznać, że konferencje premiera i ministra zdrowia budzą niekłamane zainteresowanie. Jak długo demokracja [Demokracja? To zwykła komuna!] żyje w Polsce, żadna konferencja premiera, już nie mówię jakiegokolwiek ministra, nie budziła takiego zainteresowania. Naród te konferencje ogląda z wypiekami na twarzy (głównie ze złości, ale co z tego) i niezwykłą uwagą. Czasem analizowane jest nawet każde słowo.

W tej parodystycznej rzeczywistości pojechałem rano na inaugurację sezonu (10-dniowego w tym roku) narciarskiego w ... stolicy polskiego narciarstwa. Jak było?

Po pierwsze nie sprawdziła się prognoza pogody. Miało być lekko mroźno i słonecznie, było mglisto i na pewno powyżej zera stopni wg skali Celsjusza. Ludzi było ... umiarkowanie dużo, jak na ten dziwny sezon. Już o godzinie 8:00 rano parking nr 1 był prawie pełen. Przed wejściem do gondoli pojawiły się znane mi już z Wisły zawijasy z plastikowych płotków.


Ponadto są ograniczenia dotyczące ilości ludzi wjeżdżających gondolami. Jakby ktoś nie chciał ich przestrzegać, to ok. godz. 11:00 na stok przyjechali ... tajniacy z MO. Przyjechali co prawda milicyjnym samochodem (całkiem fajny pickup), ale przebrali się w cywilne ciuchy narciarskie. Co tam się działo później, wolałem nie sprawdzać. Za porucznika Borewicza MO przynajmniej ścigała przestępców, teraz poluje na ludzi, którzy zdejmą maskę do wypicia piwa.

Ale dzięki ograniczeniom gondola przynajmniej jechała wreszcie ... szybko. To niebywałe w tej lokalizacji, gdzie jakiś kije w kąt menedżer zalecał zmniejszanie prędkości tak, aby nowoczesne wyciągi jeździły wolniej niż te stare czterdziestoletnie orczyki.

A na Hali Skrzyczeńskiej powitał narciarzy tradycyjny kamieniołom po wyjściu i beznadziejna widoczność. Na szczęście kolej na Zbójnicką Kopę ruszyła od rana.




A na samej górze (tj. Zbójnickiej Kopie) widać było jeszcze mniej niż niżej.


Trasa ze Zbójnickiej Kopy była zwężona, aczkolwiek wydawała się naprawdę dobrze naśnieżona. Była też nieźle przygotowana, poza tradycyjnie beznadziejnie wąskim i niedośnieżonym dojazdem do wyciągu - tj. ostatnim 100 metrom trasy.

wtorek, 15 grudnia 2020

Dla prawników. Wstęp



Na blogu był już cykl zatytułowany "Dla studentów" i dotyczył w głównej mierze zagadnienia wykładanego przeze mnie dla WSKZ: tj. wyceny przedsiębiorstw i zaawansowanych finansów. 

Tym razem dostałem "zlecenie" na wykład dla cór i synów Temidy pt. "Ekonomia dla prawników". Ponieważ wykład jest krótki, materiały uzupełniające zostaną zamieszczone na tym blogu.

Na starcie w dzisiejszym "Wstępie" wyjaśnię podstawową różnicę między ekonomistą i prawnikiem. Otóż:

a) ekonomista opiera swoje wyniki analiz (dowody) na założeniach;

b) prawnik opiera swoje opracowania na dowodach, czyli dokumentach potwierdzających fakty, w tym opiniach biegłych czytanych zero-jedynkowo: przedsiębiorstwo zyskało lub straciło na danym przedsięwzięciu.



Tymczasem biegły (będący ekonomistą) opiera często swoje opinie na umiejętnym doborze miar zysku (wynik na sprzedaży, z kosztami pośrednimi lub bez, EBIT, EBITDA, zysk brutto lub netto) oraz umiejętnym doborze założeń do analizy (poziom kosztu kapitału inwestora, ryzyka inwestycji, czasu życia inwestycji, przyszłe ceny sprzedaży, poziom przyszłych kosztów).



