Przywykliśmy do narzekania na nasze polskie beskidzkie niedoinwestowanie w infrastrukturę narciarską ośrodki. Ale w ostatnich latach sytuacja zaczęła się powoli zmieniać, co niestety nie dotyczyło miejsc największych i z największym potencjałem (Szczyrk, Korbielów). Ale skromne (bo żaden nie jest jakiś chociaż w miarę duży) ośrodki w Ustroniu, Wiśle i Istebnej były i są systematycznie modernizowane. W większości mimo skromnych warunków i naturalnych ograniczeń (Stok w Jaworniku, Soszów, Nowa Osada, Złoty Groń) właściciele wyciągają z nich maksimum. Niektóre wymagałyby jednak szeregu usprawnień (Czantoria, Stożek), ale generalnie idzie to jakoś do przodu. A od najbliższego sezonu wręcz pędzi, bo do wyścigu dołączył odrestaurowany koń - Szczyrk.
Nie da się tego samego powiedzieć o Beskidzie Śląsko-Morawskim w Czechach. Mowa w dużej mierze o rejonie z polskim lub - jak kto woli - śląskim rodowodzie. Oczywiście dyskusja gdzie kończy i zaczyna się Śląsk jest - delikatnie mówiąc - trudna. Stąd według jednych historyków najwyższym szczytem Śląska jest Łysa Góra (1324 mnpm), zdaniem innych jednak Pradziad (1491 mnpm, który według cioci Wiki: "jest najwyższym szczytem Śląska Czeskiego, Górnego Śląska i Moraw"). Ale do rzeczy. Region ten jest w jeszcze gorszym stanie infrastrukturalnym, niż ten po polskiej stronie granicy. Na narty 100 km od Katowic za granicę? Pewnie, że można, tylko po co?
Dość rzec, że najlepszym ośrodkiem narciarskim jest ten w Białej (cz. Bila; www.skibila.cz), jakieś 50 km od Ostrawy szybką drogą. Jedna czteroosobowa kolej linowa, dwa wyciągi orczykowe, kilka tras o długości dochodzącej do kilometra i jazda (także wieczorna) po obu stronach góry.
Biała to maksimum, co oferuje nam czeska strona Śląska. Dalej już jest tylko gorzej.
Jest jeszcze przyzwoity "treningowy" i bardzo popularny wśród Polaków areał w Mostach obok Jabłonkowa (cz. Mosty u Jablunkova; www.skimosty.cz).
Mosty to doskonałe położenie dla jednodniowych narciarzy (przy głównej drodze i blisko z Cieszyna) oraz trzy naprawdę sportowe i szerokie, ale niestety krótkie (ok. 600 m każda) trasy. Ale ośrodek oferuje pewne urozmaicenie i przyzwoitą (choć bez wyciągów krzesełkowych) infrastrukturę, zwłaszcza towarzyszącą (parking, restauracja).
Oprócz ww. dwóch ośrodków Beskidy dysponują szeregiem małych i bardzo małych terenów narciarskich obsługiwanych w najlepszym wypadku starymi dwuosobowymi krzesłami, a przeważnie po prostu odchodzącymi już do lamusa nawet w Szczyrku orczykami lub "pomami" (jednosobowy wyprzęgany wyciąg). Jest też kilka miejsc, gdzie potencjał do odnowienia lub uruchomienia znakomitego ośrodka narciarskiego jest, ale z różnych przyczyn na razie chyba się nie da. Oto moje TOP3 marzeń (tam, gdzie trasy mogłyby być naprawdę długie) w Beskidzie Śląsko-Morawskim:
Miejsce 1 - Jaworowy Szczyt (cz. Javorovy Vrch)
Mapa (choć skromna) nie oddaje rzeczywistości. Z posiadanych przeze mnie informacji jest już historyczna (ośrodek nie funkcjonuje), a trasy na sam dół nie było tam od wielu lat. Funkcjonuje jeszcze z trudem odnawiana co roku jednoosobowa kolej krzesełkowa o doprawdy zabytkowym wyglądzie krzeseł i zwłaszcza słupów. Ale tylko dla turystów. Góra jest doskonale widoczna z grani szczytów Ustronie i Wisły. Jest doprawdy spora: różnica poziomów wynosi ok. 550 m. Ponadto jest położona praktycznie u stóp dużego miasta: Trzyńca. Z tego co słyszałem, problemy Jaworowego wynikają z sytuacji znanej i w Polsce: spory własnościowe o prawa do działek (zwłaszcza u podnóża góry).
Miejsce 2 - Pustevny
To taki czeski "Szczyrk". Wiele niegdyś tras położonych w naturalnym kotle. A w zasadzie w "kole". Miejsce bardzo perspektywiczne i od lat bardzo zaniedbane narciarsko. W zasadzie to zwijające się narciarsko, bo z kilkunastu wyciągów pozostało już niewiele. A mapy zniknęły użytkowane jeszcze kilka lat temu trasy.
Problemem ośrodka jest prawdopodobnie "ochrona przyrody". Ponadto Pustevny zawsze miały problem z "ujednoliceniem biletu" oraz "ilością właścicieli wyciągów".
Miejsce 3 - Łysa Góra (cz. Lysa Hora)
Miejsce bez ośrodka narciarskiego, choć niegdyś przy szczycie funkcjonował krótki orczyk. Potężna góra w najlepszą w całych Beskidach dyferencją: 1000 m. Ostrawice (cz. Ostravice) u stóp góry położone są na wysokości ok. 300 mnpm, a Łysa - 1324). Nie można mówić w przypadku postawienia ośrodka o dewastacji góry, bo ta ... już jest zdewastowana. Na szczyt prowadzi turystyczna asfaltowa droga, a na nim usytuowana jest potężna budowla z wieżą.
Miejsce ma fantastyczny potencjał narciarski dla ludzi z wyobraźnią (taki Kronplatz w Beskidach, z trasami o długości ok. 4 km). Ale, jak znam życie, jest wiele czynników go blokujących: ochrona przyrody, prawa własności, no i oczywiście ... kasa.
W podsumowaniu napiszę, że trudno o bardziej zaniedbany narciarsko (czy tylko narciarsko?) region w Czechach, niż Beskid Śląsko-Morawski.
