środa, 5 września 2018

Pomóc, czy nie pomóc? Afera GetBack

"Jesteśmy ofiarami oszustw instytucji finansowych w tym banków, które podstępnie i bezprawnie pozbawiły nas oszczędności. Pracownicy banków oraz innych instytucji pośredniczących w sprzedaży obligacji spółki GetBack, dla osiągnięcia korzyści majątkowej własnej i swojego pracodawcy/mocodawcy, w niezgodny z prawem sposób oferowali i sprzedawali obligacje spółki GetBack S.A. Łączna liczba poszkodowanych w aferze to ponad 9 tys. osób fizycznych w całym kraju – czytamy w liście Stowarzyszenie Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack do Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości."

Czy rząd powinien się zajmować pomocą poszkodowanym w tej aferze? Czy rząd w ogóle powinien ingerować w złe decyzje inwestycyjne firm i społeczeństwa? Teoretycznie nie, ale... Co ale? Ale jeśli afera dotyczy okiwania inwestorów na 3 mld zł, problem - jakby od tego nie uciekało - ma też państwo.

Czy państwo powinno pomóc ofiarom bezpośrednio? Wydaje się, że nie. Za to państwo powinno stworzyć mechanizmy pozwalające postawić oszustów w gorszej sytuacji prawnej, niż oszukanych. Ponadto państwo powinno wprowadzić mechanizmy utrudniające działanie oszustów w przyszłości (dobre prawo).

Państwo nie może natomiast zrekompensować strat klientom Getbacku. W końcu mieliśmy do czynienia z wtopą na obligacjach korporacyjnych - czyli pożyczkach wobec spółek prawa handlowego. A spółki prawa handlowego nieustannie bankrutują. Jeśli natomiast państwo pomogłoby ofiarom GetBacku, wówczas po pomoc materialną mógłby się zgłosić chyba każdy inwestor, który stracił na giełdzie. A straciło doprawdy wielu. W końcu giełda to hazard. Wówczas mogłoby stać się tak, że po pomoc państwa przyjdą także nałogowi hazardziści, ci - co stracili małą kasę na automatach oraz ci - co stracili wielką kasę w kasynach. Czy państwo powinno rekompensować straty bywalcom kasyn? Wolne żarty. No właśnie!

środa, 29 sierpnia 2018

Puszka Pandory. Europa w strachu przed jakimkolwiek naruszeniem status quo na mapie

Podział etniczny Kosowa (ang.)
Władze Serbii i niegdyś serbskiego Kosowa chcą się dogadać w kwestii przesunięcia granic, zgodnie z podziałem etnicznym.

Link do znalezionego artykułu na ten temat niżej:
Otwarcie puszki Pandory

Tymczasem "społeczność międzynarodowa", a już w szczególności Unia Europejska spoglądają na wspólną i w miarę rozsądną inicjatywę nienawidzących się wzajemnie Serbów i Albańczyków z ... nieukrywaną niechęcią. Brexit spowodował brak tolerancji dla jakichkolwiek ruchów mających na celu rozpad jakiegokolwiek kraju. Nie było tolerancji dla separatyzmu Katalonii, nie ma tolerancji dla zmiany granic na Bałkanach.

Tymczasem Bałkany to przecież od czasu rozpadu Jugosławii ... tykająca bomba zegarowa. Nieuznawane przez wiele krajów Kosowo, dzieląca się na część chorwacką (Hercegowina), boszniacką (muzułmańską) i Republikę Serbską Bośnia i Hercegowina, w zasadzie serbska Czarnogóra, włoska Istria i nieopodal agresywna w swej polityce Albania - to istny tygiel. Spory narodowe i spory religijne w pakiecie. Prędzej lub później (raczej prędzej) coś tam się wydarzy, chyba, że znajdzie się na świecie kolejny Tito.

A jak już raz ruszymy granice w Europie, to:
  • odżyje projekt Wielkich Węgier (z Siedmiogrodem, Słowacją, Zakarpaciem, Wojwodiną i dzisiejszą wschodnią Austrią);
  • odżyje projekt Wielkiej Albanii (z Macedonią, Kosowem i częścią Czarnogóry);
  • Południowy Tyrol ogłosi niepodległość;
  • rozpadnie się Hiszpania;
  • rozpadnie się Wielka Brytania;
  • zjednoczy się Irlandia;
  • i w konsekwencji Unia Europejska przestanie istnieć.
Co było do udowodnienia. Stąd decyzjami politycznymi w Europie rządzi dziś strach.
Mapa Wielkiej Albanii
Co zostało z Wielkich Węgier?

Włosi. Życie to teatr. Cytaty. Cz. I - Rynek pracy

We Włoszech jak w Polsce (str. 105):

"Najlepiej pracować w instytucjach państwowych - tak uważa wielu Włochów. Pensja jest średnia, ale praca stabilna i, nazwijmy to oględnie, niewyczerpująca. (...) Ciepłe posadki to dzisiaj w tym kraju duża atrakcja. (...) Pamiętam nagłówki gazet, kiedy parę lat temu w Rzymie niespodziewanie zaczęto sprawdzać listę obecności w ministerstwach. W wielu ... zabrakło biurek. Okazało się, że urzędnicy doskonale opanowali, a nawet sami stworzyli, doskonale funkcjonujący system pracy rotacyjnej, dzięki któremu w biurze spotykali się niezwykle rzadko. Dopiero kontrola wykazała, ile niepotrzebnych nikomu stanowisk udało się w tym czasie "załatwić". To akurat nas dziwić nie powinno."