Idealnym przykładem myślenia prawnego dominującego nad ekonomicznym było przyjęcie kilka lat temu w sektorze energetycznym (budowa nowych elektrowni węglowych o mocy ok. 1000 MW w kilku miastach Polski) tzw. ścieżek cenowych, czyli przewidywań kształtowania się w przyszłości (często na okres nawet 25-30 lat) cen sprzedaży energii elektrycznej na rynku. Oczywiście przyjęte wówczas ścieżki cenowe dziś są mocno zdezaktualizowane.

Tymczasem ekonomista raczej zakłada, że przyszłość jest nieznana, w związku z czym opiera się na bieżących parametrach (często na bazie danych historycznych - z uwzględnieniem wahań koniunkturalnych) skorygowanych o zdarzenia o dużej dozie przewidywalności oraz po prostu przyjmuje w swych analizach pewien poziom ryzyka odchyleń od planu. 

Więcej w następnych materiałach.

niedziela, 13 grudnia 2020

Czytanie książek. Jest trochę lepiej. Czy to efekt pandemii?

Stacja Biblioteka w Rudzie Śląskiej - Chebziu

Biblioteka Narodowa opublikowała coroczny raport dotyczący czytelnictwa Polaków. Najnowszy raport dotyczy 2019 r.

Zdaniem Bilbioteki Narodowej:  "Znamy już najnowsze wyniki badań czytelnictwa. Jak wynika z raportu Biblioteki Narodowej, w 2019 roku można odnotować trwałe zatrzymanie spadku czytelnictwa, a nawet niewielki wzrost deklaracji czytelniczych. Jest to w pewnej mierze wynik dobrej koniunktury, która pozwoliła na wzmożone zakupy nowości książkowych, ale również podsycania zainteresowań czytelniczych przez ekranizacje, seriale czy gry komputerowe. Niewątpliwie znaczącą rolę w kształtowaniu gustów czytelniczych mają prestiżowe nagrody literackie, jak Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk."

Moim zdaniem Biblioteka Narodowa pominęła w tym opisie tzw. "efekt pandemii". 

"Zostań w domu!" — namawiał nas rząd oraz telewizja. No to coś w tym domu trzeba było robić.

"Przecież nie będę rozmawiał z  domownikami!" — pomyślał niejeden Polak i sprawdził ... zasoby własnej biblioteki. Ja sam przyznam ze wstydem (bo dziś czytanie książek to strata czasu, a ten czas można by było wykorzystać na coś pożytecznego, już nie mówię robotę), że sam mocno zawyżyłem normę: królowa Agata (Christie), król Jarosław (Haszek), prawnik John (Grisham) oraz as wywiadu Frederic (Forsyth) - wykonałem ponowny przegląd tych zbiorów. Leciały i lecą też w aucie audiobooki Joe Alexa. Przede mną jeszcze samochodziarz Jeremiasz Urzędniczysyn (Jeremy Clarkson) - i lista ulubionych autorów (nie licząc książek historycznych) zostanie odzapomniana. 

Ale do rzeczy. Oto graficzne przedstawienie stanu czytelnictwa w Polsce:

Źródło: Biblioteka Narodowa

Wysunąłem kiedyś tezę, że wraz ze ... wzrostem liczby studentów ... gwałtownie spadł odsetek wśród Polaków ludzi czytających książki - czytaj: "prawdziwej inteligencji". 
Niemniej korelacja jest: więcej studentów - to mniej ludzi czytających, mniej studentów - więcej ludzi czytających. 

Dlaczego tak jest, Bóg raczy wiedzieć.