A następnym artykule o nartach napiszę o czeskim potencjalnym "lodowcu" - Pradziadzie. Ale to już nie Beskidy, tylko Jesioniki (cz. Jeseniky).
poniedziałek, 13 listopada 2017
niedziela, 12 listopada 2017
Historia. Jeśli fakty nie pasują do tezy, to na pohybel faktom
"Prawdziwe życiorysy nie nadają się do Holywood!" - to teza wynikająca z książki Zychowicza Niemcy, między innymi w kontekście sfilmowanego życiorysu Oscara Schindlera, który w wersji filmowej - mówiąc oględnie - nieco odbiegał od rzeczywistego.
Prawdą jest, że historia jako przedmiot wykładany w szkołach rzadko ma coś wspólnego z faktami. Prawdą jest też, że wszystkie państwa wykorzystują pasujące im fragmenty historii do swoich celów. Dlaczego więc nie mieliby tego robić akurat Polacy?
Ale do rzeczy. Szkoły uczą o mitach, a nie o rzeczywistości. Na bazie tychże mitów buduje się niemal "święte" życiorysy. Wykorzystuje się pewne fakty i zdarzenia, całkowicie pomijając inne, które nie pasują do idealnego obrazu.
Wśród tych mitów mamy te nieszkodliwe wynikające z utrwalenia w świadomości społecznej lub też te szkodliwe wynikające z celowego pomijania faktów. Do mitów nieszkodliwych możemy na przykład zaliczyć ten, że II wojna światowa zaczęła się od ataku na Westerplatte. Ale są też niestety mity utrwalone celowo. Jak na przykład te, że Polacy nigdy nie współpracowali z Niemcami Hitlera, co jest wierutną nieprawdą, wskazując chociażby na wspólny rozbiór Czechosłowacji i liczne kontakty dyplomatyczne i ... wojskowe (np. wspólne akcje NSZ i Wermachtu). Oczywiście z Hitlerem współpracowało w różnych okresach dwie trzecie Europy, aby wymienić tylko Finów, Węgrów, Rumunów, Słowaków, Włochów, Hiszpanów (Franco), Chorwatów, Francuzów (Vichy), Belgów (legiony Degrelle'a). Czasem nic nie jest czarno-białe. Ot, sojusze taktyczne (Francuzi, Węgrzy), wynikające z walką ze wspólnym wrogiem (Chorwaci, Finowie) lub z szansą na niepodległość (Słowacy). Warto wspomnieć, że powstanie w Warszawie "gasiły" dla Niemców brygady Rosjan i Ukraińców pod przywództwem ... Polaka.
Czeka nas oficjalny rok Piłsudskiego (2018). Życiorys "Marszałka" będzie wałkowany w tę i z powrotem. Ciekawe, czy TVP przypomni widzom, że Piłsudski:
- był członkiem partii ... lewicowej;
- był autorem krwawego zamachu stanu;
- według niektórych źródeł był ateistą i trochę nie lubił księży i Kościoła;
- miał nieślubne dzieci z kochanką;
- był podejrzewany (czy słusznie, nie mam pojęcia) o współpracę z wywiadem niemieckim (nie tylko niemieckim, ale w końcu to Niemcy wypuścili go z twierdzy);
- absolutnie nie sprawował władzy w dzisiaj rozumiany sposób demokratyczny;
- więził przeciwników politycznych w Berezie Kartuskiej;
- Polacy pozostawieni na wschodnich rubieżach w obcym komunistycznym państwie nie mieli dobrego zdania o zawartym traktacie ryskim, padało nawet w jego kontekście słowo "zdrada".
Oczywiście powyższe nie zmienia faktu, że to Piłsudski uratował Polskę i Europę w 1920 roku przed komunizmem. W jakiejś mierze też dzięki (być może celowemu) działaniu Stalina, który zlekceważył rozkazy dowództwa i nie ruszył na pomoc Tuchaczewskiemu.
I jeszcze jeden chichot historii: Tuchaczewski, Dzierżyński, Rokossowski, Malinowski, Bach-Zalewski, Kamiński i wielu innych. Oto całkiem niezła reprezentacja Polaków w służbie obcych reżimów. Nie każdy podręcznik o nich wspomina, a rzadko który mówi prawdę o ich pochodzeniu.
Prawdą jest, że historia jako przedmiot wykładany w szkołach rzadko ma coś wspólnego z faktami. Prawdą jest też, że wszystkie państwa wykorzystują pasujące im fragmenty historii do swoich celów. Dlaczego więc nie mieliby tego robić akurat Polacy?
Ale do rzeczy. Szkoły uczą o mitach, a nie o rzeczywistości. Na bazie tychże mitów buduje się niemal "święte" życiorysy. Wykorzystuje się pewne fakty i zdarzenia, całkowicie pomijając inne, które nie pasują do idealnego obrazu.
Wśród tych mitów mamy te nieszkodliwe wynikające z utrwalenia w świadomości społecznej lub też te szkodliwe wynikające z celowego pomijania faktów. Do mitów nieszkodliwych możemy na przykład zaliczyć ten, że II wojna światowa zaczęła się od ataku na Westerplatte. Ale są też niestety mity utrwalone celowo. Jak na przykład te, że Polacy nigdy nie współpracowali z Niemcami Hitlera, co jest wierutną nieprawdą, wskazując chociażby na wspólny rozbiór Czechosłowacji i liczne kontakty dyplomatyczne i ... wojskowe (np. wspólne akcje NSZ i Wermachtu). Oczywiście z Hitlerem współpracowało w różnych okresach dwie trzecie Europy, aby wymienić tylko Finów, Węgrów, Rumunów, Słowaków, Włochów, Hiszpanów (Franco), Chorwatów, Francuzów (Vichy), Belgów (legiony Degrelle'a). Czasem nic nie jest czarno-białe. Ot, sojusze taktyczne (Francuzi, Węgrzy), wynikające z walką ze wspólnym wrogiem (Chorwaci, Finowie) lub z szansą na niepodległość (Słowacy). Warto wspomnieć, że powstanie w Warszawie "gasiły" dla Niemców brygady Rosjan i Ukraińców pod przywództwem ... Polaka.
