wtorek, 27 lutego 2018

Profesjonalny polski piłkarz

- Co robi polski profesjonalny piłkarz w czasie meczu, jeśli znalazł się poza kadrą meczową?
- Pewnie ciężko trenuje na siłowni lub na bieżni, aby poprawić formę i wrócić do składu?
- Otóż nieprawda. Profesjonalny piłkarz jedzie zobaczyć mecz swojej drużyny.
- To zrozumiałe. Chce przecież na żywo analizować taktykę i rozgryźć rywali.
- No pewnie. Rywale zostali rozgryzieni w boju bezpośrednim, szkoda że nie piłkarze, a kibice. Taktyka też była zanalizowana. Najpierw posiłek (czyli alkohol), a potem walka! Grzegorzowi K. gratulujemy też rozgłosu medialnego. Nie miał tak gorącej prasy, nawet jak beczał w Niecieczy po spadku po dramatycznie słabym swoim i drużyny sezonie.

Akcja monopolizacja odcinek kluczowy

Podpisano list intencyjny stanowiący pierwszy krok do połączenia Orlenu z Lotosem. Tryb fuzji został uruchomiony. Za rok, może dwa, będziemy mieli jednego giganta paliwowego. Klientom z tej okazji życzymy wszystkiego najlepszego:

niedziela, 25 lutego 2018

Recencja. Nocne mroźne jazdy bez pikników na Złotym Groniu

NOCNE JAZDY

Nocne jazdy na Złotym Groniu trwają codziennie od godz. 17:00 do godz. 21:00. Obejmują jedną trasę o bardzo charakterystycznym profilu: łagodnie, ostro, przełamanie, długi łagodny dojazd. Trasa jest doprawdy w miarę długa 800-900 m i doprawdy szeroka (ok. 100 m).

WYCIĄG I PRZERÓB

Stok obsługuje bardzo nowoczesna wyprzęgana kanapa. Przy szybkim wyciągu o długości ok. 800 m można w ciągu godziny zjechać do 10-11 razy. Oznacza to teoretyczną możliwość ponad 40 zjazdów w czasie wieczornym, przy założeniu braku jakichkolwiek przerw, kolejek i odpoczynku. Oczywiście mało który narciarz jest tak uparty i ma tak doskonałą kondycję.

OŚWIETLENIE

Jest dwustronne, to plus. Jego siła mogłaby być jednak odrobinę większa. Na trasie są ciemniejsze "plamy".

WARUNKI

Doprawdy prawie doskonałe, choć prawie czyni pewną różnicę. Nie można niczego zarzucić ilości śniegu. Jest go solidnie dużo na całej długości i szerokości trasy. Ratraki też spisują się na Groniu na medal. Trasa jest zawsze doskonale przygotowane. Dziś o tym "prawie" decydowała jednak pogoda. Dolna stacja informowała o solidnym mrozie, tak do -15 stopni. Można się tylko domyślać, że na górze było ... jeszcze chłodniej. Stąd wasz znamienity autor nie pobił rekordu, bo przerwy jednak były potrzebne. Ale solidnie ponad 20 zjazdów w tym mrozie to też niezły wynik. A jeździło się doskonale, bo kompletnie bez pikników. Na trasie luz, na wyciągu luz. Stację odwiedzili sami zapaleńcy. Mróz zatrzymał pikników w domu. Niech żałują, bo jazda po równym i zmrożonym stoku była wyśmienita.

CENA

4 godziny wieczornej jazdy kosztują na Złotym Groniu 50 zł. Drożej niż w Wiśle, ale ujdzie. W zamian otrzymujemy szybki wyciąg.

GASTRONOMIA

Tu duży plus. Na dole porządny bufet. Na górze wyższej klasy restauracja (Karczma Złoty Groń) z salą szybkiej obsługi dla narciarzy. Wybór dań i sposobów podania godziwy. Wrażenia estetyczne też niezłe.