Teraz studentów ubywa:

Źródło: Studencka Marka

No cóż. Jest, jak jest. Natomiast jest parę elementów niebudzących optymizmu:

  • Od paru lat odsetek ludzi regularnie czytających książki (to "prawdziwa inteligencja") jest taki sam i wynosi ok. 9 proc. Należy dodać: zaledwie 9 proc.
  • Chciałoby się rzecz, że "nieważne co czytają, ważne, że w ogóle cokolwiek czytają". Ale lektura tytułów najpopularniejszych książek od lat budzi zdumienie, albo "Harry Potter", albo "Pięćdziesiąt twarzy Greya", albo burdelmama Blanka Lipińska i jej "360 dni". W 2019 roku do pieca dołożyła Olga Tokarczuk ze swoją Nagrodą Nobla. Cóż, jedni ją lubią, inni nie - nie są to jednak (w przeciwieństwie do twórczości pani Blanki z "Zatoki Sztuki") pozycje łatwe. Są ambitne, choć są one w dużej mierze (co obniża ich ocenę, ale nabija "licznik") mocno ideologiczne.
  • Uznanie budzi nadal bardzo wysoka pozycja w rankingu Henryka Sienkiewicza i Adama Mickiewicza. Mam jednak nadzieję, że wynika to z samodzielnej chęci do sięgnięcia po te lektury (nie wykluczam), a nie z ... przymusu szkolnego.
  • Cieszy mnie odrodzenie kryminałów (Mróz, Bonda) - i to rodzimych. Obawiam się, że nie są to pozycje na poziomie króla Artura (Conan-Doyle'a), ale też nie czepiajmy się. Zastanawia natomiast powrót po latach do czołówki niejakiego Orwella. A może jednak nie powinien zastanawiać ... 
  • Niestety w krajach ościennych ludzie czytają więcej. Np. u Czechów lub Austriaków wcześniejszy spadek czytelnictwa nie był tak spektakularny jak u nas. Jak to wygląda obecnie? Brakuje mi w raporcie takiego aktualnego benchmarku.
    Biblioteka w Admont

Pełny raport jest dostępny TUTAJ

środa, 9 grudnia 2020

Media polskie przestają być niemiecke ... bez specustawy. Zrobili to inteligentnie

Media polskie powoli przestają być niemieckie, a zaczynają być polskie. Stają się przy okazji państwowe, ale to inny temat...

I zrobiono to sprytem, nie łomem. Nie będzie awantury międzynarodowej, ani interwencji zarządzającej naszym krajem metodą własnych opinii pani ambasador. Władza po prostu te media ... kupiła. Zrobiła to w ramach normalnej transakcji biznesowej. Zagrała inteligentnie.

Osobną kwestią pozostaje totalna etatyzacja gospodarki i w konsekwencji budowanie narodowych "czeboli" - na wzór koreański lub nawet hinduski (koncern "Tata" produkujący wszystko, co żyje). Ale to temat na odrębny artykuł, jak tylko przypomnę tezę, że "za protekcjonizm zawsze na końcu płaci konsument". Tak się powoli dzieje - vide wdrażany od 1 stycznia projekt "opłaty mocowej" w energetyce.

Ale do rzeczy. Do tej pory wdrażanie "polskiej racji stanu" (cokolwiek to oznacza - bo każdy może mieć przecież inne jej wyobrażenie) odbywało się raczej metodą młota niż metodą głębszej myśli. Coś na zasadzie:

— My tu mamy rację moralną i jeśli jakieś przepisy przeszkadzają w tej racji moralnej to należy je zmienić, obejść lub po prostu zlekceważyć. Bóg i historia jest z nami!

Racja to może i słuszna, nie oceniam. Ale, gdy się potem okazuje, że Bóg i historia są z nimi, ale naród, właśni posłowie i pani ambasador reprezentująca kraj zza oceanu - niekoniecznie, wówczas trzeba było nocą wprowadzone prawo zmieniać bladym świtem, nie publikować wprowadzonych przez siebie przepisów lub ich nie procedować dalej (nazywa się to zamrażarką), mimo, że nie przeszły całego procesu legislacyjnego.

