Niedawno Lindsey Vonn, najlepsza w historii alpejka świata, dziś powoli kończąca karierę, zdobyła swój ostatni medal igrzysk.
Cieszyła się z tego niezmiernie, czego nie omieszkałem opisać: link
A wczoraj zawodniczka rozbiła się na trasie MŚ, o czym pod tytułem: "Koszmarny wypadek Lindsey Vonn" informuje nas Onet: link
Tymczasem dziś Lindsey deklaruje swój ostatni start w ... najbliższą niedzielę.
Amerykanka niemieckiego pochodzenia (jak ok. 43 mln mieszkańców USA -największa grupa etniczna wg spisu z 2000 r.) jest niebywale silna, szybka, samodzielna, ładna (blondynka z kalendarza) i - co oczywiste przy takich cechach - samotna.
My, narciarze amatorzy z odległej Polski musimy jednak za inspirację i za siłę charakteru powiedzieć Lindsey w przeddzień jej wielkiego dnia ostatniego zjazdu (o ile faktycznie da radę) gromkie: DZIĘKUJEMY!
środa, 6 lutego 2019
wtorek, 5 lutego 2019
Ekologia. Nie liczy się dbałość o środowisko, lecz dostęp do ... pieniędzy
Jak podaje Dziennik Zachodni:
"W związku z budową nowej drogi rowerowej przy ulicy Żorskiej w Rybniku wycięto stare drzewa. Mieszkańcy podnieśli larum, ale tak naprawdę Żorska to jeszcze mały problem. Tu ścięto tylko kilkanaście drzew. Podczas budów innych tras dla rowerzystów w Rybniku ścięto w sumie 966 drzew."
Link do źródła: tutaj!
Generalnie sprawa jest oczywista. Są programy na dotacje na działania proekologiczne, w tym budowę ścieżek rowerowych. Skoro są pieniądze, to trzeba z nich skorzystać, w końcu grzechem by było tego nie zrobić. Ale jak na każdej budowie, aby te ścieżki rowerowe dla pasjonatów zdrowego trybu życia zbudować, trzeba wytyczyć ślad drogi w miarę rozsądny, a tam zwykle, trzeba trafu, mieści się jakaś budka z kebabem lub czasem nawet ... rosną drzewa.
Oczywistym jest więc, że aby być postrzeganym jako "proeko", aby pochwalić się potem w mediach dbałością o środowisko naturalne trzeba te drzewa (najlepiej po cichu) jak najszybciej ściąć. Pożytek z tego może być jeszcze większy, bo 966 drzew to też trochę trocin, a może i czasem porządnego drewna do ... sprzedania.
Ludzie zazwyczaj postępują racjonalnie. I tak też postępują władze Rybnika. One są tylko "proeko" na plakatach, a tak naprawdę - jak dla wielu innych - liczą się tylko pieniądze i zachowanie władzy dla dalszego pobierania tych pieniędzy.
Mamy w Polsce szereg protestów o treści proekologicznej. Kiedyś blokowano zaporę w Niedzicy (pełni funkcję przeciwpowodziową), teraz słychać o protestach na budowach elektrowni (zdecydowanie bardziej ekologicznych, niż te odstawiane) oraz przy budowie wielu dróg (ratujących życie mieszkańcom).
W międzyczasie potrafią powstawać hotele bez zezwolenia (Wisła) lub wbrew wydanym zaleceniom (Karpacz, Zakopane), powstawać wyciągi bez wymogów formalnych (Zieleniec, Andrychów) osusza się jeziora dla budowy komercyjnego zamku (Puszcza Notecka) oraz rodzą się pomysły wybicia wszystkich dzików, aby nie płacić odszkodowań rolnikom.
Wszystko to nosi znamiona absurdu i absolutnie nie wygląda na skoordynowany plan działań z poszanowaniem środowiska. Ot, tam gdzie są poważne pieniądze i dzikie pomysły, tam się je realizuje, a tam gdzie "mniejszy misio" chce na swojej działce uporządkować drzewostan, tam się go ustawia karą finansową, jak za wzięcie kredytu we franku szwajcarskim.
