niedziela, 21 lipca 2019
Szczyrk (SMR) latem
Szczyrk (SMR) latem, w tym budowa restauracji na Hali Skrzyczeńskiej - stan jako-taki. Dziś tylko fotografie:
piątek, 19 lipca 2019
SEKS. Chorzów. Nikt nie chce wyłożyć fizycznie pieniędzy
Zamknięte koło upadku. Z prasy:
"Do końca lipca Ruch musi uregulować kilkusettysięczne zobowiązania – wymaga tego komisja licencyjna. Jest to podstawowy warunek przyznania klubowi licencji na grę w III grupie trzeciej ligi. Nie wiadomo, czy licencja nie będzie zawieszona, nie wiadomo też, czy nie dojdzie do uchylenia układu sądowego z wierzycielami.
Marcin Waszczuk, nowy wiceprezes Ruchu (zarząd działa obecnie jednoosobowo bez prezesa) jest bezradny. – Robi, co może, mówi nam, jak jest. Chodzi po mieście i żebrze o pieniądze u akcjonariuszy, ale jeden odsyła do drugiego i na razie nic z tego dobrego dla klubu nie wynika – mówi osoba znająca kulisy sprawy.
Ruch wygrał przetarg na promocję Chorzowa przez sport i do 20 grudnia ma dostać z budżetu Urzędu Miasta w Chorzowie 4 mln zł. – Ale żeby je dostać, musi przedstawić szereg działań, do których się zobowiązał. Tylko kto je ma teraz wykonać? – pyta retorycznie pracownik klubu. Dział marketingu też nie dostaje pensji."
SEKS. Przychody Legii
Odkopuję tematykę pod roboczym tytułem: SEKS, czytaj: sytuacja ekonomiczna klubów sportowych.
Dziś będzie o przychodach Legii Warszawa, czyli klubu, który dotknął bram raju (finansowego) awansując w 2016 r. do rozgrywek grupowych Ligii Mistrzów. Poszła za tym wiara, że tak będzie zawsze oraz ... wygórowane żądania zawodników. Klub spełnił te wymagania, a upadek - choć z wysokiego konia - jest bolesny.
2016 rok okazał się więc finansowym eldorado, a od tej pory co roku jest już gorzej. Ale mimo to Legia nadal jest bezdyskusyjnym liderem w zakresie umiejętności pozyskiwania przychodów w Polsce, bez względu na źródła tych przychodów:
Analizując powyższy wykres, trudno nie zauważyć, że przychody klubu z Łazienkowskiej po prostu wróciły po czasie do poziomu ... sprzed Ligi Mistrzów. Niestety klub nadal nie potrafi dostosować do tego faktu wydatków, gdyż w 2018 r. koszty były na poziomie o 44 mln zł ... wyższym niż przychody:
O innych klubach napiszę wkrótce - po szerszej analizie raportu Deloitte'a.
Dziś będzie o przychodach Legii Warszawa, czyli klubu, który dotknął bram raju (finansowego) awansując w 2016 r. do rozgrywek grupowych Ligii Mistrzów. Poszła za tym wiara, że tak będzie zawsze oraz ... wygórowane żądania zawodników. Klub spełnił te wymagania, a upadek - choć z wysokiego konia - jest bolesny.
2016 rok okazał się więc finansowym eldorado, a od tej pory co roku jest już gorzej. Ale mimo to Legia nadal jest bezdyskusyjnym liderem w zakresie umiejętności pozyskiwania przychodów w Polsce, bez względu na źródła tych przychodów:
Analizując powyższy wykres, trudno nie zauważyć, że przychody klubu z Łazienkowskiej po prostu wróciły po czasie do poziomu ... sprzed Ligi Mistrzów. Niestety klub nadal nie potrafi dostosować do tego faktu wydatków, gdyż w 2018 r. koszty były na poziomie o 44 mln zł ... wyższym niż przychody:
"W bilansie finansowym na dużym minusie jest Legia, bo różnica między przychodami a kosztami wynosi minus 44 mln zł. Nikt w tym okresie nie miał tak dużej straty, ale pamiętajmy o specyfice Legii – dużo wydała, lecz szybko może też dużo zarobić. To również pokazuje, ile dla warszawskiego klubu znaczył brak awansu do fazy grupowej europejskich pucharów." - napisał Onet.Z raportu Deloitte'a dowiadujemy się ponadto, że Legia w 2018 r. wydała 90 proc. przychodów na wynagrodzenia i jest to wskaźnik znacząco wyższy niż za 2017 r. Można się domyślać, że wzrost wartości wskaźnika wynika z ... szybszego spadku przychodów niż kosztów.