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Wezwanie Dominiki

"DM BZW BK, który pośredniczy w wezwaniu, ogłosił, że "Dominika Kulczyk i Mansa Investments wzywają do sprzedaży 22 631 790 akcji Polenergii, stanowiących 49,80 proc. kapitału zakładowego spółki, po 20,5 zł za sztukę". Celem wzywających jest osiągnięcie 100 proc. akcji w kapitale zakładowym spółki i następnie wycofanie jej z GPW."

Link do artykułu

Komentarz: Coś nie tak jest z tą naszą narodową giełdą. Abstrahując od źródeł kapitału różnych inwestorów (prywatny /państwowy /zagraniczny), wycofań jest ostatnio chyba zbyt wiele. Nie ma zaufania, nie ma kapitału - to "wszyscy" "uciekają z tonącego okrętu".

Ekonomia w polityce. Śmieszniej być nie może

Za komuny to rząd "budował" osiedla z "wielkiej płyty"
Na ulicach można się natknąć na różne plakaty wyborcze, ale najweselsze są te, które nawiązują do ekonomii. Na przykład ten głoszący, że "partia rządząca zabrała miliony, a tanich mieszkań nie ma" lub "...a wszystko drożeje". Abstrahując od tego, że wzbudzają one skrajne emocje, w zależności od tego, czy przynależy się do "mafii", czy do "sekty" - wg klasyfikacji Kazika - wesoło jest z innego powodu. Taka narracja pokazuje, że czołowe polskie partie traktują społeczeństwo, jako oczekujące zaprowadzenia lub zakonserwowania - w zależności od punktu widzenia - gospodarki ... komunistycznej. I pewnie ... mają rację. Tylko bowiem w gospodarce komunistycznej to rząd buduje mieszkania lub wpływa na ich cenę. Tylko bowiem w gospodarce komunistycznej rząd ma wpływ na ceny produktów i towarów. W normalnej gospodarce rynkowej rządowi oraz innym politykom nic do tego, jak te czynniki się kształtują - rządzi bowiem prawo popytu i podaży. Polacy jednak oczekują, aby to wybierani przez nich politycy coś z tymi czynnikami zrobili.

Wszelkie badania wskazują, że niemal 90 proc. Polaków deklaruje, iż słabo lub wcale zna się na ekonomii. To widać też na plakatach wyborczych. Swoją drogą żaden z tych plakatów nie głosi: "Polacy! Weźcie się do ciężkiej pracy - wówczas będzie się wam wszystkim żyło lepiej!". Zamiast tego jest oczekiwanie tanich leków, tanich mieszkań, skrócenia kolejek do lekarzy, wysokiego socjalu, zachowania miejsc pracy, podwyżek płac w sektorze budżetowym i utrzymania wszelakiego rodzaju przywilejów: emerytalnych, składkowych, podatkowych. Na tych oczekiwaniach budują swoje kampanie zarówno partie będące u władzy, jak i te do tej władzy dopiero aspirujące. Ciekawe.

A może jest tak, jak już pisałem niemal rok temu, że w jakimś stopniu - w związku z naszą historią i pamięcią o "złotej epoce Gierka" - wszyscy jesteśmy trochę komuchami. Niżej zamieszczam link do artykułu z 8 listopada 2017 r.:
 Wyklęty powstań ludu ziemi



niedziela, 26 sierpnia 2018

Nie będzie nam żaden Petrescu ani Czerczesow mówił, jak mamy trenować

Jak czytamy w prasie, trener Sa Pinto "widząc wyniki badań wydolnościowych, nakazał piłkarzom Legii ciężką pracę".

Nie wiem, jak wytłumaczyć to Portugalczykowi, ale słowa "polski piłkarz" oraz "ciężka praca" wyjątkowo się nie lubią, no i wyjątkowo do siebie nie pasują.

Ciekawe, co nastąpi wcześniej:

  • Sa Pinto nauczy warszawskie "gwiazdy" ciężkiej pracy na treningach, czy
  • ciężkie treningi okażą się niesprzyjające dobrym wynikom sportowym, po czym Portugalczyk zostanie zastąpiony kimś, kto rozumie "specyfikę polskiego futbolu"?
PS. Przy okazji przyznam, że jeśli Legii uda się sprzedać Szymańskiego (młody piłkarz, któremu udało się kilka razy dobrze kopnąć piłkę) do CSKA za ... 7 mln euro, będzie to finansowe mistrzostwo świata.

czwartek, 23 sierpnia 2018

Komuna

"Wyklęty powstań ludu ziemi!"
Wiktor Suworow. Klęska:

"W normalnym kraju gospodarką rządzi zażarta konkurencja. Przetrwa tylko ten, kto jest zdolny do wytwarzania najlepszych towarów w dowolnych wymaganych ilościach po najniższych cenach.
(...)
A w kraju socjalistycznym cała gospodarka znajduje się pod kontrolą państwa, czyli pod kontrolą rządu, czyli pod kontrolą urzędników, czyli pod kontrolą biurokracji. Konkurencja w takim układzie jest niemożliwa z założenia. Nie jest tu nikomu potrzebna [patrz współcześnie: losy potencjalnego ponownego uruchomienia kopalni Krupiński przez "prywaciarza" - MS].
(...)
Coś jeszcze: Właściciel fabryki ryzykuje własne pieniądze i fabrykę.
(...)
W socjalizmie biurokrata nie ryzykuje własnych pieniędzy Wszystko należy do państwa, czyli do nikogo konkretnie. Za niewłaściwą decyzję biurokratę mogą skarcić, a mogą i mu wybaczyć, nie widząc błędu. Albo starając się nie zobaczyć. Najważniejsze to złożyć przełożonym sprawozdanie."

Ufff... wystarczy! Całe szczęście, że nie ma już komuny. A wszelkie podobieństwa obecnych systemów gospodarczych są zupełnie przypadkowe.