Tymczasem okazuje się, że nie trzeba młotem, wystarczy myślą. Otóż ostatnio  miały miejsce na polskim rynku medialnym trzy wydarzenia:

1) Transakcja przygotowawcza

"Przejmujemy kontrolę nad spółką Ruch, obejmując 65 proc. jej akcji" - poinformował prezes PKN Orlen Daniel Obajtek. Spółka zamierza rozwijać segment usług kurierskich oraz wprowadzić nowe formaty gastronomiczno-sklepowe.

2) Transakcja właściwa

Spółka PKN Orlen S.A. kupuje 100 procent udziałów w spółce Polska Press, wydawcy mediów regionalnych i lokalnych. Zgodę na transakcję musi jeszcze wydać Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. 

3) Transakcja pośrednia

Telewizja Polsat zawarła z Bauer Media Group przedwstępną umowę nabycia Grupy Interia. Finalizacja transakcji wymaga jeszcze zgody Prezesa UOKiK na dokonanie koncentracji. - Jesteśmy podekscytowani ogromną skalą możliwości i synergii, jakie stwarza ta inwestycja - powiedział Mirosław Błaszczyk, prezes zarządu Cyfrowego Polsatu i Polkomtela. Finansowanie transakcji zostanie przeprowadzone w całości ze środków własnych Telewizji Polsat. Jej wartość to 422 mln zł.

No i dokonała się znacząca repolonizacja mediów bez ogłaszania jakiejś "ustawy repolonizacyjnej mediów", którą by pani ambasador na pewno skrytykowała, czego się nasza władza boi bardziej, niż gniewu oszukanych górników. Może dlatego, że górnicy jeszcze w tym oszustwie się nie zorientowali...

No i prawdopodobnie wkrótce będzie miała miejsce kolejna (na razie hipotetyczna) transakcja, może za pół roku, może za rok. Pofantazjujmy:

4) Transakcja uzupełniająca

Koncern energetyczny PGE/Tauron/Energa/Enea/niewłaściwe skreślić nabywa pakiet kontrolny akcji Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (w skrócie ZEPAK). Zadowolenie z transakcji wyrazili zarówno były już właściciel grupy ZEPAK Zygmunt Solorz (czy jak tam on się naprawdę nazywa) oraz wypowiadający się dla zrepolonizowanej prasy lokalnej nowy minister aktywów państwowych - Piotr Patkowski.

A zarządzanie Orlenem będzie niełatwe: produkcja paliw, handel hurtowy paliwami, stacje benzynowe będące dziś także sklepami, koncern energetyczny z elektrowniami i 3 mln klientów na stanie, teraz jeszcze dochodzi dystrybucja prasy oraz redagowanie gazet lokalnych.

Jak oni się tam na tym wszystkim znają?

Nie zazdroszczę, podziwiam!

niedziela, 6 grudnia 2020

Relacja ze stoku. Skolnity

Przyznam szczerze, że jakoś tak nigdy - mimo że stacja funkcjonuje już od ładnych kilku lat - nie jeździłem na Skolnitach - stoku dokładnie w centrum Wisły, od niedawna należącego do tzw. "Grupy Pingwina". 

Dlaczego? Jakoś tak ... nie weszło. Znam doskonale Stożek, Soszów, Kiczory (sorry, teraz to się nazywa ... Stok), odkryłem rok temu na nowo Cieńków, testowałem "patelnię" na Wróblonkach (sorry: Nowej Osadzie), odwiedziłem nawet kiedyś (dawno) Pasieki i (niedawno) Siglany. Ale Skolnity - nie!