PYTANIA

Wieczorem na Groniu jeździ się świetnie i bez kolejek. Gdyby szukać wątpliwości i mankamentów, trzeba by zadać następujące pytania:
  • Dlaczego stok nie jest połączony trasami, oświetleniem i biletami wieczornymi z pobliskim Zagroniem?
  • Dlaczego od tego sezonu nie działa pobliski orczyk?
  • Dlaczego nie ma tam oświetlenia?
Gdyby ww. kwestie udało się rozwiązać, mielibyśmy taką mniejszą "Białkę" na jednym długim zboczu Istebnej, z widokiem na (nieczynną niestety) Ochodzitą w Koniakowie.


sobota, 24 lutego 2018

Recenzja. Nocne jazdy na Stoku

Przyhotelowy stok, czyli Stacja Narciarska Stok, funkcjonuje w nowej szacie od zeszłego sezonu.

NOCNE JAZDY

Nocna jazda odbywa się na wyratrakowanej trasie w godz. 17-21. Cena za tę przyjemność wynosi raptem 40 zł.

WYCIĄG I PRZERÓB

Na Stoku jest nowe niewyprzęgane czteroosobowe "krzesło". Długość ponad 800 m. Cykl jednego wjazdu i zjazdu dla dobrego narciarza to ok. 8 min. Bardzo uparty narciarz mógłby więc wykręcić w czasie obowiązywania karnetu wyśrubowany wynik ok. 30 zjazdów. Ale w dzisiejszych warunkach nie było to możliwe. Po pierwsze tak zawiało i zamiotło, że "coś widać" było dopiero od ok. 17:30 i od tej godziny można było jakoś jeździć. Po drugie dzisiejsze temperatury wymuszały przerwy w barze na ciepłą herbatę. Waszemu znamienitemu autorowi udało się wykręcić wynik ok. 20 zjazdów, co nie jest w tych warunkach niczym wstydliwym.

OŚWIETLENIE

Mówiąc szczerze, takie sobie. Nie jest źle, ale do ideału brakuje.

WARUNKI

Dosypało trochę świeżego śniegu, a podkład wygląda naprawdę solidnie. Warunki były niemal idealne, niemal, bo świeży śnieg wpłynął na lekkie zrąbanie trasy.

TRASY

To co zrobiono na miejscu starej wąskiej trasy obsługiwanej orczykiem budzi szacunek. Trasa czerwona liczy 850 m wzdłuż "krzesła" i jest doprawdy świetna i szeroka. Taka kopia tej z Nowej Osady, ale lepsza, bo ostrzejsza. Jednak 200 m różnicy poziomów robi swoje. A tylko ostatnie 200 m trasy jest łagodne. Natomiast niebieska stanowi fajną alternatywę. Jest węższa, ale ciekawa: kręta i łagodna.

PODSUMOWANIE

Za 40 zł otrzymujemy możliwość naprawdę fajnego treningu. Jak na "mały przyhotelowy" stok, lub raczej Stok, całkiem nieźle! Plusem jest też wybrukowany kostką parking. Minusem takie sobie barowe menu bufetu. Tu można było liczyć na więcej przy ekskluzywnym hotelu.


Nie ma ludzi z idealnymi życiorysami

Giuseppe Garibaldi
Podaję za Wirtualną Polską:
"Giuseppe Garibaldi jest patronem Szkoły Podstawowej nr 29 na Powiślu, ale prawdopodobnie już niedługo. Sprawa jest jednak poważniejsza. Argumenty dyrektora placówki nie spodobały się bowiem ambasadorowi Włoch. Alessandro De Pedys w liście tłumaczy dlaczego."
(...)
"Dyrektor podstawówki, tłumacząc chęć zmiany nazwy szkoły, miała mówić o "awanturnictwie, piractwie, antysemityzmie" w odniesieniu do Giuseppe Garibaldiego. Ambasador Włoch zareagował. - Obraziliście moich rodaków - podkreślił."
(...)
"Nowym patronem szkoły ma zostać Jan Bytnar „Rudy”, harcerz Szarych Szeregów.
Zmianą szkoła zajmie się jednak dopiero w marcu."