Czeka nas oficjalny rok Piłsudskiego (2018). Życiorys "Marszałka" będzie wałkowany w tę i z powrotem. Ciekawe, czy TVP przypomni widzom, że Piłsudski:
- był członkiem partii ... lewicowej;
- był autorem krwawego zamachu stanu;
- według niektórych źródeł był ateistą i trochę nie lubił księży i Kościoła;
- miał nieślubne dzieci z kochanką;
- był podejrzewany (czy słusznie, nie mam pojęcia) o współpracę z wywiadem niemieckim (nie tylko niemieckim, ale w końcu to Niemcy wypuścili go z twierdzy);
- absolutnie nie sprawował władzy w dzisiaj rozumiany sposób demokratyczny;
- więził przeciwników politycznych w Berezie Kartuskiej;
- Polacy pozostawieni na wschodnich rubieżach w obcym komunistycznym państwie nie mieli dobrego zdania o zawartym traktacie ryskim, padało nawet w jego kontekście słowo "zdrada".
Oczywiście powyższe nie zmienia faktu, że to Piłsudski uratował Polskę i Europę w 1920 roku przed komunizmem. W jakiejś mierze też dzięki (być może celowemu) działaniu Stalina, który zlekceważył rozkazy dowództwa i nie ruszył na pomoc Tuchaczewskiemu.
I jeszcze jeden chichot historii: Tuchaczewski, Dzierżyński, Rokossowski, Malinowski, Bach-Zalewski, Kamiński i wielu innych. Oto całkiem niezła reprezentacja Polaków w służbie obcych reżimów. Nie każdy podręcznik o nich wspomina, a rzadko który mówi prawdę o ich pochodzeniu.
sobota, 11 listopada 2017
Niemcy Zychowicza. Cz. 2 - Niemcy (z czasów II w. św.) to idioci
Dziś uzupełniam cytaty z Niemców Zychowicza.
Str. 184, 187-197
Sytuacja na froncie po latach komunizmu z Związku Sowieckim:
"A czy sytuacja zmieniłaby się, gdyby Hitler wkroczył do Związku Sowieckiego pod hasłem wyzwalania narodów słowiańskich spod bolszewickiego jarzma?
Taka strategia była jedyną szansą na odwrócenie losów tej wojny. Nie gwarantowała zwycięstwa, ale dawała na nie spore szanse. (...) Hitler jednak wszystkie te projekty odrzucał. Był zaślepiony swoimi nacjonalistycznymi, rasistowskimi obsesjami. Idea narodowosocjalistyczna wyniosła go do władzy, ale również spowodowała jego upadek.
(...)
To co się działo w czerwcu 1941 roku po ataku III Rzeszy na Związek Sowiecki, nie ma odpowiednika w całej historii ludzkości. (...) Na całej długości frontu od Estonii po Ukrainę Wermacht był witany chlebem i solą.
(...)
Niemcy na pierwszym etapie kampanii - poza kilkoma miejscami - w zasadzie nie napotkali poważniejszego oporu Armii Czerwonej.
(...)
Na stronę nieprzyjaciela przechodziły dywizje w pełnych składach - od kucharzy i konowodów po sztaby i generałów. Często po przepędzeniu i wystrzelaniu komisarzy politycznych.
(...)
W pierwszych miesiącach kampanii Niemcom poddało się zaś około 4 milionów czerwonoarmistów. Obywatele Związku Sowieckiego nie chcieli bronić swojej "ojczyzny".
Reakcja Niemców:
Powstałe spontanicznie narodowe rządy - na przykład na Ukrainie czy Litwie - zostały rozpędzone, a zamiast nich Niemcy stworzyli zarządzane przez siebie kolonialne ... komisariaty.
(...)
Zagrabiony przez bolszewików majątek prywatny i ziemia nie zostały zwrócone. Na zdobytych terytoriach zaczęły szaleć SS i Gestapo, które brutalnością nie ustępowały NKWD.
(...)
Uosobieniem tej ludobójczej, rasistowskiej polityki stał się brutalny komisarz Erich Koch. Na powierzonej mu Ukrainie wprowadził rządy tępego terroru oraz - o zgrozo - utrzymał kołchozy.
Efekt:
Efekty takiej polityki nie były trudne do przewidzenia. Olbrzymie nadzieje związane z nadejściem Niemców przerodziły się w równie olbrzymie rozczarowanie.
(...)
Rozczarowani ludzie sowieccy odwracali się od władz okupacyjnych, zaczęły się mnożyć oddziały partyzanckie.
(...)
Niemieccy żandarmi nie byliby jednak sobą, żeby nie zajęli się tą sprawą [sześćdziesięciu jeńców w Rogoźnie - MS]. Przyjechali do Rogoźna, przeprowadzili łapankę i z miejsca rozstrzelali dziewięciu uciekinierów. Skutek łatwo mógł przewidzieć każdy rozsądny człowiek. Pozostałych pięćdziesięciu jeden jeńców uzbroiło się i poszło do lasu. Tam stworzyli oddział partyzancki, z którym Niemcy długo nie mogli sobie poradzić. Oddziałów takich powstały setki, a z czasem tysiące..."
Niemcy to idioci
Str. 184, 187-197
Sytuacja na froncie po latach komunizmu z Związku Sowieckim:
"A czy sytuacja zmieniłaby się, gdyby Hitler wkroczył do Związku Sowieckiego pod hasłem wyzwalania narodów słowiańskich spod bolszewickiego jarzma?
Taka strategia była jedyną szansą na odwrócenie losów tej wojny. Nie gwarantowała zwycięstwa, ale dawała na nie spore szanse. (...) Hitler jednak wszystkie te projekty odrzucał. Był zaślepiony swoimi nacjonalistycznymi, rasistowskimi obsesjami. Idea narodowosocjalistyczna wyniosła go do władzy, ale również spowodowała jego upadek.
(...)
To co się działo w czerwcu 1941 roku po ataku III Rzeszy na Związek Sowiecki, nie ma odpowiednika w całej historii ludzkości. (...) Na całej długości frontu od Estonii po Ukrainę Wermacht był witany chlebem i solą.
(...)
Niemcy na pierwszym etapie kampanii - poza kilkoma miejscami - w zasadzie nie napotkali poważniejszego oporu Armii Czerwonej.
(...)