Gdyż, przypomnę, prawdziwą motywacją działania ludzi nie jest ekologia, lecz ... pieniądze. Ścieżki rowerowe buduje się dla pieniędzy, nie dla środowiska, a samych rowerzystów władze dowolnego miasta (nie tylko Rybnika) mają głęboko w nosie. Oni są tylko pretekstem. Zresztą postawienie na ścieżki rowerowe w Polsce w miastach nie ma żadnego sensu.
Nie ma sensu po pierwsze z powodów urbanistycznych. Aby w zurbanizowanym mieście utworzyć ścieżkę, trzeba skądś teren zabrać. Albo trzeba zabrać z pasa drogi - a wtedy wkurzą się kierowcy, czyli znacznie większa ilość wyborców, niż nawiedzeni rowerzyści. Albo trzeba zabrać z parku - wtedy trzeba oczywiście wyciąć mnóstwo drzew.
Nie ma sensu po drugie z powodów pogodowych. W Polsce na rowerze w sposób w miarę przyjemny da się jeździć od czerwca do września, o ile nie pada deszcz. A, trzeba trafu, akurat w tych miesiącach deszcz pada najczęściej, ot, konsekwencja miejscowego klimatu. W innych miesiącach jest po prostu za zimno. Oczywiście zapaleni rowerzyści powiedzą, że można kupić odpowiedni strój (za grubą kasę, rzecz jasna), ale to rozwiązanie dla zapaleńców. Aby nie być gołosłownym, na dziś ścieżka rowerowa w mieście wygląda tak:
"W związku z budową nowej drogi rowerowej przy ulicy Żorskiej w Rybniku wycięto stare drzewa. Mieszkańcy podnieśli larum, ale tak naprawdę Żorska to jeszcze mały problem. Tu ścięto tylko kilkanaście drzew. Podczas budów innych tras dla rowerzystów w Rybniku ścięto w sumie 966 drzew."
Link do źródła: tutaj!
Generalnie sprawa jest oczywista. Są programy na dotacje na działania proekologiczne, w tym budowę ścieżek rowerowych. Skoro są pieniądze, to trzeba z nich skorzystać, w końcu grzechem by było tego nie zrobić. Ale jak na każdej budowie, aby te ścieżki rowerowe dla pasjonatów zdrowego trybu życia zbudować, trzeba wytyczyć ślad drogi w miarę rozsądny, a tam zwykle, trzeba trafu, mieści się jakaś budka z kebabem lub czasem nawet ... rosną drzewa.
Oczywistym jest więc, że aby być postrzeganym jako "proeko", aby pochwalić się potem w mediach dbałością o środowisko naturalne trzeba te drzewa (najlepiej po cichu) jak najszybciej ściąć. Pożytek z tego może być jeszcze większy, bo 966 drzew to też trochę trocin, a może i czasem porządnego drewna do ... sprzedania.
Ludzie zazwyczaj postępują racjonalnie. I tak też postępują władze Rybnika. One są tylko "proeko" na plakatach, a tak naprawdę - jak dla wielu innych - liczą się tylko pieniądze i zachowanie władzy dla dalszego pobierania tych pieniędzy.
Mamy w Polsce szereg protestów o treści proekologicznej. Kiedyś blokowano zaporę w Niedzicy (pełni funkcję przeciwpowodziową), teraz słychać o protestach na budowach elektrowni (zdecydowanie bardziej ekologicznych, niż te odstawiane) oraz przy budowie wielu dróg (ratujących życie mieszkańcom).
W międzyczasie potrafią powstawać hotele bez zezwolenia (Wisła) lub wbrew wydanym zaleceniom (Karpacz, Zakopane), powstawać wyciągi bez wymogów formalnych (Zieleniec, Andrychów) osusza się jeziora dla budowy komercyjnego zamku (Puszcza Notecka) oraz rodzą się pomysły wybicia wszystkich dzików, aby nie płacić odszkodowań rolnikom.
Wszystko to nosi znamiona absurdu i absolutnie nie wygląda na skoordynowany plan działań z poszanowaniem środowiska. Ot, tam gdzie są poważne pieniądze i dzikie pomysły, tam się je realizuje, a tam gdzie "mniejszy misio" chce na swojej działce uporządkować drzewostan, tam się go ustawia karą finansową, jak za wzięcie kredytu we franku szwajcarskim.