No to zawsze musi być kiedyś pierwszy raz. O wyborze stacji przesądziła dokładna wizja obrazów z kamer - jakoś mi się tak wydawało, że tam wygląda najlepiej oraz zamknięcie (raczej nieotwarcie) o tej porze roku (bo mamy jeszcze kalendarzową jesień) większości innych stoków.

Jak wyszło?

Primo: stacja uruchomiła wyciągi od 8:00. To doskonała informacja w tak ciepłe dni (nawet 5 st. w rano) jak dzisiejszy. Jak wszyscy w niedzielę śpią, można (naprawdę można) w tym czasie śmigać.


Secundo: trasy rano były puste i ... zmrożone. Idealne na carving.






Tertio. Ludzi nie tylko o 8:00, ale też w późniejszych godzinach było jakoś tak mało. Ktoś tam jeździł, ale tłumów nie notowano. Widać ludzie wystraszyli się covidu i obostrzeń - nie można siedzieć w knajpie, ilość biletów może zostać ograniczona. W efekcie jedyna (z dwóch ogólnie istniejących) czynna trasa niebieska nie była zatłoczona, a nie jest to autostrada. Moim zdaniem jej szerokość sięga max. 30-35 m.


Wada? Może jedna: trasa nie ma ani fragmentu nieco ostrzejszego. Jest fajna, ciekawa (z zakrętami), umiarkowanie (jak na warunki wiślackie) długa, ale - niestety - łatwa na całej długości.

Cóż. Sezon można uznać za rozpoczęty.


sobota, 5 grudnia 2020

Narciarstwo i narciarz w Polsce. 3 boomy, 2 kryzysy. Każde pokolenie boomu jest inne


Na ścianach w barze przy dolnej stacji kolei na Skrzyczne na odcinku Szczyrk-Jaworzyna (przy kasach) znajdziemy zdjęcia i daty budowy oraz ... demontażu historycznych już kolei linowych w masywie Skrzycznego. Te, co funkcjonują obecnie, to koleje nowe i nowoczesne, niemniej najczęściej (choć nie jest to regułą) postawione w śladzie starych.

Niemniej od dawna planowałem tekst na temat kondycji narciarstwa w Polsce oraz próby identyfikacji typowego narciarza, bo pod takowego biznes narciarski się "ustawia".

Boom nr 1 - sportowy

Z pierwszym boomem narciarstwa w Polsce, który z racji wieku mam prawo pamiętać, mieliśmy do czynienia na przełomie lat 70. i 80. ub. wieku. Był to okres rozwoju wielu stacji narciarskich, w tym głównie Szczyrku, Korbielowa, Wisły, Ustronia, Zwardonia i wielu innych. Na ten rozwój wpływ miało stawianie tzw. wyciągów górniczych - robiły to rozmaite kopalnie z myślą o rozrywce górników oraz - co wyszło po latach (szczególnie w Szczyrku i Korbielowie) - z naruszeniem pewnych procedur i bez poszanowania praw własności nieruchomości.

Niemniej we wspomnianych latach narciarstwo (głównie w południowej Polsce) stało się sportem powszechnym, a zawody o mistrza szkoły - normalnością. Narty jako sport nie były drogie. Sprzęt był produkowany przez polskie firmy. Narciarz jeździł w dziwacznych (z dzisiejszej perspektywy) kombinezonach, na nogach miał regle, a do regli przypięte polsporty. Za każdy wjazd się płaciło w budce stanowiącej kasę i bramkę wyciągową (takie budki stały przy każdym wyciągu) gotówką za dany przejazd. Charakterystyczne dla czasów (bo narciarstwo było popularne) były w niektórych miejscowościach (Szczyrk) podwójne kolejki rozdzielane żelaznymi (stałymi) barierami: krótsza dla posiadacza książeczki "G" (czyli górników) oraz dłuższa dla reszty populacji.

Typ dominujący narciarza? 