Na stronę nieprzyjaciela przechodziły dywizje w pełnych składach - od kucharzy i konowodów po sztaby i generałów. Często po przepędzeniu i wystrzelaniu komisarzy politycznych.
(...)
W pierwszych miesiącach kampanii Niemcom poddało się zaś około 4 milionów czerwonoarmistów. Obywatele Związku Sowieckiego nie chcieli bronić swojej "ojczyzny".
Reakcja Niemców:
Powstałe spontanicznie narodowe rządy - na przykład na Ukrainie czy Litwie - zostały rozpędzone, a zamiast nich Niemcy stworzyli zarządzane przez siebie kolonialne ... komisariaty.
(...)
Zagrabiony przez bolszewików majątek prywatny i ziemia nie zostały zwrócone. Na zdobytych terytoriach zaczęły szaleć SS i Gestapo, które brutalnością nie ustępowały NKWD.
(...)
Uosobieniem tej ludobójczej, rasistowskiej polityki stał się brutalny komisarz Erich Koch. Na powierzonej mu Ukrainie wprowadził rządy tępego terroru oraz - o zgrozo - utrzymał kołchozy.
Efekt:
Efekty takiej polityki nie były trudne do przewidzenia. Olbrzymie nadzieje związane z nadejściem Niemców przerodziły się w równie olbrzymie rozczarowanie.
(...)
Rozczarowani ludzie sowieccy odwracali się od władz okupacyjnych, zaczęły się mnożyć oddziały partyzanckie.
(...)
Niemieccy żandarmi nie byliby jednak sobą, żeby nie zajęli się tą sprawą [sześćdziesięciu jeńców w Rogoźnie - MS]. Przyjechali do Rogoźna, przeprowadzili łapankę i z miejsca rozstrzelali dziewięciu uciekinierów. Skutek łatwo mógł przewidzieć każdy rozsądny człowiek. Pozostałych pięćdziesięciu jeden jeńców uzbroiło się i poszło do lasu. Tam stworzyli oddział partyzancki, z którym Niemcy długo nie mogli sobie poradzić. Oddziałów takich powstały setki, a z czasem tysiące..."
Niemcy Zychowicza. Cz. 1 - Mechanizmy okrucieństwa
W tym cyklu same cytaty:
Str. 56-57
"Niemcy, którzy wkroczyli do Polski, mieli obsesję na temat "polskich partyzantów", których widzieli za każdym drzewem i krzakiem. (...) Polska rzeczywiście była dla nich "dzikim Wschodem", toteż uważali, że mogą sobie pozwolić na więcej, niż na cywilizowanym Zachodzie, na przykład we Francji.
Chwileczkę. Przecież Polska nigdy wcześniej nie miała W Niemczech tak dobrej prasy jak w III Rzeszy. Od paktu w 1934 roku aż do przyjęcia przez Polskę brytyjskich gwarancji wiosną 1939 roku między obydwoma państwami panowała przyjaźń.
Obawiam się, że ta przyjaźń ograniczała się tylko do relacji między rządami, ale nie dotyczyła społeczeństw. Niemcy pozostawali niezwykle niechętni wobec Polaków. (...) Gdy więc wiosną 1939 roku - gdy Polacy odmówili Hitlerowi wspólnej wyprawy na Związek Sowiecki - znów przestawił on swoją propagandę na tory antypolski, Niemcy uznali to za powrót do normalności."
Str. 75-76
"Fräulein Hanna stała się bowiem bestią w ludzkiej skórze. Znana jest relacja, według której na terenie getta roztrzaskała noworodkowi głowę, uderzając nim z impetem o ścianę budynku. Wiadomo również, że wyrzucała niemowlęta z okien tamtejszego szpitala.
(...) Krótko strzygła włosy, nosiła obcisłe spodnie, buty z cholewami i brunatny mundur ze swastyką.
(...) Wyjazd na Wschód był dla niej wielką szansą. Pochodziła z klasy robotniczej, z niezamożnej rodziny górnika. Była typową zahukaną niemiecką kobietą. Aż tu nagle do ręki dano jej niemal nieograniczoną władzę. Jako przedstawicielka rasy panów decydowała o życiu i śmierci innych ludzi. Także mężczyzn. (...)
Co się z nią stało po wojnie?
Osiadła w swojej rodzinnej miejscowości, gdzie, o ironio, pracowała w ośrodku pomagającym biednym dzieciom. Wyszła za mąż, adoptowała syna. Najwyraźniej sama nie mogła mieć dzieci, ale starała się założyć normalną rodzinę, wrócić do życia. (...) Na Wschodzie tym kobietom puściły wszelkie hamulce. Po powrocie do domu potrafiły jednak zająć "swoje miejsce". Jakby nic się nie stało."
Str. 126-127
"Po co Niemcom byli kapo?
Gdy więźniowie obozów sami się pilnowali, sami się bili i sami na siebie donosili - strażnicy mieli mniej roboty*. Instytucję kapo wymyślono ze względów praktycznych.
To było spontanicznie zaplanowane?
Nie ma mowy o żadnej spontaniczności - kapo byli nieodłącznym elementem obozowej machiny. Ich istnienie aprobowało najwyższe kierownictwo. Jedna z tajemnic sukcesów naszych obozów - tłumaczył w 1944 roku Heinrich Himmler - polega na tym, że część więźniów przejęła rolę strażników. Ten pomysłowy sposób pozwala nam utrzymać podludzi w ryzach."
*Komentarz MS:
Samoistnie nasuwa się myśl, że pomysł III Rzeszy został w praktyce jeszcze udoskonalony w przyszłości. I nasuwają się co najmniej dwa przykłady:
1. Funkcjonowanie całego państwa o nazwie Niemiecka Republika Demokratyczna
Tamże rolę kapo pełnili nawet członkowie rodzin. Państwo funkcjonowało dzięki strachowi i wzajemnemu donoszeniu na siebie przez jego obywateli.
2. Ekspansja firm niemieckich w młodej III Rzeczpospolitej i wynajęci polscy menadżerowie
Za kasę, auto służbowe i trochę władzy "młodzi wykształceni Polacy" wywindowani przez niegłupiego Niemca (czy tylko?) do roli kierowników i dyrektorów zamieniali się w bezwzględnych realizatorów planów i strategii. Jeśli w tych planach trzeba było zwolnić 1000 osób bez osłon socjalnych, realizowano to metodycznie.