Gdyż, przypomnę, prawdziwą motywacją działania ludzi nie jest ekologia, lecz ... pieniądze. Ścieżki rowerowe buduje się dla pieniędzy, nie dla środowiska, a samych rowerzystów władze dowolnego miasta (nie tylko Rybnika) mają głęboko w nosie. Oni są tylko pretekstem. Zresztą postawienie na ścieżki rowerowe w Polsce w miastach nie ma żadnego sensu.
Nie ma sensu po pierwsze z powodów urbanistycznych. Aby w zurbanizowanym mieście utworzyć ścieżkę, trzeba skądś teren zabrać. Albo trzeba zabrać z pasa drogi - a wtedy wkurzą się kierowcy, czyli znacznie większa ilość wyborców, niż nawiedzeni rowerzyści. Albo trzeba zabrać z parku - wtedy trzeba oczywiście wyciąć mnóstwo drzew.
Nie ma sensu po drugie z powodów pogodowych. W Polsce na rowerze w sposób w miarę przyjemny da się jeździć od czerwca do września, o ile nie pada deszcz. A, trzeba trafu, akurat w tych miesiącach deszcz pada najczęściej, ot, konsekwencja miejscowego klimatu. W innych miesiącach jest po prostu za zimno. Oczywiście zapaleni rowerzyści powiedzą, że można kupić odpowiedni strój (za grubą kasę, rzecz jasna), ale to rozwiązanie dla zapaleńców. Aby nie być gołosłownym, na dziś ścieżka rowerowa w mieście wygląda tak:
Nie ma sensu po trzecie z powodu niepowszechnej dostępności. Na rowerach do szkoły lub pracy lub do sklepu mogą dojeżdżać ludzie młodzi oraz zdrowi. Rzadko kiedy widzi się na przykład emeryta na rowerze, a ten też musi się dostać do najbliższej biedronki lub do lekarza. Liczba użytkowników ścieżek rowerowych jest więc bardzo ograniczona.
Nie ma też sensu z powodów ... zdrowotnych. Przedzieranie się do pracy na rowerze wśród dymiących samochodów stojących w korku nie jest na pewno działaniem prozdrowotnym. Jest działaniem gwarantującym raczej problemy zdrowotne. Jest też działaniem niebezpiecznym, ze względu na liczne skrzyżowania z drogami dla samochodów oraz często "połączenia" (bo nie dało się wytyczyć osobnego śladu) drogi dla rowerów z drogą dla samochodów.
Jest oczywiście sens budowy ścieżek rowerowych (także torów na rolki, itp.) na terenach słabo zurbanizowanych oraz na przykład w lasach. Jazda rowerem po lesie otaczającym aglomerację śląską jest czystą przyjemnością (na północ od Gliwic, na południe od Katowic, Rudy, itp.). Świetnie sprawdzają się też takie ścieżki na terenach turystyki letniej oraz na terenach słabo zurbanizowanych.
A w kwestii dalszego funkcjonowania ścieżek rowerowych proponuję dla zwiększenia bezpieczeństwa ruchu, bezpieczeństwa samych rowerzystów oraz dla usprawnienia ruchu drogowego (czyli dla większości społeczeństwa) następujące kroki legislacyjne:
- bezwzględne pierwszeństwo samochodów na skrzyżowaniach ze ścieżkami rowerowymi;
- bezwzględny zakaz jazdy w ruchu miejskim rowerami po drogach innych, niż ścieżki rowerowe, w szczególności zakaz jazdy rowerami między samochodami;
- drastyczne podniesienie wysokości mandatów za przejazd na rowerze (a nie prowadząc rower) po przejściu dla pieszych.
poniedziałek, 4 lutego 2019
Nie trzeba jechać w góry. Zima w mieście też potrafi być piękna. Cz. II
Niespodziewanie aura dała szansę na kolejny odcinek spektaklu pt. "Zima na Frynie też wygląda nieźle". Niżej dowody.