O innych klubach napiszę wkrótce - po szerszej analizie raportu Deloitte'a.
Eurowtopy. Niestety odkopujemy licznik wstydu
Licznik wstydu założyłem w tym celu, aby starszym przypominać, a młodszym uświadamiać, że kiedyś Górnik grał w finale europejskiego pucharu, Widzew i Legia - w półfinale, Ruch - w ćwierćfinale, ponadto Ruch grał w finale Pucharu Intertoto. Zresztą kiedyś nawet Szombierki grały wyrównane mecze z Feyenoordem.
Zasady liczenia punktów wstydu są następujące:
- za każdy przegrany mecz - 1 punkt;
- za każdy przegrany dwumecz lub odpadnięcie z grupy - 1 punkt.
- za każdy przegrany mecz - 1 punkt;
- za każdy przegrany dwumecz lub odpadnięcie z grupy - 1 punkt.
W przypadku wyjścia z grupy dalsze punkty nie są przyznawane (premia za sukces).
Notowania historyczne licznika są następujące:
- za sezon 2017/2018 - 9 pkt.;
- za sezon 2018/2019 (a w zasadzie wakacje 2018) - aż 14 pkt.
Niestety - mimo w miarę dobrych występów w pierwszych meczach wyjazdowych (remisy, w tym dwa bramkowe) - przedwczoraj oraz wczoraj polskie drużyny ponownie uruchomiły licznik wstydu. Piast zaliczył 2 pkt. (za porażkę i odpadnięcie w dwumeczu), Cracovia w ostatniej chwili uratowała 1 pkt. i zaliczyła tylko 1 pkt. (odpadnięcie w dwumeczu). Obserwując oba mecze nie można nie dojść do następujących wniosków:
Na razie w zakresie punktów wstydu sytuacja w porównaniu do zeszłych lat wygląda tak (a sezon się dopiero rozpoczął):
Notowania historyczne licznika są następujące:
- za sezon 2017/2018 - 9 pkt.;
- za sezon 2018/2019 (a w zasadzie wakacje 2018) - aż 14 pkt.
Niestety - mimo w miarę dobrych występów w pierwszych meczach wyjazdowych (remisy, w tym dwa bramkowe) - przedwczoraj oraz wczoraj polskie drużyny ponownie uruchomiły licznik wstydu. Piast zaliczył 2 pkt. (za porażkę i odpadnięcie w dwumeczu), Cracovia w ostatniej chwili uratowała 1 pkt. i zaliczyła tylko 1 pkt. (odpadnięcie w dwumeczu). Obserwując oba mecze nie można nie dojść do następujących wniosków:
- Polskie drużyny nie są przyzwyczajone do gry ani przez 90, ani tym bardziej przez 120 minut na poziomie normalnej rywalizacji. Stąd się wzięły katastrofalne błędy indywidualne, odpowiednio Placha w połączeniu z zaspanymi obrońcami (Piast) oraz Helika (Cracovia). Nie są przypadkiem wygrane przez wspomniane drużyny pierwsze połowy i ... przegrane drugie.
- Polskie drużyny nie są już ... polskie. Liczba obcokrajowców na metr kwadratowy murawy przekracza dopuszczalną normę. A nie są to, bo nie mogą, potentaci piłki z Hiszpanii, Portugalii, Słowacji, itp. Nie jestem pewien, czy to dobry kierunek na przyszłość, w mam tu na myśli przyszłość zarówno piłki klubowej, jak i (chyba w szczególności) reprezentacyjnej. Ale cóż, na indywidualne decyzje kadrowe klubów nie mamy wpływu. A limity obcokrajowców zostały zniesione już dawno.
Na razie w zakresie punktów wstydu sytuacja w porównaniu do zeszłych lat wygląda tak (a sezon się dopiero rozpoczął):
środa, 17 lipca 2019
Śląska piłka. Wielka szansa w Gliwicach, projekt w Katowicach i ... śmieszniej być nie może w Chorzowie
Piast Gliwice
![]() |
| Stadion Piasta dziś się wypełni |
GKS Katowice
![]() |
| Tam ma wyglądać katowicki stadion |
Za Stadiony net:
"– Informuję, że został wykonany projekt budowlany dla przedmiotowej inwestycji. Obecnie biuro projektowe opracowuje dokumentację geologiczno-inżynierską, uzyskuje decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, a także rozpoczęła prace nad projektami wykonawczymi – poinformował Adam Kochański, naczelnik Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta Katowice.Do końca listopada biuro RS Architekci ma czas na złożenie wniosku o pozwolenie na budowę. Zielone światło dla projektu powinno rozbłysnąć w pierwszym kwartale 2020 roku, a w drugiej połowie przyszłego roku ma się realnie zacząć budowa.