Zbrodnie Wermachtu w Polsce
Str. 56-57
"Niemcy, którzy wkroczyli do Polski, mieli obsesję na temat "polskich partyzantów", których widzieli za każdym drzewem i krzakiem. (...) Polska rzeczywiście była dla nich "dzikim Wschodem", toteż uważali, że mogą sobie pozwolić na więcej, niż na cywilizowanym Zachodzie, na przykład we Francji.
Chwileczkę. Przecież Polska nigdy wcześniej nie miała W Niemczech tak dobrej prasy jak w III Rzeszy. Od paktu w 1934 roku aż do przyjęcia przez Polskę brytyjskich gwarancji wiosną 1939 roku między obydwoma państwami panowała przyjaźń.
Obawiam się, że ta przyjaźń ograniczała się tylko do relacji między rządami, ale nie dotyczyła społeczeństw. Niemcy pozostawali niezwykle niechętni wobec Polaków. (...) Gdy więc wiosną 1939 roku - gdy Polacy odmówili Hitlerowi wspólnej wyprawy na Związek Sowiecki - znów przestawił on swoją propagandę na tory antypolski, Niemcy uznali to za powrót do normalności."
Sadystki spod znaku swastyki
Str. 75-76
"Fräulein Hanna stała się bowiem bestią w ludzkiej skórze. Znana jest relacja, według której na terenie getta roztrzaskała noworodkowi głowę, uderzając nim z impetem o ścianę budynku. Wiadomo również, że wyrzucała niemowlęta z okien tamtejszego szpitala.
(...) Krótko strzygła włosy, nosiła obcisłe spodnie, buty z cholewami i brunatny mundur ze swastyką.
(...) Wyjazd na Wschód był dla niej wielką szansą. Pochodziła z klasy robotniczej, z niezamożnej rodziny górnika. Była typową zahukaną niemiecką kobietą. Aż tu nagle do ręki dano jej niemal nieograniczoną władzę. Jako przedstawicielka rasy panów decydowała o życiu i śmierci innych ludzi. Także mężczyzn. (...)
Co się z nią stało po wojnie?
Osiadła w swojej rodzinnej miejscowości, gdzie, o ironio, pracowała w ośrodku pomagającym biednym dzieciom. Wyszła za mąż, adoptowała syna. Najwyraźniej sama nie mogła mieć dzieci, ale starała się założyć normalną rodzinę, wrócić do życia. (...) Na Wschodzie tym kobietom puściły wszelkie hamulce. Po powrocie do domu potrafiły jednak zająć "swoje miejsce". Jakby nic się nie stało."
Dzień z życia kapo
Str. 126-127
"Po co Niemcom byli kapo?
Gdy więźniowie obozów sami się pilnowali, sami się bili i sami na siebie donosili - strażnicy mieli mniej roboty*. Instytucję kapo wymyślono ze względów praktycznych.
To było spontanicznie zaplanowane?
Nie ma mowy o żadnej spontaniczności - kapo byli nieodłącznym elementem obozowej machiny. Ich istnienie aprobowało najwyższe kierownictwo. Jedna z tajemnic sukcesów naszych obozów - tłumaczył w 1944 roku Heinrich Himmler - polega na tym, że część więźniów przejęła rolę strażników. Ten pomysłowy sposób pozwala nam utrzymać podludzi w ryzach."
*Komentarz MS:
Samoistnie nasuwa się myśl, że pomysł III Rzeszy został w praktyce jeszcze udoskonalony w przyszłości. I nasuwają się co najmniej dwa przykłady:
1. Funkcjonowanie całego państwa o nazwie Niemiecka Republika Demokratyczna
Tamże rolę kapo pełnili nawet członkowie rodzin. Państwo funkcjonowało dzięki strachowi i wzajemnemu donoszeniu na siebie przez jego obywateli.
2. Ekspansja firm niemieckich w młodej III Rzeczpospolitej i wynajęci polscy menadżerowie
Za kasę, auto służbowe i trochę władzy "młodzi wykształceni Polacy" wywindowani przez niegłupiego Niemca (czy tylko?) do roli kierowników i dyrektorów zamieniali się w bezwzględnych realizatorów planów i strategii. Jeśli w tych planach trzeba było zwolnić 1000 osób bez osłon socjalnych, realizowano to metodycznie.
piątek, 10 listopada 2017
Czy nastąpi inwestycyjna "ucieczka do przodu"?
Tej zimy czaka nas pewna niespodzianka. "Skansen narciarski" Szczyrk przeszedł zasadniczą przebudowę. Cztery nowe koleje: ma Jaworzynę, na Halę Skrzyczeńską (dwie) i na Malinów. Poszerzone lub nowe (obejście Golgoty, czarna na Beskidzie) trasy. Wspólny skipass na trzy ośrodki. I perspektywa dalszych inwestycji w przyszłości. Na obecny sezon Szczyrk oferuje już sześć nowoczesnych kolei narciarskich. To dużo. Naprawdę dużo.
Oto mapa ze strony www.szczyrkowski.pl:
Przy okazji nasuwa się refleksja, czy Szczyrk spowoduje u "konkurencji" inwestycyjną "ucieczkę do przodu"? Gdzie jeszcze w Beskidach i nie tylko są tradycje narciarskie, a obecnie jest kicha. Oto moje TOP10:
- mała przepustowość głównej kolei (360 osób na godzinę), co powoduje kolejki;
- brak parkingu pod wyciągami;
- w zasadzie to brak porządnego parkingu w ogóle;
- ten co jest, jest ... płatny;
- dojazd pod wyciąg jest dodatkowo ... płatny;
- ubikacje są ... płatne;
- trasy są rzadko ratrakowane;
- makabrycznie wolne krzesło na Goryczkowej;
- przejście z Goryczkowej na Gąsienicową wymaga kilkusetmetrowego spaceru pod górę i naprzeciw jadącym narciarzom;
- brak naśnieżania;
- zjazd do doliny to ścieżka, a nie trasa;
- do tego ceny jak w Alpach.
Wystarczy?