Geopolityka. Czy brexit doprowadzi do wojny? Nie sądzę
![]() |
| Irlandia Północna stanowi nie lada problem dla brexitu |
Akurat w całej tej układance brexit nie ma aż takiego istotnego znaczenia. W końcu Wielka Brytania zawsze w jakimś stopniu sama siebie izolowała i kulturowo, i politycznie. Problem z granicą irlandzką też zostanie jakoś rozwiązany, a powrót do wojny o Ulster na dziś jest raczej niemożliwy. Oczywiście zjednoczenie Irlandii marzy się niejednemu Irlandczykowi, ale na dziś to ci Irlandczycy już ... nie znają irlandzkiego. Niemal w komplecie na co dzień używają bowiem języka ... swoich oprawców. Po drugie: religia. Konflikt o Ulster jest też konfliktem religijnym. Tymczasem współcześni Irlandczycy i w ogóle mieszkańcy Wysp Brytyjskich nie wiedzą, co to religia. Młode pokolenie przestało w ogóle odwiedzać kościoły, oczywiście nie dotyczy to wyznawców islamu i meczetów.
Ale brexit burzy zastały porządek, który politycy by chcieli zakonserwować najlepiej na zawsze. W Europie obowiązuje przekonanie, że obecne granice są dane raz na zawsze, a jakakolwiek próba ich rewizji doprowadzi do wojny lub (co jest jeszcze gorsze dla polityków) zmiany ludzi i układów rządzących poszczególnymi krajami. Tymczasem takie myślenie to bzdura, oto kilka faktów:
- Gdy się urodziłem Polska graniczyła z ZSRR, Czechosłowacją i NRD. Dziś graniczy z Rosją, Litwą, Białorusią, Ukrainą, Słowacją, Czechami i zjednoczonymi Niemcami. Widzą państwo drobną różnicę?
- Z Jugosławii zostały strzępy, a na tych strzępach wyrosło morze państewek oraz wyrósł konflikt. Konflikt na dziś raczej zawieszony, niż zażegnany. Ścierają się tam tak przeciwstawne koncepcje, że aż strach je odgrzebywać. Narodowościowe, religijne, historyczne.
- Rosja wzięła sobie część Gruzji i część Ukrainy (Krym), przy czym tak zwany Zachód raczej szukał wyjścia w postaci legalizacji tej zabawy, niż jej przeciwstawieniu. "Przecież nikt nie będzie ryzykował wojny, a już na pewno wojny nuklearnej" - zabrzmiała naturalna odpowiedź.
Za rok będziemy świętowali (świętowali?) setną rocznicę traktatu z Trianon, kończącego żywot Austro-Węgier. Tymczasem przeczytałem ostatnio opinię, że Austro-Węgry były stabilizatorem sytuacji w Europie, jako siła między Wschodem i Zachodem.
Rozpadły się te Austro-Węgry wcale nie na Austrię i Węgry, ale na wiele, naprawdę wiele innych krajów. A najbardziej poszkodowane w tej grze zostały Węgry.
![]() |
| Podział narodowościowy Węgier przed i po Trianon |
![]() |
| Z Węgier sprzed I w. św. niewiele zostało po Trianon |
Dzisiejsza Europa w niczym nie przypomina tej sprzed I wojny światowej. Najbardziej martwi to, że nie ma dziś żadnego stabilizatora między Wschodem i Zachodem. Wieki temu stabilizatorem była Unia Polsko-Litewska, potem właśnie Austro-Węgry. Dziś największym graczem na tej linii jest niezbyt silna Polska. O niewielkiej sile naszej dyplomacji świadczą uniki i ukłony przez większymi "zwierzętami", w tym także ... ustawowe. Ponadto Wołodia wydaje się inteligentniejszy niż jego komunistyczni poprzednicy i ... wcale nie che tej Europy wziąć siłą, jak można po dobroci. Układ w którym Niemcy ramię w ramię z Francuzami robią interesy z Rosją jest dla krajów środka Europy fatalny. Tli się jeszcze w nas nadzieja, że układ niemiecko-francusko-rosyjski jest nie do przyjęcia dla USA. Może tak być, ale warto też spojrzeć na Syrię, gdzie pragmatyczny jednak Trump grzecznie ustąpił Putinowi.