Aktualnie Katowice mają na inwestycję przygotowane 213 mln zł – tyle zapisano w wieloletniej prognozie finansowej. Suma może jednak zostać zweryfikowana jeszcze dwukrotnie. Najpierw na początku roku, gdy powstanie kosztorys inwestorski, a później w drugiej połowie 2020, gdy poznamy oferty potencjalnych wykonawców."
Ruch Chorzów
![]() |
| W Chorzowie profesjonalnie działa tylko sektor rodzinny |
Jeśli Szymon Michałek przyjmie stanowisko – wówczas narracja będzie następująca:
– A widzicie! Oddaliśmy klub w praktyce w zarządzanie kibicom i oni dobrze prosperującą spółkę (sic!) doprowadzili do upadku!
Jeśli z kolei Szymon Michałek nie przyjmie stanowiska i jego kumple ogłoszą bojkot, wówczas narracja będzie następująca:
– A widzicie! Chcieliśmy ratować klub i spółkę w trudnym położeniu, a gwóźdź do trumny wbili nam kibice, nie pomagając finansowo (frekwencja) oraz organizacyjnie (obowiązki wynikające z umowy promocyjnej z miastem)!
Nie chce mi się już męczyć klawiatury tłumaczeniem, dlaczego przedstawiciel zorganizowanej (to ważne) grupy kibiców na czele zarządu profesjonalnego klubu i spółki kapitałowej w pakiecie to delikatne curiosum. Curiosum nie dlatego, że Szymon Michałek jest niekompetentny, bo swoich kompetencji dowiódł już bezdyskusyjnie, organizując najlepszy w Polsce sektor rodzinny. Curiosum dlatego, że rodzi określone ryzyka i to takie, które w każdym zdrowo zarządzanym klubie świecą się nie tyle na czerwono, co wręcz na purpurowo. Ale no właśnie: w dobrze zarządzanym klubie, więc o czym my mówimy. Większym curiosum jest bowiem to, co wyprawiają mądrzy – wydawałoby się – biznesmeni i urzędnicy w posiadaniu akcji 14-krotnego mistrza Polski. Więc tym razem może to mogło się udać! Ale jednak nie widać na horyzoncie takiej szansy, a wspomniany Szymon chyba też potrafi ważyć ryzyka.
W związku z powyższym nie dziwi chyba nikogo to, co możemy przeczytać dziś na stronie Niebiescy.pl:
"W środowe południe grupa ponad 20 pracowników Ruchu opuściła swoje stanowiska. Łącznie klub ma wobec nich już kilkusettysięczne zaległości. Ostatnie pensje były zapłacone za marzec - i to też nie wszystkim. Niektórzy nie widzieli wypłat już pół roku. Niewiele krócej na pieniądze czekają trenerzy zatrudnieni w Akademii Piłkarskiej."
No cóż! Wróżyłem kiedyś, że klub nie zapłaci nawet sprzątaczkom i one podniosą strajk. Niestety ... miałem rację!
wtorek, 16 lipca 2019
Wakacje w sam raz dla księgowych
Księgowa(y) - jak wiemy - nie ma wiele czasu na wakacje. Nie ma czasu, bo ma ... swoje terminy ma ZUS, VAT, PIT, CIT i nie wiem co tam jeszcze. Ma go co najwyżej trochę na ... wypady.
Niżej więc kilka propozycji wypadowych, tak na linii mniej więcej (z odchyleniami) Myślibórz (S3) - Medyka (A4), czyli miejsca dostępne stosunkowo szybko z Wrocławia, Krakowa i Katowic. Bo, jak wiemy, te właśnie miasta to zagłębie usług księgowych w centrach serwisowych.
Przy okazji serwuję wam fotozagadki pt.: Gdzie to jest? Wśród tych zagadek są banalnie proste, jak i trochę trudniejsze.