- wyprofilowanie i zasilenie wyciągiem samego Beskidka dla celów przywrócenia trasy treningowej;
- połączenie z Beskidem, skąd jest równy, stały i naturalny spad.
Oto mapa ze strony www.szczyrkowski.pl:
Przy okazji nasuwa się refleksja, czy Szczyrk spowoduje u "konkurencji" inwestycyjną "ucieczkę do przodu"? Gdzie jeszcze w Beskidach i nie tylko są tradycje narciarskie, a obecnie jest kicha. Oto moje TOP10:
- Miejsce 1 - Pilsko
- Miejsce 2 - Gubałówka
- Miejsce 3 - Kasprowy Wierch
- mała przepustowość głównej kolei (360 osób na godzinę), co powoduje kolejki;
- brak parkingu pod wyciągami;
- w zasadzie to brak porządnego parkingu w ogóle;
- ten co jest, jest ... płatny;
- dojazd pod wyciąg jest dodatkowo ... płatny;
- ubikacje są ... płatne;
- trasy są rzadko ratrakowane;
- makabrycznie wolne krzesło na Goryczkowej;
- przejście z Goryczkowej na Gąsienicową wymaga kilkusetmetrowego spaceru pod górę i naprzeciw jadącym narciarzom;
- brak naśnieżania;
- zjazd do doliny to ścieżka, a nie trasa;
- do tego ceny jak w Alpach.
Wystarczy?
- Miejsce 4 - Brenna
- Miejsce 5 - Szyndzielnia
- Miejsce 6 - Ochodzita
- Miejsce 7 - Druga strona Żaru
- Miejsce 8 - Beskidek
- wyprofilowanie i zasilenie wyciągiem samego Beskidka dla celów przywrócenia trasy treningowej;
- połączenie z Beskidem, skąd jest równy, stały i naturalny spad.
- Miejsce 9 - Nosal
- Miejsce 10 - Sucha Dolina
czwartek, 9 listopada 2017
"Cycate blondynki są podstawą kinematografii" (cyt.)
Ruszyła fala. Fala wyznań. Kolejne aktorki i celebrytki przypominają sobie, że kiedyś tam zostały zmolestowane. Przy czym słowo "zmolestowane" po rozłożeniu na czynniki pierwsze może mieć zupełnie różny ciężar gatunkowy. Jednej przypomniał się gwałt, a innej, że pewien reżyser tak lubieżnie na nią patrzył, że poczuła się zniesmaczona. Nie wiem, jak inni, ale ja widzę olbrzymią różnicę między seksem z trzynastolatką przyprowadzoną przez matkę znanemu polskiemu reżyserowi, a rubasznym komentarzem na temat biustu Nicole Kidman.
Cała akcja nosi w sobie znamiona nieco fałszywej i nieco zmanipulowanej. Słabością jej jest fakt, że o molestowaniu panie przypominają sobie po latach, czasem nawet bardzo wielu latach. I w sytuacji, kiedy ich kariera już dawno rozkwitła lub w pewnych przypadkach nawet przekwitła. Ciekawe, dlaczego nie zrobiły tego wcześniej, dużo wcześniej?
Ale summa summarum aktorkom raczej nic nie grozi. "Cycate blondynki są podstawą kinematografii" - jak głosił cytat z Trucizny Pilipiuka. Gorzej będzie w innych branżach. "Ja to już nie przyjmę żadnej baby" - stwierdził nieco szowinistycznie mój znajomy biznesmen. Cała nagle eksplodująca akcja może się więc obrócić przeciwko inicjatorkom. W końcu w każdym miejscu, gdzie gromadzą się tabuny ludzi płci obojga, także ich miejscu pracy, dochodzi do różnych interakcji. Niedawno w Warszawie młoda pani przemaszerowała nago w biurze przed kolegami. Akcja była wzorowana na znanym filmie. Jeśli każda dama przypomni sobie, co kiedyś jej ktoś powiedział lub nawet kto naruszył jej nietykalność cielesną, problem będzie miała każda firma. W efekcie każda firma wprowadzi pakiet regulacji przeciw molestowaniu. Tylko, że w ten sposób naruszony w pewnym stopniu zostanie porządek świata. Każda kobieta przecież kiedyś musi ... dać się jakiemuś mężczyźnie zmolestować. Zwykle kończy się to małżeństwem i dziećmi. Gdzie jest granica, która wyznacza różnicę między tym, że uwaga Tomka na temat wyglądu Ewki jest molestowaniem, a uwaga Grzesia na temat wyglądu Kaśki powoduje u niej różowienie policzków i generuje uśmiech na twarzy? Kto mi udzieli odpowiedzi?
Cała akcja nosi w sobie znamiona nieco fałszywej i nieco zmanipulowanej. Słabością jej jest fakt, że o molestowaniu panie przypominają sobie po latach, czasem nawet bardzo wielu latach. I w sytuacji, kiedy ich kariera już dawno rozkwitła lub w pewnych przypadkach nawet przekwitła. Ciekawe, dlaczego nie zrobiły tego wcześniej, dużo wcześniej?
Ale summa summarum aktorkom raczej nic nie grozi. "Cycate blondynki są podstawą kinematografii" - jak głosił cytat z Trucizny Pilipiuka. Gorzej będzie w innych branżach. "Ja to już nie przyjmę żadnej baby" - stwierdził nieco szowinistycznie mój znajomy biznesmen. Cała nagle eksplodująca akcja może się więc obrócić przeciwko inicjatorkom. W końcu w każdym miejscu, gdzie gromadzą się tabuny ludzi płci obojga, także ich miejscu pracy, dochodzi do różnych interakcji. Niedawno w Warszawie młoda pani przemaszerowała nago w biurze przed kolegami. Akcja była wzorowana na znanym filmie. Jeśli każda dama przypomni sobie, co kiedyś jej ktoś powiedział lub nawet kto naruszył jej nietykalność cielesną, problem będzie miała każda firma. W efekcie każda firma wprowadzi pakiet regulacji przeciw molestowaniu. Tylko, że w ten sposób naruszony w pewnym stopniu zostanie porządek świata. Każda kobieta przecież kiedyś musi ... dać się jakiemuś mężczyźnie zmolestować. Zwykle kończy się to małżeństwem i dziećmi. Gdzie jest granica, która wyznacza różnicę między tym, że uwaga Tomka na temat wyglądu Ewki jest molestowaniem, a uwaga Grzesia na temat wyglądu Kaśki powoduje u niej różowienie policzków i generuje uśmiech na twarzy? Kto mi udzieli odpowiedzi?