Jaka będzie Europa za 20-30 lat? Nie wiadomo. Jedno jest pewne: nie będzie taka sama. Unia Europejska w dzisiejszym kształcie na pewno nie przetrwa, i albo się podzieli na dwa obozy, albo kompletnie zmieni się jej układ, albo po prostu się rozpadnie. Jakie to wyzwoli demony? Kto wygra na tych zmianach? Tego jeszcze nie wiadomo, a rzeczywistość bardzo szybko zmienia się na naszych oczach. Imigracja ostatnich lat i ruchy demograficzne mogą przyczynić się do zmiany układów sił, albo nawet do ostrych rozruchów wewnętrznych, czego preludium mamy dziś we Francji. Jak wyjdzie z tej rozgrywki Polska? Może wyjść silniejsza, jeśli uda jej się stworzyć lub wesprzeć blok państw środkowoeuropejskich, a może wyjść też po raz kolejny jako czyjaś kolonia, niekoniecznie nawet formalna.
niedziela, 3 lutego 2019
Dlaczego Polacy odnajdują się w lidze włoskiej
![]() |
| Klimat włoskich stadionów |
Powyższe ukazuje nam dwie prawdy, jedna o światowej piłce, druga o polskiej:
- Nieważne, czy jesteś piłkarzem wybitnym (Lubański, Cieślik), ważne abyś żył w odpowiednich czasach, strzelał gole w odpowiednich momentach i dla odpowiednich klubów. Niespodziewany i pierwszy w karierze drastyczny wzrost formy Piątka przyszedł w odpowiednich czasach (rekordy transferowe na rynku), w odpowiednim momencie oraz w odpowiednim klubie. Bo gdyby ten nagły szczyt formy złapał w dajmy na to w Sandecji Nowy Sącz, to co najwyżej kupiłaby go Jagiellonia. A tu wszystko jest o czasie, a Piątek ... nigdy wcześniej nie miał tak dobrych statystyk, jak w lidze włoskiej. W Zagłębiu Lubin strzelał gola w co piątym meczu, w Cracovii - co drugim, a w Genoi - średnio niemal w każdym.
- W Polskiej piłce jest wielka posucha. Kluby dostają bęcki w europejskich eliminacjach do eliminacji pucharów, kadra zaliczyła solidny spadek formy i pozycji w rankingach, a polscy piłkarze mają problem z zaatakowaniem jakiejkolwiek solidnej ligi, poza ... włoską.
Dlaczego Polacy radzą sobie dziś we Włoszech? Bo, że sobie radzą, to widać. Dawno temu w zasadzie był jeden Boniek i nic, parę lat temu niespodziewaną karierę w Torino zrobił Glik, a teraz mamy istny wysyp biało-czerwonych na Półwyspie Apenińskim: wspomniany Piątek, Stępiński, Zieliński, prawdopodobnie odejdzie z Sampdorii jednak Kownacki. Ale liga włoska jest najbardziej polska chyba ze wszystkich lig zagranicznych, a wkrótce może będzie bardziej polska niż ... liga polska. Najpierw sprawdźmy, gdzie sobie nie radzą:
- Niemcy - tam wymaga się przede wszystkim zaiwaniania od linii do linii przez 90 minut lub dłużej, bez czasu na rzucenie ręcznika. Wiem, bo widziałem na żywo, i to co rzuciło mi się w oczy przede wszystkim, to tempo gry. Tam wszystko odbywa się na "pełnej k...", czego żaden piłkarz z polskiej ligi nie wytrzymuje. Żaden, nawet Lewandowski. To znaczy teraz już wytrzymuje, ale swego czasu potrzebował roku na aklimatyzację i Kloppa na ławce, aby to było możliwe.
- Anglia - tam wymaga się walki i siły fizycznej, jak u gladiatorów, do tego tempo jest niemal równie szybkie, jak w Niemczech. Znów żaden piłkarz z polskiej ligi... Poza bramkarzami, ale ci mają z górki, bo Anglicy ... bronić nie potrafią.
- Hiszpania - ojejku, tam poziom techniki jest dla naszych odjechany. Nie ma w Polsce takich dryblerów, nie ma też w ogóle ... szkolenia w tym kierunku. Żaden trener w Polsce nie pochwali juniora za kiwnięcie pięciu rywali i zatrzymanie się na szóstym. Taki junior od trenera dostanie gromki OPR.