Niżej więc kilka propozycji wypadowych, tak na linii mniej więcej (z odchyleniami) Myślibórz (S3) - Medyka (A4), czyli miejsca dostępne stosunkowo szybko z Wrocławia, Krakowa i Katowic. Bo, jak wiemy, te właśnie miasta to zagłębie usług księgowych w centrach serwisowych.
Przy okazji serwuję wam fotozagadki pt.: Gdzie to jest? Wśród tych zagadek są banalnie proste, jak i trochę trudniejsze.
Nr 1 - Ciekawy zamek
![]() |
| Zdjęcie za zgodą autorki: Grażyny Dudkiewicz |
Jak chcecie mieć fabrykę u siebie to zapłaćcie! Wolny rynek? Wolne żarty!
Z prasy (link):
"Na fabrykę baterii w Opolu Koreańczycy chcą: 70 mln euro grantu, działki za symboliczne euro i zwolnienia z opłaty odrolnieniowej - pisze wtorkowy "Puls Biznesu".(..)
Gazeta dotarła do pisma od Andrew Chunga, wiceprezesa działu baterii motoryzacyjnych LG Chem, do Krzysztofa Sengera, wiceprezesa Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH).
Po tym niech nikt mi nie mówi, że produkcją dziś rządzi wolny rynek. Na wolnym rynku bowiem jeśli kapitaliście opłaca się budować fabrykę, to ją buduje, a jeśli nie - to nie. Tu mamy do czynienia z teoretycznym curiosum, które nie używając zbyt górnolotnych słów można streścić tak:
— Jak nam zapłacicie, to zbudujemy u was fabrykę, a jak nie - to zbudujemy ją gdzieś indziej!
"Na fabrykę baterii w Opolu Koreańczycy chcą: 70 mln euro grantu, działki za symboliczne euro i zwolnienia z opłaty odrolnieniowej - pisze wtorkowy "Puls Biznesu".(..)
Gazeta dotarła do pisma od Andrew Chunga, wiceprezesa działu baterii motoryzacyjnych LG Chem, do Krzysztofa Sengera, wiceprezesa Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH).
(...)
Jak pisze "PB", wiceprezes działu produkcji baterii samochodowych LG Chemu w punktach wylicza, potwierdzenia jakich informacji oczekuje od PAIH.
- Po pierwsze, maksymalnej wysokości grantu gotówkowego, nie niższego niż 4,9 proc. wartości inwestycji, czyli 70 mln euro - czytamy.
- "Jednocześnie proszą o potwierdzenie czy w budżecie Programu Wsparcia Inwestycji o Istotnym znaczeniu dla Gospodarki jest wystarczająco dużo pieniędzy" - informuje gazeta.
- Trzeci punkt dotyczy sprzedaży działki w Opolu-Wrzoskach za cenę niższą od rynkowej, "np. symboliczne 1 euro".
- Kolejna sprawa, to, według "PB", zwolnienie z opłaty odrolnieniowej.
- "W piątym punkcie LG Chem prosi o potwierdzenie, że oferta zachęt inwestycyjnych z Opola nie zostanie potraktowana jako pomoc publiczna. (...)
- Szósty punkt to prośba o ostateczną listę zachęt niestanowiących pomocy publicznej, które otrzyma LG Chem" - wylicza "PB"."
Po tym niech nikt mi nie mówi, że produkcją dziś rządzi wolny rynek. Na wolnym rynku bowiem jeśli kapitaliście opłaca się budować fabrykę, to ją buduje, a jeśli nie - to nie. Tu mamy do czynienia z teoretycznym curiosum, które nie używając zbyt górnolotnych słów można streścić tak:
— Jak nam zapłacicie, to zbudujemy u was fabrykę, a jak nie - to zbudujemy ją gdzieś indziej!
Nie znany jeszcze odniesienia do tych postulatów, ale przy okazji niech nikt mi nie mówi, że interesy na styku publiczno-prywatnym są nieopłacalne. Przy takim podejściu - bezwzględnie są, oczywiście dla strony prywatnej. To coś takiego, jak w klubach piłkarskich, gdzie zyski (np. ze sprzedaży zawodników, z transmisji, z biletów) są prywatne, a straty (np. konieczność dopłat i grantów do "słabo prosperujących" klubów) są zawsze problemem publicznym.
A jam kolejny raz schadenfreude w tej kwestii, że od lat widzę "odrzucenie" rynku przez społeczeństwo. Pisałem na ten temat wiele artykułów, między innymi ten:
oraz ten:
Subskrybuj:
Posty (Atom)