Aby go określić, trzeba opisać, jak to narciarstwo wówczas wyglądało. Otóż:

  • Wśród urządzeń wyciągowych absolutnie dominowały tzw. orczyki (z krótkim ... orczykiem, w przeciwieństwie do długich austriackich). Wjazd był niezwykle trudny, gdyż wymagał umiejętnego doboru pary (nierówność wagi powodowała problemy), znaczących umiejętności narciarskich ze względu na nierówne i często oblodzone tory narciarskie do wjazdu. A orczyki zbudowane przez kopalnie jechały dość szybko, moim zdaniem ok. 4-5 m/s. Wjazd wymagał też kondycji, gdyż niektóre orczyki miały długość powyżej kilometra, w tym te najdłuższe w Polsce: z Czyrnej na Halę Skrzyczeńską i (porównywalne długością) z Hali Skrzyczeńskiej na Małe Skrzyczne.
  • Orczyki były luksusem. Gdzieniegdzie trafiały się tzw. wyrwirączki, czyli dostawało się takie urządzenie wraz z pasem (przypinanym do ciała do pasa) i następnie to urządzenie należało wpiąć do będącej w biegu liny.
  • Koleje linowe też były, choć było ich niewiele. I nie wiem, czy wjazd nimi był łatwiejszy niż orczykiem, gdyż przeważnie mowa o kolejach z krzesłami ... jednoosobowymi (Skrzyczne, Czantoria), na których najczęściej należało odpiąć narty i trzymać je na kolanach, nawet jeśli powodowało to przemoknięcie ciuchów.
  • Trasy prowadziły przez polany, zwężenia, między domami, a czasem ... między drzewami. Dość powiedzieć, że szczyrkowskie "Bieńkula" i "FIS" były najszerszymi trasami w kraju.
  • Nie znano jeszcze wówczas pojęć "sztuczny śnieg" oraz "ratrak". Muldy na trasach, zwłaszcza trudnych, sięgały czasem 2 m. Stąd znana nam do dziś nazwa trasy "Golgota".
  • Same narty były proste (bez promienia skrętu, nieprofilowane), bardzooo dłuuugie, czasem nawet 230 cm, a główna technika jazdy polegała na zsuwaniu się przy zachowaniu równoległości nart. Doceniano (styl) trzymanie nart jak najbliżej siebie. Stąd dziś wielu "starych" narciarzy jeździ na tzw. carvingach w sposób nieco śmieszny - nie wykorzystując ich naturalnej pomocy do skrętu lub wykorzystując w bardzo ograniczonym zakresie. Znam mnóstwo takich "przypadków".
W efekcie powyższego typem dominującym narciarza był (z dzisiejszego punktu widzenia) narciarz doskonały, w sensie umiejętności. Stąd też nie znajdziecie dziś wśród narciarzy w wieku od ok. 50 l. wzwyż takiego, który miałby problem z jakąkolwiek górą. Nikt wówczas nie kwestionował, że należy umieć zjechać z każdej góry i - co dziś nie do pomyślenia - należy umieć wjechać każdym typem wyciągu.

Erste kryzys - kapitalizm


Ten swoisty boom został zakończony ... gospodarką rynkową. Nastał (w Polsce dziki) kapitalizm. Wąska grupa się bogaciła, przeciętny człowiek zubożał lub w ogóle stracił pracę. Zakłady pracy porzuciły swoje ośrodki wypoczynkowe, a w konsekwencji także stacje narciarskie. Narciarstwo przestało być modne. Szczyrk i Korbielów zostały skomasowane w tzw. Gliwickiej Agencji Turystycznej (GAT). Do tego doszły problemy własnościowe i w ogóle związane z prawem. Gdzieś tam okazało się, że wyciągi zbudowano bez pozwolenia, a jeszcze gdzieś - że na gruntach pani Zosi lub pana Staszka. Pani Zosia i Pan Staszek chcieli "miliony" (przypominam, że milionerem w Polsce był każdy obywatel przed dewaluacją złotówki), a stacje były "biedne". Do tego doszły ... otwarte granice, które otwarły przed bogatszym obywatelem katalog stacji alpejskich. Z czym do ludzi? Boom się skończył. Na nartach zostali tylko biznesmeni, jeżdżący zresztą zasadniczo do ... Kaprun i Zell am Zee. W każdym razie narciarstwo masowe w Polsce umarło. Ostało się tylko narciarstwo elitarne.