Dlaczego więc Włochy? Tu można dywagować, ale moim zdaniem:
- Po pierwsze - spryt. Włosi nie lubią biegać, jak Niemcy, nie mają muskułów, jak Anglicy i nie dryblują, jak Hiszpanie. Ich celem nie jest bycie najszybszym, najwytrzymalszym, ani nawet zagranie pięknego meczu. Ich celem jest wygranie meczu najmniejszym nakładem sił, najlepiej 1-0, po wczesnym golu po rzucie karnym niesłusznie przyznanym przez sędziego i skuteczne catenaccio przez resztę meczu. Polacy, którzy nie są gladiatorami, mistrzami świata w biegu na sto metrów, ani dryblerami z kosmosu, ale za to wiedzą gdzie raz lub dwa na 90 minut należy się znaleźć i - co ważne - mają tyle sprytu aby te okazje wykorzystać, są niezwykle cenieni. Włosi lubią i zawsze lubili swoich idoli, którzy odpoczywają przez 3/4 meczu, ale jak już biegną, to wynikają z tego gole.
- Po drugie - otoczka. Włoskie stadiony przypominają polskie, a w zasadzie przypominały, bo u nas modernizacja jednak nastąpiła w szerszym zakresie. Ale takie obiekty, jak Parmy, Fiorentiny, czy Chievo - to takie nasze stare duże obiekty, które powoli burzymy. I do tego kibice, a w zasadzie kibole. "Faszyści" z Lazio, "komuniści" z Romy i wiele innych odłamów różnych bojówek. Klubami rządzą kibole, nie zarządy. Na stadionach bójki, racowiska, gonitwy i zasieki, jak na stadionie Wisły. Wypisz, wymaluj, niemal wszystko jak w naszym kraju.
- Po trzecie - naśladownictwo. Sukces Glika otwarł rynek na Polaków i spowodował sukces innych. Teraz, jeśli Piątek sprawdzi się w Milanie, można się spodziewać penetrowania naszej ligi przez włoskich menedżerów w najbliższym czasie. W zasadzie, to pewnie już to ma miejsce.
![]() |
| Włoskie curiosum: stadion wpisany w ... stadion w Cagliari |
Obyczaje i bezpieczeństwo. Her name was Lola, she was a showgirl
"Her name was Lola, she was a showgirl (...) His name was Rico, he wore a diamond"
![]() |
| Narodziny Wenus |
Parafrazując piosenkę Manilowa można rzec bez emocji:
- No cóż, takie historie zdarzają się notorycznie.
Dlatego być może historia pornoposła Stefana przeszła przez opinię publiczną także bez większych emocji. Ot, nie takie rzeczy Polacy widzieli. Polska to nie Stany Zjednoczone, gdzie zbyt namiętnie patrzący na koleżankę kongresmen "z mety" traci posadę. Polsce bliżej do standardów włoskich i casusu Berlusconiego, któremu imprezy typu "bunga-bunga" nie przeszkadzały w karierze.
Oczywiście pornoposeł powinien mieć problemy (oprócz życiowych) z zupełnie innego powodu, niż oburzenie opinii publicznej. Powinien mieć problemy, gdyż nie wiadomo co komu dał lub obiecał w zamian za...
Natomiast zastanawia w całej tej historii drastyczna nieostrożność pornoposła. W końcu biznesmeni oferujący mu panienki byliby durniami, gdyby nie zabezpieczyli dowodów tej, hmmm, zabawy. To oczywiste. Oczywiste też jest, że jeśli takie historie miały miejsce od lat, to ... wszystkie służby o tym wiedziały. Jeśli wiedziały, to wiedziały też, jak tym pornoposłem sterować. W końcu w każdym podręczniku działalności wywiadowczej jest napisane jak byk, że przy werbunku ideowość jest podejrzana, a tak naprawdę najlepsza jest wiedza, a przekładając to na język operacyjny, w konsekwencji najlepszy jest szantaż.
Stąd na przykład w historii peerelu tak liczna wśród donosicieli bezpieki była liczba kochających inaczej, kochających zbyt mocno, kochających, mimo, że miłość w ich "zawodzie" nie była wskazana, hazardzistów, alkoholików, itp.
A ja mogę do tej historii dorzucić cegiełkę i wspomnieć moją opowieść sprzed lat, cytuję niżej:
"środa, 9 grudnia 2015
ROZMOWY KONTRAKTOWE W ROSJI
Poniedziałek rano, w hotelu
TOMEK (wiceprezes ds. ekonomiczno-finansowych): Ale super obiekt, nie?