środa, 8 listopada 2017
Wyklęty powstań ludu ziemi
- Czy ty mnie jeszcze kochasz? - pyta żona oglądającego mecz w telewizji męża.
- Przecież chyba nie oczekiwałaś miłości w małżeństwie? - odpowiada pytaniem tenże.
- A skąd? Taka głupia nie byłam. Chyba... - odchodzi do kuchni rozczarowana żona.
Żyjemy w kraju absurdów. Dlaczego nie drażnią nas te absurdy? Odpowiedź jest banalna: bo jesteśmy spadkobiercami komuny, jesteśmy wychowani według komunistycznych zwyczajów i po trochu wszyscy jesteśmy komuchami. Nawet "naczelnik państwa", choć pewnie on by się na to oburzył; w końcu realizuje program prawicowy światopoglądowo, ale lewicowy ekonomicznie. Po prostu ta ideologia pozostawiła w nas jakiś ślad. Rzeczy, które powinny nas dziwić, przechodzą zaakceptowane.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie dziwi się, że Zakopane nadal nazywane jest "zimową stolicą Polski", choć z powodu wewnętrznych swarów nie ma tam praktycznie gdzie jeździć na nartach. Nie ma tam jak normalnie dojechać. A zimą nie ma tam też czystego powietrza. My pamiętamy, że kiedyś w Szczyrku na Skrzycznem najlepsza trasa kończyła się tam, gdzie nie było żadnego wyciągu. Do niego trzeba było maszerować około kilometra pieszo. Bez żadnych skibusów i tego typu zachodnich wynalazków. No, i maszerowało się. Ot, taka nasza specyfika.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie dziwi się, że kibice mobilizują piłkarzy do gry, "lejąc ich po mordach" lub przynajmniej zastraszając ich, co nie powoduje żadnej reakcji ani klubów tychże piłkarzy zatrudniających, ani służb ścigania. Ci sami kibice mają dziś "koncesję" na dystrybucję narkotyków na trybunach i na sprzedaż biletów na wyjazdy z marżą.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie pyta się, co stało się z walizkami wypełnionymi dolarami, które Amerykanie dali Polakom (przecież konkretnym ludziom, a nie "państwu") za prawo do prowadzenia więzień w Polsce, których ... oficjalnie nigdy nie było.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie pyta, jakie są wyniki amerykańskiego śledztwa w sprawie korupcji formy Hewlett Packard w ... Polsce.
Tylko człowiek wychowany w komunie akceptuje fakt kilkuletnich kolejek na publiczną wizytę do lekarzy specjalistów, podczas gdy ci sami specjaliści chętnie od razu przyjmują prywatnie.
Tylko człowiek wychowany w komunie akceptuje fakt dojenia kierowców przez prywatną firmę obsługującą wybudowaną za państwowe pieniądze autostradę z Katowic do Krakowa.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie dziwi się, że umoczona po uszy w aferze majątkowej pani prezydent dużego miasta nie ma zamiaru złożyć urzędu. Na Zachodzie niegdyś standard stanowiło złożenie dymisji przy jakichkolwiek podejrzeniach wobec polityka. Ot tak, dla czystości życia publicznego. Ale to nie u nas.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie dziwi się, że publicznie głos podnoszą pracownicy upadających jeszcze niedawno kopalń oraz uczący się młodzi lekarze, podczas gdy jest wiele innych grup zawodowych mocniej poszkodowanych. Ale jakoś nie słychać o strajku pracowników budowlanych, ciężko harujących za minimalne krajowe na budowach w całej Polsce. Jakoś nie słychać o strajku hutników. Nie słychać o strajku kierowców zawodowych. Dlaczego? Bo te grupy nie mają silnych związków lub od ich przyjścia do pracy nie zależny nasze zdrowie.
Powstaje przy okazji pytanie, dlaczego akurat teraz mamy falę strajków ogłoszonych lub po cichu "wykupionych"? Dlaczego teraz, a nie wówczas, gdy wszystko się waliło. Dlaczego nie było strajków, gdy upadał polski przemysł, gdy zamykano stocznie, huty, także kopalnie? Wydaje mi się, że wynika to z prostej zasady: bo teraz jest kasa! Polak przetrwa biedę z zaciśniętymi zębami. Polak będzie pracował za grosze od rana do wieczora. Ale pod jednym warunkiem: że inni mają podobnie. Znane są przykłady zespołów sportowych, którym kluby nie płaciły, a te wygrywały mecz za meczem. Do czasu. Jakiego czasu? Aż pojawiła się kasa do podzielenia na horyzoncie. Wówczas od razu dochodziło do swarów i buntów.
Żyjemy w kraju absurdów. Ale kto tworzy ten kraj absurdów? Jak to kto? To my, komuchy! Komunizm jest tak żrącą ideologią, że w jakimś stopniu wpłynął na nasze umysły. Ale obserwując to, co się dzieje w Europie, można rzecz, że na umysły Francuzów, Niemców, Włochów, czy ludów flamandzkich wpłynął on w stopniu dalece większym. Może dlatego tamże akceptuje się te komunobzdury, bo nie dotarł tam nigdy legalny socjalizm made in Europa Wschodnia.
A, i jeszcze jedno. O tym, że nadal żyjemy w komunie, informuje nas ... tabela piłkarskiej ekstraklasy, gdzie na czele widzimy, jak za Jaruzelskiego, Górnika i Legię. Ja proponuję "naczelnikowi państwa", aby w ramach ustawy dekomunizacyjnej zamiast likwidować pomniki "Jorga", zdelegalizował powstałe za komuny lub nielegalnie przywłaszczające sobie piłkarzy z całej Polski w tym okresie kluby. Czyli między innymi ... Górnika (wszystkie 14 tytułów zdobył za komuny) i Legię.