W komentarzu stwierdzam, że jeśli pójdziemy tą drogą, partonami szkół będą mogły zostać tylko postacie z bajek, np. "Kopciuszek" (bardzo na czasie, dziś wiele wolnych kobiet poluje na bogatego księcia) lub "Czerwony Kapturek". Bo idealnych życiorysów nie ma:
  • Sam chodziłem do szkoły, której partonem był - jakby ktoś się uparł - komunista Gustaw Morcinek. Zawodowo pisarz, całkiem niezły zresztą.
  • Patronem wielu szkół jest niejaki Józef Piłsudski - socjalista (czyli dziś "be"), bezbożnik (czyli dziś "be"), dyktator, rozwodnik, na pewno osoba odpowiedzialna za więzienie bez sądu wielu osób. Aż dziw, że obrany na bohatera narodowo-katolickiej strony polskiej sceny politycznej.
  • Idolem wielu osób jest niejaki Roman Polański - osoba oskarżona w USA za obcowanie płciowe z 13-latką (sic!). Nota bene córeczkę na "harce" ze znanym reżyserem przywiozła osobiście do domu Jacka Nickolsona (sic!) jej mamusia (sic!).
  • Idolem fanów tenisa jest niejaki Wojciech Fibak - wg artykułów sprzed paru lat był osobą służącą kontaktami dla młodych tenisistek, które chciałyby "porozmawiać" z bogatymi biznesmenami.
  • Fani piłki nożnej mojej młodości pasjonowali się wyczynami bramkarza (znakomitego zresztą) Józefa Młynarczyka. Tymczasem Andrzej Iwan w swojej autobiografii Spalony odsłania fakt, że Młynarczyk rzadko który mecz grał, nie będąc co najmniej na poważnym kacu.
Wniosek: nie ma ludzi i życiorysów bez skazy! Po prostu nie ma!


Jestem trzecia! Jest świetnie! Jestem szczęśliwa! Marzyłam o tym medalu!

Szczęśliwa i dumna z brązowego medalu Lindsey Vonn
Zimowe igrzyska w Korei pokazują, że polskim kibicom i Polakom w ogóle chyba czasem brakuje luzu. Tymczasem trzecia na mecie igrzysk Amerykanka uczy nas jak cieszyć się z medalu. Podaję za Dziennikiem Zachodnim:
Artykuł tutaj

"Włoszka Sofia Goggia ze złotem, sensacyjna Norweżka Ragnhild Mowinckel ze srebrem, ale najwięcej i tak wszyscy mówili o tej, która zdobyła brąz. Dla 33-letniej Lindsey Vonn, która nie schodzi z czołówek amerykańskich wiadomości, był to ostatni olimpijski zjazd w karierze. Kiedyś ulubienica Ameryki. Nietrudno zrozumieć dlaczego. Nie dość, że najwybitniejsza alpejka w dziejach (rekordowe 81 zwycięstw w Pucharze Świata), to jeszcze z biografią, w którą upakowane jest kilka filmowych historii. Poważne kontuzje i spektakularne powroty, upadki na stoku i w życiu osobistym, głośne związki i jeszcze głośniejsze rozstania, walka z depresją. Ludzie kochają takie historie."
Jestem trzecia! Jestem szczęśliwa!