ADAŚ (prezes spółki giełdowej): Pewnie, tylko po co te gęste kwiatki na
stole?
TOMEK: Pewnie taka dekoracja.
ADAŚ: Słuchaj, musimy pogadać przed rozmowami z nimi
o tym kontrakcie. Najważniejsze jest, że nie mogą za nic wyczuć, jak ważna dla nas jest sprawa jego podpisania. Spada sprzedaż dla Szkopów, nie udało się z Żabojadami, jak się nie uda też z Ruskimi będzie klapa i nas odwołają.
o tym kontrakcie. Najważniejsze jest, że nie mogą za nic wyczuć, jak ważna dla nas jest sprawa jego podpisania. Spada sprzedaż dla Szkopów, nie udało się z Żabojadami, jak się nie uda też z Ruskimi będzie klapa i nas odwołają.
TOMEK: Może nie będzie tak źle?
ADAŚ: Będzie, wierz mi, rada nadzorcza będzie musiała akcjonariuszom kogoś
spalić na stosie.
TOMEK: No dobra, ale pamiętaj, cena nie może być niższa niż dwieście
zielonych za sztukę, najlepiej na starcie zażądajmy trzystu, a potem się
zobaczy.
ADAŚ: Spróbujemy, ale wierz mi, Tomuś, musimy ten kontrakt podpisać.
TOMEK: Dobra, chodźmy jeszcze do baru, machniemy sobie drinka przed
wyjazdem. Kto ci w ogóle ten hotel polecił, z drinkami w cenie, jak na Moskwę supertanio, no, no…
ADAŚ: To Siergiej, patrz, jaki ma gust.
Nazajutrz w hotelu
ADAŚ: Ale mnie łeb… Ale impreza była.
TOMEK: Ale z tymi panienkami w prezencie to przesadzili.
ADAŚ: Ale ta czarna …
TOMEK: Ty się lepiej zastanów, jak my się wytłumaczymy.
ADAŚ: Nic się nie bój, kontakt podpisaliśmy, co prawda cena jest trochę niekorzystna,
ale kto o tym wie.
TOMEK: Trochę niekorzystna? Sam koszt produkcji to sto pięćdziesiąt, a
będziemy sprzedawać za sto czterdzieści.
A gdzie transport, gdzie koszty przedstawicielstwa
w Moskwie? I te terminy płatności?
A gdzie transport, gdzie koszty przedstawicielstwa
w Moskwie? I te terminy płatności?
ADAŚ: Ale dali nam bankową gwarancję zapłaty.
TOMEK: Wystawioną w ruskim banku. Nie podoba mi się to.
ADAŚ: Słuchaj, najważniejsze, że żyjemy. Podpisaliśmy kontrakt stulecia,
nie odwołają nas. Damy komunikat do prasy, opiszemy sukces w postaci znakomitej
umowy, napiszemy
o wielomilionowej sprzedaży, łykną to.
o wielomilionowej sprzedaży, łykną to.
TOMEK: Ale rada? Jak się wytłumaczymy radzie?
ADAŚ: Z ciebie dupa, a nie wiceprezes do spraw finansowych. Weź, zleć
przygotowanie materiałów temu naszemu nowemu kontrolerowi, Krzysiowi, gość jest
wart każdych pieniędzy. On sobie poradzi. Pamiętasz, jak sklecił materiał o
pozytywnych skutkach restrukturyzacji potwierdzonych znaczącą redukcją kosztów
działalności?
TOMEK: No tak, przy realnym wzroście o dwadzieścia procent. Ale jazda. Już
mi wrócił humor.
ADAŚ: Ale skurczybyki negocjowali, są nieźli, zupełnie jakby mniej pijani
byli, jednak tu to mają głowy.
TOMEK: Co się dziwisz, lata treningu. Na przedstawiciela trzeba będzie
wyznaczyć Jurka, ten to ma łeb, da im radę.
ADAŚ: No i trzeba będzie mu jakiś niezły wózek kupić, widziałeś, czym oni
jeżdżą? Ale, kurczę, negocjowali z nami, jakby wszystkie tajemnice znali!
Tydzień później
ADAŚ: Słuchaj… wiesz… przyszła do mnie przesyłka.