Oto tylko lekko zdekomunizowana tabela naszej ekstraklasy po 15 kolejkach:
1. Jagiellonia Białystok
2. Korona Kielce
3. Amica Wronki (na bazie tej licencji, a nie hołubionego za komuny Lecha grają piłkarze z Poznania)
4. Wisła Płock
5. Arka Gdynia
...
- Przecież chyba nie oczekiwałaś miłości w małżeństwie? - odpowiada pytaniem tenże.
- A skąd? Taka głupia nie byłam. Chyba... - odchodzi do kuchni rozczarowana żona.
Żyjemy w kraju absurdów. Dlaczego nie drażnią nas te absurdy? Odpowiedź jest banalna: bo jesteśmy spadkobiercami komuny, jesteśmy wychowani według komunistycznych zwyczajów i po trochu wszyscy jesteśmy komuchami. Nawet "naczelnik państwa", choć pewnie on by się na to oburzył; w końcu realizuje program prawicowy światopoglądowo, ale lewicowy ekonomicznie. Po prostu ta ideologia pozostawiła w nas jakiś ślad. Rzeczy, które powinny nas dziwić, przechodzą zaakceptowane.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie dziwi się, że Zakopane nadal nazywane jest "zimową stolicą Polski", choć z powodu wewnętrznych swarów nie ma tam praktycznie gdzie jeździć na nartach. Nie ma tam jak normalnie dojechać. A zimą nie ma tam też czystego powietrza. My pamiętamy, że kiedyś w Szczyrku na Skrzycznem najlepsza trasa kończyła się tam, gdzie nie było żadnego wyciągu. Do niego trzeba było maszerować około kilometra pieszo. Bez żadnych skibusów i tego typu zachodnich wynalazków. No, i maszerowało się. Ot, taka nasza specyfika.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie dziwi się, że kibice mobilizują piłkarzy do gry, "lejąc ich po mordach" lub przynajmniej zastraszając ich, co nie powoduje żadnej reakcji ani klubów tychże piłkarzy zatrudniających, ani służb ścigania. Ci sami kibice mają dziś "koncesję" na dystrybucję narkotyków na trybunach i na sprzedaż biletów na wyjazdy z marżą.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie pyta się, co stało się z walizkami wypełnionymi dolarami, które Amerykanie dali Polakom (przecież konkretnym ludziom, a nie "państwu") za prawo do prowadzenia więzień w Polsce, których ... oficjalnie nigdy nie było.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie pyta, jakie są wyniki amerykańskiego śledztwa w sprawie korupcji formy Hewlett Packard w ... Polsce.
Tylko człowiek wychowany w komunie akceptuje fakt kilkuletnich kolejek na publiczną wizytę do lekarzy specjalistów, podczas gdy ci sami specjaliści chętnie od razu przyjmują prywatnie.
Tylko człowiek wychowany w komunie akceptuje fakt dojenia kierowców przez prywatną firmę obsługującą wybudowaną za państwowe pieniądze autostradę z Katowic do Krakowa.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie dziwi się, że umoczona po uszy w aferze majątkowej pani prezydent dużego miasta nie ma zamiaru złożyć urzędu. Na Zachodzie niegdyś standard stanowiło złożenie dymisji przy jakichkolwiek podejrzeniach wobec polityka. Ot tak, dla czystości życia publicznego. Ale to nie u nas.
Tylko człowiek wychowany w komunie nie dziwi się, że publicznie głos podnoszą pracownicy upadających jeszcze niedawno kopalń oraz uczący się młodzi lekarze, podczas gdy jest wiele innych grup zawodowych mocniej poszkodowanych. Ale jakoś nie słychać o strajku pracowników budowlanych, ciężko harujących za minimalne krajowe na budowach w całej Polsce. Jakoś nie słychać o strajku hutników. Nie słychać o strajku kierowców zawodowych. Dlaczego? Bo te grupy nie mają silnych związków lub od ich przyjścia do pracy nie zależny nasze zdrowie.
Powstaje przy okazji pytanie, dlaczego akurat teraz mamy falę strajków ogłoszonych lub po cichu "wykupionych"? Dlaczego teraz, a nie wówczas, gdy wszystko się waliło. Dlaczego nie było strajków, gdy upadał polski przemysł, gdy zamykano stocznie, huty, także kopalnie? Wydaje mi się, że wynika to z prostej zasady: bo teraz jest kasa! Polak przetrwa biedę z zaciśniętymi zębami. Polak będzie pracował za grosze od rana do wieczora. Ale pod jednym warunkiem: że inni mają podobnie. Znane są przykłady zespołów sportowych, którym kluby nie płaciły, a te wygrywały mecz za meczem. Do czasu. Jakiego czasu? Aż pojawiła się kasa do podzielenia na horyzoncie. Wówczas od razu dochodziło do swarów i buntów.
Żyjemy w kraju absurdów. Ale kto tworzy ten kraj absurdów? Jak to kto? To my, komuchy! Komunizm jest tak żrącą ideologią, że w jakimś stopniu wpłynął na nasze umysły. Ale obserwując to, co się dzieje w Europie, można rzecz, że na umysły Francuzów, Niemców, Włochów, czy ludów flamandzkich wpłynął on w stopniu dalece większym. Może dlatego tamże akceptuje się te komunobzdury, bo nie dotarł tam nigdy legalny socjalizm made in Europa Wschodnia.
A, i jeszcze jedno. O tym, że nadal żyjemy w komunie, informuje nas ... tabela piłkarskiej ekstraklasy, gdzie na czele widzimy, jak za Jaruzelskiego, Górnika i Legię. Ja proponuję "naczelnikowi państwa", aby w ramach ustawy dekomunizacyjnej zamiast likwidować pomniki "Jorga", zdelegalizował powstałe za komuny lub nielegalnie przywłaszczające sobie piłkarzy z całej Polski w tym okresie kluby. Czyli między innymi ... Górnika (wszystkie 14 tytułów zdobył za komuny) i Legię.
Oto tylko lekko zdekomunizowana tabela naszej ekstraklasy po 15 kolejkach:
1. Jagiellonia Białystok
2. Korona Kielce
3. Amica Wronki (na bazie tej licencji, a nie hołubionego za komuny Lecha grają piłkarze z Poznania)
4. Wisła Płock
5. Arka Gdynia
...
Subskrybuj:
Posty (Atom)