Boom nr 2 - krzesełkowy


Czarna Góra k. Lądka-Zdroju

Boom nr 2 związany był z kilkoma czynnikami go wspierającymi, w tym m.in.
  • bogaceniu się młodych ludzi (późniejszych tzw. "frankowiczów") w korporacjach;
  • wynalezieniu nart carvingowych
    Narty carvingowe

oraz
  • dostępności taniej oferty noclegowej, żywieniowej i karnetowej w tzw. "bliskiej" zagranicy, tj. głównie na Słowacji.

Ja ten drugi boom nazywam "krzesełkowym" - od głównego nośnika atrakcyjności stacji w owym czasie. Wyrastało nowe pokolenie narciarzy, głównie młodych ludzi. Ale młodzi nie mieli ochoty jeździć w "skansenach narciarstwa" - jak postrzegano Szczyrk i Korbielów. Ono sami uważali siebie za niezwykle nowoczesnych i pragnęli nowoczesności. Byli też w miarę bogaci, ale na polską miarę tego bogactwa. Był to zalążek tzw. "klasy średniej", przy czym dysproporcja zarobków do tzw. "Zachodu" była bardzo duża.

piątek, 4 grudnia 2020

Górnikom życzę zmiany ... trendów ogólnopolitycznych ... na świecie i w Polsce!

 


Czego można życzyć górnikom ze ... stolicy polskiego górnictwa (niegdyś? jeszcze?) - Rudy Śląskiej?

  • Stu lat? Nie można, bo już za "chwilę" zamknięte zostanie wiele kopalń (za rok - reszty KWK Pokój, za 3 lata - KWK Bielszowice - to tylko część przykładów), a do r. 2049 - w planach rządowych - wszystkie! Nie mogę Wam Górnicy życzyć więc stu lat, mogę co najwyżej jeszcze dwudziestu ośmiu (bo 2020 r. już przemija)!
  • Przyszłości Waszego zawodu? Kształcenia przyszłych pokoleń do tej pracy? Wolne żarty!
  • Może przynajmniej przychylności społecznej dla trudnego zawodu? O to byłoby bardzo trudno w tak egoistycznym i spolaryzowanym społeczeństwie. Nie macie sojuszników, bo opozycja Was nie lubi z powodów zasadniczych, a rząd opuścił Was niedawno.
  • Restrukturyzacji, która poprawi efektywność górnictwa? Tego nikt nie chce się podjąć, również z Waszej winy - związki urosły w piórka i wymagania na absolutnie chwilowym boomie i przy ministrze Tchórzewskim, który ostatecznie tchórzliwie wraz z wiceministrem Tobiszowskim ewakuował się, pierwszy na synekury poselskie, drugi - europarlamentarne, zostawiając branżę w stanie agonalnym.
Życzę więc Wam, aby coś się tej światowej polityce pozmieniało, poszmytrało (bo to nie dotyczy tylko Polski, ale całego świata, hmmm, zachodniego)  i aby węgiel stał się na powrót tam, gdzie jest to możliwe i ... konieczne (produkcja energii el., stali, ciepłownictwo, kilka innych branż), paliwem akceptowalnym - oczywiście przy zachowaniu sensownych reguł środowiskowych, co jak wiemy, jest dziś możliwe!

A póki jeszcze pracujecie pod ziemią i nad ziemią:
NIECH NAD WAMI CZUWA WASZA PATRONKA!