TOMEK: O w… Do ciebie też? Pokaż.
piątek, 1 lutego 2019
Narciarska stolica Polski ma niekorzystne położenie ... geograficzne. Analiza wiatrów
Szczyrk stał się na powrót narciarską stolicą Polski. Nie ma co do tego wątpliwości. Co prawda kłamstwo sto razy powtarzane staje się ponoć prawdą, ale ta "prawda" jest nie do obrony w przypadku ciągu słów "Zakopane zimową stolicą Polski". Zakopane jest dziś bowiem narciarską wiochą, niespecjalnie jest tam gdzie jeździć na nartach.
Narciarską stolicą Polski jest Szczyrk. To już ustaliliśmy. Ale ta odnowiona narciarska stolica Polski ma pewien problem pogodowy. Zresztą, zobaczmy, jak to wyglądało dzisiaj:
Jeśli ktoś uważał na lekcjach geografii, to wie, że w Polsce dominują wiatry z zachodu. W pogodzie inaczej niż w polityce, to co ze wschodu, to dobre (rosyjskie wyże), to co złe - z zachodu (niże atlantyckie). Trudne wiatry, takie jak dzisiejsze, w zasadzie w górach zdarzają się głównie z zachodu, czasem dość silne lub, rzadziej, z południa, gdy wieje wiatr halny. A gdy wieje halny, to nawet owce się przed wiatrem chowają.
Niżej zamieszczony graf tłumaczy, że Szczyrk ma wyjątkowo niekorzystne położenie wobec najczęściej występujących wiatrów zachodnich (na zdjęciu czerwone strzałki) oraz w miarę niekorzystne na silne wiatry południowe (na zdjęciu niebieska strzałka). Analiza faktów wskazuje na to, że zwłaszcza wiatry zachodnie oddziałują bezpośrednio na koleje linowe:
Narciarską stolicą Polski jest Szczyrk. To już ustaliliśmy. Ale ta odnowiona narciarska stolica Polski ma pewien problem pogodowy. Zresztą, zobaczmy, jak to wyglądało dzisiaj:
Jeśli ktoś uważał na lekcjach geografii, to wie, że w Polsce dominują wiatry z zachodu. W pogodzie inaczej niż w polityce, to co ze wschodu, to dobre (rosyjskie wyże), to co złe - z zachodu (niże atlantyckie). Trudne wiatry, takie jak dzisiejsze, w zasadzie w górach zdarzają się głównie z zachodu, czasem dość silne lub, rzadziej, z południa, gdy wieje wiatr halny. A gdy wieje halny, to nawet owce się przed wiatrem chowają.
Niżej zamieszczony graf tłumaczy, że Szczyrk ma wyjątkowo niekorzystne położenie wobec najczęściej występujących wiatrów zachodnich (na zdjęciu czerwone strzałki) oraz w miarę niekorzystne na silne wiatry południowe (na zdjęciu niebieska strzałka). Analiza faktów wskazuje na to, że zwłaszcza wiatry zachodnie oddziałują bezpośrednio na koleje linowe:
Sytuację w mieście ratuje dzielnica Biła. Tamże umieszczona jest zdecydowanie przeinwestowana stacja na krótkiej górce Beskid. Zwężenia, utrudnienia, tunele, krótkie trasy, głośna muzyka, niebezpieczny dojazd do bramek wyciągu - to decyduje o małej atrakcyjności tej stacji, w którą władowano ponoć dziesiątki milionów złotych. Ale na razie efekt "d... nie urywa". Ale stacja ma pewną zaletę. Jest nią właśnie odporność na istotne wiatry:
Dobre usytuowanie geograficzne mają też stacje w Istebnej oraz Wiśle, jako alternatywa dla "wietrznego" Szczyrku. Tak wygląda sytuacja na Złotym Groniu (narażona głównie górna stacja):
Tak na Stożku (ochrona linii gór oraz lasu):
A tak na Soszowie:
W podsumowaniu można napisać, że połączone Skrzyczne z Małym Skrzycznem jest na dziś najlepszą stacją narciarską w Polsce i pierwszym wyborem dla narciarzy ze Śląska o ile ... nie wieje zbyt mocno. Przy niekorzystnych pogodach wietrznych nie warto tam jechać i można od razu wybierać ... inne lokalizacje, położone zdecydowanie lepiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