I dalej:

"Dla Amerykanki czas od igrzysk w Vancouver – w Soczi nie wystartowała z powodu kontuzji – to było trudne osiem lat. - Tylko ja wiem przez co przeszłam, żeby znaleźć się w Korei. Zrobiłam wszystko, że zdobyć tu medal. Jasne, złoto byłoby jeszcze lepsze, ale trzeba na to spojrzeć z odpowiedniej perspektywy. Ten brąz to spełnienie marzeń. Jestem z siebie dumna."
Pozdrawiam wszystkich fanów

W ten sposób Lindsey uczy nas, jak cieszyć się z wcale nie takich małych rzeczy. Pojawiają się pytania:
  • Jak to się ma do faktu, że niektóre polskie media ogłosiły stan klęski narodowej wobec dorobku Polaków na igrzyskach? A przecież mamy dwa medale, w tym jeden złoty.
  • Jak to się ma do - dosłownie - marudzenia skoczka Kota ("Nie po to tu przyjechałem, aby tak skakać" i takie tam) wobec swoich wyczynów na igrzyskach? Panie Kot! Pan masz medal z olimpiady! To wyczyn i chwała!
  • Klęska narodowa? Przecież na tej olimpiadzie my - Polacy - zdobyliśmy pierwszy zimowy medal drużynowy! Powtarzam: drużynowy! To wyczyn dla narodu indywidualistów. Niemcy, ok. Oni mają w genach podporządkowywanie się rozkazom ("Arbeiten schneller!" i takie tam) oraz ciężkim treningom. Ale Polacy? Dokonaliśmy niemal niemożliwego.
    A w tle wiecznie niezadowolony Kot "maruda"



niedziela, 18 lutego 2018

Łagodzenie napięć międzynarodowych. Opowiadanie historii sztuką polityczną

"Dyplomata to człowiek, który dwukrotnie się zastanowi, zanim nic nie powie"
Winston Churchill

"Dyplomacja to opierający się na założeniach naukowych zespół metod i środków służących realizacji polityki zagranicznej państwa oraz sztuka osiągania poszczególnych zadań i celów, sztuka utrzymywania stosunków między państwami i organizacjami międzynarodowymi."

stosunki-miedzynarodowe.pl


Premier Morawiecki przypomniał premierowi Netanjahu (skądinąd zgodnie z prawdą), że jego rodacy także brali czynny udział w procesie zagłady w czasie II wojny światowej. Z nieznanych nam przyczyn nie wywołało to entuzjazmu premiera Izraela.

W ramach łagodzenia napięć międzynarodowych proponujemy premierowi Morawieckiemu przeprowadzenie jeszcze co najmniej trzech (skądinąd prawdziwych) lekcji historii:
  • Należy wytknąć prezydentowi Putinowi, że Armia Czerwona gdziekolwiek dotarła, tam gwałciła i rabowała. Premier musi tylko uważać, aby nie powiedział tej prawdy na terenie Rosji, bo ... może wylądować na Łubiance. Putin wprowadził bowiem podobne do naszych regulacje, gdzie za szkalowanie bohaterstwa Armii Czerwonej można trafić do pierdla.
    Żołnierz radziecki z zajumanymi zegarkami w Berlinie
  • Należy wytknąć premier May, że niejaki alkoholik o nazwisku Churchill miał co najmniej bierny (cicha zgoda wobec groźby rozpadu koalicji antyhitlerowskiej, ach ten Katyń...) udział w doprowadzeniu do śmierci polskiego premiera Władysława Sikorskiego. Oczywiście Anglicy w pełni zrozumieją, że czczenie Churchilla jako męża stanu jest niewłaściwe.
    Gibraltar - miejsce śmierci Sikorskiego
  • Należy wytknąć prezydentowi Trumpowi, że jego poprzednik sprzed lat (Roosevelt) odesłał do Niemiec statek St. Louis (czyli Stany też brały udział w systemie zagłady) i ponadto sprzedał nas w Jałcie. Na dokładkę Amerykanie dali bez żadnych pytań azyl hitlerowskim naukowcom, ze szczególnych uwzględnieniem fizyków jądrowych. Na pewno to się w USA spodoba.
    Statek St. Louis - dowód amerykańskiej hańby
W razie potrzeby Blog o ekonomii, sporcie, fantastyce i obyczajach ma w zanadrzu jeszcze kilka ciekawych historii.